Reklama

Przeciwnika trzeba zniszczyć

19/11/2015 10:15
Na boisku nie ma sympatii. Jest agresja. Siniaki, krew i pot. Futbol amerykański to gra dla prawdziwych mężczyzn. Jakub Stachyra, zawodnik Husarii Szczecin, nie boi się bólu. W końcu nic, co warte posiadania, nie przychodzi łatwo. Tytuł mistrza również

W Stanach Zjednoczonych futbol amerykański jest najpopularniejszą dyscypliną sportu w kraju. W Polsce – póki co - jeszcze wciąż raczkuje, jego pasjonaci zapewnili mu za to bardzo udany start. Jedną z jego kolebek była stolica województwa zachodniopomorskiego. W 2004 roku narodziła się Husaria Szczecin. - Jedenaście lat temu była jedną z czterech drużyn w Polsce, dzisiaj mamy dziewięćdziesiąt pięć zespołów – Jakub Stachyra, zawodnik wspomnianej drużyny, wskazuje na dynamicznie rosnącą popularność tego sportu. Bez wątpienia świadczy o niej również zainteresowanie kibiców – mecze Husarii każdorazowo ogląda kilkuset, a nawet ponad tysiąc fanów. Zresztą w futbolu amerykańskim wiele liczb robi wrażenie. Przykład – szczeciński zespół A tworzy aż sześćdziesięciu zawodników.

Reklama

Futbol amerykański to sport bardzo kontuzjogenny. Mimo to Jakub Stachyra zawsze schodzi z boiska z uśmiechem (fot. arch. J. Stachyry)

Nic na pół gwizdka. Z sercem

Futbol amerykański to agresja. A jak agresja, to prawdziwi mężczyźni – ciężcy, mierzący po dwa metry wzrostu. Taki obraz przeciętnemu Kowalskiemu serwuje telewizja. Przekłamany. - Każdy może uprawiać ten sport, ponieważ różne pozycje wymagają od zawodnika różnych cech. Gruby, chudy, wysoki, niski, szybki, wolny... Wszyscy są potrzebni. Zwinność, owszem, jest ważna, ale dla nas liczy się przede wszystkim charakter – przekonuje Jakub, grający na pozycji defensive end (gracz zajmujący pozycję na skraju linii defensywnej), sam zaliczający się do „książkowych zawodników”. 184 centymetry, 110 kilogramów... Boiskowa konfrontacja z nim może należeć do bolesnych. Zwłaszcza, że – jak zdradza nasz rozmówca – na sukces sportowy w futbolu amerykańskim przekładają się nie tylko umiejętności i taktyka, ale też – a może nawet przede wszystkim – gotowość do walki. Prawdziwej.

Reklama

- Kiedy wychodzisz na boisko skacze adrenalina. Wiesz, że przeciwnika trzeba zniszczyć – Jakub przyznaje, że wbijanie szpili rywalom, mocne zagrywki słowne to charakter tego sportu. - Na boisku nie ma kolegów. Jest przeciwnik, którego trzeba pokonać – stąd siniaki i kontuzje. Nasz rozmówca niejednokrotnie również schodził z boiska poturbowany. Zerwane więzadła, skręcona kostka, złamany palec... Futbol amerykański nie zna litości. - Serce do walki, gotowość do wysiłku i odporność na ból to podstawa. Zawodnik nie może się bać, że podczas meczu stanie mu się krzywda. Musi być na nią gotowy – stąd ciężkie treningi, podczas których, jak podczas rozgrywek, leje się pot, a czasem i krew. Dlatego tak ważna jest twarda głowa. Dosłownie oraz w przenośni. I najważniejsze: zaangażowanie. - W futbol amerykański nie da się grać z doskoku. Musisz się w tej dyscyplinie zakochać, oddać jej serce – uważa Jakub. Za nimi przyjdzie sukces. Dwukrotnie z rzędu (lata 2013 i 2014) zdobyte Mistrzostwo Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego I – to pierwszy z dowodów. - Przez trzy lata rozegraliśmy dwadzieścia meczy. Żadnego z nich nie przegraliśmy – to rekord na skalę kraju – zaznacza Jakub.

Dowód numer dwa – Husaria gra dziś w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej – top lidze. Poprzedni sezon zawodnicy zamknęli dobrym, piątym wynikiem. Tym razem mają zamiar powalczyć o najwyższy laur – mistrzostwo ligi. Koledzy z drużyny na zaangażowanie Jakuba mogą liczyć.

Reklama

To nie dla mnie...

Jakub Stachyra przygodę z futbolem amerykańskim, za namową kolegi-zawodnika, rozpoczął w 2012 roku. Namówić go na udział w rekrutacji nie było jednak łatwo.

Husaria Szczecin gra w najwyższej polskiej lidze rozgrywkowej - toplidze. Jakubowi Stachyrze (z prawej) marzy się jeszcze gra w reprezentacji - z orzełkiem na piersi (fot. arch. J. Stachyry)

- Uważałem, że się do tego sportu nie nadaję, dlatego aż przez rok szukałem wymówek – śmieje się nasz rozmówca. Pierwszy kontakt, podjęty na trzecim roku studiów, utwierdził go w tym przekonaniu. - Od zawsze byłem aktywny. Grałem w piłkę nożną i nie stroniłem od lekcji W-F-u, więc miałem dobrą kondycję, a mimo to pierwszy trening dał mi w kość. Bolały mnie wszystkie mięśnie, więc chciałem sobie odpuścić – wspomina 26-latek pochodzący ze Skica. Słabość okazała się być chwilowa. Ustąpiła miejsca pasji, która wraz z ciężką pracą zaowocowała profesjonalizmem. Wypracowaną wspólnie z trenerem. - Nigdy nie usłyszałem, że się do czegoś nie nadaję. Wręcz przeciwnie – wszystkim nam powtarzano, że ciężka praca przyniesie efekty – słusznie. Wraz z nimi przyszło zadowolenie. Pieniądze – niekoniecznie. - W Polsce futbol amerykański nie ma się jeszcze tak dobrze, by grą można było zarobić na życie – wyjaśnia Jakub, na co dzień pracujący w PZU. Pogodzenie treningów (te odbywają się pięć razy w tygodniu) z pracą to dla niego żaden problem. - Kluczem jest dobra organizacja i autodyscyplina – zdradza zawodnik Husarii. Ta ostatnia, poparta ogromnym duchem walki może zaprowadzić go na futbolowy szczyt – w szeregi kadry reprezentacji Polski w futbolu amerykańskim. - Zagrać z orzełkiem na piersi to byłoby coś... - zamyśla się nasz rozmówca.

Reklama

Jakubie, spełnienia marzeń!

Nie oddam piłki - zapomnij! (fot. arch. J. Stachyry)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości