- Jak ktoś się za to ostro nie weźmie, to nic z tego remontu nie będzie – pani Stanisława tłumaczy, dlaczego sprawę niesolidnego, jej zdaniem, wykonawcy termomodernizacji kamienicy, w której mieszka, zgłosiła naszej redakcji. Jastrowiance daleko do krytykanctwa. - Gdyby codziennie przychodzili do pracy, remontowali i pomimo tego nie zdążyli uwinąć się w terminie, to zgoda, człowiek zrozumiałby opóźnienie, ale proszę Pani, tu się całymi tygodniami nic nie działo – relacjonuje. Czasami przyjechali tylko po to, by zabrać materiały budowlane – nasza rozmówczyni obrazuje „postęp” prac. - Kiedy tylko pracownicy się tu pojawią, to ja ich „bombarduję”, ale to nie przynosi żadnego efektu, nigdy nie było żadnego przyspieszenia – dowodem na słowa Stanisławy Ochnio jest kalendarz. Spotykamy się 30 września. Przy ul. Jedności Robotniczej cisza jak makiem zasiał. Przerywa ją tylko łopot siatek zabezpieczających, zawieszonych na rusztowaniach i osłaniających frontową ścianę wyłożoną styropianem. Tylna wraz ze szczytowymi ukazuje gołe cegły, które budowlańcy odkryli, skuwając tynk. Nikt się przy nich nie kręci – robotników brak. - Wszystko to wygląda fatalnie – ocenia nasza rozmówczyni. Stanisława Ochnio dawno już straciła nadzieję na rychłe zakończenie prac. Jej sąsiadka, Irena Zbiżek – również. Zresztą obie panie od początku miały o wykonawcy nie najlepsze zdanie. Zaczęło się od rozwleczonej w czasie wymiany dachu, która – dzięki Bogu – już nastąpiła. - Rozwalili cały dach i wszystkie kominy jednocześnie – Stanisława Ochnio mówi o pracownikach złotowskiego Przedsiębiorstwa Usługowo-Budowlanego Ewy Majzon. - Nie można było napalić w piecu, więc nie było ciepłej wody, a tu mieszkają rodziny z dziećmi – to pierwsza rzecz. Druga: jedyną osłoną budynku przed deszczem przed długi czas była membrana. Efekt: zalanie. - O wpół do drugiej pomagałam z mężem zabezpieczać nasze mieszkania, bo do pani Ireny już się lało – oglądamy zacieki na suficie sąsiedniego mieszkania. Biegną one wzdłuż sporego pęknięcia. Jak mówi Irena Zbiżek, to pojawiło się wskutek nieostrożności pracowników. - Tak walili na strychu, że wszystko w mieszkaniach podskakiwało – pani Stanisława wspomina „przyjemności” związane z wymianą dachu. I skarży się na organizację całego przedsięwzięcia: - Przecież to nie obora! Tu mieszkają ludzie, których, jak zwierzęta, nie da się wyprowadzić na czas remontu – uświadamia jastrowianka. - Ileż to wszystko człowieka nerwów kosztowało... - dodaje. Jest jeszcze coś: opóźnień można się było spodziewać w zasadzie od początku – taki sygnał, jak uznają nasze rozmówczynie, wykonawca dał już drugiego dnia. - Pierwszego, tj. 23 czerwca, rozstawiono rusztowania, ale prace rozpoczęły się dopiero po kilkunastu dniach – słyszymy.

Stanisława Ochnio dość ma remontu, wiecznie brudnych okien i zaciemnionego mieszkania. A przede wszystkim - ciszy na placu budowy
- 7 dni temu położyli styropian na frontowej ścianie. Od tego czasu nikt się tu nie pojawił – w środę mówiła nam pani Stanisława. Wskazany w umowie termin wykonania prac upłynął 15 września, tymczasem końca nie widać. Pozostało jeszcze ocieplić ścianę tylną i dwie szczytowe, wykonać elewację, a także wymienić okna na klatkach schodowych. - Czas najwyższy, by wzięli się do roboty, bo niedługo nas zima zastanie, a tu nie ma jak wrzucać drewna do piwnicy – irytują się właścicielki. Obie nie mogą przeboleć, że większość członków wspólnoty mieszkaniowej poparła wybór tej firmy na wykonawcę inwestycji. Tym bardziej, że odradzała ją i dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej Janina Haweto, i pracownik jastrowskiego urzędu miejskiego. Głos dyrektor reprezentującej zarządcę miał charakter wyłącznie doradczy, gmina zaś, posiadająca udział we wspólnocie, głosowała przez pełnomocnika przeciwko wyborowi PU-B Ewa Majzon. - Jednak członkowie wspólnoty większością głosów podjęli uchwałę, że nie chcą ogłaszać przetargu na realizację tego zadania. Wskazano konkretną firmę, z którą następnie zarząd wspólnoty podpisał umowę na wykonawstwo. ZGM jest tylko zarządcą, więc – kolokwialnie mówiąc, nie miałam nic do gadania – wyjaśnia Janina Haweto. Dyrektor nie tylko odradzała wybór tej właśnie firmy, ale i namawiała do ogłoszenia przetargu. - Spodziewałam się, że mogą nastąpić problemy z dotrzymaniem terminu – tłumaczy szefowa ZGM. - Nadmieniam, że wszyscy właściciele lokali zostali w terminie pisemnie powiadomieni o podjętej uchwale – dopowiada Janina Haweto.
ZGM zaniepokojony brakiem postępu robót w sierpniu wezwał wykonawcę do ich kontynuacji. Ten w odpowiedzi 3 września poprosił o przesunięcie terminu wykonania do dnia 25 października. Członkowie wspólnoty większością głosów wyrazili na to zgodę, pod warunkiem jednak, że PU-B wykona remont i malowanie klatek schodowych, na co zgody z jego strony nie było. - W związku z powyższym ZGM zwołał zebranie wspólnoty na posesji z udziałem wykonawcy, zarządcy i inspektora nadzoru inwestorskiego w celu omówienia warunków dalszego prowadzenia robót. W jego trakcie ustalono ostateczny termin wykonania robót na 30 października, pod warunkiem wykonania remontu klatek schodowych, naprawy podłogi na strychu po przedłożeniu do dnia 6 października kosztorysu na wykonanie wspomnianych robót w celu wynegocjowania ceny – relacjonuje Janina Haweto. - Tłumaczenie wykonawcy o wysokich temperaturach w lipcu i sierpniu nie znajdowały uzasadnienia, ponieważ można było wykonać inne prace np. wymianę okien na klatkach schodowych i w piwnicach. Zgodnie z umową za każdy dzień opóźnienia w wykonaniu robót wykonawca winien zapłacić zamawiającemu kary umowne. Dlatego wyliczymy wartość kar umownych i porównamy koszt robót dodatkowych oraz wspólnie z inspektorem nadzoru i zarządem wspólnoty będziemy negocjować – podsumowuje dyrektor ZGM.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze