Najchętniej bym go kopnął w cholerę. Że mi pomaga? To ty tak uważasz. Długo się go wstydziłem, nie chciałem, by ludzie mnie na nim widzieli. Po co ich litość? Może i wózek to na chwilę, ale nie masz pojęcia, jak ciąży moment trwający dziesięć miesięcy. Nawet nosa za próg sam nie wystawię, bo ten poniemiecki dom nie dla takich jak ja był budowany. Mam na imię Szymon, lubię oglądać mecze Barcelony i kocham triki Messiego. Wiem, że takich kibiców jak ja są miliony. Ale czy ktoś z nich ma to co ja?
Pewnie słyszałeś o skoliozie. Od niej się zaczęło. Nie, nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie, wiele dzieciaków to ma. Może wystarczy dłużej plecak na jednym ramieniu ponosić... Nigdy tak nie robiłeś? Dziwne. Miałem jedenaście lat i czas, żeby z tego wyrosnąć, tak myśleliśmy, mama i ja. Aż dwa lata później nogi zaczęły mi się trząść. Jakby nie moje były, tylko na chwilę pożyczone i teraz ktoś domagał się ich zwrotu. Doktor Joanna Stępień od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Każdy ma swoje nogi przecież. Wysłała mnie do szpitala w Złotowie, a tam włożyli mnie do tunelu. No wiesz, takiego do badania głowy. Na fale tomografu załapała się szyja, a w niej dziura. Mam tak samo jak ty. W ogóle mi do głowy te lekarskie nazwy nie przychodzą. Mówili coś o jamistości. Jamistość rdzenia kręgowego. Nie umiem ci tego wytłumaczyć. Następnego dnia w Poznaniu powiedzieli, że tę pustkę mam wzdłuż całej klatki piersiowej. Nie słyszałeś o czymś takim? Ja też nie. Za to mama, gdy usłyszała słowo „guz”, o mało nie zemdlała. Dzisiaj mówi, że miała w głowie miliony pytań. Najgorsze było: złośliwy? To ten guz odbierał mi nogi.
Powiem ci, że w życiu się tyle nie najeździłem. Nie w tak krótkim czasie. Złotów – Poznań – Warszawa. W tydzień, to jak tourne jakiejś gwiazdy. W Centrum Zdrowia Dziecka profesor narysował mamie coś na kartce. Też nie wiem, czy operację można narysować tak po prostu, długopisem. Widać da się, bo mama wróciła spokojna. Do tego biopsja pokazała, że ten mój guz to nie jest taki straszny. Najłagodniejszy z łagodnych. No i też go nie chciałem, nie wiem, czy to muszę mówić. To jasne. Jak tylko powiedzieli, że mogą go wyciąć, od razu się zgodziłem. Zabierajcie go i wracam do domu. Tak, masz rację, to nigdy nie jest takie proste. Czasem takie życie się do człowieka przyczepi… A wiesz, że Kamil też miał guza? Tylko on lepszego, bo przy kręgosłupie. Nigdy nie wspominałem ci o Kamilu? Dałbym głowę, że mówiłem. Kamil mieszka cztery kilometry ode mnie, jesteśmy najbliższymi kolegami, razem gramy w gry. No i u Kamila też guza znaleźli, krótko po mnie. Tyle że jemu wycięli go od razu, a mi tylko kawałek. On ma tylko mały ubytek kości, a ja z moim „gościem” musiałem jeszcze pochodzić.
Nie dziwię się, że się dziwisz. Po operacji w Warszawie chodziłem trochę do szkoły, na zgiętych nogach. Chciałem być wśród kolegów. Powiem ci, że nie ma lepszego miejsca do ukrycia strachu i bólu niż wśród ludzi. Wiesz, czuję się jakbym opisywał ci życie kogoś innego. Tak łatwiej mówić o sobie. A najlepiej to by było mówić czyimiś ustami. Mamy na przykład. Ona wie, że jestem nieśmiały, bo sama też taka była. Twierdzi, że tak jak ona z tego wyrosnę. Mogłaby opowiedzieć ci o moich plecach. Myślisz, że nie zauważyłem, jak się im przyglądasz? Spoko, przywykłem. To inność tak wzrok przyciąga. Plecy uciekają mi w prawo, miednica w lewo, prawa stopa jako ta mocniej obciążona dostała mocno w kość. Jak to się stało? To cena za prostowanie życia. Nie wiesz, że w życiu za wszystko trzeba zapłacić? To ty pierwszy raz jesteś na tym świecie?
Z mamą postanowiliśmy, że trzeba mnie wyprostować. Oczekiwanie do poradni wad postawy było jak ciąża, trwało dziewięć miesięcy. Mama mówi, że dziś jest mądrzejsza i taką wizytę załatwiłaby góra w trzy miesiące. Jak? Ty naprawdę mało wiesz o życiu. Wykupiłaby prywatnie wizytę u ordynatora czy innego profesora i droga by się od razu skróciła. Tak to działa, nie wiem czemu się dziwisz. To wy, dorośli, tak urządziliście ten świat.
W poradni badali mnie trzy tygodnie. Mierzyli kości, jakby chcieli się upewnić, czy wszystkie są moje. Też nie cierpisz czekać? Masz rację, że to gorsze niż najgorszy wyrok usłyszany od razu. Niepewność to największa tortura. A oni po prostu się bali mnie prostować. Poradzili się profesora Sagana ze Szczecina, a ten uznał, że najpierw trzeba wyciąć resztę guza. Wóz albo przewóz – mówił. Albo będę chodzić, albo zostanę sparaliżowany od pasa w dół. Pewnie, że było trudno podjąć taką decyzję. Mieliśmy na to weekend. Mama się wahała, ale ja byłem pewny – zrobię wszystko, by znowu normalnie żyć. Na własnych nogach pobiec nad zalew w Stołuńsku (widać go z mojego okna), pojechać rowerem do Buczka na ognisko. Tnijcie, byłem pewny. No pewnie, że się bałem. Przed samą operacją to już najbardziej nie wiedziałem, o czym myśleć. Czasem człowiek tak ma, że myśli pozbierać nie może. W każdym razie żadnej konkretnej myśli nie pamiętam. Podobno gdy to strach, a nie zegar czas odmierza, nawet chwilka może się ciągnąć w nieskończoność*
To był wrzesień 2016 roku. Położyli mnie na zimnym stole i uśpili. Nieraz w filmach widziałem, jak z takich metalowych blatów dusze do nieba leciały. Operacja trwała prawie osiem godzin. Na razie jest udana, guza ani śladu. Jak to na razie, pytasz. Bo po roku, a może i pięciu będzie wiadomo, czy guz nie wróci.
Powroty. Są miejsca stworzone do tego, by do nich wracać. Taka szkoła na przykład. Acha! Wiedziałem, że cię tym zaskoczę. Że wracać do niej można pamięcią po latach, ale nie gdy wciąż się człowiek uczy? Gdybyś sam siedział na wózku, kilometry od kolegów, to inaczej byś mówił. Nuda potrafi zmienić człowieka, że sam czasem się nie pozna. Mama już zapisała mnie do „Ogólniaka”. Nie, nie mam najlepszych ocen, ale tylko najlepsza szkoła w powiecie mi została. Technikum nie jest dla mnie, bo przy nauczaniu indywidualnym w domu nie da się zrealizować przedmiotów zawodowych. A jak bez tego postępy robić? Do „zawy” też nie pójdę, żaden lekarz zgody mi nie da na pracę fizyczną. No przecież bez praktyk fachu się nie nauczę. Zostają przedmioty ogólne. Na razie w domu, a jak stanę na nogi, to do szkoły będę dojeżdżać. No coś ty, serio doczekać się nie mogę. Choćby jutro mogę tam jechać.
Pewnie, że mam plan. W życiu trzeba mieć jakiś zamysł. Mój wymyślili lekarze, ale zgodziłem się od razu. Może się uśmiejesz, ale jestem trochę jak iron man. Na pewno widziałeś ten film. Tyle że ja mam na razie w sobie tylko dwa metalowe pręty. Z tytanu, bo te nie zaburzają pracy rezonansu. I podobno na lotniskach nie piszczą. Jeszcze nie próbowałem, ale chciałbym gdzieś polecieć i sprawdzić. W styczniu tego roku wstawili mi te pręty w ciało, wzdłuż kręgosłupa. Przytrzymują dziesięć kręgów. Pewnie, że bolało, zwłaszcza na początku, pod żebrami. Mówią, że choroby są dla ludzi i trzeba jakoś z nimi żyć, ale ja to pewny nie jestem. Zwłaszcza, że to nie koniec. Bo żeby cieszyć się szkołą muszę być jeszcze bardziej metalowy. Nie, kręgosłup już jest prawie prosty. Teraz tytanem podeprą mi biodro. Ustawią mi miednicę i blaszką zablokują ją w odpowiedniej pozycji. I jeszcze przykurcze uwolnią. Ładnie brzmi, prawda? Uwolnić w moim przypadku znaczy postawić na nogi. Nie martw się, mam czucie w nogach, tylko trochę mi się przykurczyły. Ale mama dwa razy dziennie każe mi leżeć na łóżku z obciążnikami na kolanach. Kupiła takie z piaskiem, za pięć dych z netu.
Nie wiem, czy cieszyć się, że o to pytasz. Nie umiem prosić o pomoc. Mam szesnaście lat, a już nie chce mi to przejść przez gardło. Mamie łatwiej przychodzi powiedzieć, że nie na wszystko w domu wystarcza, a moja rehabilitacja będzie bardzo droga. Z dojazdem specjalisty to może być i stówka za godzinę. Te 10 tys. zł, które mamy na koncie zebrane (tak, pomagali nam sąsiedzi i znajomi, był festyn, zawody konne, zbieramy pieniądze w fundacji Złotowianka) moment się rozejdą. Mama wątpi, że to wystarczy, a szkoła niedługo się zacznie. Mówisz, że proszę to takie samo słowo jak każde? Nie zgadzam się. Proszę to znacznie więcej.
Nr konta fundacji Złotowianka, na które można wpłacać pieniądze na leczenie Szymona: Spółdzielczy Bank Ludowy Zakrzewo 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 – darowizna na rzecz L/33
* Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli”
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cały tekst w stylu Myśliwskiego, brawo! Życzę dużo zdrowia!
Cały tekst w stylu Myśliwskiego, brawo! Życzę dużo zdrowia!