Reklama

Przetrwam, gdy inni padną

17/05/2016 19:00
Czy odetnie sobie rękę, by uwolnić się z potrzasku? Póki co Bartek uczy się od oficerów GROMu, jak przetrwać w dziczy. Gromadzi zapasy i nie rusza się bez noża i krzesiwa. - Dzisiejsze społeczeństwo jest mega głupie jeśli chodzi o przetrwanie

Buty trzeba zdjąć i nadziać na kołki. Z trzecim kijem położyć się spać.

Linki od hamaka posmarować na przykład żelem do golenia.

Najlepiej mieć żonę i dwójkę dzieci – zrobi się wszystko, by do nich wrócić.

To tylko kilka zasad przetrwania, którymi dzieli się z nami Bartosz Ratajewski. Wysoki, postawny, z kilkudniowym zarostem sprawia wrażenie człowieka gotowego na wszystko. I chyba o to mu chodzi. Sięgając do plecaka po opatrunki używane przez jednostki specjalne czy krzesiwo mówi, że reguł przetrwania jest masa. I z każdym pobytem w lesie ich ilość rośnie.

Reklama

Kryptonim podpucha

Oddajcie jedzenie. Schowamy je przed dzikimi zwierzętami – tak byli żołnierze GROMu, elitarnej jednostki wojsk specjalnych, witają kursantów. Wśród nich Bartka, który na przetrwanie w Bieszczadach zabrał trzy wojskowe racje żywieniowe. Każda po dwa i pół tysiąca kalorii.

Zajmowały w zasadzie cały plecak, a reszta ekwipunku była gdzieś poupychana lub przywiązana na zewnątrz

– mieszkaniec Złotowa wiele razy nocował na łonie natury. Jako harcerz czy członek grupy paramilitarnej. Wzmianki o rysiach i niedźwiedziach się jednak obawia.

Reklama

Gdzie tam, żeby zwierzęta przyszły i nam to zjadły. Oddaliśmy. Tylko później oni nie chcieli go zwrócić

– tak zaczyna się przygoda z survivalem. Realistyczna imitacja: jesteś w dziczy, nie masz wody i jedzenia. Ale masz nóż, krzesiwo i kawałek sznurka. Przeżyj.

Ojejku, bez komputera? Tata, jak ty dałeś radę?

– zapyta Bartka później syn. Tak samo jak kilkanaście dni wcześniej w czeskich górach – z trudem.

Po pierwsze – schronienie

Szkolenie odbywa się w maju, w górach, z dala od ludzkich siedzib.

Na tyle daleko, by nie było ludzi widać i słychać, ale na tyle blisko, że, gdyby coś się wydarzyło, to można kogoś zawieźć do szpitala, by się nie wykrwawił

Reklama

– B. Ratajewski zaznacza, że spędzenie kilku dni i nocy w lesie nigdy nie jest zabawą.

Bartek pokazuje jak ma być zbudowane schronienie na noc - od wiatru i deszczu chronić ma pałatka

Pierwsze hasło: żmije. Trzeba więc było zbudować podest – konstrukcję opartą o drzewa. Żadnych pił i gwoździ. Tylko sznurek i saperka. Na to warstwa gałęzi, tylko znalezionych, by nie zostawić po sobie śladów. Potem warstwa miękka. Od wiatru i deszczu chronić ma nas pałatka.

Na kursie, który Bartek zrobi później dla złotowian czterech silnych mężczyzn budować będzie takie legowisko ponad godzinę.

Reklama

A potem im pokażę, że podstawowe schronienie można zbudować w trzy minuty 

– zdobytą wiedzą B. Ratajewski chętnie dzieli się z innymi[[pay]].

W kwietniu tego roku Bartek przechodził szkolenie SERE (survive, evade, resist, escape) w Lublińcu, gdzie stacjonuje i szkoli się Jednostka Wojskowa Komandosów. Instruktorem był doświadczony komandos, kursantami osoby z rożnych służb, dwóch cywili i Bartek właśnie. W USA szkolenie to odbyć muszą wszystkie jednostki specjalne. Także piloci. Mają wiedzieć, jak przetrwać na terenie wroga, jak się ukrywać, jak się zachowywać w przypadku schwytania. Aby zwiększyć swoją szansę na przeżycie unika się zachowań skrajnych: niemówienie niczego lub wszystkiego skraca życie.

Reklama

W mateczniku komandosów Bartek musi pamiętać o powieszeniu butów na kijach (na zmęczonych stopach daleko nie zajdziesz) i drągu do odstraszania skorpionów, żmij czy lisów.

Lis atakował mnie, gdy spędzałem noc samotnie. Trzy razy szarpał mi plecak, a ja mogłem tylko krzyczeć: Wrrrah! Wrrrah!

– teraz mieszkaniec Złotowa nosi na przegubie czarną, plecioną bransoletę. To nie tylko ozdoba. To osiem metrów sznurka oraz gwizdek.

Gdy nie masz siły krzyczeć, łatwiej jest ci zagwizdać

– twierdzi adept sztuki przetrwania.

Reklama

Po każdym szkoleniu przygotowuje się lepiej na nieznane.

Śpiwór miałem na 3 stopnie Celsjusza, ale to było bardzo złe założenie. Położone obok legowiska rękawiczki mi zamarzły

– nasz rozmówca już wie, że zakładać cokolwiek można sobie w domu. Na wyprawę trzeba być przygotowanym.

Nigdy nie wiesz

Krzesiwo - sposób na ognisko, gdy zapałki zamokną

Bartek Ratajewski wychował się na warszawskiej Pradze. Jako dziecko biegał po krzakach i budował tajne bazy. Rozpalał ogień.

Trzydzieści lat temu dzieciaki były obyte z nożami i ogniskami

Reklama

– twierdzi

a dzisiejsze społeczeństwo jest mega głupie jeśli chodzi o przetrwanie.

Gry komputerowe nie dają praktycznych umiejętności.

Kto dziś umie odnaleźć się w terenie? Kto wie, z których drzew kora dobrze się rozpala?

– mężczyzna sięga do plecaka. Po opatrunki, których używają gromowcy i krzesiwo. Jednym ruchem wznieca snop iskier.

Z domu nie wychodzi też bez noża.

To nóż rezerwowy, tzw. bushcraftowy. Na ogół trzyma się go na szyi

– niewielkie ostrze przydać się może np. do przecięcia pasa, gdy po wypadku zostaniemy uwięzieni w aucie. Bartek przekonuje, że gotowym trzeba być zawsze i na wszystko. Dlatego nie słucha uwag żony.

Reklama

Po co ci ta torba?!

– pytanie choćby o latarkę B. Ratajewski zbywa zawsze tak samo: że nie wie, co się wydarzy po drodze. Może zawali się budynek, w którym będzie przebywać? Nóż, latarka, gwizdek, opatrunek, menażka – to wszystko razem albo z osobna może mu uratować życie.

Widziałem film, w którym facet odciął sobie multitoolem przygniecioną przez kamień rękę

– Bartek mówi o obrazie „127 godzin” w reżyserii Dann’ego Boyla. Sam wielonarzędziowy zestaw ma zwykle przypięty do paska spodni.

Ten, kto nie jest przygotowany nie ma żadnych szans. Ten, kto się przygotuje, swoje szanse zwiększa

Reklama

– twierdzi miłośnik survivalu.

Cukier krzepi

W USA od ponad trzydziestu lat rozwija się ruch preppersów. To ludzie gotowi na wszystko. Na atak zmutowanego wirusa, tsunami, wybuch bomby atomowej. Budują samowystarczalne schrony i gromadzą broń oraz żywność. Tacy sami ludzie w Polsce nazywają się „bounglerami”. Ma być ich około trzydziestu tysięcy.

Bartek Ratajewski nie ma schronu w piwnicy i nie nazywa się ani preppersem, ani bunglerem. Ale żywność gromadzi.

Nasze babcie robiły zapasy. A kto z nas ma dzisiaj w domu choćby dziesięć kilogramów cukru? Coś się dzieje i za chwilę nie mamy co jeść 

Reklama

celem mieszkańca Złotowa jest zgromadzenie żywności na ponad pół roku. Dziś ma jedynie trochę wojskowych racji.

Uważamy, że pewne rzeczy nas nie dotyczą. A na Ukrainie, tuż obok, jest wojna. W zachodniej Europie też

– wojna hybrydowa nie ma granic. Państwo islamskie przyznało, że prowadzi z nami wojnę i wysyła od nas swoich terrorystów – dlatego Bartek się szkoli. A ćwiczy w lesie, bo tam jest łatwiej przeżyć niż wśród ludzi.

W mieście po dwóch dniach od wystąpienia sytuacji krytycznej są rozboje i napady. Dlatego rozwija się coś takiego jak survival miejski. Pojawiają się hasła np. torby ucieczkowej (zawiera rzeczy niezbędne do przetrwania). Byłem na szkoleniu w Fundacji Grom Combat, tematem było, jak koordynować i zachowywać się w przypadku ataku terrorystycznego. Szkolenie organizowano w marcu, na tydzień przed zamachami w Belgii

– opowiada członek grupy Special Operations Forces.

Siła psychiki

Special Operations Forces tworzy kilkanaście osób ze Złotowa i okolic, miłośników wojsk specjalnych. Taktyki zielonej, czyli przetrwania m.in. w lesie uczy ich Bartek.

Czy z kompasem czy bez, trzeba umieć orientować sięw terenie

„Klasą” jest las jednego z członków grupy. Poruszanie się z kompasem i bez niego to podstawa.

Najlepiej z zegarkiem ze wskazówkami. Dlatego Bartek rzucił w kąt elektronika.

Lubliniec. Noc. Bartek ucieka.

Mam na sobie ciężki sprzęt i wiem, że mnie dogonią. Maskuję go, szybko zmieniam kierunek i w oparciu o kompas robię ruch po trójkącie równobocznym lub kwadracie, żeby wrócić w to samo miejsce

– mieszkaniec Złotowa wie, że pomyłka o stopień na odcinku kilku kilometrów będzie porażką. Dla niego i grupy, którą prowadzi. Karne pompki, siady i kopniaki są normą.

Założyliśmy się z instruktorem, że jak trafimy, to nam odpuści

– mówi nasz rozmówca. Trafią.

Po paru dniach na dwóch gorących kubkach na dobę (600 kcal, a ważący około 100 kg Bartek potrzebuje co najmniej 1500 kcal dziennie), gromowcy rzucają kursantom mięso. Żywe.

Macie, róbcie sobie. Od formy żywej w klatce do formy upieczonej

– w survivalu nie ma miejsca na słabość umysłu. Ten kto ma mocną psychikę ma większe szanse od wysportowanego mięczaka.

Zrozumiałem, że psychika jest ważniejsza niż kwestie fizyczne. Ludzie bez niesamowitej kondycji czy siły fizycznej przeżywali w środowisku, w którym „siłacze” nie dali rady

– zapewnia uczestnik wielu szkoleń.

Dajmy ludziom szansę

Survival to zabawa? To fanaberia? Tak można powiedzieć, gdy oderwie się go od zagrożeń, które na nas czyhają. Zawsze i wszędzie.

Zdarza się wypadek samochodowy. Ja jestem przytomny, pozostałe osoby nie. I co, będę patrzył, jak umierają, bo nie wiem, jak zrobić masaż serca?! Albo jak założyć opaskę uciskową na wykrwawiającą się nogę?!

– Bartek podkreśla, że na szkoleniach uczy się tzw. medycyny pola walki. Udrożnienie dróg oddechowych wbitym w tchawicę długopisem nie jest tu mrzonką.

Po tych szkoleniach myślę o zapewnieniu rodzinie podstawowego bezpieczeństwa. Wyrabiam pewne odruchy

– twierdzi.

Ten kto ma mocną psychikę ma większe szanse od wysportowanego mięczaka

Na przykład na wyprawę w góry ze znajomymi nie bierze napoju, tylko wodę. Lepiej gasi pragnienie, ale też można nią przemyć ranę. Rozpuścić w niej leki. Ugotować na niej herbatę z sosnowych igieł.

Jeden z medyków GROMu powiedział, że jak idzie w góry, to zawsze ma przy sobie stazę [opaska uciskowa – red.] i opatrunki, nawet na rany postrzałowe, bo ktoś może np. nadziać się na kij

– to już nie tak trudno sobie wyobrazić, prawda?

Mając umiejętności i trochę sprzętu kupujemy czas. Kupujemy komuś życie 

twierdzi Bartek.

Dlatego propaguje survival i przekazuje wiedzę innym.

Bylibyśmy bardzo dumni, gdyby ktoś mógł kiedyś powiedzieć, że to co mu przekazaliśmy uratowało komuś zdrowie lub życie

– mówi o grupie SOF Złotów. Niedługo B. Ratajewski z czterema kolegami przejdzie szkolenie, które poprowadzi WIR.

To postać legendarna! To najbardziej utytułowany medyk pola walki w Polsce. Szkolił się w USA. Zimą, jeśli będzie co najmniej –15°C, Bartek planuje zrobić szkolenie w lesie. W przyszłym roku natomiast coś bardziej ekstremalnego

– spróbuje przetrwać na pustyni lub w dżungli.

Nie znamy dnia ani godziny. Musimy być gotowi. Na wszystko. Dzięki szkoleniom wiem, że wiele rzeczy w życiu mogłem zrobić lepiej

– podkreśla jeszcze raz i zbiera do plecaka krzesiwo, nóż i opatrunki. Do domu ma kawałek drogi. [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    heniaben - niezalogowany 2016-05-18 08:10:20

    Te Vicek różowej tabletki zapomniałeś połknąć...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wicek - niezalogowany 2016-05-17 22:58:08

    Co znaczy określenie ,,dzisiejsze społeczeństwo jest mega głupie jeśli chodzi o przetrwanie""? Wracamy do epoki kamienia łupanego? Mamy przyzwyczajać się do jedynego pożywienia w postaci mirabelek i szczawiu? Naczelnik ma doprowadzić do takiej sytuacji społeczeństwo Polski? Może to bojówki świra Antka?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    treP - niezalogowany 2016-05-17 21:14:01

    A w wojsku Bartek był....?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości