Wydawało się, że w październiku zapadnie decyzja w sprawie szkoły w Śmiardowie Złotowskim. Na to wskazywały przynajmniej wcześniejsze wypowiedzi radnych, którzy o przyszłości placówki rozmawiają od kilku miesięcy. Na czwartkową sesję temat jednak w ogóle nie trafił, za to szeroko był dyskutowany dwa dni wcześniej, podczas wspólnego posiedzenia komisji stałych rady.
Wedle wyliczeń przewodniczącego rady Antoniego Łososia ewentualna likwidacja przyniosłaby oszczędności około 418 tys. zł – już po odjęciu kosztów związanych z potencjalną likwidacją szkoły, jak np. konieczność dowożenia dzieci ze Śmiardowa do Zakrzewa. Nie wszyscy radni zgodzili się z kalkulacją przewodniczącego. Radny Czesław Greczyło ocenił, że takie liczenie jest uproszczone, a tym samym odbiega od realiów. Dalsza część dyskusji radnych nie poszła w kierunku pieniędzy, a innych aspektów związanych z ewentualnym podjęciem takiej decyzji.
Bernadeta Galla pytała o to, co z chwilą likwidacji stanie się z budynkiem szkoły. Przewodniczący odpowiedział, że teraz nie jest czas, żeby o tym decydować, na co radna z Ługów wypomniała fakt, że do dzisiaj w Głomsku stoi niezagospodarowany budynek zlikwidowanej tam przed laty podstawówki. Przewodniczący Łosoś odparł, że obiekt bardzo szybko mógł być zagospodarowany, ale planowaną tam inwestycję zablokowali tamtejsi mieszkańcy. – To był właściwie protest jednego człowieka – podkreślał przewodniczący rady, dodając, że ten brak zgody na zlokalizowanie w Głomsku ośrodka leczenia uzależnień poparła jedynie niewielka grupa mieszkańców. W efekcie do powstania inwestycji nie doszło, a, jak podkreślił Łosoś, dzisiaj gmina miałaby z tego nie tylko zagospodarowany obiekt, ale też podatki. Padł też argument, że budynek szkoły w Śmiardowie ma zupełnie inną charakterystykę, jest nowszy, w lepszym stanie i inaczej zlokalizowany, więc o zagospodarowanie na inne cele powinno być dużo łatwiej niż w przypadku Głomska.
Dobro dzieci – to najczęściej padające hasło w dyskusjach, które dotyczą przyszłości szkół. Przeciwnicy likwidacji śmiardowskiej szkoły uważają, że zwolennicy niepopularnej decyzji zbyt mocno patrzą na pieniądze i zapominają o najmłodszych. Z kolei przewodniczący rady pytał: a co z dobrem dzieci w Zakrzewie? Porównywał komfort pracy w obu placówkach, gdzie w jednej nauczyciel pracuje z klasą liczącą 25 uczniów, a w drugiej z 5. dzieci. I pytał: czy to jest sprawiedliwe? Argumentował, że przeniesienie dzieci ze Śmiardowa do Zakrzewa jeszcze bardziej zwiększy ilość uczniów w klasie i pozwoli podzielić ich liczbę na dwa oddziały, w których będzie się uczyć po kilkanaścioro dzieci. – Ale po co? Niech są w tłoku, niech się cisną – wskazywał ironicznie na sytuację w szkole w Zakrzewie. – Zatem zastanówmy się, jak poprawić sytuację w Zakrzewie, ale nie kosztem Śmiardowa – odpowiedział na to Krzysztof Doroszuk.
Po żadnej ze stron nie opowiedział się Tadeusz Drobczyński z Zakrzewa, szef komisji oświaty przy Radzie Gminy Zakrzewo. Podkreślił jednak, że w tym roku dokładnie przeanalizował stan techniczny wszystkich szkół. Przyznał, jak spore są zaległości, ile należałoby zrobić, żeby pod każdym względem doprowadzić placówki do odpowiedniego stanu. – Czy są na to wszystko pieniądze? – pytał. – W Starej Wiśniewce dzieciaki ćwiczą na boisku pożal się panie Boże – ocenił jeden z przykładów.
Placówka w Starej Wiśniewce również była przez moment przedmiotem dyskusji. Padło stwierdzenie, że skoro planuje się likwidować śmiardowską podstawówkę, dlaczego za jednym zamachem nie zrobić tego również ze szkołą w Starej Wiśniewce. – Jeśli już, to decydować o losie wszystkich szkół – w ferworze dyskusji rzucił jeden z radnych. Tematu nikt nie rozwinął, ale Bernadeta Galla przyznała, że w świetle tego, co dzieje się teraz wokół szkoły w Śmiardowie, już zaczyna się obawiać o przyszłość tej drugiej szkoły.
Po kilkudziesięciu minutach kolejnej w ostatnich miesiącach dyskusji Krzysztof Doroszuk ocenił, że nie ma co więcej dywagować. – Radni znają przecież deklaracje wójta, który powiedział, że nie postawi sprawy likwidacji szkoły na sesji. Mój klub radnych też takiej inicjatywy uchwałodawczej nie podejmie – zauważył Doroszuk, podkreślając, że jedyna możliwość jest taka, że zgodnie ze statutem Gminy Zakrzewo zbierze się minimum trzech radnych, którzy złożą taki wniosek i na sesji radni będą mogli podjąć decyzję w drodze głosowania nad uchwałą. W odpowiedzi na wypowiedź Doroszuka padła zapowiedź, że w porządku obrad listopadowej sesji uchwała o zamiarze likwidacji śmiardowskiej szkoły się znajdzie.
Pod koniec wtorkowej wymiany zdań między radnymi głos zabrała też Barbara Pikulik. Jej wypowiedź chyba najbardziej trafnie oddaje to, z jak trudną decyzją zmierzą się radni. Radna z Zakrzewa przyznała, że rozsądek i logika podpowiadają jej jedno, ale jak wchodzi w mury śmiardowskiej szkoły to... – Serce mi się kraje – oceniła.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze