Reklama

Siłę słuszności mamy. Rozmowa z protestującymi przeciwko wiatrakom

18/09/2015 06:20
Od kilku miesięcy protestują przeciwko budowie, w zbyt bliskim sąsiedztwie domów mieszkalnych, farm wiatrowych. Jakie mają cele i metody? Co osiągnęli protestujący? Spośród grona tych osób rozmawiają z nami Jan Sulżycki z Nowej Wiśniewki, Bronisław Suchy ze Starej Wiśniewki, Paulina Kelich z Zakrzewa i Anna Szlum z Głomska

Dlaczego walczycie Państwo z inwestycjami budowy wiatraków? Jakie macie argumenty na tą Waszą walkę z wiatrakami?

Jan Sulżycki:
Walczymy, ponieważ wiatraki, które mają stanąć w tym rejonie, m.in. na terenie gminy Zakrzewo, mają być zlokalizowane bardzo blisko naszych domów, mieszkań i gospodarstw. Nie mamy pewności, jaki będą miały wpływ na nas czy choćby na nasze zwierzęta. Obserwujemy, co dzieje się w mediach. Coraz liczniejsze są grupy osób w Polsce, które przyłączają się do takich protestów. Zbyt wiele jest niewiadomych dotyczących skutków budowania wiatraków, coraz częściej docierają do nas sygnały o tym, jak bardzo negatywne są niektóre skutki. Od kwestii zdrowotnych po chociażby informacje o tym, że automatycznie spada cena nieruchomości zlokalizowanych w sąsiedztwie takich farm.

Anna Szlum:
Ja będę miała do najbliższego wiatraka około 700 metrów. W Polsce wszystko opracowuje się na podstawie programów komputerowych, symulacji dotyczących ilości decybeli itd. Rzadko jeździ się w teren, żeby pofatygować się i zweryfikować stan faktyczny. Dla mnie to jest prowizorka. To są nierzetelne dane, na podstawie których później dochodzi właśnie do takich sytuacji, kiedy stawia się wiatraki w odległości kilkuset metrów od domów.

Reklama

Bronisław Suchy:
W Polsce generalnie oficjalnie publikuje się wyłącznie informacje, które dotyczą ekspertyz wykonywanych przez samych inwestorów. Wiadomo, że będą one korzystne dla nich. Tymczasem lekarze na całym świecie przestrzegają, że wiatraki stojące w zbyt bliskiej odległości są dla ludzi szkodliwe. Zwłaszcza dla starszych i chorych.

Z drugiej strony niemal cały świat stawia wiatraki...

Anna Szlum:
Ale w naszym kraju mamy w tym względzie wolną amerykankę. Dla przykładu w Monachium uchwalono, że odległość wiatraka od zabudowy nie może wynieść mniej niż dziesięciokrotność jego wysokości. Często mamy wrażenie, jeżdżąc do Holandii czy Niemiec, że wiatraki stoją blisko gospodarstw. To tylko złudzenie, w rzeczywistości stoją w dużych odległościach. Inna sprawa, że i tak często je słychać. A najgorsze i tak są te dźwięki, których nie słychać, tzw. infradźwięki.

Reklama

W Polsce są już tysiące wiatraków – uważacie Państwo, że wszystkie stoją niezgodnie z prawem?

Bronisław Suchy:
Absolutnie nie.

Paulina Kelich:
Chociaż co do kwestii dotyczących odległości mam wielkie wątpliwości.

Jan Sulżycki:
Inna sprawa, że jesteśmy w tej materii daleko z tyłu. Na zachodzie są zupełnie inne, nowocześniejsze technologie. Stare konstrukcje, które tam demontują, często trafiają właśnie do Polski.

Bronisław Suchy:
To jest zwykły biznes, gdzie silne lobby zarabia krocie. Jeśli wiatraki będą stały daleko od domów, nie jesteśmy im przeciwni. Niech będą, ale muszą być mądrze ustawione.

Reklama

Jan Sulżycki:
Mamy kontakty z osobami mieszkającymi za granicą. Tam wiatraków nie stawia się w sąsiedztwie domów.

Powiedzieliście Państwo, że oficjalnie uwzględnia się tylko ekspertyzy firm-inwestorów. Na kogo więc wy się powołujecie?

Anna Szlum:
Poprzez internet i ogólnopolski portal społecznościowy Stop Wiatraki dotarliśmy do kilkudziesięciu opracowań. Portal działa kilka lat, jestem przekonana, że gdyby zawierano tam nieprawdziwe informacje, już dawno twórcy i autorzy treści byliby w sądzie, a materiałów by tam nie publikowano.

Bronisław Suchy:
Na niektórych polskich uczelniach również są komórki, które zajmują się tym tematem. Dotarliśmy do ludzi, chociażby w Darłowie, którzy kontaktowali się z osobami działającymi w tym temacie.

Reklama

Jan Sulżycki:
Przez te miesiące wykonaliśmy sporo pracy, żeby dotrzeć do pewnych informacji.

Anna Szlum:
Mamy kontakt z osobami na Pomorzu, na Kaszubach. Początkowo byliśmy tylko komitetem protestacyjnym, pod którym podpisało się ponad 300 osób. W lutym kilkunastu spośród nas powołało własne stowarzyszenie Natura i Zdrowie, a część z nas weszła też w struktury ogólnopolskiego stowarzyszenia Nasza Ziemia, powstałego w kwietniu 2014 roku, które wspiera lokalne organizacje, takie jak nasza. Dotarliśmy do materiałów najnowszego międzynarodowego zespołu badawczego, który został zrealizowany

Reklama

Wspomnieliście Państwo o zawiązanym kilka miesięcy temu komitecie protestacyjnym. Pod dokumentem skierowanym do gminy podpisało się wiele osób, ale w terenie słychać różne głosy. Również o tym, że ci, którzy się podpisywali, wcale nie wiedzieli do końca, co parafują, nie do końca wiedzieli, o co chodzi. Mieli być też tacy, którzy podpisali papiery dla świętego spokoju.

Anna Szlum:
To nieprawda. W każdej chwili te osoby mogą się skreślić z listy poparcia, ale jakoś nikt póki co się nie wypisał.

Bronisław Suchy:
Zresztą nam nie chodzi o ilość. My mamy inną, ważniejszą siłę – słuszności. Jak głosiło hasło księdza Domańskiego: „siłę słuszności mamy, mocą tej słuszności wytrwamy”.

Wierzycie, że faktycznie coś wskóracie w przypadku tych akurat planów budowy wiatraków na tym rejonie? Że zablokujecie te inwestycje?

Paulina Kelich:
Wiemy, że w polskich realiach będzie to trudne, może nawet mało realne. Bo zwykli ludzie, jak my, nie mają niestety wiele do powiedzenia.

Jan Sulżycki:
Próbujemy, choć mamy świadomość, że o efekty będzie trudno.

Reklama

Bronisław Suchy:
Ale sumienie nie pozwala nam milczeć. Ja jestem już stary, ale robię to z myślą o młodszych, zwłaszcza o dzieciach. Bo to nie jest tak, że stawia się tylko pojedyncze wiatraki. Tam, gdzie stoją jedne, natychmiast pojawiają się kolejne. To są stałe metody działania.

Anna Szlum:
W przypadku naszego rejonu przewidzianych jest dwanaście lokalizacji.

Jan Sulżycki:
A prawda jest taka, że w Polsce wciąż nie ma na to wszystko regulacji prawnych, nie ma ustawy.

Anna Szlum:
I ten fakt najlepiej pokazuje, że to wszystko jest oparte jedynie o umiejętność wykorzystywania luk prawnych.

Reklama

Podtrzymujecie wszelkie działania, które prowadził wcześniej komitet protestacyjny?

Anna Szlum:
Oczywiście.

Więc dalej podważacie decyzje wójta, którego podaliście do prokuratury?

Anna Szlum:
Tak.

Postępowanie raz już umorzono, ale z tego co słyszałem, coś drgnęło w temacie na Państwa korzyść.

Anna Szlum:
Skierowaliśmy zażalenie do sądu w Złotowie, który podtrzymał nasze stanowisko i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Chodzi m.in. o brak społecznych konsultacji, a także o to, że zbyt długo były przetrzymywane nasze odwołania.

Wiecie Państwo, że to są tylko niuanse, marginalne sprawy w tej potężnej machinie?

Jan Sulżycki:
Tak.

Bronisław Suchy:
W całej Polsce są takie marginalne sprawy, ale to one skutecznie, choćby czasowo, blokują działania.

Anna Szlum:
W skali kraju naprawdę jest nas wielu. Pod ostatnią petycją do prezydenta podpisało się ponad 130 stowarzyszeń.

Reklama

Bronisław Suchy:
Takie działania może tylko odwlekają procedury w czasie, ale nawet jeśli to tylko tyle, warto to robić. Być może uda się rozciągnąć to do czasu, aż uchwalone zostaną prawne regulacje. To będzie już małym sukcesem po naszej stronie. Mamy nadzieję, że te regulacje przede wszystkim określą odległość minimalną wiatraków od zabudowy na przynajmniej trzy kilometry.

Gminy mogą zarobić na inwestycjach w farmy wiatrowe niemałe pieniądze. Często słyszycie krytyczne głosy, że blokujecie rozwój gminy?

Bronisław Suchy:
To jest zwykłe kuszenie naszych samorządowców, zwykłe przekupstwo. To jest jedynie łatanie budżetów i to jeszcze kosztem zdrowia. Wolę dobrą polną drogę niż asfalt wybudowany za pieniądze z wiatraków.

Reklama

Anna Szlum:
Poza tym wiadomo, że jeśli jest większy wpływ pieniędzy do budżetu gminy, automatycznie zabierana jest subwencja wyrównawcza. Uważam, że w przypadku gminy Zakrzewo te wartości się zbilansują.

Bronisław Suchy:
Za kilka lat te pieniądze nie będą tego warte, bo gospodarstwa stracą na wartości. Dziwię się ludziom, że tak się na to nakręcają, bo to wszystko jest bardzo niepewne.

Anna Szlum:
Dlatego, gdy dowiedziałam się, że mają stanąć wiatraki, byłam przerażona tym, co wójt nam gotuje. Co ciekawe, poprzedni wójt nie był tak optymistycznie nastawiony na inwestycje w farmy wiatrowe.

Reklama

Jan Sulżycki:
Ja również pamiętam moje rozmowy z Jerzym Podlewskim czy panem Szczodrym. Też przestrzegali przed podpisywaniem umów, a generalnie byli przeciwni wiatrakom.

Krytycy Waszych działań często podnoszą kwestię tego, że dlatego się angażujecie, bo wiatraki nie mają stanąć na waszych ziemiach i że nie wy, a inni na tym zarobią. Gdybyście mogli Państwo zarobić, rzeczywiście inaczej byście postępowali?

Bronisław Suchy:
Odpowiem sarkastycznie: w pobliżu mojego domu w ogóle nie planują póki co budowy wiatraków więc – tak, ja protestuję z zazdrości... Oczywiście, że nikomu niczego nie zazdroszczę. Jak inni chcą, niech zarabiają na tym, nawet miliony, ale nie kosztem zdrowia innych.

Anna Szlum:
Pan Jan Sulżycki jest najlepszym przykładem tego, jak bzdurne są to opinie.

Jan Sulżycki:
U mnie też byli swego czasu z propozycją. I to wiele razy. Powiedziałem: pokażcie umowę, poczytam, popytam prawnika. Nie podpisałem żadnej umowy, chociaż proponowali mi rocznie 50 tys. zł za wiatrak plus 2% od sprzedanej energii. Chcieli, żebym wydzielił im fragment działki z księgą wieczystą i dał im na ten kawałek pełne pełnomocnictwo. Chcieli kredyt pod tę działkę. Zmierzam do tego, że pomijając już kwestie dotyczące zdrowia, tam też są pułapki.

Bronisław Suchy:
Pomyślmy o sumie oddziaływań na środowisko farmy wiatrowej liczącej docelowo co najmniej 100, a nawet znacznie więcej wiatraków, w odległości 500 metrów od ludzkich siedzib. Infradźwięki mierzy się i podaje z jednego wiatraka, pomijając sumę całej farmy. To samo dotyczy drażliwego migotania cieni w porze rannej i przedwieczornej, w miarę słoneczne dni. Również zmasowanych dźwięków słyszalnych przez niejednego człowieka. W końcu sumy pól magnetycznych farmy, czy farm, okalających zbyt blisko ludzkie osiedla. Badania naukowe autentycznie troszczące się o nasze zdrowie, wykazują coraz więcej szkodliwych czynników działających na człowieka i jego środowisko. Nasze władze państwowe i lokalne zbyt beztrosko podchodzą do problemu, pozwalając na minimalne normy, które już w świetle toczących się wielostronnych badań są, biorąc na zdrowy rozum, niewiarygodne.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości