Osiem godzin pracy, z tego większość na krzesełku. Do tego plaża, woda, słońce... Czy można chcieć czegoś więcej? - Do tego oferujemy 2500 zł na rękę. Praca jest co prawda odpowiedzialna, ale na pewno nie tak ciężka jak nad morzem (no i tam mniej płacą) – mówi prezes Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Złotowie Tadeusz Kubów. Co roku zachodzi w głowę, skąd wziąć sześciu ratowników w miesiącu do obsadzenia trzech plaż (przy Wioślarskiej i Jeziornej w Złotowie oraz w Kujanie), choć przeszkolone ma sześćdziesiąt cztery osoby. Widać warunki oferowane w Złotowie to za mało.
- Większość ratowników wyjeżdża nad morze czy na Mazury – T. Kubów wskazuje kierunek wakacyjnych wojaży wodniaków. Spora grupa z nich strzeże klientów prywatnych ośrodków wypoczynkowych. - Rozmawiałem z ratownikami, którzy pracują nad Bałtykiem i oni dostają tam 1500 zł na rękę. Co jednak z tego, że my mamy bardzo dobre warunki finansowe, jak tam mają lepsze sprzętowe? Do tego młodzież chce zaznać tamtejszego życia – prezes wskazuje, że wabikiem są nie tylko „gadżety” ratownicze, ale też nowi ludzie i nocne życie. Tadeusz Kubów stara się zrozumieć młodych ratowników. Ku przestrodze podaje jednak przykład chłopaka, którego przy okazji odbierał z jednego z ośrodków. - Pracodawca wypłacił mu 1300 zł za miesiąc pracy, choć miał znacznie więcej, bo stwierdził, że nie zapłaci za dni pochmurne, gdy nie było plażowiczów. I chłopak nie miał za co do domu wrócić... Ogólnie jednak młodzi nie garną się do pracy. Pierwsze ich podejście jest takie: A ile dostanę? Co ciekawe, dla jednych te 2500 zł to jest bardzo dużo, inni za te pieniądze wcale nie chcą podjąć pracy. W podobnej sytuacji jak Złotów jest wiele ośrodków w kraju. Przez ogłoszenia w gazetach ratowników do obsadzenia plaż w Poznaniu szukał też tamtejszy WOPR. Widać morze ma nieodpartą siłę przyciągania...
W przyszłym roku jednak Tadeusz Kubów nie zamierza przeżywać stresu, obawiając się czy będzie miał kim obsadzić plaże. Dlatego zmieni zasady szkolenia młodzieży. Obecnie część kursów MSW oraz kursów pierwszej pomocy (łącznie kosztują ok. 2 tys. zł i tylko dzięki nim można pracować na plaży) finansował WOPR Złotów. Mimo to nie mógł liczyć na pracę przeszkolonych. Od teraz ma się to zmienić. - Może błędem było, że opłacaliśmy im te koszty (młody ratownik wpłacał tylko 85 zł), a oni potem znikali. Dziś po kursie dla 16 osób zostały nam 4 osoby... - mówi prezes. Przy kolejnym kursie woprowcy chcieliby wprowadzić zasadę, że papiery potwierdzające kwalifikacje ratownik otrzyma do ręki po sezonie. - Będą dwie listy: dla tych, którzy zapłacą sami i dla tych, którym my sfinansujemy kurs jeśli pozyskamy pieniądze z województwa... Co prawda nie może być mowy o jakiejś lojalce, ale jeśli ktoś mi powie, że odpracuje to u nas, to dla mnie słowo jest droższe od pieniędzy. A przecież wypłatę dostanie normalnie...
Przy okazji prezes Kubów dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w pracę na kąpieliskach oraz pomoc podczas Euro Eco Festivalu. - Myślę że nasze warunki pracy są bardzo dobre i jako prezes dołożę wszelkich starań, aby nasi ratownicy byli zadowoleni – obiecuje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze