Reklama

Psychiatra potrzebny od zaraz

25/01/2017 18:05
Chorych psychicznie przybywa lawinowo, rośnie liczba samobójstw, więc i zapotrzebowanie na psychiatrów wzrasta. O pracy na oddziale psychiatrycznym opowiada kierujący nim od niedawna lek. Wojciech Czernaś

Wychował się Pan i wykształcił w Lublinie.

Tam skończyłem Akademię Medyczną i odbyłem staż podyplomowy w szpitalu wojskowym. Wszyscy moi przodkowie pochodzą z Lublina i okolic.

W jaki sposób trafił Pan do Złotowa?

Przez gazetę. Dyrektor Jerzy Teusz szukał pracowników i zaproponował mi możliwość zrobienia specjalizacji z psychiatrii, a mojej żonie z chorób wewnętrznych. Oferta była atrakcyjna, dostaliśmy też mieszkanie służbowe. 1 maja minie 14 lat naszej pracy tutaj.

Pamięta Pan pierwsze wrażenie związane z oddziałem?

Było pozytywne. Z zewnątrz oddział nie robi dużego wrażenia, ale wewnątrz jest ogromny. Kiedyś miewaliśmy po 130 pacjentów dziennie, dziś około 100 (obecnie przyjmujemy około 1800 pacjentów rocznie) Ten budynek powstał pod takie przeznaczenie, więc warunki dla pacjentów i personelu są lepsze niż w obiektach adaptowanych. Sale są maksymalnie pięcioosobowe, a w Lublinie podczas stażu mieliśmy sale po 15-17 osób. Urągało to godności pacjentów.

Reklama

Był Pan naturalnym następcą Andrzeja Tandecka, który teraz kieruje Oddziałem Terapii Uzależnień od Alkoholu w Piecewie?

Myślę, że tak. Kilka lat byłem zastępcą ordynatora, potem kierującego oddziałem. Dopóki jednak nie wygrałem konkursu, nie mogłem mieć pewności, że zostanę szefem tego oddziału. Jako jedyny przystąpiłem do konkursu.

Dlaczego wybrał Pan tę specjalizację?

Bo to dziedzina bardzo szybko rozwijająca się i dająca duże możliwości. Myśląc o psychiatrii wiele osób odczuwa lęk, a ja przez kontakt z chorymi przekonałem się, że jest to normalna praca. Oczywiście wymagająca specyficznego podejścia do pacjenta, ale nie wiąże się ze szczególnym niebezpieczeństwem.

Reklama

Tu się nie zgodzę. Mieliście Państwo przypadki agresji słownej i cielesnej. Trafiali tu zabójcy, dzieciobójczynie…

Tak, więc mogliśmy być lub byliśmy ofiarami agresji ze strony pacjentów. Musimy sobie jednak uzmysłowić, że oni są chorzy, często nie chcą zrobić innym krzywdy. Poza tym musimy przestrzegać pewnych reguł bezpieczeństwa.

A z tyłu głowy mieć świadomość podwyższonego ryzyka, większego niż np. u kardiologa. Ma Pan pod opieką ludzi, których leczy się przymusowo.

Prawda, psychiatria zajmuje się osobami, które często nie są w stanie rozeznać się w swojej sytuacji. Jeżeli zagrażają sobie bądź innym możemy, na mocy zgody sądu, leczyć ich wbrew woli. Natomiast około 70% osób leczonych w ten sposób później docenia ten fakt. Pamiętajmy, że pacjenci psychiatryczni zgłaszają się także do innych lekarzy. Swego czasu w Wielkopolsce miała miejsce głośna sytuacja z osobą chorą psychicznie, która zaatakowała laryngolog. Lekarka zmarła.

Reklama

Sanitariusze są przeszkoleni z samoobrony. Lekarze także potrafią obronić się przed atakiem pacjenta?

W podstawowym zakresie także jesteśmy przeszkoleni. Są sytuacje, gdy musimy pomóc sanitariuszom w obezwładnieniu pacjenta.

Kiedyś na chorego psychicznie mówiło się po prostu wariat. Dziś postrzeganie Pana pacjentów przez społeczeństwo się zmieniło?

Pracujemy nad tym i staramy się przełamywać wdrukowanie w społeczeństwo, że chory psychicznie jest niebezpieczny i trzeba go izolować. Nasz oddział to wzorowy przykład lokowania leczenia psychiatrycznego. Jako że jest częścią szpitala, obok innych oddziałów, to też tak jest postrzegany. Poza tym mamy dostęp do specjalistów, bo nasi pacjenci chorują też na choroby ogólne. Także promocja zdrowia psychicznego jest coraz lepsza – w filmach, w mediach. Coraz więcej celebrytów przyznaje się np. do depresji.

Reklama

Schizofrenia, depresja to pojęcia, z którymi się oswajamy. One zastępują słowo wariat.

To nieuniknione, ponieważ depresja jest czwartą chorobą co do częstości zachorowań. W ogóle, w katalogu wszystkich chorób. W 2020 roku będzie (tak przewiduje WHO) drugą chorobą i ma przegonić wszystkie choroby układu krążenia. W 2030 roku depresja ma być najczęstszą chorobą w ogóle, a jeszcze są zaburzenia schizofreniczne, lękowe, fobie, uzależnienia… To jest przeogromna grupa osób. Jeśli nie dotyczy to nas bezpośrednio, to na pewno kogoś z naszej rodziny lub znajomych. Statystki dotyczące ilości osób potrzebujących pomocy psychiatry są zatrważające. I jak niewielkie są możliwości państwa w ich oferowaniu. Rośnie liczba samobójstw, także wśród osób niepełnoletnich, rośnie liczba uzależnionych.


To dopiero połowa wywiadu. W dalszej części zadałem m.in. następujące pytania:

Co dziesiąty Polak ma depresję?

Reklama

Ludzki mózg zbadaliśmy w niewielkim stopniu. Fascynuje on Pana?

Nastaje moda na wizytę u psychoanalityka, psychiatry, psychologa?

Macie Państwo w oddziale osoby uzależnione od nowych technologii?

Zapytam inaczej: samobójstwa pacjentów, a te się zdarzają, pewnie są takimi porażkami?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Co dziesiąty Polak ma depresję?

Szacunkowo tak, a w krajach zachodniej Europy ma ją co czwarty mieszkaniec. Często osoby te nie szukają pomocy właśnie ze względu na bariery, które tkwią w społeczeństwie. Chociaż młodsze pokolenie przestaje się tego wstydzić.

Reklama

Depresja częściej dotyka kobiet, z kolei mężczyźni łatwiej się uzależniają.

Statystycznie tak, ale nie są to wielkie różnice. Mężczyźni mniej chętnie przyznają się do problemów natury psychicznej. To słabość, na którą nie mogą sobie pozwolić. Depresja u nich narasta, a w pewnym momencie ludzie ci nie widzą sensu leczenia.

Ludzki mózg zbadaliśmy w niewielkim stopniu. Fascynuje on Pana?

Oczywiście! Możliwości badawcze stale się rozwijają, co widać też w mojej pracy. Gdy zaczynałem pracę możliwości lekowe stanowiły może 10% tego, co mamy do dyspozycji dzisiaj. Prędzej czy później będziemy w stanie wyleczyć choroby, które dzisiaj uważamy za niemożliwe bądź bardzo trudne do wyleczenia.

Reklama

Na oddziale psychiatrycznym farmakoterapia musi być pod ściślejszym nadzorem niż gdzie indziej. Nie wystarczy poprosić chorego o połknięcie tabletki, trzeba przypilnować, by tak się stało.

Niby tak, ale badania wykazują, że wielu pacjentów, np. chorujących na cukrzycę, także nie stosuje się do zaleceń lekarskich. Nasi pacjenci nie są tu wyjątkami.

Nastaje moda na wizytę u psychoanalityka, psychiatry, psychologa?

Będziemy czuć potrzebę takich spotkań, usług. Im kraj bardziej rozwinięty, tym większe zapotrzebowanie na tego rodzaju porady.

Co nas „uszkadza”?

Czynników jest wiele, a one wzajemnie się nakładają. Na pewno żyjemy dłużej, co jest predyktorem do rozwoju zaburzeń psychicznych. Zażywamy coraz więcej leków, które mogą wywoływać stany depresyjne. Poza tym zmiany kulturowo–społeczno–technologiczne następują tak szybko, że wiele osób nie jest w stanie za nimi nadążyć.

Reklama

Kiedyś rozmowa była ważnym elementem życia rodzinnego, sąsiedzkiego. Dzisiaj więzi międzyludzkie są słabsze.

Nie jestem bardzo przeciwny kontaktom np. przez media społecznościowe czy innym formom komunikacji elektronicznej, bo to jednak wspiera potrzebę kontaktu z człowiekiem. Z niektórych badań wynika, że osoby czynnie angażujące się w mediach społecznościowych mają więcej znajomych w rzeczywistości niż te, które tego nie robią.
Problemem jest kultura popularna, która promuje łatwo dostępne szczęście. Człowiek ma przez to bardzo duże oczekiwania co do swojego życia i jego jakości. Gdy są wygórowane i nie jest w stanie się ich spełnić, to popada się np. w depresję.

Macie Państwo w oddziale osoby uzależnione od nowych technologii?

Są to przypadki coraz częstsze, choć wiele takich osób leczy się poza oddziałem – ambulatoryjnie. Tutaj obserwujemy utratę kontroli, koncentrację wokół tego uzależnienia. Wymaga to od nas innego podejścia niż np. przy uzależnieniu od alkoholu, bo tam jego całkowite odstawienie jest możliwe, a abstynencja od komputera w dzisiejszych czasach jest niemożliwa. To wymaga od nas innego podejścia do chorego.

Reklama

Co Panu przeszkadzało w funkcjonowaniu oddziału, co zamierza Pan zmienić?

Będę kłaść nacisk na podnoszenie naszego profesjonalizmu. Tak lekarzy, psychologów, jak i personelu średniego. Głównie myślę o poszanowaniu praw pacjenta. Oni są specyficzni, potrafią być niegrzeczni, uciążliwi i agresywni, co wymaga dużego wysiłku i cierpliwości szczególnie ze strony personelu średniego, który przebywa z pacjentami najwięcej. Zawsze musimy widzieć w pacjencie człowieka i chcieć mu pomóc.

Skoro mowa o przygotowaniu, to czasy, gdy w szpitalu psychiatrycznym odrabiano służbę wojskową i trafiali tutaj ludzie nie do końca zdrowi już minęły.

Oczywiście, że tak. Nasz personel jest w pełni profesjonalny. Jesteśmy jednak ludźmi i może się u nas pojawić np. syndrom wypalenia zawodowego.

Reklama

Przekonanie, że osoby pracujące z chorymi psychicznie po latach nabierają pewnych nietypowych zachowań jest w społeczeństwie powszechne.

Na zasadzie: z kim przystajesz, takim się stajesz? Praca ta wymaga pewnej odporności psychicznej, nie sądzę jednak, że „to” się udziela.

Co jest największą porażką dla psychiatry?

Nieumiejętność pomocy drugiemu człowiekowi. Gdy widzimy, że on cierpi, a my nie możemy mu ulżyć.

Zapytam inaczej: samobójstwa pacjentów, a te się zdarzają, pewnie są takimi porażkami?

Samobójstwa naszych pacjentów są nieuniknione. To dotyczy najlepiej przygotowanych oddziałów na świecie. Samobójstwa te są dla nas bolesne, ale nie traktuję ich jako wyniku błędu natury medycznej. Chory ma większe predyspozycje do targnięcia się na swoje życie, ale pamiętajmy, że ma on prawo w jakimś stopniu decydować o swoim losie. Samobójstwa popełniane są nie tylko ze względu na chorobę, ale też ze względów rodzinnych czy religijnych.

W jaki sposób pan doktor się „resetuje” po pracy?

Nie tyle się resetuję, co odpoczywam. Gram na gitarze i pianinie, słucham muzyki (od klasycznej przez Grzegorza Turnaua po ciężkiego rocka), interesuję się informatyką, amatorsko kręcę filmy, a ze sportu lubię narciarstwo.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Czesław - niezalogowany 2017-01-27 22:18:00

    Podobno czubek Misiewicz oświadczył że to nie czubek Antek spowodował wypadek ale jego najechali. Może by tych obu czubków skierować na złotowski oddział?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ość - niezalogowany 2017-01-27 18:27:11

    masz racje.Nie wiedziałem,że ten czesław to taki głupi.pewnie też leczy sie psychiatrycznie i wypisyje dyrdymały jakby kto nie wiedział co się dzieje i dlaczego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    hurem - niezalogowany 2017-01-27 18:19:50

    do minister.Pewnie tam do czubków chodzisz na sex i pijaństwo a potem idziesz do swojej celi.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości