Najpierw zaprotestowali, a później zaskarżyli decyzje wójta. Sprawa trafiła do prokuratury
W połowie ubiegłego roku zawiązano komitet protestacyjny przeciwko budowie elektrowni wiatrowej w okolicach Głomska i Poborcza. Początkowo liczył on kilkanaście osób, w ciągu kolejnego miesiąca pod stosownymi listami podpisało się blisko 80 osób. W dalszej kolejności komitet wystosował konkretny protest, który podparto podpisami 150 osób. – Dotarliśmy nie tylko do przedstawicieli poszczególnych rodzin, ale również do ich członków – wzrost poparcia protestu tłumaczy jedna z inicjatorek akcji, była radna Rady Gminy Zakrzewo Anna Szlum. W styczniu tego roku sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Złotowie. Komitet wystosował pismo o przekroczeniu uprawnień przez wójta gminy Zakrzewo w postępowaniu administracyjnym w sprawie budowy elektrowni wiatrowej. Sugerowano, że Henryk Dobrosielski decyzje wydał bez należnej konsultacji z mieszkańcami. Zarzucono mu też, że nie podjął wszelkich działań zapobiegawczych w sprawie inwestycji, bo przed wydaniem decyzji nie otrzymał opinii o faktycznym oddziaływaniu wiatraków na środowisko.
Prokuratura odmówiła
Przez ostatnie tygodnie trwało postępowanie sprawdzające, w trakcie którego były przesłuchania, a także weryfikacja urzędowej dokumentacji związanej z tą sprawą. Pod koniec lutego komitet protestacyjny otrzymał z prokuratury odpowiedź, w której odmówiono wszczęcia w tej sprawie śledztwa. W uzasadnieniu mowa jest o tym, że nie ma ku temu podstaw prawnych, nie dopatrzono się przekroczenia czy tym bardziej złamania przepisów przez wójta. – Spodziewaliśmy się, że tak będzie – mówi Anna Szlum, podkreślając, że protestujący nie złożą broni. – Będziemy się odwoływać. Musimy to zrobić. Czy mamy inne wyjście!? – zapowiada jedna z inicjatorek akcji, deklarując, że komitet protestacyjny zrobi wszystko, żeby nie dopuścić do budowy elektrowni wiatrowej. – Macham już na to ręką z lekką dozą bezradności – odpowiada na zapowiedź takich działań wójt. Henryk Dobrosielski nie kryje irytacji sytuacją, wyjaśniając, że takie przepychanki z komitetem kosztują gminę czas pracy urzędników i pieniądze.
Nie chcieli robić przykrości
– Trzeba przygotować całą dokumentację i angażować ludzi do pracy. Sam także jestem zaabsorbowany, muszę opieczętować i podpisać masę dokumentów – mówi wójt, wyliczając, że na potrzeby tej sprawy musiał przygotować około tysiąc dokumentów do prokuratury i Samorządowego Kolegium Odwoławczego, co udokumentował nawet zdjęciami. – To nie jest wszystko, co przygotowaliśmy na potrzeby tej sprawy. To jedynie dokumenty, jakie trafiły do SKO – mówi wójt, pokazując zdjęcie grubej sterty papierów. – Nie zrobiłem niczego, co byłoby niezgodne z prawem – zapewnia Henryk Dobrosielski, podkreślając, że jego decyzje były podparte opiniami merytorycznych w tym względzie instytucji. – Dlaczego nie oskarżają RDOŚ, WIOŚ i Sanepidu, instytucji, które wydały te opinie? – pyta nasz rozmówca, który ze spokojem oczekuje kolejnych działań komitetu protestacyjnego. – Wiem, że będą one miały miejsce i że pewnie jeszcze długo będzie to wszystko trwało. Nawet gdy będą już wybudowane wiatraki – przyznaje Henryk Dobrosielski. Na wójcie nie robi też wrażenia liczba protestujących. Przekonany jest, że podpisujący zdecydowali się na postawienie parafki jedynie z tego względu, że nie chcieli robić przykrości inicjatorom akcji, a w rzeczywistości w ogóle się z nią nie utożsamiają.
Piotr Steffen
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze