- To tak jak czasami bywa z orzechem laskowym. Z zewnątrz wszystko bardzo ładnie wygląda, a wewnątrz robak siedzi - o radawnickiej Ochotniczej Straży Pożarnej mówi dh Adam Czepulonis
Atmosfera wokół radawnickiej jednostki znów jest gorąca – wypowiedzi strażaków, które ukazały się w jednym z sierpniowych wydań „AL” sprowokowały lawinę dyskusji. Jedni toczyli je po cichu, inni znów zdecydowali się dać wyraz swojemu oburzeniu. - Sławomir Łoboda i Roman Głyżewski nie mówią prawdy – w odniesieniu do naczelnika OSP Radawnica i komendanta gminnego OSP mówi A. Czepulonis. - To nieprawda, że do R. Głyżewskiego nie docierały żadne sygnały, że w jednostce źle się dzieje – twierdzi A. Czepulonis, wyjaśniając, że osobiście, i w trakcie prywatnych rozmów, i w trakcie oficjalnych zebrań sam zwracał mu uwagę m.in. na to, że do akcji auto wyjeżdża wypełnione ponad stan; nawet ośmioma osobami. Wiedzieć o tym, a nawet samemu wyjeżdżać w takim składzie miał również naczelnik. - 10 zł za godzinę to dobra stawka, dlatego lista płac zawsze była długa – podsumowuje nasz rozmówca. A. Czepulonis naczelnikowi zarzuca mówienie nieprawdy w kwestii alkoholu. - Jeżdżą pijani do akcji – mówi krótko, przestrzegając jednak przed uogólnieniem – nie wszyscy wsiadają do wozu z promilami we krwi. Na zamieszczone w poprzednim artykule pytanie druhów („Skąd wiedzą, że ktoś jeździ pijany, skoro w ogóle ich z nami nie ma?”) odpowiada następująco: - Widziałem na własne oczy. Nasz rozmówca wspomina zdarzenie, które miało miejsce na terenie Radawnicy i do którego strażacy mieli przyjechać na podwójnym gazie. - Mało tego, wzięli od poszkodowanego wódkę – wspomina. - Czy tak powinien się zachowywać zawodowy strażak? - pyta w odniesieniu do S. Łobody. - Za czasów kiedy ja byłem prezesem trzeba było podpisać „lojalkę”, że nie pojedzie się na akcję pod wpływem alkoholu i trochę się uspokoiło – mówi Z. Dudek – teraz się rozluźniło. [[reklama]]
A. Czepulonis przyznaje, że od dłuższego już czasu sam w żadnym wyjeździe nie uczestniczył, nie uznawał, aby było to konieczne. - Jeśli widzę, że sześciu strażaków przybiegło to już nie idę – mówi. - Poza tym nie wiadomo, kiedy biegną do akcji, a kiedy do picia – dodaje, za przykład podając sytuację z tego roku. Jak opowiada, kiedy jednemu z druhów urodziło się dziecko – choć jest to sytuacja niedopuszczalna – syrena zawyła. - Mamy tu wolną amerykankę – mówi.
A. Czepulonis wspomina również sytuację, która miała miejsce po spotkaniu, na którym ustalane były szczegóły procesji, w której strażacy mieli uczestniczyć z okazji Bożego Ciała. S. Łoboda miał mu wówczas powiedzieć, że R. Głyżewski myśli o wydaleniu naszego rozmówcy z jednostki. - Po tej rozmowie spotkałem kiedyś pana Głyżewskiego w urzędzie gminy i wprost zapytałem, czy to prawda. Zaprzeczył, dodając, że nie zamierza wtrącać się w nasze prywatne sprawy – opowiada A. Czepulonis. Nasz rozmówca nie zgadza się również z tym, jakoby auto, które nie wyjechało kiedyś do akcji, zostało w garażu z tego względu, że nie funkcjonowało jeszcze w podziale bojowym. - Auto było już uzbrojone, a że nie odpaliło, bo najprawdopodobniej akumulator był wyładowany, to szybko przerzucali sprzęt na stary wóz. Wiem, bo sam to widziałem – opowiada. [[nowa_strona]]
A. Czepulonis przy okazji wyjaśnia, że nikt nie powinien się czuć urażony jego odmową przyjęcia odznaczenia, które chciano mu wręczyć w trakcie jednego z zebrań. – Zapytałem, skąd ten honor – wspomina, dodając, że otrzymał odpowiedź: za udział w akcjach. - Byłem na akcji 3 razy, koło mnie siedzieli strażacy, którzy byli ponad 10 razy, a mnie nagradzano? Nie mogłem przyjąć tego odznaczenia – wyjaśnia.
Nie boli, bo nie ma co
W kontekście poprzednich artykułów głos chciałby zabrać również dh Zdzisław Dudek. Nasz rozmówca oburza się na słowa R. Głyżewskiego, który w pierwszym z nich wspominał, że nie zamierza angażować się w sprawy, których podłoże jest ewidentnie prywatne. - Jak mógł tak powiedzieć? Jeśli działania strażaków zagrażają bezpieczeństwu, a przykłady na ten temat mógłbym mnożyć, to nie jest to już prywatna sprawa – mówi, dodając, że spodziewałby się ze strony komendanta gminnego jakiejś reakcji. [[reklama]]
Z. Dudek chciałby się również odnieść do słów strażaków, którzy stwierdzili, że mężczyzna funduje im czarny PR. - To nie czarny PR, to prawda – mówi – teraz jesteśmy najgorsi, bo chcąc odzyskać dostęp do sali przy remizie działaliśmy w interesie społeczeństwa Radawnicy. Z. Dudek obrusza się także na słowa: „Są ludzie, którzy nigdy nie pogodzą się z tym, że wypadli już z gry. Utrata stanowiska boli”. - Z funkcji prezesa sam zrezygnowałem, nie wystartowałem w następnych wyborach, bo nie szło się z tymi ludźmi dogadać. Nikt mnie nie usunął z funkcji – mówi. - Z. Dudek jest niewygodny, bo patrzy strażakom na ręce – wyjaśnia A. Czepulonis.
- Pieniądze strażackie, w niektórych przypadkach, wędrowały do kieszeni a nie do kasy – mówi Z. Dudek, dodając, że za prąd i wodę płaciła gmina, a mimo tego strażacy pobierali od osób wynajmujących obiekt opłaty. - I za opał – przypominają członkinie Koła Gospodyń Wiejskich – chociaż nigdy ciepło w sali nie było i trzeba było samemu zadbać o ogrzanie. Panie zwracają również uwagę na to, że nigdy nie wiedziały, na co uzyskane pieniądze były wydatkowane. - Komisja rewizyjna jest słabiutka, zależna – mówią, dodając, że na nią nie ma co liczyć. Jeśli chodzi o zależności, nasi rozmówcy obalają też mit strażackiej przyjaźni. - Razem trzymają ich tylko koligacje rodzinne i zawodowe – mówią krótko. Zaprzeczają również deklarowanym w ostatnim artykule „dobrym relacjom” oraz pozytywnemu nastawieniu do współpracy z lokalną społecznością. - Złe relacje przenoszą się na żony, dzieci – wyjaśniają, nadmieniając, że usłyszeć od nich chociażby „dzień dobry” nie ma szans. Więcej, jak twierdzą nasi rozmówcy, większość strażaków, którzy rozmawiali z nami w trakcie przygotowania poprzedniego artykułu głosowała przeciw bezpłatnemu korzystaniu ze świetlicy przez miejscowe organizacje. Zdzisław Dudek, jako przewodniczący rady sołeckiej przy okazji nadmienia, że współpracy deklarowanej przez strażaków na łamach naszej gazety będzie oczekiwać. [[nowa_strona]] Nie mogłam, bo nie wiedziałam
Druhna Zofia Dudek nie zamierza przemilczeć słów, które na łamach „AL” skierowali do niej strażacy z radawnickiej OSP. Przypomnijmy, Z. Dudek, która wcześniej stwierdziła, że starszych ludzi odsuwa się od jednostki (za przykład podawała jubileusz 60-lecia, na który nie zaproszono wdów po strażakach) wytknięto, że w czasie kiedy organizowano uroczystość zasiadała w zarządzie i mogła im takie rozwiązanie podpowiedzieć. - Nie mogłam, nie miałam takiej możliwości. Mimo że byłam sekretarzem, nie zaproszono mnie na spotkanie organizacyjne – mówi. – Wiem natomiast, że prezes spytał naczelnika: „Zapraszamy wdowy?”, a ten odpowiedział: „Po co?” - pani Zofia referuje nam sytuację. - Zresztą ja tam byłam tylko od sprzątania – podsumowuje. [[reklama]] Poszło o salę
Jak wyjaśniają członkinie KGW, wzajemna niechęć pomiędzy druhami a częścią mieszkańców ma bezpośredni związek z salą wiejską. Panie przypominają: obiekt został zbudowany za pieniądze przeznaczone na rozwój wsi i przekazane przez ówczesną radę sołecką na budowę sali przy remizie, znaczną część prac społecznych wykonali strażacy i mieszkańcy wsi Radawnica, tymczasem strażacy zawłaszczyli sobie do niego wyłączne prawo. - Gmina przekazała strażakom salę w wieczyste użytkowanie, ktoś im jednak chyba musi powiedzieć, że to nie oznacza na własność – tłumaczy Z. Dudek. Panie z KGW największy żal mają o odpłatne udostępnianie sali funkcjonującym we wsi organizacjom – nie tylko swojej, ale też np. kołu emerytów i miejscowym szkołom. - Zarabiali na własnej wsi – tłumaczą, dodając, że druhowie mogli przecież umieścić w swoim regulaminie punkt, zgodnie z którym miejscowi mogliby korzystać z obiektu za darmo. - Jesteśmy mieszkańcami jednej wsi, mamy dzieci, chcemy, żeby wspólnie żyło nam się tutaj dobrze – wyjaśniają panie z KGW, tłumacząc, że nie szukają zwady lecz porozumienia.
Obecnie, na czas kadencji urzędującego sołtysa, sala nieodpłatnie została przekazana w użytkowanie mieszkańcom wsi. - Tylko dlatego, że pieniądze za wynajem trzeba teraz odprowadzać do gminy. Skończyła się żyła złota – kwituje A. Czepulonis.
Patrycja Koplin
Foto: www.sxc.hu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze