Trójbój klasyczny jest młodą dyscypliną, tak naprawdę istnieje dopiero cztery lata. Mimo lekkiej pracy łobżenicki trójboista ciężko trenuje na swój sukces. Jest brązowym medalistą Mistrzostw Polski z 2013 roku, wicemistrzem na Otwartych Mistrzostwach Śląska w 2014 (awans do ME), zajął V miejsce na mistrzostwach Polski w listopadzie 2015. Jest też Laureatem Łobżenickiego Dzika. Obecnie startuje w przedziale wagowym od 105 do 120 kg. Przy 119 kg wagi Sebastian ma 50 cm w bicepsie, 137 w klatce piersiowej i imponujące udo o obwodzie 77 cm. Tymczasem Mariusz Pudzianowski w formie miał 80 cm.
Zaczynałem jako strongman, ale żeby rywalizować z tymi panami, którzy dochodzą do 150 kg wagi, trzeba być już niegrzecznym chłopcem
Reklama
– żartuje Sebastian. Jak zaczęła się trójbojowa przygoda?
Amatorsko ćwiczę od 1997 roku. Spojrzałem kiedyś na wyniki innych trójboistów i porównałem je ze swoimi [700 –710 kg dawało wtedy w kraju medal mistrzostw – red.]. Postanowiłem zatem znaleźć sobie klub
– przybliża początki swej kariery Sebastian. Najbliższy rodzinnej Łobżenicy znajdował się w Kwidzynie (LKS Nadwiślanin Kwidzyn). W testach łobżeniczanin wypadł okazale.
Na ławeczce skończyłem na 200 kg. W 2013 roku to był wynik na rekord Polski
Reklama
– wyjaśnia. Obecny przy tym wyczynie trener Zbigniew Lewicki nie wypuścił już go bez klubowych papierów. Po pierwszej wizycie w Kwidzynie Sebastian przez tydzień nie mógł chodzić. Przekonał się, jaki dystans dzieli amatora od zawodowca.
Do Kwidzynia jest 170 km, jeżdżę na trening raz w miesiącu, ale pracujemy też z trenerem Zbigniewem Lewickim przez Skype’a
– opisuje swój warsztat trójboista.
Trener Lewicki ma ogromną wiedzę, jest to człowiek, któremu zawdzięczam wszystko, cały sukces – jeszcze raz dziękuję trener! Dziękuję również kochanej dziewczynie Klaudii Cieślak, że wspiera mnie na dobre i złe
Reklama
– wymienia filary swego sukcesu Sebastian.
Trener większość swej wiedzy już mi przekazał i całą swoją pracę kontroluję teraz sam. Zdarza się oczywiście, że po miesiącu samotnych treningów trener wyłapuje u mnie odchylenia od normy i techniki [dzięki przesyłanym filmom – red.] . Po pewnym czasie technika „ucieka”, a zauważyć to może tylko właściwe oko i to z właściwej perspektywy
– podsumowuje Sebastian.
Chciałbym jeszcze w tym roku założyć tu, w Łobżenicy klub o nazwie DZIK ŁOBŻENICA, tak, żeby móc wreszcie startować w barwach rodzinnego miasta! Oczywiście to trener Lewicki podpowiedział mi ten pomysł i doradza w najważniejszych sprawach. Kurs trenera personalnego już robię! Chciałbym podziękować panu Burmistrzowi Łobżenicy Piotrowi Łososiowi za pomoc w sprawie klubu, zresztą nie tylko w tej sprawie. Są tu chłopacy, którzy ćwiczą, którzy chcieliby się dołączyć, a obecnie nie ma ku temu warunków
Reklama
– zdradza swoje plany Sebastian.
Na treningu można przerzucić i 40 ton.
Staram się zawsze przećwiczyć wszystkie mięśnie. W przysiadzie pracuje 80% ciała, przy wyciskaniu dochodzą mięśnie barkowy, triceps i piersiowy
– wyjaśnia siłacz. W ulubionym przez Sebastiana martwym ciągu pracuje właściwie całe ciało – przedramię, biceps, triceps, barki, kapturki, brzuch, plecy, uda, łydki, nawet mięśnie twarzy[[pay]]. Dla kogoś nie zaznajomionego z tym ćwiczeniem może się ono okazać bardzo niebezpieczne.
Trójbój to są ogromne ciężary, ale – odpukać – nigdy jeszcze nie miałem poważniejszej kontuzji. Ludziom się wydaje, że zawodnik po pewnym czasie musi zostać wrakiem siebie samego
Reklama
– mówi Sebastian. Pokutuje pogląd, że ciężarowcy to często „koksiarze”, ale zawodnik dbający o siebie, omijający szerokim łukiem niedozwolone specyfiki, ćwiczący też głową, umiejący czasem odpuścić, może być okazem zdrowia do starości. Przykładem są weterani tej dyscypliny.
Kiedy odczuwam drobną dolegliwość odpuszczam trening i wracam do domu
– mówi Sebastian.
Puchar Polski, który odbył się w kwietniu w Rudzie Śląskiej, był też eliminacją do Mistrzostw Świata. Na Pucharze pierwsza dwójka z każdej kategorii wagowej otrzymuje awans na MŚ lub ME. Kraj reprezentują najlepiej dysponowani w danej chwili zawodnicy. Powołania do kadry są co roku nowe, bywa, że dochodzi do niespodzianek.
Ja sam jestem taką niespodzianką
– śmieje się nasz rozmówca, który jako jedyny trójboista z Wielkopolski przywiózł medal z tej imprezy. Do drugiego miejsca wystarczyło 755 kg (275 kg przysiad, 190 kg na ławeczce, 290 martwy ciąg; życiówki Sebastiana to odpowiednio 280 kg, 200 kg i 305 kg).
Wielu zawodników na Pucharze paliło swoje próby, sędziowie na takiej imprezie są bardzo rygorystyczni. Trener zasugerował mi, żeby zaniżyć trochę ciężary, ale zaliczać próby i to poskutkowało. Pierwszy raz w karierze udało mi się zaliczyć wszystkie 9 prób [na 123 zawodników tylko czterech pozytywnie zakończyło wszystkie boje – red.]
Reklama
– opisuje swoją taktykę Sebastian. Udało się wywalczyć drugie miejsce i awans na Mistrzostwa Świata.
Zrobiłem trzeci przysiad w Polsce, drugą ławkę w Polsce, w martwym ciągu to też był drugi wynik w kategorii od 105 do 120 kg w kraju. Zwycięzca wygrał moim wynikiem życiowym – 785 kg. Zawsze lepiej wyciska mi się na zawodach, jest adrenalina, ludzie, to nie są zajęcia z lustrem
– zwierza się nasz rozmówca.
Wkrótce dla Sebastiana rozpocznie się sześciomiesięczny okres przygotowawczy, teraz jest czas na regenerację. Trenuje co trzeci dzień – systemem: wysiłek, dwa dni odpoczynku. Na samych „trójkach” (czyli wtedy, kiedy z ciężarem robi się trzy ruchy) zlecą mu maj i czerwiec, od lipca wejdą „dwójki”, we wrześniu już „jedynki”. 8 i 9 października odbędą się Mistrzostwa Polski i eliminacje do Mistrzostw Europy.
Bardzo chcę tam pojechać. 785 kg to już szansa na medal na tym szczeblu. Na Mistrzostwach Świata trzeba dołożyć jeszcze więcej. Na imprezach tej rangi dochodzą też małe medale, za poszczególne dyscypliny trójboju, zatem jest się o co starać
– wyjawia swe plany trójboista z Łobżenicy.
W świecie amatorskim 2/3 zawodników to „leniuchy”, korzystające z niedozwolonych środków
– ubolewa Sebastian.
Ćwiczą krótko, tak żeby na lato ładnie wyglądać. Dopóki biorą, wszystko jest ok, ale ich problem polega na tym, że kiedyś muszą przestać
Reklama
– wyjaśnia. Często kończy się nadciśnieniem, problemami z nerkami, czy wątrobą.
Tak przygotowani „koledzy” mogą wycisnąć i 240 kg. Czemu nie pojawiają się zatem na mistrzostwach kraju, gdy rekord Polski to „tylko” 205 kg?
– pyta retorycznie łobżeniczanin. I od razu odpowiada:
Nie pojawiają się, bo na oficjalnych zawodach jest ścisła kontrola antydopingowa. Komisja antydopingowa to skrupulatni ludzie – zwracają uwagę na owłosienie ciała, na rozstępy, wysypki. Wystarczy wejść na wagę, a oni już wiedzą, z kim mają do czynienia
Reklama
– wyjaśnia Sebastian. Przez takich „siłaczy” cierpi też trójbój, którego zawodników wrzuca się do tego samego worka. Strongmani kariery kończą koło 35 roku życia. Bywa, że z popękanym ciałem, zerwanymi mięśniami ale i psychiką. Na samych odżywkach na taki efekt trzeba by pracować już znacznie dłużej i nie gwarantuje to wcale, że dojdzie się do takich wyników jakie osiągają „leniuchy”.
W chwili obecnej korzystam jedynie z odżywki Gainer, na podtrzymanie wagi. Najważniejsze są jednak wytrwałość i systematyczność. Wypada dzień treningu i TRZEBA IŚĆ!
– podaje receptę na sukces. Wymagana też jest dieta (mleko, banany, jajka, dużo mięsa) i stronienie od alkoholu.
Mistrzostwa Świata odbędą się w czerwcu w USA. Koszt wyjazdu dla Sebastiana i jego trenera to około 17–18 tys. zł. Zawodnika wspierają Miasto i Gmina Łobżenica, Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Łobżenicy, Bank Spółdzielczy w Łobżenicy, ale to wciąż za mało, żeby móc wybrać się do Stanów.
Na chwilę obecną raczej nie ma takiej możliwości, żebym tam pojechał, musiałbym chyba wziąć kredyt
– przyznaje z żalem trójboista. Na dniach do Sebastiana z Polskiego Związku Kulturystyki Fitness i Trójboju Siłowego przyjdzie powołanie do kadry.
Zobaczymy, jeszcze się nie poddaję, jeszcze jest trochę czasu. To jest sport indywidualny, samemu trzeba się martwić właściwie o wszystko. Samo powołanie traktuję jako swój życiowy sukces. Póki co nastawiam się na ME. To jest mój główny cel. Rozwijam się, nie stoję w miejscu z wynikami. Prędzej czy później pojadę i na Mistrzostwa Europy czy Świata. Trzeba w to wierzyć i ja w to wierzę
zapewnia Sebastian.
Małymi kroczkami, najpierw Polska, potem świat… W tym sporcie można dźwigać do starości. A ja nigdy się nie poddaję i to mnie odróżnia od innych!
Rozmawiał Leszek Chełmowski [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze