Reklama

Przeciwnicy farm wiatrowych obiecali, że nie złożą broni

29/03/2015 00:00
Najpierw zaprotestowali, a później zaskarżyli decyzje wójta. Sprawa trafiła do prokuratury

W połowie ubiegłego roku zawiązano komitet protestacyjny przeciwko budowie elektrowni wiatrowej w okolicach Głomska i Poborcza. Początkowo liczył on kilkanaście osób, w ciągu kolejnego miesiąca pod stosownymi listami podpisało się blisko 80 osób. W dalszej kolejności komitet wystosował konkretny protest, który podparto podpisami 150 osób. – Dotarliśmy nie tylko do przedstawicieli poszczególnych rodzin, ale również do ich członków – wzrost poparcia protestu tłumaczy jedna z inicjatorek akcji, była radna Rady Gminy Zakrzewo Anna Szlum. W styczniu tego roku sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Złotowie. Komitet wystosował pismo o przekroczeniu uprawnień przez wójta gminy Zakrzewo w postępowaniu administracyjnym w sprawie budowy elektrowni wiatrowej. Sugerowano, że Henryk Dobrosielski decyzje wydał bez należnej konsultacji z mieszkańcami. Zarzucono mu też, że nie podjął wszelkich działań zapobiegawczych w sprawie inwestycji, bo przed wydaniem decyzji nie otrzymał opinii o faktycznym oddziaływaniu wiatraków na środowisko.

Prokuratura odmówiła

Przez ostatnie tygodnie trwało postępowanie sprawdzające, w trakcie którego były przesłuchania, a także weryfikacja urzędowej dokumentacji związanej z tą sprawą. Pod koniec lutego komitet protestacyjny otrzymał z prokuratury odpowiedź, w której odmówiono wszczęcia w tej sprawie śledztwa. W uzasadnieniu mowa jest o tym, że nie ma ku temu podstaw prawnych, nie dopatrzono się przekroczenia czy tym bardziej złamania przepisów przez wójta. – Spodziewaliśmy się, że tak będzie – mówi Anna Szlum, podkreślając, że protestujący nie złożą broni. – Będziemy się odwoływać. Musimy to zrobić. Czy mamy inne wyjście!? – zapowiada jedna z inicjatorek akcji, deklarując, że komitet protestacyjny zrobi wszystko, żeby nie dopuścić do budowy elektrowni wiatrowej. – Macham już na to ręką z lekką dozą bezradności – odpowiada na zapowiedź takich działań wójt. Henryk Dobrosielski nie kryje irytacji sytuacją, wyjaśniając, że takie przepychanki z komitetem kosztują gminę czas pracy urzędników i pieniądze.

Nie chcieli robić przykrości

– Trzeba przygotować całą dokumentację i angażować ludzi do pracy. Sam także jestem zaabsorbowany, muszę opieczętować i podpisać masę dokumentów – mówi wójt, wyliczając, że na potrzeby tej sprawy musiał przygotować około tysiąc dokumentów do prokuratury i Samorządowego Kolegium Odwoławczego, co udokumentował nawet zdjęciami. – To nie jest wszystko, co przygotowaliśmy na potrzeby tej sprawy. To jedynie dokumenty, jakie trafiły do SKO – mówi wójt, pokazując zdjęcie grubej sterty papierów. – Nie zrobiłem niczego, co byłoby niezgodne z prawem – zapewnia Henryk Dobrosielski, podkreślając, że jego decyzje były podparte opiniami merytorycznych w tym względzie instytucji. – Dlaczego nie oskarżają RDOŚ, WIOŚ i Sanepidu, instytucji, które wydały te opinie? – pyta nasz rozmówca, który ze spokojem oczekuje kolejnych działań komitetu protestacyjnego. – Wiem, że będą one miały miejsce i że pewnie jeszcze długo będzie to wszystko trwało. Nawet gdy będą już wybudowane wiatraki – przyznaje Henryk Dobrosielski. Na wójcie nie robi też wrażenia liczba protestujących. Przekonany jest, że podpisujący zdecydowali się na postawienie parafki jedynie z tego względu, że nie chcieli robić przykrości inicjatorom akcji, a w rzeczywistości w ogóle się z nią nie utożsamiają.

Piotr Steffen

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości