W kieszeni nosi numery telefonów marszałków i ministrów. Powoli odcina pępowinę PSL-u. W powiecie osiągnął wszystko. - Nie ma co ukrywać, że są trzy wakaty na wiceministrów do obsadzenia - zdradza R. Goławski
Ratunku, co robić?!
- Słuchaj, chcą, żebym był wicestarostą. Mam być? – z takim pytaniem do jednego ze znajomych miał się zwrócić Ryszard Goławski, gdy otrzymał propozycję objęcia stanowiska w starostwie. Jest rok 2002. Ryszard Goławski ma 43 lata. Od 22-óch lat działa w PSL-u. Propozycja ta jest konsekwencją wygrania wewnętrznej walki w Stronnictwie. Przegranym jest Janusz Szczerbiak, dotychczasowy starosta. – Pokonał silną, nietuzinkową osobowość – uważa radny rady powiatu Jerzy Podmokły. Można także postawić inną tezę – to nie R. Goławski tę rywalizację wygrał, ale J. Szczerbiak ją przegrał. - On był indywidualistą, nie bardzo przygarniał ludzi do siebie. To, że zostałem wicestarostą, to była decyzja zarządu powiatowego PSL. Uważali, że ze starostą są słabe kontakty – zdradza zwycięzca wewnętrznej rywalizacji.
Zygmunt Wojtuń, działacz PSL: - Dzięki niemu Lipka twardo wkroczyła w struktury PSL-u i zaczęła rządzić.
Ryszard Goławski ma być człowiekiem dialogu. Mirosław Jaskólski, ówczesny starosta: - Poznaliśmy się z Ryszardem na rozmowach koalicyjnych. Od razu poczułem, że to w porządku gość, bezpośredni, co myśli, to mówi. Czułem, że będziemy mieć dobry kontakt.
Do czasu. 8 lat później R. Goławski porzuci funkcjonującą przez dwie kadencję koalicję z SLD. Nienajlepsze zdanie o nim ma na początku znajomości Jerzy Podmokły: – Niemiło wspominam tamten okres pracy w radzie, bo koalicja głosowała blokiem, a wicestarosta ostro atakował opozycję.
Jego ówczesną działalność krytycznie ocenia także partyjny kolega, Zygmunt Wojtuń: - Lawirował w wielu sytuacjach, choćby w sprawie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Jastrowiu. Przepisy mówiły, że trzeba zrobić tak i tak, a on kombinował, jak to ominąć.
[[reklama]]
Byłem słabym politykiem
- Byli sobie dwaj bracia, którzy mieli gospodarstwo. Jeden - typowy robotnik, drugi – związkowiec, nadawał się do załatwiania różnych spraw. Trochę działał w firmie Agrochem w Człuchowie. Nie był zbyt pewny siebie – tak Ryszarda Goławskiego sprzed kilkunastu lat wspomina Romuald Duszara. Szef SLD w powiecie długo wzbrania się przed rozmową na temat obecnego starosty. – Zawiódł mnie trochę, bo ja jestem jego politycznym ojcem – twierdzi były burmistrz Okonka. W końcu opowiada, jak namawiał go do startowania w wyborach do rady powiatu i na wójta gminy Lipka. Te pierwsze wybory to pierwszy pstryczek w nos, jaki otrzymuje działacz Stronnictwa od 1980 roku, gdy zaraz po maturze zostaje zwerbowany do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego.
- W 1994 roku byłem jeszcze słabym politykiem. Okręgi były jednomandatowe, a ja z żoną nie poszedłem na wybory, bo nie będziemy sami na siebie głosować. I wtedy przegrałem jednym głosem! – takiego błędu rolnik z Lipki już nie popełni. Cztery lata później zostaje radnym w Lipce i przewodniczącym komisji rewizyjnej. Gospodarowanie na 360 hektarach ziemi, przejętej od Agencji Nieruchomości Rolnych, zostawia bratu i oddaje się działalności samorządowej. - Ja byłem zaangażowany w spotkania wiejskie, gminne, a teraz takiego zaangażowania u młodych ludzi nie widzę. Każdy goni za pieniądzem, za karierą – ocenia dzisiaj. [[nowa_strona]] Człowiek z twarzą
Duży Rychu, jak mówią niektórzy, rzeczywiście bywa w wielu miejscach. Tu porozmawia, tam coś obieca. Z rolnikami dogaduje się jak nikt. - Ja zawsze lubiłem z ludźmi rozmawiać i dobrze sobie radziłem w dyskusji. Dobra komunikatywność międzyludzka to jest moja cecha – mówi. Partnerzy to doceniają.
Kazimierz Bieluszko, radny powiatu: - Nigdy nie był związany z karierowiczami, zawsze chciał zachować twarz.
Ireneusz Baran, wójt Tarnówki: - Rozmawia językiem kontaktu, nie stosuje sztuczek, jak to niektórzy mają wyćwiczone.
Mirosław Jaskólski: - On umie rozmawiać z ludźmi, nie boi się ich. Politycznie dzięki temu zyskuje.
Bywa jednak, że przez zbytnią pewność siebie i wiarę w swoją nietykalność traci. Na przekazaniu nowego wozu Aresztowi Śledczemu w Złotowie nie może się wysłowić. Nadużywa władzy. – Lubił wziąć – mówi wprost Jerzy Podlewski, były wójt Zakrzewa – ale ostatnio się wyciszył. Musi na to uważać.
R. Duszara: - Miał wiele powodów do pożegnania się z polityką, ale przełożeni je tolerowali.
[[reklama]]
Lew salonowy
Ryszarda Goławskiego trudno zastać w gabinecie. Zdarza się, że zapomina o umówionych spotkaniach, spóźnia się, odwołuje, myli terminy. Ale do Warszawy trafi zawsze. Telefony do ministrów i marszałków nosi w kieszeni. – Zna te układy, układziki. Wie, jak się odnaleźć na najwyższych szczeblach władzy – ocenia M. Jaskólski. Jerzy Podlewski dorzuca, że starosta „ma poważanie u wodzów u góry”. On sam się tym pyszni. - Do marszałków pukam jak do siebie, do władz naczelnych pukam jak do siebie. Pukam i wchodzę – 53-letni polityk nie kryje uśmiechu. Tłumaczy, że znajomości wykorzystuje do załatwiania spraw powiatu. A że przy okazji, jak w przypadku własnej mikrobiogazowni, uszczknie coś dla siebie, to nikomu nie szkodzi. – Ja się dużo nie chwalę, ale co trzeba to robię – stwierdza enigmatycznie.
Teraz też chwali się, że na przebudowę drogi nr 188 będzie 2,3 mln złotych więcej niż pierwotnie planowano. Dorzuca jednak wyraźnie speszony: - Ja tego nie załatwiałem. Tak też uważają jego oponenci.
Romuald Duszara: - Ja nie widzę tych kontaktów. Gdyby były, to pieniądze by tu do powiatu płynęły. Odwiedzin jest wiele, ale efektów nie widać. [[nowa_strona]] Po co mi partia?
Gdy Ryszard Goławski obejmuje funkcję wicestarosty ma wykształcenie średnie i kilkuletnie doświadczenie samorządowe. To niewiele. Ale ma coś ważniejszego - poparcie partii. – Ja się wychowałem w PSL-u – przyznaje dziś. Już w trakcie pracy w starostwie zdobywa dyplom magistra administracji, potem robi studia podyplomowe. W Wyższej Szkole Biznesu w Pile studiuje wielu pracowników starostwa, zakład pracy dopłaca do ich nauki. - Ta funkcja zmuszała do zdobywania wykształcenia – twierdzi Ryszard Goławski. Lepiej późno niż później.
W 2010 roku ówczesny wicestarosta startuje do rady powiatu z ramienia utworzonego przez siebie Porozumienia Samorządowego. Słowo zdrada nie pada, choć członkowie PSL-u myślą inaczej. Zygmunt Wojtuń: - Przestawił się na inne tory, bo nie startował pod szyldem PSL-u.
PS wygrywa wybory i tworzy koalicję nie z SLD, a z Platformą Obywatelską. Działacz z Lipki zostaje starostą. – W samorządzie partia nie ma znaczenia – twierdzi po sukcesie. Liczą się znajomości. R. Goławski wspiera kolegów zawsze, jak choćby Andrzeja Jasiłka, który okazuje się kłamcą lustracyjnym. Tajemnicą Poliszynela jest, że polityk z Okonka , nomen omen działacz SLD, to prawa ręka prezesa PSL-u. – Te najistotniejsze sprawy dla powiatu siłą rzeczy konsultowaliśmy. Jako przewodniczący rady brałem też udział w posiedzeniach zarządu i miałem w nim głos doradczy – mówi były burmistrz Okonka.
Krótko po objęciu pełni władzy R. Goławski startuje w wyborach do Senatu. Twierdzi, że robi to dla partii. – Startuję, żeby wzmocnić listę swoimi głosami. Wiadomo, że pieniędzy trochę trzeba wydać, ale to się potem przydaje w kontaktach z posłami i marszałkami – starosta już się nie kryguje. Ale partię zaniedbuje. Jako urzędujący prezes powinien zwoływać zebrania, zabiegać o nowych członków. Nie robi nic. Na niedawnym zjeździe partii wypomina mu to Zygmunt Wojtuń. – Stracił łączność z działaczami, co źle o nim świadczy. A partia idzie na dno.
Na zjeździe R. Goławski nie ubiega się o funkcję prezesa. Podobno ma za dużo zajęć, ale powód jest inny. W najbliższych wyborach ponownie zorganizuje blok Porozumienie Samorządowe. - Partia jest potrzebna wtedy, jeżeli jest partią rządzącą. Bo jak będzie partią opozycyjną, to wiele pożytku z tego nie będzie. Co tu jest wtedy do wykorzystania? – do sprawy podchodzi pragmatycznie. Dlatego też chętnie zasiada we władzach wojewódzkich PSL-u. Jest też delegatem partii na zjazd krajowy. [[reklama]] Kolega Kalemby
Ryszard Goławski próbuje zostać posłem i senatorem. Obie próby kończą się niepowodzeniem, ale zdobyte poparcie dopinguje go do kolejnych prób. - Na pewno wystartuję do Sejmu. Wybory do samorządu i parlamentu są rozłożone w czasie i jak ktoś chce startować, to ma szansę się wykazać – przyznaje. Te próby, podobnie jak cała działalność starosty, oceniane są dwojako.
Jerzy Podmokły: - Powinien się zdecydować, czy robi karierę samorządową, czy polityczną. Jeżeli się zostaje starostą, to bierze się odpowiedzialność za powiat na pełne cztery lata.
Jerzy Podlewski: - W powiecie konkurentów nie ma, a jeżeli nawet przegra, to może próbować dostać się wyżej.
Mirosław Jaskólski: - Jeżeli będzie miał taką okazję, to powinien ją wykorzystać.
Nie samym samorządem jednak Goławski żyje. Coraz częściej słychać głosy, że ciągnie go do biznesu, co i on sam przyznaje. Od kilku tygodni prawdopodobna jest jeszcze jedna opcja – teka wiceministra. Nie jest tajemnicą, że Stanisław Kalemba jest najbliższym współpracownikiem i kolegą starosty. 22 sierpnia R. Goławski śpieszy do Warszawy z gratulacjami dla ministra rolnictwa. I rozmawia o przyszłości. - Nie chcę o tym mówić. Są pewne propozycje, ale ja tu mam swoją misję do spełnienia jeszcze przez dwa lata – miga się od konkretnej odpowiedzi. W październiku pojedzie do ministra ponownie. - Są różne plotki, ale nie ma co ukrywać, że są trzy wakaty na wiceministrów do obsadzenia – zdradza R. Goławski.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze