To, że ma w sobie zdolność uzdrawiania bioenergią, odkrył przypadkowo ponad 30 lat temu. Choć chce pomagać, bo to, co otrzymał, uważa za dar, nie każdy może do niego trafić. Nie wszyscy też wiedzą, jak wiele potrafi
Spotykamy się w czwartkowy poranek w samym sercu miasta, na rynku. Starszy mężczyzna, który do Krajenki trafił 10 lat temu chce pozostać anonimowy, dlatego do rozmowy wybiera neutralny grunt. Nie zgadza się, by przedstawić go z imienia i nazwiska, a tym bardziej by robić jakiekolwiek zdjęcia. To był warunek tej rozmowy.
[[reklama]]
- Nie pomagam za pieniądze, mam z czego żyć. Robię to z własnej potrzeby, nie chcę, żeby zaraz zrobiło się głośno, że to potrafię i żeby przypadkowi ludzie zaczęli pukać do moich drzwi. Tę umiejętność pozostawiam głównie dla swoich przyjaciół, znajomych – mówi.
- Jak Pana nazwać? - pytam. - Można na przykład "Znachor" – dodaje z uśmiechem, choć zaraz stwierdza, że...
Fot. www.sxc.hu
To tylko fragment artykułu Szymona Chwaliszewskiego z AL 45/2013, s. 25
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze