Miał być burmistrzem Debrzna, a zdobywa pieniądze z UE dla Złotowszczyzny. Kim jest Marek Romaniec?
Z czym kojarzy się Panu kolor niebieski?
Z wodą. I Krajną, nawet o tu, na tej historycznej mapce to widać, Krajna otoczona jest wodą rzek. Do tego jest jeszcze haft krajeński, jak na tym obrusie, przy którym siedzimy.
Żyje Pan tą pracą. Na prywatnym Facebooku ma Pan wyłącznie informacje o Krajnie.
Jeżeli zaangażowaliśmy się w rozwój tego obszaru, to robimy to z pasją. Ja i cały zespół Lokalnej Grupy Działania. Umiem pogodzić życie prywatne z zawodowym, dlatego o tym, co robię publicznie staram się informować, po to są portale społecznościowe. Mam już dorosłe dzieci, więc mogę poświęcić się tej pracy bardziej. Choć za chwilę zostanę dziadkiem i to pewnie przewróci moje życie do góry nogami.
Reklama
Pańska małżonka pracuje w UG w Lipce. Ludzie, którzy z nią współpracują podkreślają jej fachowość w dziedzinie organizacji pozarządowych i zdobywania pieniędzy z UE.
Od wielu lat pracujemy razem, wcześniej w Fundacji Naszyjnik Północy i w Stowarzyszeniu Na Rzecz Rozwoju Miasta i Gminy Debrzno w Debrznie. Pierwsze projekty pisaliśmy blisko dwadzieścia lat temu. Znamy się na tym. Dzięki temu są sukcesy w pozyskiwaniu pieniędzy m.in. w gminie Lipka. To muszę podkreślić, że gmina dobrze się dzięki temu rozwija. To zasługa nie tylko mojej żony, bo pracuje z nią zespół ludzi stworzony przez wójta Przemysława Kurdzieko, który widzi potrzebę i szansę rozwoju gminy. Oby takich zespołów było więcej.
Reklama
Wygląda na to, że przed Romańcami UE nie ma tajemnic.
Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 86% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]
Myślę, że nie jest źle, zwłaszcza że cały czas się uczymy, rozwijamy. Proszę spojrzeć na 11,5 mln zł pozyskane przez LGD „Krajna Złotowska” na rozwój przedsiębiorczości czy sieci drogowej. Poza tym przygotowujemy granty dla organizacji pozarządowych.
Praca pani Bogusi w Lipce była jednym z argumentów, dla których porzucił Pan Debrzno dla Lipki i Złotowszczyzny?
Lipka była dla mnie taką furtką do powiatu złotowskiego (dobrze współpracowałem z panem wójtem, przecież to z jego inicjatywy powstała LGD Krajna Złotowska), choć wcześniej, jako prezes Fundacji Naszyjnika Północy współpracowałem z czterema gminami z tego terenu. Aż w 2015 roku narodziła się inicjatywa stworzenia Lokalnej Grupy Działania dla ośmiu gmin . Połączyliśmy gminy z dwóch LGD, które miały obszar funkcjonowania na terenie powiatu złotowskiego, doszła też gmina Tarnówka i miasto Złotów.
To jest sukces, bo wystarczy spojrzeć na gospodarkę odpadami, temat, na którym gminy powiatu się podzieliły – część należy do Związku Gmin Krajny w Złotowie, a część do związku w Pile.
Myśmy mieli argumenty do scalenia gmin – mogliśmy pozyskać konkretne pieniądze. I mamy na tym polu sukcesy. Zresztą to sukces wszystkich samorządów. Idea była taka, aby scalić cały powiat i zadbać o wspólne działania i promocję, i tu zasługa pana starosty, który wraz z radą był od początku bardzo przychylny tej inicjatywie. Gdyby ktoś z nich się wyłamał, ten projekt by się rozjechał.
A tak możemy pomagać choćby przedsiębiorcom. W obecnym rozdaniu proponujemy pieniądze m.in. na podejmowanie działalności gospodarczej (premia 60 tys. zł) i rozwój firm (do 300 tys. zł).
Na tworzenie miejsc pracy i samozatrudnienie „Krajna Złotowska” ma 4,5 mln zł z UE. Ile miejsc pracy powstało dzięki Waszym dwuletnim działaniom?
Miejsca pracy tworzą przedsiębiorczy ludzie z powiatu. Na rozwój firm podpisane zostały trzy umowy, a kolejne dwie czekają na sformalizowanie. Do tego dochodzi pięć umów na rozpoczęcie działalności. To są działania z ubiegłego roku, a ich dopięcie przedłuża się, bo choć ocena wniosków jest u nas, to podpisanie umów odbywa się już w Urzędzie Marszałkowskim w Poznaniu. To wydłuża czas oczekiwania. Mimo to dzięki nam powstało około dziesięciu miejsc pracy. W tegorocznym naborze mamy pieniądze na utworzenie jedenastu nowych firm i na pięć - sześć rozszerzeń działalności.
Nikt nie daje takich pieniędzy. Powiatowy Urząd Pracy w Złotowie na rozszerzenie działalności dawał około kilkunastu tysięcy złotych.
Sama Unia stwierdziła, że trzeba aktywizować ludzi i pomóc im rozwijać przedsiębiorstwa. Widzimy, że coraz więcej osób odchodzi od pracy w rolnictwie i szuka innych źródeł dochodów. Dajemy im alternatywę.
Marek – opis imienia – dookoła siebie ma huragan i chaos, ale ma taką pasję, że trzyma wszystko pod kontrolą.
Sam siebie nie mogę oceniać, mogą to robić moi znajomi czy partnerzy. Ale coś w tym jest. Świat jest chaosem, lecz staram się go sobie poukładać , tyle że sam nic bym nie zrobił. Szukam partnerów, sojuszników. Proszę spojrzeć na te zdjęcia: 150 pań z kół gospodyń wiejskich, które dzięki LGD spotkały się po raz pierwszy w takim gronie; a tu byliśmy w Brukseli i wiemy, że będą do nas trzy wyjazdy studyjne, aby poznawać dobre praktyki w funkcjonowaniu partnerstw lokalnych.
Reklama
A propos partnerstw. Po co „Krajnie Złotowskiej” partner z Bułgarii? Złośliwi śmieją się, że wakacje się szykują…
Pojedziemy tam, ale to nie będzie wycieczka. Wyjazd studyjny jest po to, by się czegoś uczyć, podglądać dobre praktyki. To ma nam pomóc stworzyć na Krajnie Złotowskiej system certyfikacji lokalnych produktów (spożywczych, rękodzielniczych, usług, wydarzeń) i promować jej markę. Z takiego wyjazdu muszą być efekty, a że wartością dodaną będzie podróż do Bułgarii? Tak samo inni przyjadą do nas. Poza tym za każdy taki wyjazd trzeba zapłacić, nie ważne, że z pieniędzy unijnych, czy innych programów.
Reklama
Ma Pan zadatki na polityka. Na spotkaniach pamięta Pan o wszystkich, dziękuje nawet na zapas i nigdy nie przybywa Pan z pustymi rękami.
To nie jest polityka, bo z nią dawno skończyłem, chociaż nie należałem do żadnej partii politycznej. Takie zachowania prowokuje mój sposób bycia i to, czego nauczono mnie w domu rodzinnym i w pracy z organizacjami pozarządowymi – z ludźmi trzeba utrzymywać dobre kontakty. Nie sztuką jest odpękać jedno czy drugie spotkanie. Sztuką jest znaleźć po nich partnerów do projektów czy grantów, zainspirować do działania. Moim zadaniem jest ludzi sieciować, pokazywać, kto z kim może współpracować. Jako biuro LGD odpowiadamy na potrzeby społeczeństwa.
Reklama
Zostańmy na chwilę przy polityce. Próbował Pan zostać burmistrzem Debrzna. Dlaczego to się nie udało?
Taki był głos wyborców, aczkolwiek swoje w polityce lokalnej zrobiłem – byłem radnym i przewodniczącym Rady Miejskiej w Debrznie. A dzisiaj spełniam się w tej pracy.
Nawiązanie współpracy z Lipką, a później stworzenie Lokalnej Grupy Działania „Krajna Złotowska” było dla Pana kołem ratunkowym po przegranych wyborach?
Nie, absolutnie, na burmistrza startowałem w 2010 roku, a potem też miałem pomysł na życie, prowadziłem szkolenia w całej Polsce. Statut i dokumenty rejestracyjne Stowarzyszenia LGD stworzyła moja firma na prośbę pana Przemysława Kurdzieko i pana Ryszarda Goławskiego.
Reklama
Wyglądało to tak, jakby przygotował Pan sobie miejsce pracy.
Na początku nie myślałem w ten sposób, dopiero gdy zarejestrowaliśmy stowarzyszenie dostałem propozycję pokierowania „Krajną Złotowską”. Po analizie, rozmowie z rodziną stwierdziłem, że mogę podjąć tę pracę. To na pewno nie było koło ratunkowe dla mnie, to była jedna z alternatyw. Przed udarem miałem także firmę turystyczną, potem prowadziłem doradztwo, bo tam nie trzeba było dźwigać np. kajaków.
Jeszcze raz podkreślę, że nie tworzyłem obecnie zajmowanego stanowiska dla siebie.
Jako grupa wydajecie Państwo książki o Krajnie. O jej kulinariach i historii. Wcześniej nikt tego na tę skalę nie robił.
A warto. Dziedzictwo i historia powinny być spisywane. Słowo spisane jest zapamiętane. Proszę spojrzeć na „Mały słownik gwary krajeńskiej”, który trafił do 52 bibliotek na terenie powiatu i trafił pod strzechy. To samo z książką o księdzu Domańskim. Teraz pracujemy nad stworzeniem listy uczestników Kongresu Berlińskiego i popieramy inicjatywę dyrektor szkoły w Łąkiem dotyczącą wydania książki o kulinariach gminy Lipka i ludziach, którzy podzielą się przepisami. Myślimy też o wydaniu historii straży pożarnych z terenu powiatu złotowskiego. Każdy z nas tworzy historię, która będzie lub nie będzie zapamiętana. My staramy się ją spisać i w ten sposób pomóc zapamiętać.
Ma Pan poczucie, że zmienia Złotowszczyznę na lepsze?
Nie mi to oceniać, ale może mam trochę wkładu, bo umiem tworzyć partnerstwa i integrować ludzi, choć nie robię tego sam, lecz z partnerami. Ludzie czerpią z naszej wiedzy i pomocy, bo nie zawsze pieniądz jest najważniejszy. Liczą się ludzie, z którymi się działa, prawda?
Mówił Pan o spisywaniu historii, a sam Pan się w niej zapisuje?
Czas pokaże, ale w Kronice Wielkopolski będzie artykuł na temat działań Stowarzyszenia LGD „Krajna Złotowska”, także nasze działania zapiszą się w historii.
Jakimi zgłoskami?
Mamy nadzieję, że jak najlepszymi. Historię tworzymy my wszyscy na Krajnie Złotowskiej, jest wiele obszarów aktywności liderów lokalnych i samorządów, a Złotowszczyzna jest tego warta, aby mówić i pokazywać ją z jak najlepszej strony.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze