Tu o Karcie Nauczyciela można tylko pomarzyć. Likwidacja szkół podstawowych w Zalesiu i Stawnicy uderzyła w nauczycieli. Po roku można powiedzieć, że jest ciężko ale dają radę
-Miałam do wyboru: praca albo brak pracy – Jadwiga Zbiżek, dyrektor Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Stawnicy o alternatywach, jakie nauczycielom dała decyzja radnych dotycząca likwidacji tej placówki, mówi szczerze. Przyznaje też, że w chwili, kiedy dyskutowany przez ponad rok krok stał się faktem, pedagodzy pełni obaw podpisywali nowe umowy. - Każdy chciałyby pracować w szkole z Kartą Nauczyciela. Dla nas nie było takiej propozycji – dyrektor wprost przyznaje, że o wakat w zawodzie nauczyciela trudno, zwłaszcza, jeśli ktoś szuka pracy na cały etat. De facto wyboru zatem nie było, była za to masa pracy, ponieważ zdecydowano, że szkoła przejdzie pod zarząd Stowarzyszenia dla Rozwoju Wsi Stawnica i Okolic „Blisko Siebie”.
Na podobny krok zdecydowano się w Zalesiu, które również nie oparło się koncepcji likwidacji szkoły podstawowej. Tam z kolei pieczę nad placówką przejęło Stowarzyszenie „Wspólnie możemy więcej”. Losy obu podstawówek trudno jednak porównać, wszak w zasadzie tylko wspomniana likwidacja była ich punktem wspólnym. Wyboista droga, jaką dyrektorki obu placówek musiały pokonać, nim zaczął się pierwszy rok funkcjonowania szkół pod skrzydłami stowarzyszeń, upstrzona była nieco innymi problemami – choćby kadrowymi. W Stawnicy nauczyciele ostatecznie nie zrezygnowali z pracy (prócz jednej z pań, której przysługiwała emerytura), nowa dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej w Zalesiu Barbara Kopeć-Banach zmuszona była natomiast zabiegać o nowych pedagogów, bowiem większość z dotychczas pracujących tam nauczycieli zdecydowała się odejść na emeryturę lub do innej szkoły. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – dyrektor zaleskiej podstawówki chwali młodą, pełną energii i pomysłów kadrę oraz rodziców, którzy aktywnie uczestniczą w życiu szkoły.
[[reklama]]
Doświadczenie – atut czy nie?
Rok szkolny 2013/2014 jeszcze z jednego względu dla szkoły w Zalesiu był przełomowy: B. Kopeć-Banach na stanowisku dyrektora zastąpiła od lat sprawującą tę funkcję Teresę Pulit, która przeszła na świadczenie emerytalne. Czy nauczycielce-stażystce trudno było nie tylko odnaleźć się w nowej roli, ale i wziąć na swoje barki ciężar funkcjonowania niepublicznej szkoły? - Brak doświadczenia można postrzegać jako atut - brak rutyny, przyzwyczajeń i schematów. Obowiązki i odpowiedzialność podzieliłyśmy między siebie - mówi B. Kopeć - Banach mając na myśli swoją zastępczynię, Emilię Jeżewską. - Zawsze mogę na nią liczyć – przyznaje.
W Stawnicy kierowniczych zmian nie było. - Nie było mi trudno przejąć prowadzenia szkoły, bo tak naprawdę nie zmieniło się nic prócz naszych wynagrodzeń – wyjaśnia dyrektor Zbiżek, pełniąca tę funkcję szesnasty rok. Nie zmieniło się też nastawienie do pracowniczych obowiązków. - Kocham ten zawód. Wybierając go nie popełniłam w życiu błędu. Uważam tak mimo regularnie pojawiających się nagonek na środowisko nauczycielskie – zaznacza.
- Spełniam się w szkole w stu procentach – Barbarę Kopeć-Banach cechuje podobne podejście do zawodu. - Praca w szkole to misja – przypomina, przyznając jednocześnie, że pensje oczywiście mogłyby być wyższe.
Dłużej przy tablicy
Nauczyciele zatrudnieni w obu szkołach nie są wynagradzani według Karty Nauczyciela, bo na to stowarzyszeń nie stać (placówki utrzymują się z subwencji oświatowej, która wynosi obecnie prawie 780 zł miesięcznie na każdego ucznia i blisko 410 zł (również na miesiąc) na każdego przedszkolaka rocznie). Aktualnie pensje, zdaniem dyrektor Zbiżek, nie rekompensują trudu pracy nauczyciela. Dalej – zarząd stawnickiego Stowarzyszenia zadecydował o zachowaniu pensum, nie w takim wymiarze jednak o jakim mówi Karta – zostało ono podwyższone z 18 do 25 godzin.
W Zalesiu pensum nie obowiązuje. Co do zarobków – są one zróżnicowane. Rozliczamy się godzinowo 20 zł netto za godzinę pracy - wyjaśnia B. Kopeć - Banach.
Wracając do Stawnicy – obecnie w szkole pracuje jedenastu nauczycieli, a więc o dwóch więcej niż w czasach, gdy organem prowadzącym była gmina. Zatrudniono m.in. anglistkę – jak mówi J. Zbiżek, była to konsekwencja oczekiwań rodziców i uczniów, którzy dziś mają w szkole dwa obowiązkowe języki: angielski właśnie i niemiecki. Zatrudniono również księgową, która pilnuje finansów szkoły.
- Wszyscy jesteśmy zatrudnieni na umowę o pracę – zaznacza dyrektor. - Nie wyobrażam sobie, byśmy przy tak niskich dochodach pracowali inaczej. Nie mogłabym zaproponować nauczycielom umów „śmieciowych”.
W Zalesiu pracuje 15 nauczycieli i w przypadku tej placówki język angielski jest nowością, nie figuruje jednak w spisie zajęć obowiązkowych, a dodatkowych.
Mali mają trudniej
W zaleskiej szkole w klasach I-VI uczy się czterdzieścioro dzieci, oddział przedszkolny liczy natomiast dwadzieścia dziewięć maluchów. Najliczniejsza jest klasa II (dziesięcioro uczniów), potem V (ośmioro), VI (siedmioro), III (sześcioro), I (pięcioro) i IV (czworo). Jak zaznacza B. Kopeć-Banach mała liczna osób w klasach korzystnie odbija się na nauce. - Nauczyciel może poświęcić więcej czasu każdemu z uczniów, na lekcjach panuje też pełen ład – opowiada dyrektor. Te warunki przekładają się na sukces w postaci wyników szóstoklasistów, które przekraczają średnią powiatu. Podobnie jest w Stawnicy. J. Zbiżek również jest z pracy uczniów zadowolona. Tym bardziej, że – jak mówi – w małej szkole o dobry wynik trudniej, ponieważ muszą na niego pracować dokładnie wszyscy uczniowie.W dużej szkole sukces (wynikający ze średniej arytmetycznej) zazwyczaj wynika z dużej liczebności klasy. Tak twierdzą analitycy z OKE. W placówce, którą zarządza J. Zbiżek, kształci się czterdziestu pięciu uczniów (klasa I – dziesięć osób, II i III – po pięć, IV i VI – siedem i V – jedenaście), przedszkolaków jest dwadzieścioro. Jak mówi szefowa zaleskiej podstawówki, by szkoła mogła się utrzymać potrzeba jej przynajmniej trzydziestu pięciu uczniów. Jej koleżanka ze Stawnicy: - Są i szkoły, które pracują z trzydzieściorgiem dzieci. J. Zbiżek przyznaje, że w szkole, którą zarządza, żadnej kalkulacji nie wykonywano. - Trzy osoby to nie jest drastyczny spadek – mówi o stosunku ubiegłego roku szkolnego do bieżącego. B. Kopeć-Banach, optymistce, skrzydła podcinają tylko decyzje niektórych rodziców. - Trudno jest wówczas, kiedy dowiadujemy się, że rodzice z Zalesia posyłają dzieci do innych szkół. Jest to dla nas niezrozumiałe, bo sami przecież o naszą szkołę walczyli.
Gdzie leży granica?
- Chcemy pracować i to jest najważniejsze – oświadcza J. Zbiżek, przyznając przy tym, że nie za każde pieniądze. - Za tyle, ile zarabiamy, da się żyć, ale trzeba pamiętać, że to nie jest wynagrodzenie adekwatne do wykonywanej przez nas pracy. Gdzie leży finansowa granica opłacalności? Na dziś nie wiem – mówi dyrektor. – Czuję żal, podobnie jak mieszańcy wsi. Było, minęło, ale zadra została. Długo będziemy nosić żal w sercu, bo jesteśmy przekonani, że źle postąpiono – kończy temat. Mimo wszystko J. Zbiżek przyznaje, że praca z samorządem układa się wzorowo. - Gmina obiecała, że będzie nam pomagać i tak jest – chwali. Jest również wdzięczna za to, że użyczono stowarzyszeniu obiekt, w którym mieści się szkoła, bo zapewne nie byłoby go stać na wykup budynku. To nie jedyny przykład dobrej współpracy na linii szkoły-samorząd. B. Kopeć-Banach wskazuje inne: m.in. objęcie dowozem dzieci, które uczą się w Zalesiu, a pochodzą z Pieczynka. Dalej – choćby z wymianą sfatygowanych drzwi nie było w tej szkole problemu. - Nie musieliśmy bardzo prosić. Jeśli potrzeby, które zgłaszamy, mają uzasadnienie to zazwyczaj są akceptowane. Obie panie przyznają również, że wójt Piotr Lach jest gotowy do rozmów. B. Kopeć-Banach: - Nie patrzymy na to, co było. Kadrze nie brakuje zapału, a ten jest zaraźliwy.
Na lepsze
Płace zmieniły się na gorsze, warunki w obu szkołach – na lepsze. Dzięki ofiarności sponsorów, przyjaciół szkoły i rodziców, którzy nie szczędzą pieniędzy podczas imprez o charakterze dochodowym w Zalesiu w ubiegłym roku udało się wyremontować salę przedszkolną oraz dwie sale lekcyjne. W bieżącym oblicze zmieniły łazienka i toaleta w budynku, w którym przebywają przedszkolaki i pierwszoklasiści, planuje się też remont sali polonistycznej. I bardzo ważne – kącik biblioteczny, który do tej pory miał postać starej szafy z głównie archaicznymi tytułami zmieni się w małą, ale za to dobrze wyposażoną biblioteczkę. - Zakupiliśmy wszystkie lektury dla uczniów klas I-VI – zdradza pani Barbara.
Renowacje to też sukces nauczycieli – każdy z nich stara się, by pomieszczenie, w którym pracuje, wyglądało coraz lepiej. Kolejna fajna zmiana w Zalesiu: wprowadzono obiady – wcześniej uczniowie nie mogli liczyć na ciepły posiłek.
Estetycznie zmienia się również szkoła w Stawnicy. I tylko pod względem lepszych warunków uczniowie pracują inaczej – w kwestii kształcenia zmiana organu prowadzącego kompletnie się na nich nie odbiła.
Szkoła na jutro
Jak J. Zbiżek wyobraża sobie przyszłość placówki, którą kieruje? - Czy przyszłość okaże się świetlaną na długie lata? - zastanawia się dyrektor. - Ani sobie, ani Pani nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. - Życzę sobie jednego: żebyśmy mieli dzieci – krótko kończy B. Kopeć-Banach.
Patrycja Kajewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze