- Dziękuję burmistrzowi za to, że wcześniej nam pomagał, ale ostatnio powiedział, że pomagał już nie będzie - stwierdził Piotr Myszkowski, który wraz z rodziną stanął w obliczu bezdomności. - Gmina zrobiła dla Pana bardzo dużo i nadal nie zostawi Pana w potrzebie - zapewniał mieszkańca Żeleźnicy przewodniczący Klaryński
Wysłuchajcie mnie
Ostatnie obrady krajeńskich rajców nie należały do spokojnych. Oprócz burzliwej dyskusji na temat współfinansowania zakupu radiowozu dla Komendy Powiatowej Policji w Złotowie i tego, czy w Krajence może istnieć sołectwo, pojawił się na nich rozpaczliwy apel o pomoc jednego z mieszkańców gminy. Wygłosił go Piotr Myszkowski z Żeleźnicy. - Jestem zdesperowany, dlatego zabieram głos na tej sesji. Mieszkam kilometr od wioski, w budynku kolejowym. Jest nam bardzo ciężko. Jestem ojcem dwójki dzieci, moja żona nie ma pracy, ja pracuję za 1100 złotych miesięcznie – przedstawiał swą sytuację. Mężczyzna dodał, że niebawem jego rodzina może stanąć w obliczu bezdomności, bo kończy się umowa najmu budynku, w którym mieszkają, a którego właścicielem jest jedna ze spółek PKP i który przez lata on wyremontował własnym sumptem. - Na wynajęcie czegoś innego nas nie stać. Dziękuję burmistrzowi za to, że wcześniej nam pomagał, ale ostatnio powiedział, że pomagał już nie będzie – mówił dalej P. Myszkowski, zerkając w stronę Stefana Kiteli. Mieszkaniec Żeleźnicy przedstawił szereg problemów, które spadają na niego w związku z zamieszkiwaniem budynku kolejowego: od niemożności zameldowania siebie i rodziny zaczynając, na braku bieżącej wody kończąc. Dodał, że nikt w ich rozwiązaniu nie stara się mu pomóc, choć pukał już do wielu urzędowych drzwi. - Zaproponowano nam lokal socjalny w Pogórzu, ale jest on nie do przyjęcia. Nie da się tam funkcjonować jako rodzina z dwójką małych dzieci, w tym jednym, które choruje i ciągle jest na inhalacji – stwierdził P. Myszkowski, opisując stan obiektu. Dodał też, że jego położenie znacznie utrudniłoby mu również dojazdy do pracy. Mężczyzna zwrócił się do burmistrza i radnych z prośbą o pomoc, by mógł nadal mieszkać w budynku kolejowym i by jego pobyt tam ująć wreszcie w jakieś ramy prawne.
To nie tak
Przewodniczącego rady Adama Klaryńskiego nieco zdziwiły słowa mieszkańca Żeleźnicy. - Z tego co pamiętam gmina nigdy Panu nie odmawiała pomocy. Nie można przez sarkazm wypowiadać się, że ktoś jest przeciwko Pana rodzinie. Jeśli chodzi o budowanie wodociągu, skoro jest to teren PKP, gmina nie może inwestować na nie swoim terenie. Nie było też u nas sytuacji, żeby ktoś w gminie pozostał bezdomny. Zawsze proponowane były lokale zastępcze– mówił przewodniczący i zapewnił, że dla Piotra Myszkowskiego i jego rodziny także zostanie przygotowane rozwiązanie. Do dyskusji dołączył Tomasz Ciechanowski, sekretarz gminy, który zarzucił Piotrowi Myszkowskiemu, że nie przedstawił radnym obrazu całej sytuacji związanej z miejscem jego zamieszkania, które do 2011 roku miał zajmować bezprawnie. - Cztery lata temu, dzięki staraniom burmistrza Stefana Kiteli, pan Myszkowski mógł zalegalizować swój pobyt w tym budynku. Dlaczego? Bo gmina wydzierżawiła budynek od PKP. Wówczas mogliśmy to usankcjonować poprzez podnajęcie. W międzyczasie rozpoczęły się też negocjacje na temat przejęcia przez gminę od kolei tego terenu. Okazało się jednak, że przepisy obowiązujące na kolei stanowią, że budynku położonego bezpośrednio w pasie kolejowym PKP nie można oddać ani sprzedać. Do sprzedaży mogą trafiać jedynie obiekty położone ponad dwadzieścia metrów od torów. Podyktowane jest to przede wszystkim względami bezpieczeństwa, żeby nikt niespodziewanie nie wtargnął na tory, bowiem kto weźmie za to odpowiedzialność? Przepisy w tym względzie są restrykcyjne – przekonywał sekretarz Ciechanowski. Nawiązał też do lokalu socjalnego, który komisja mieszkaniowa przyznała Piotrowi Myszkowskiemu. - Lokal ten został wyremontowany przez Komunalny Zakład Użyteczności Publicznej – mówił T. Ciechanowski. To poirytowało P. Myszkowskiego, który stwierdził, że sekretarz ""czaruje radę"" i w wielu kwestiach mija się z prawdą. Ponieważ wzajemne przerzucanie się argumentami zaczęło przywierać coraz ostrzejszy ton, zareagował przewodniczący Klaryński. - Przerzucamy się winą, a nie po to się tu zebraliśmy. Gmina zrobiła dla Pana bardzo dużo i nadal nie zostawi Pana w potrzebie. Do tego tematu jeszcze wrócimy – zadeklarował radny Adam Klaryński.
Sz. Chwaliszewski
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze