Na wtorkowej komisji komunalnej powrócił temat przykościelnych lip. Dyskusja momentami była gorąca, przewodniczący uspokajał szefa złotowskich ekologów. - Pyskówki nie tutaj...- rzucił w końcu Jacek Bieluszko
Zamieszanie, jakie w ostatnich tygodniach dotyczyło planów wycinki przykościelnych lip znalazły finał podczas wtorkowego posiedzenia komisji komunalnej. Andrzej i Krystyna Bujaczowie, którzy zainicjowali akcję protestacyjną przeciwko wycince drzew, pojawili się na komisji w towarzystwie kilku osób, które poparły protest. Na stosownej liście protestacyjnej, która krążyła w ostatnim czasie wśród mieszkańców, podpisało się ponad 120 osób.
[[reklama]]
Wczorajszym obradom od początku towarzyszyło sporo emocji. Powodem były wypowiedzi szefa Powiatowego Koła Polskiego Klubu Ekologów Jerzego Wańke, który także zjawił się na posiedzeniu. Wypowiedzi przewodniczącego koła ekologów samorządowcy z Lipki uznali za bardzo niestosowne. Jerzy Wańke, oceniając wypowiedzi poszczególnych osób za mało merytoryczne, od początku spotkania nie przebierał w słowach, czego efektem były riposty ze strony samorządowców. - Pyskówki nie tutaj - rzucił w pewnym momencie przewodniczący komisji Jacek Bieluszko i dopiero po tym dyskusja się uspokoiła.
Nie róbmy tego błędu
Wśród przeciwników wycinki drzew, którzy pojawili się w sali narad urzędu byli także m.in. lokalny przedsiębiorca Zenon Wiśniewski, a także Teresa Konieczna, z zawodu leśnik. Przez kilkanaście minut przekonywali wójta i radnych z komisji do zmiany decyzji o wycince. Pozytywnie oceniając inwestycje przeprowadzone w tej kadencji, przede wszystkim przy miejscowym basenie, Zenon Wiśniewski zwrócił uwagę na zbyt duże jego zdaniem spustoszenie zieleni w tym miejscu. - Nie róbmy tego samego błędu w centrum Lipki. Bo w Lipce lip powinno przybywać, a nie ubywać - przekonywał. Zdaniem przedsiębiorcy temat w ogóle nie powinien podlegać dyskusji, sprawa nie jest warta kruszenia kopii, a drzewa po prostu powinny pozostać na swoim miejscu. Tym bardziej, że... - Są zdrowe - zapewniał Jerzy Wańke, deklarując, że ekolodzy zrobili w tym względzie stosowne badania. Teresa Konieczna także zauważyła, że Lipka w ostatnich latach pięknieje, ale brakuje w niej niestety miejsc, gdzie w ciepłe miesiące można odpocząć w cieniu drzew. Leśniczka zwróciła uwagę m.in. na koszmarnie przycięte drzewa na placu przy remizie OSP. - Proszę was, nie róbmy tego przed kościołem - apelowała o zaniechanie wycinki. Za śmieszne argumenty przemawiające za wycinką uznano też fakt, że opadające liście brudzą okoliczny teren, podobnie zresztą jak ptasie odchody. - To śmieszne argumenty - mówiła Krystyna Bujacz.
[[reklama]]
Radni konsekwentni
Wójt, radni, starosta powiatu i sołtys Lipki przypominali, że argumentów było dużo więcej i były znacznie bardziej poważne. Przede wszystkim podkreślali, że decyzja była konsultowana w bardzo szerokim gronie społecznym, wypowiedzieli się nie tylko radni, ale też członkowie rady sołeckiej i rady parafialnej. Samorządowcy podnieśli jeszcze jeden aspekt przemawiający za wycinką - w ich ocenie stare drzewa mogą stanowić zagrożenie dla tych, którzy będą przebywać na wyremontowanym placu. Wójt powiedział wprost, że nie wziąłby na siebie odpowiedzialności za skutki potencjalnych wypadków. Taką wypowiedź Teresa Konieczna uznała za moralny szantaż. Zapytała, czy w takiej sytuacji leśnicy też powinni wycinać w parku w Małym Buczku wszystkie drzewa, bo chodzą tamtędy osoby odwiedzające park.
Dyskusja trwała jakieś 90 minut. Mogłaby zapewne dłużej, ale przewodniczący Bieluszko przerwał ją prosząc radnych o zajęcie stanowiska. Radni nie poparli petycji i zapowiedzieli, że konsekwentnie będą zwolennikami wycinki czterech przykościelnych lip. Jerzy Wańke poinformował, że klub ekologów wystosował w tej sprawie pisma do stosownych organów. Zapowiedział nawet, że w tej sprawie będą procesy sądowe i zapewnił, że póki co, żadna piła do żadnego z drzew nie będzie przyłożona.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze