Kto rządzi w starostwie? Kto kogo chciał podkupić? Kto na kogo miał się obrazić? Ile kosztuje kampania wyborcza? Dlaczego starosta był niedysponowany? - z Ryszardem Goławskim rozmawiają Patrycja Koplin i Piotr Steffen
Mija rok od ostatnich wyborów samorządowych. Jak po upływie tego czasu ocenia Pan współpracę koalicyjną?
Od początku wiedzieliśmy, że pierwszy i drugi rok urzędowania nie będą latami inwestycyjnymi. Te prognozy się sprawdzają. Przygotowujemy właśnie projekt budżetu na rok 2012 i już wiemy, że łatwo nie będzie. Zadań przybywa, pieniędzy ubywa, a to oznacza, że planowanie pewnych inwestycji będzie ograniczone. Trzeba jeszcze przypomnieć, że ciąży na nas pewna kwota zadłużenia, którą przez cały czas musimy obsługiwać. Być może przymierzymy się do jej ewentualnej spłaty. Poza tym prawo ciągle się zmienia, teraz np. do inwestycji drogowych z Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych można pozyskać 30% dofinansowania, a nie 50% jak to było wcześniej. Wiem, że wnioski do realizacji tego programu przestały napływać, bo samorządów zwyczajnie nie stać na finansowanie 70% wartości inwestycji. My w roku 2012 w naszym powiecie nie będziemy tego programu realizować, ponieważ nie mamy na to pieniędzy.
Mówi Pan o inwestycjach, ale chcielibyśmy jeszcze zapytać o kwestie personalne. Jak się pracuje w starostwie?
Obowiązuje podział zadań. Starosta i wicestarosta mają swoje wydziały i nad ich pracą sprawują nadzór.
A jak konkretnie wygląda podział tych obowiązków? Czym zajmuje się Pan, a czym Tomasz Fidler?
Wicestarosta zajmuje się na przykład oświatą. Ja nie wchodzę w jego kompetencje, aczkolwiek włączam się w ważne dyskusje. Kwestie strategiczne, finansowe, omawiane są na spotkaniach zarządu. W zebraniach roboczych uczestniczy jeden z nas. Każdy ma też inny styl wypowiadania się, co dało się zauważyć choćby w ostatnim czasie. Gdy wicestarosta mówił, że nie będzie likwidacji szkoły, ja też to potwierdziłem, ale dodałem jednocześnie, że będzie łączenie. Likwidacja nie jest łączeniem, a łączenie nie jest likwidacją.
Pytamy dlatego, ponieważ często spotykamy się z opiniami, że w starostwie rządzi Fidler, a nie Goławski. Zgadza się Pan z tym?
Ludzie mogą mieć takie skojarzenia, ale trzeba wiedzieć, że coś takiego jak jednoosobowe zarządzanie nie istnieje, istnieje zarządzanie kolektywne. Jeśli jest mowa o oświacie, to w spotkaniach i uroczystościach uczestniczy wicestarosta. W konwentach starostów Północnej Wielkopolski, w rozmowach dotyczących strategii powiatu i województwa uczestniczę natomiast ja. Spotkań i wyjazdów jest dużo, ale we wszystkich nie bierzemy udziału, bo wtedy musielibyśmy tylko jeździć. Wybieramy te, które są naszemu powiatowi bliższe.
A jak wyglądają relacje z Mirosławem Jaskólskim? Wszystko wróciło na stare tory, czy nadal pojawiają się tarcia?
Rozmawiamy. Pan Jaskólski jest członkiem komisji budżetowej i szefem opozycyjnego klubu, więc spotkania są niezbędne. Nie chcę przy projektowaniu budżetu zbyt wiele czasu tracić na dyskusje i boksowanie się, dlatego sporo rzeczy omawiamy wcześniej. Za często się nie spotykamy, bo każdy z nas ma teraz inne zadania, ale współpracę oceniam pozytywnie.
Dawne waśnie są już zapomniane? Powiedzieliście: „Rysiu, Mirek wybaczamy sobie”?
Nie ma sobie czego wybaczać. Być może był żal o zerwanie koalicji, ale rok już minął, więc trauma też powinna minąć.
Mirosław Jaskólski obejmie funkcję dyrektora Zespołu Szkół Elektro-Mechanicznych po Krystianie Cichańskim?
Jest ogłoszony konkurs, do 21 listopada przyjmowane są zgłoszenia. Powołano komisję konkursową i to ona podejmie decyzję. Z tego, co wiem, pan Mirosław chce złożyć dokumenty.
Ktoś jeszcze startuje?
Nie wiem, ale słyszałem, że być może obecna wicedyrektor szkoły.
Więc pan Jaskólski nie może być spokojny o zwycięstwo?
Nikt nie może być. Mogliśmy przecież powierzyć obowiązki wicedyrektorowi, ale nie zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie i ogłosiliśmy konkurs. Bo jeśli w oświacie dojdzie do reorganizacji, to szkołą powinien kierować dyrektor, a nie osoba pełniącego jego obowiązki.
Druga najbardziej aktualna sprawa – szpital. Jak do obecnych problemów finansowych jednostki ma się przyznana niedawno dyrektorowi Teuszowi nagroda w wysokości 42 tys. zł?
Jak słyszę o tej nagrodzie to mam dość. Ludzie muszą w końcu zrozumieć, że całym szpitalem oraz budżetem, którego podstawą są kontrakty zawierane z Narodowym Funduszem Zdrowia, zarządza menedżer. Skoro robi to dobrze, a nie bierze „trzynastek” i nie otrzymuje innych nagród, to te pieniądze mu się należą. Nagrodę opiniuje i przyznaje Społeczna Rada Szpitala, zarząd ją natomiast tylko przydziela.
Z tego, co wiemy, inni pracownicy też trzynastek ani żadnych nagród nie dostają...
Nie można porównywać pracownika do dyrektora. Pan Teusz jest menedżerem szpitala. W naszym społeczeństwie ciągle pokutuje przekonanie, że jeśli pielęgniarka nie ma podwyżki, a dyrektor dostaje nagrodę, to jest coś nie tak. I to ludzi boli. Trzeba jednak jasno powiedzieć – naszego dyrektora już nie raz chcieli podkupić inni starostowie. I to za większe pieniądze. Przy okazji chciałem zdementować – to nie kosztem pracowników szpitala prowadzone są remonty. Inwestorem jest powiat, który korzysta z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.
Więc przyznaliście Jerzemu Teuszowi nagrodę po to, żeby został? W innym wypadku zrezygnowałby ze stanowiska?
Nie wiem, czy by odszedł, czy nie, ale rzeczywiście był to jeden z argumentów za tym, żeby został i dokończył to, co zaczął. Wykonaliśmy wiele inwestycji, ale jeszcze dużo jest do zrobienia i to też miało wpływ na wysokość nagrody.
Musiała być ona aż tak duża?
To była trzykrotność pensji i, jak już mówiłem, o przyznaniu nagrody w tej wysokości zadecydowała Społeczna Rada Szpitala. Pieniądze były też podziękowaniem za dopilnowanie wszystkich inwestycji, a nie były to przedsięwzięcia małe. Proszę zwrócić uwagę, ile to wymagało wysiłku, ile pracy. I to nie od 8.00 do 16.00 tylko od rana do wieczora.
Wydawało nam się, że sprawami menedżersko-technicznymi zajmuje się Jerzy Janiak...
Tak, ale ojcowskim okiem szef zawsze musi spojrzeć. Ten duet się sprawdza, jestem pełen podziwu, że wszystkie inwestycje udało się tak sprawnie przeprowadzić. Żeby uspokoić atmosferę, mieszkańców i pracowników chcę powiedzieć, że tę nagrodę przyznano m.in. za inwestycje. Oczywiście dążymy do tego, aby wypracować oszczędności na funkcjonowanie szpitala. Wykonujemy docieplenie, wymieniamy okna i montujemy solary, bo chcemy oszczędzać energię. Takie decyzje pozwolą w przyszłości utrzymać dyrektorowi obecne pensje. Proszę wierzyć, że kariery na obniżeniu pensji po 100 zł dyrektor nie zrobi. Dlatego pracujemy nad tym, by szpital rozwijać i ekonomicznie tak prowadzić, by był tani w utrzymaniu.
Pana prywatnym zdaniem jakiej wysokości powinna być ta nagroda?
Ja tej nagrody bronię, bo myśmy – czyli zarząd powiatu – ją zatwierdzili. Nie mogę teraz powiedzieć, że daliśmy za dużo. Daliśmy tyle, ile trzeba było. Niech sobie sami ludzie odpowiedzą na pytanie, kto o wykonanie inwestycji zabiegał, kto wszystkiego pilnował.
Mamy za sobą wybory parlamentarne. Czy za cztery lata ponownie będzie Pan w nich próbował swoich sił?
Powiem tak – wywodzę się ze sfery przedsiębiorczej. Może pójdę w kierunku działalności gospodarczej, może znowu będę kandydował. Jest jeszcze czas, by się nad tym zastanowić. Jeśli PSL będzie mnie widział na liście, to raczej będę startował.
Chodzą słuchy, że dokonał Pan kalkulacji i biorąc pod uwagę liczbę pracowników starostwa wyliczył, ile mniej więcej powinien dostać głosów w wyborach. Otrzymał Pan mniej i – podobno – za to się Pan na nich obraził. To prawda?
Nie, nigdy niczego nie analizowałem. Poza tym głosy pracowników o niczym nie decydowały.
Pracownicy, do tego rodziny – kilkaset by się zebrało…
Każdy ma swoje sympatie polityczne i każdy głosuje na kogo chce. Jeśli chodzi o sukces wyborczy to można go osiągnąć, ale po przeprowadzeniu kampanii w dużych miastach. Na wsiach też można wygrać, ale niektórych mieszkańców trudno zachęcić do pojechania na wybory. Często nie mają czym dotrzeć do urn i muszą ponosić koszty z tym związane, więc pewnie zastanawiają się, co im to głosowanie da. A w miastach ludzie do lokali wyborczych mają blisko, głosują nawet przy okazji spaceru. Tak czy tak – cieszę się, że w wyborach uczestniczyłem, trochę pieniędzy wydałem…
Ile kosztowała Pańska kampania?
Tego akurat nie powiem.
Kilka tysięcy czy kilkanaście?
Prawda jest taka, że żeby zrobić dobrą kampanię to poniżej 100 tysięcy nie ma co zaczynać.
Wracając do wyborów, tym razem samorządowych. Powiedział Pan dzisiaj, że już na początku kadencji wiedział, że pieniędzy na inwestycje nie będzie. Ale mimo tego trochę w programie Pan naobiecywał… Co z Domem Pomocy Społecznej? Mówi się o nim już od dłuższego czasu, ale wciąż nie padają konkrety. To prawda, że są plany by utworzyć go w „Rolniczaku”?
Aby DPS mógł zacząć funkcjonować przede wszystkim potrzebny jest budynek, który pomieści około 120 pensjonariuszy. Chodzi o miejsce, ale chodzi też o pieniądze – musimy się zastanowić z wójtami i burmistrzami, czy jesteśmy w stanie taką placówkę utrzymać. Trzeba też pomyśleć, skąd pozyskać pieniądze na przystosowanie budynku do standardu, w jakim DPS powinien funkcjonować. I tu zaczyna się problem. Nie ukrywam, że czekam, aż ukonstytuuje się rząd, wtedy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej będzie można zapytać, czy możemy liczyć na jakąś pomoc finansową. My wolnych 2 czy 2,5 mln zł w budżecie nie mamy. Chyba że to będzie zrzutka samorządowców.
Gabarytowo obiekt „Rolniczaka” pasuje?
Idealnie. To jest budynek z wysokimi korytarzami, klasy można przerobić na pomieszczenia. Oczywiście potrzebny byłby też remont, ale to jest już kwestia przyszłości.
W pańskim programie wyborczym znajdował się punkt dotyczący unowocześnienia bazy szkół, budowy obiektów rekreacyjno-sportowych przy szkołach, a z tego co wiemy Orlik przy „Rolniczaku” jednak nie powstanie.
Dzisiaj, kiedy wiemy, że czterech szkół nie utrzymamy i niepewna jest przyszłość tej szkoły, dyskusja o powstaniu przy niej Orlika jest bezzasadna.
Ale jest możliwość unowocześniania bazy przy innych szkołach – w końcu program wyborczy zobowiązuje.
Jeśli chodzi o Orliki mamy już jeden w mieście, kilka w terenie, nie przesadzajmy.
Więc w jaki sposób unowocześnić tę bazę?
Mamy w Złotowie wybudowaną piękną halę sportową. Co prawda zrobił ją burmistrz, ale grunt dał powiat. Baza jest już dość nowoczesna, a chodzi o to, by opracować taki system, który pozwoliłby na maksymalne wykorzystanie wszystkich obiektów.
A co ze stypendiami dla najuboższych dzieci i dzieci z terenów wiejskich? Ten system w ogóle funkcjonuje?
Nie, ale mamy nadzieję, że w przyszłych programach te stypendia się znajdą. Żeby zrobić program stypendialny, pomysł trzeba najpierw złożyć do marszałka, a póki co marszałek mówi to samo co samorządowcy: tniemy co się da.
Jak Pan myśli, ile pieniędzy trzeba przeznaczyć na ten cel?
Ponad 2 tysiące zł na jednego ucznia.
W skali roku?
W przypadku 50 osób jakieś 100 tysięcy złotych.
Gdyby dyrektor szpitala nie dostał nagrody, na połowę już by było…
Dyrektorzy tyle kosztują. Wszystkiego na czynniki pierwsze się nie rozkłada.
Szkolenie zawodowe - o tym też wielokrotnie wspominał Pan w swojej kampanii.
Zmiana sytuacji gospodarczej w kraju wymusza na nas, by działania w kwestii kształcenia podejmować w takim kierunku, abyśmy nie produkowali bezrobotnych. Technicy są już niepotrzebni, potrzebni są dobrzy fachowcy i inżynierowie. Nie dotyczy to tylko rolników, bo oni, by być rolnikami, muszą mieć wykształcenie średnie rolnicze. Powiem na przykładzie mojego syna, który chodzi do technikum w ZST, ma być mechanikiem samochodowym. Tytuł technika nie jest mu potrzebny, on ma być fachowcem, specjalistą. Tytułu potrzebują Ci, którzy planują iść na studia. Patrząc na wyniki maturalne w ZST widać, że uczniowie nie bardzo przykładali się do kształcenia ogólnego, na maturze im nie zależało. Żeby ją zdać trzeba było chcieć się uczyć, a jeśli ktoś chce być mechanikiem, to matura tylko go męczy.
W programie wyborczym wspominał Pan również o projektach dotyczących dróg powiatowych i gminnych. Chodzi nie tylko o inwestycje przeprowadzane w porozumieniu z gminami, ale też o większe pieniądze dla Powiatowego Zarządu Dróg, który kasy nie ma i modli się o słabą zimę. Jak to jest z tymi finansami? Wiemy, że ich nie ma, a Pan w programie deklaruje rzeczy, które ich wymagają.
Program to są pobożne życzenia i pomysły kandydatów, a czy da się je zrealizować, zależy od funduszy. Jeśli nie można pozyskać pieniędzy z funduszy europejskich, bo ich po prostu nie ma, jeśli aktualnie obowiązujący Narodowy Program Przebudowy Dróg Lokalnych jest słaby, a w latach 2012, 2013 i 2014 ma być lepszy, to samorządy ten rok przeczekają. Jest wiele programów, które chcielibyśmy realizować, ale musimy mieć do tego instrumenty. Podobnie sytuacja ma się z bezrobociem. 8 listopada odbył się konwent starostów północnej Wielkopolski. Starostowie wągrowiecki, chodzieski i złotowski zaprotestowali w wojewódzkim urzędzie pracy na podział środków na powiatowe urzędy pracy. Nie możemy być utożsamiani z Wielkopolską, w której bezrobocie utrzymuje się na poziomie 8%, kiedy my mamy 18%.
Ostatnia rzecz z programu – pomoc w pozyskiwaniu funduszy dla instytucji i przedsiębiorców, szeroka pomoc w pozyskiwaniu pieniędzy dla rolników.
To się dzieje. Wczoraj odbyło się spotkanie, podczas którego firma prezentowała możliwości montażu i dofinansowania solarów. Wcześniej odbyło się szkolenie dotyczące mikrobiogazowni, efekt już jest – pięciu rolników złożyło w tym temacie wnioski. Do końca roku być może odbędzie się również spotkanie dotyczące polityki rolnej.
Panie Starosto, jest jeszcze jedna sprawa. Nie tylko otrzymujemy sygnały, ale i sami widzimy, że zdarzają się imprezy, w trakcie których jest Pan wyraźnie niedysponowany.
Wiem, do czego Pan zmierza. Odpowiem na to pytanie krótko: popełniłem błąd, jest mi wstyd, więcej taka sytuacja się nie zdarzy. Przepraszam za to.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze