Prokuratura wnioskowała o warunkowe umorzenie sprawy, rodzice chcą jednak walczyć przed sądem. O co poszło? Podczas zajęć ich dziecko psiknęło sobie w oczy środkiem dezynfekującym
Zdarzenie miało miejsce niemal dokładnie przed rokiem w jednym ze złotowskich przedszkoli. Kilka miesięcy temu, kiedy informowaliśmy o tej sprawie, w złotowskim sądzie odbyły się wyjaśniające posiedzenia. W ich wyniku nie doszło jednak do porozumienia między stronami co do konsekwencji zdarzenia.
Sprawie przyglądała się Prokuratura Rejonowa w Złotowie. Postępowanie toczyło się o czyn z artykułu 157 par. 2 i 3 kodeksu karnego. Jak wyjaśniał wtedy prokurator rejonowy Sebastian Drewicz, podczas opieki nad dziećmi nieumyślnie nie zabezpieczono preparatu, który używany jest do czyszczenia krzesełek. Nie zauważyła tego opiekunka. Pozostawiony bez nadzoru środek chwycił chłopiec i rozpylił w twarz. Prokuratura uznała, że dopuszczono się zaniechania, natomiast zrobiono to nieumyślne, a co najważniejsze, nie doszło do poważniejszych skutków.
– Mieliśmy jednoznaczną opinię biegłego z zakresu medycyny, który poważnie podszedł do tematu, rozważał wszystkie okoliczności – podkreślał prokurator Drewicz. Stąd prokuratura zdecydowała się wnioskować do sądu o warunkowe umorzenie postępowania. Uznano, że mając pod opieką większą ilość dzieci jedynie na chwilę pozostawiono płyn bez kontroli, choć ta krótka chwila wystarczyła, aby dziecko chwyciło go i rozpyliło preparat. Wyjaśniając decyzję skierowania do sądu wniosku o warunkowe umorzenie postępowania podkreślano, że doszło do nieumyślnego spowodowania obrażeń, które naruszyły czynności narządów ciała na okres nie dłuższy niż siedem dni. Dlatego prokuratura wnioskowała o warunkowe umorzenie – zatem uznanie winy, ale jednocześnie bez wyroku karnego. Kobieta miała przejść okres próby pod nadzorem kuratora.
Ojciec i matka chłopca nie zgadzają się z taką decyzją. Gdy kilka miesięcy temu pisaliśmy o zdarzeniu, nie chcieli komentować sprawy. Obecnie ojciec przyznaje, że sprawa wraca do sądu, a po stronie oskarżenia stają sami rodzice. Mężczyzna wyjaśnia taką decyzję tym, że nie tylko opiekunka nie ponosi należnych konsekwencji, ale również dyrektor placówki, która nią kieruje i odpowiada za to, co się w niej dzieje. Ojciec chłopca jest tym bardziej zdecydowany na dalsze procesowanie się przed sądem, że, jak przekonuje, początkowo on i małżonka mieli otrzymać niezgodną z prawdą informację o tym, co tak naprawdę stało się tego dnia. Jak mówi, najpierw mieli usłyszeć, że dziecko przypadkowo zostało otarte szmatką po oczach, płacze i powinno być zabrane z placówki. W jego ocenie początkowo próbowano tuszować rzeczywisty przebieg zdarzenia, czego skutkiem było to, że dziecko natychmiast nie trafiło pod opiekę pogotowia, nie wezwano karetki.
– Gdyby od początku było powiedziane, że syn psiknął sobie silnym środkiem w oko, to bym się nie zastanawiał, tylko wezwał pogotowie. Ale powiedziano, że dziecko dostało po oczach szmatką, trzeba je zabrać, bo płacze – relacjonuje. Jednocześnie podkreśla, że zapewniano go, iż zgodnie z instrukcją na płynie, przez pięć minut przemywano oczy wodą – czyli przyznano tym samym, że chodziło o płyn. Dodaje, że kiedy złożył odwołanie od protokołu powypadkowego, gdzie stwierdzono, że to on nie chciał wezwać pogotowia, a przedszkole tak, placówka zmieniła front i wynajęła prawnika.
– Puenta jest taka, jakby dziecko psiknęło sobie do oczu oranżadą – ocenia warunkowe umorzenie sprawy.
Mężczyzna potwierdza, że w tym momencie z okiem nic się nie dzieje, ale nie ma pewności, jakie będą konsekwencje w przyszłości.
– O to się rozchodzi w całej sprawie. Gdyby od początku grali z nami uczciwie, że dziecko sobie psiknęło takim a nie innym środkiem, wezwalibyśmy karetkę – mówi mężczyzna. Przypomina, że w dniu wypadku byli z dzieckiem u lekarza rodzinnego, który skierował ich na odział okulistyczny w Pile. Nie udało im się otrzymać pomocy.
– Pocałowaliśmy klamkę – wspomina bezskuteczny wyjazd do Piły. Dopiero pod wieczór, kilka godzin od zdarzenia, oko oglądała okulistka w Złotowie.
W uzasadnieniu wcześniejszego skierowania sprawy do prokuratury ojciec podkreśla, że etykieta produktu jasno wskazuje, że może on powodować poważne uszkodzenie oczu. Rodzic podkreśla też, że jeszcze przez długi czas syn miał zaczerwienione lewe oko, które było silnie przekrwione, spojówka była obrzęknięta. Stwierdzono rozległą erozję, na około ¾ powierzchni rogówki. Wskazuje też, że z zaświadczenia lekarskiego wprost wynika, iż syn doznał oparzenia chemicznego rogówki. „Mimo zakończenia leczenia farmakologicznego nadal istnieje ryzyko wystąpienia w przyszłości samoistnych erozji nabłonka rogówki” – to fragment jego zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, jakie skierował do złotowskiej prokuratury. W naszej rozmowie ojciec podkreśla też, że środek był na tyle silny, że po rozpyleniu wywołał zaczerwienienia również na skórze dłoni. Rodzice chłopca będą chcieli kolejnej opinii medycznej.
– Idziemy normalnym przewodem sądowym – ojciec podkreśla, że na listopad wyznaczona jest pierwsza rozprawa, na którą wezwany jest w charakterze świadka.
– Wracamy do punktu wyjścia – mówi.
Nie udało nam się skontaktować z dyrektor placówki.
Piotr Steffen
fot. arch. rodziców chłopca
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zacznijcie od swoich dzieci potem reszta.
Co tu ugrać na tragedi dziecka by sie dało? To jest oczywiste że brak kompetencji Pani sprzątającej która tego nie mogła pewnie przewidzieć skoro to jej poziom pracy i dlatego takie czynności muszą wykonywać zespoły do tego przeszkolone . Fakt powinno się rozpatrzyć opiekę z ubezpieczenia NW przedszkolnego.
Efekt bezstresowego wychowania. Dzieciom zezwala się na branie "co popadnie" i robienia z tym "co chce".
Rodzice chcą teraz ugrać kasę kosztem dziecka, nie h się cieszą że dziecko zdrowe. Za wszelką cenę poświęcić dziecko żeby kogoś zniszczyć a osiągnąć pieniądze. Wstyd dla rodziców. Każdemu może się zdarzyć acz kolwiek nie powinno pozostawić środka ale to tylko człowiek. Cieszmy się że skończyło sie Dobrze.
To komentarz kogoś z tego przedszkola?
Myślę że to nie tak jak piszecie. Wyobraźcie sobie że nie jesteście opiekunami dzieci jednak przez przypadek w warsztacie, na klatce schodowej postawili byście na chwilę środek żrący w aerozolu. Wyobraźcie sobie że pozostawiono płyn na chwilę a w tym czasie któreś z dzieci bierze go i psika w twarz. Nikt wtedy nie chciałby być w waszej skórze a prokuratura i sądy napewno nie traktowali by płynu jako oranżady a w najlepszym przypadku jako kwas solny. Dowiedzieli byście się że tego nie można przyrównać do oranżady choć każdy z nas wie że ani jedno ani drugie nie występuje w aerozolu. Rodzice mają rację i nie mają nic do ugrania jak troskę o zdrowie dziecka z przestrogą dla opiekunek dzieci jak i każdego kto przenosi, używa środki niebezpieczne dla zdrowia innych. Sprawa prosta w ocenie a sąd potrzebuje roku, to jest szok.
Często w domu znajdują się jakieś środki chemiczne typu płyn do szyb, cif czy nawet popularne w tym czasie środki do dezynfekcji. Idąc tym tropem jeśli dziecko psikloby sobie w oko którymś środkiem chemicznym w domu w którym byłby któryś z rodziców to powinna pojawić się policja, prokuratura i zabrać dziecko matce/ojcu, a następnie postawić ich przed sądem i ukarać kk? Zaznaczmy, że w przedszkolu Panie nie mają pod opieką jednego dziecka, ale często 15-25. Sprawa zakończy się za parę lat, straty finansowe na pewno poniosą obie strony, a sprawa zapewne zostanie umorzona. Zastanawia mnie czemu ojciec dalej brnie w sprawę. Przedszkole możliwe, że jest ubezpieczone więc jeśli ojcu nie pyknie ze sprawą to koszty spraw spadną na niego, a to nie są małe sumy.
Ciekawe jak by to wasze dziecko spotkała podobna krzywda.ciekawe jak by wtedy wyglądały wasze komentarze .oczywiście ze jest to wina osoby odpowiedzialnej ze tego typu środki .one powinny być zamknięte pod kluczem.brawo dla rodziców nie odpuszczajcie
Popieram rodziców. Oddali swoje dziecko do przedszkola zdrowe a to , że ktoś z pracowników nie dopełnił swoich obowiązków to rodziców nie interesuje. Są osoby odpowiedzialne w całym tym systemie zaczynając od osoby w urzędzie miasta, dyrektora czy kierownika w przedszkolu, inspektora BHP i na końcu osoby, która to niedopilnowała czy myślała nieodpowiednio że może dojść do takiej sytuacji. Za brak nie wiedzy i za brak myślenia trzeba ponieść konsekwencje. Sąd powinien rozpatrzyć sprawę pozytywnie dla rodziców. Jeszcze jedno i kończę. Rodzice są kancelarie prawnicze które się specjalizują w takich sprawach. Powodzenia
W takim razie gdyby to się wydarzylo w domu tego dziecka, gdyby to rodzice pozostawili taki srodek i dziecko by go "użylo", to dziecko powinno im zostać odebrane? Czy rodziców kara by nie obowiązywała?
@ja Dokładnie tak samo jak ty to rozumiem. Zaznaczmy jeszcze, że rodzice zazwyczaj pod swoją opieką mają 1-4 dzieci, a w przedszkolu wypada na jedną osobę 10-15 dzieci. Zresztą pojawi się na pewno w tej sytuacji "słowo przeciwko słowu", dzieci w wieku przedszkolnym na pewno nie będzie przesłuchiwać biegły bo ich zeznania nie są dowodem w sprawie. Sprawa zakończy się na umorzeniu możliwe, że w sądzie wyższej instancji bo widać, że ojciec nie odpuszcza, a koszty dla niego będą tylko większe. Może walczyć i tak nic nie ugra.
Ktore to przedszkole nie podali ! ale jako rodzic sie dowiem i nie posle tam dzieci . przedskole **************
Zobacz na których ulicach były wypadki i więcej tymi ulicami nie jedź, Do sklepów też nie chodź, bo były tam osoby z covidem.
Tuszowanie wypadków dzieci w przedszkolu i zakłamywanie faktów TO STANDARD. Niechlubnym przykładem jest również przedszkole nr 4. Strach oddawać dziecko pod opiekę.
Do cioci: Zgadzam się z Tobą w 100%. O przedszkolu nr 4 powinien powstać osobny artykuł. Jak sobie przypomnę, to aż mnie wzdryga...
Gdyby to było w domu to rodzic odpowiadał by za pozostawienie dziecka bez opieki z narażeniem jego zdrowia i życia. Do chwili rozprawy mieli by ograniczenie praw rodzicielskich. Poza tym wielki stres o dziecko i siebie. Takie przypadki nie raz oglądamy w Uwaga TVN czy lnterwencji innej TV. Polskie prawo jest gumowe działając dla jednych w granicach prawa tzw ( Falandyzacja ) i ściśle z litrą prawa. Wszystko zależy od pozycji, kasy i znajomości. Konstytucja to mit służący do walki politycznej, ona wogóle nie chroni słabszych. Prawo oparte na jej podstawie jest wielką pomyłką i niesprawiedliwością. Wszyscy o tym wiemy jednak jak widać mamy różne zdania.
Jakie bez opieki? A gdzie byłby wtedy rodzic? Czy opiekunka w przedszkolu wyszła z przedszkola i poszła nie wiem.. Np. Na zakupy do spożywczaka? Nie ograniczyli by żadnych praw. Ewentualnie skierowaliby sprawę do sądu o ograniczenie praw rodzicielskich, ale nie jest powiedziane, że by ograniczyli. Gdyby to się stało u nich w domu to zrobiliby to co zalecił producent środka chemicznego na opakowniu i tutaj niech się nie oszukują i innych. Na sorze to mogliby jedynie klamkę pocałować bo w takich przypadkach każą kupić sól fizjologiczną, wkropić do oczu w domu i głowy pierdolami nie zawracać . Gdyby za takie coś ograniczali władze rodzicielską to w co drugim domu w Polsce rodzice mieli ograniczoną władze.
opinię ,,„Mimo zakończenia leczenia farmakologicznego nadal istnieje ryzyko wystąpienia w przyszłości samoistnych erozji nabłonka rogówki” wydał lekarz pierwszego kontaktu (rodzinny) a nie specjalista u którego ,,pocałowali klamkę''. Zwyczajne hieny chcące zarobić na nieszczęśliwym wypadku, małe dzieci są tak rozbiegane że nie jesteś w stanie przewidzieć co za sekundę zrobią, mogło to się zdarzyć zarówno w przedszkolu jaki i w domu w obecności rodziców. Bicie piany dla korzyści materialnych.
No Stefek ty jak zwykle na NIE. Aby przeciw wszystkim to twoje zadanie. Myślę że nikt z twojej czkawki nic sobie nie robi tak więc zajmij się sobą bo rodziny pewnie nie masz i to jest twój kompleks niedojrzałej małości.
Drodzy rodzice nie odpisujcie kretynom .winę ponosi przedszkole czy placówka w której było dziecko.
Ludzie są okropni. Szczególnie wszyscy rodzice mający dzieci w przedszkolu. Byle zszargać opinię, zniszczyć człowieka, upodlić. Pracownicy i nauczyciele przedszkolni są traktowani jak ludzie gorszej kategorii, sługusy, prywatne nianie do dzieci. Świat schodzi na psy.
Nikt nikogo nie sortuje. To twój wymysł. Nie chodzi o to że z dziećmi w każdej chwli może coś się wydarzyć tak samo jak w domu. Tu sprawa jest prosta, mataczenie i wprowadzanie w błąd rodziców. Jest w prawie tak że za dziecko oddane w opiekę odpowiada ten opiekun. Jeżeli by nie doszło do mataczenia i dziecko otrzymało by pomoc medyczna w jak najkrótszym czasie dzisiaj nie było by problemu. Nikt nikogo nie sortuje to jest wymyśl tych którzy o tym piszą lub mówią. Bardzo przykro że tak ciężko jest przyznać się do błędu który nie zawsze musi okazać się winą.
Do Bardzo Przykro Może pomysl na przyszłość o prywatnym przedszkolu i edukacji domowej
Rodzice powinni się nauczyć że takie rzeczy się zdarzają. Z jednym w domu problem a co dopiero z 25.
Dlatego w przedszkolu na sali zazwyczaj jest ktoś z dyplomem + pomoc nauczyciela. Nigdy nie jest tak, że jest jedna osoba na taką grupę. Ale przez to, że brakuje kadry, niestety czasami do pracy angażowane są osoby, które zupełnie nie mają do tego kompetencji. Nie tak dawno temu bodajże we Wrocławiu nauczycielka niosła czajnik z wrzątkiem i oblała dziecko. Też zamiast wezwać karetkę posadzili dziecko, puścili bajki i kazali przestać płakać a rodzice dowiedzieli się o wszystkim popołudniu. Raz - opiekunki nie miały wyobraźni, dwa - trzeba po prostu nauczyć takich ludzi brania odpowiedzialności za swoje zaniedbania. Nikt nie zrobił tego specjalnie, ale jak już się stało, to trzeba wziąć za to odpowiedzialność. Dopóki będziemy w takich sytuacjach ludziom pobłażać, to się będzie działo częściej. Z resztą, gdyby lekarz niedopilnował obowiązków to by był oskarżony i nikogo by to nie oburzyło. A u nas przedszkolanka to się wydaje łatwa i przyjemna praca, więc idą tam często osoby, które myślą, że za nic nie muszą odpowiadać. Trzeba z tym skończyć. Niech zatrudniają odpowiedzialnych ludzi.
Nie ma obowiązku posyłania dzieci do przedszkola. Jest tylko obowiązek 6 Latków. Do przedszkola powinny pójść dzieci które są na to gotowe- potrafią funkcjonować w grupie i znają zasady dobrego zachowania. Niestety najczęściej jest tak, że rodzice pozwalają na wszystko a żniwa zbiera przedszkole... Smutne to
Dokładnie. Nic dodać nic ująć. Później bezstresowo wychowane dzieci rzucają krzesłami w nauczycieli
Fakty są faktami.Dziecku stała się krzywda w przedszkolu.I to czy dziecko jest wychowywane bezstresowo,czy jest dzieckiem specjalnej troski,czy dzieckiem wrażliwym nie ma znaczenia.Pracownicy przedszkola po to studiują,by przygotować się do "roli opiekunów obcych dzieci" Taki ich zawód,do którego nikt nie zmusza.Dlatego rodzice mają racje.Ewidentna wina Przedszkola.Albo opiekuna grupy albo system organizacyjny w przedszkolu.Bo możliwe,ze przy grupie 25 dzieci lub więcej nie wystarczy jeden opiekun tylko dwoje.Dzieci są dziećmi a my dorośli jesteśmy za nie odpowiedzialni.
Szkoda komentować pani beznadziejnej wypowiedzi
100% racji. Podpisuje się pod tym. Owszem przedszkole czy szkoła musi zapewnić opiekę ale rodzice powinni wychować swoją pociechę tak aby potrafiła funkcjonować w grupie. Wiec może zacznijmy od siebie a później wieszajmy psy na innych. Przykre jest to ze zarówno przedszkola jak i szkoły są ciagle szykanowane przez jakże idealnych rodziców ????. Drodzy Państwo zastanówcie się zanim ponownie kogoś obrazicie bo pisanie o przedszkolu ze jest porażka nie jest zbyt kulturalne.
Jestem rodzicem jak by moje dziecko miało taki wypadek to napewno ale napewno bym zrobil tak samo jak rodzice tego dziecka
Mam dziecko w przedszkolu nr.4 i nie mogę nic złego powiedzieć także ...niech się ten ,ktoś,,zastanowi zanim zacznie oczerniać...za to grozi odpowiedzialność karna
Do Stefanki: tylko pozadrościć szczęścia twojego i twojego dziecka.
Oj rodzice nie tędy droga...
Nie chodzi tu o przedszkole nr.4.Jak ktoś wcześniej napisał ,za oszczerstwa grozi odpowiedzialność karna.Nie chodzi tutaj o przedszkole ale z tego co mi wiadomo to żłobek, niepubliczny żłobek.Bulwersujace jest to ,że pani ,która zawiniła to nadal pracuje.Powinna do czasu rozwiązania prawnie sprawy ,być odsunięta od opieki nad dziećmi zawodowo.Tylko czekać kolejnego nieszczęścia
Tylko skąd ten błąd i dlaczego powielane jest iż stało się to w przedszkolu? Do żłobka uczęszczają dzieci do 3 r.ż! Przeszkole to dzieci 2.5 r.ż do 6 lat.
Zacznijcie od swoich dzieci potem reszta.
Co tu ugrać na tragedi dziecka by sie dało? To jest oczywiste że brak kompetencji Pani sprzątającej która tego nie mogła pewnie przewidzieć skoro to jej poziom pracy i dlatego takie czynności muszą wykonywać zespoły do tego przeszkolone . Fakt powinno się rozpatrzyć opiekę z ubezpieczenia NW przedszkolnego.
Efekt bezstresowego wychowania. Dzieciom zezwala się na branie "co popadnie" i robienia z tym "co chce".