Reklama

Skanowanie nauczyciela

30/04/2013 00:00
Wstydzi się ludzi, ale lubi sobie pośpiewać. Jeździ do USA, jest przewodnikiem po Appalachach, uczy śmiechu - rozmowa z anglistą Ogólniaka Ireneuszem Brewką

Skąd się wzięło to twoje śpiewanie?
Samo przyszło. W szkole przygotowujemy różne uroczystości i tak to się zaczęło. W podstawówce np. grałem na gitarze, ale pierwsza próba śpiewania była chyba tutaj, w Ogólniaku. To uczniowie trochę mnie do tego ciągną, bo wcześniej nie śpiewałem publicznie.

Co czujesz, gdy stoisz na scenie?
Spokój, lubię sobie pośpiewać. Chociaż bardziej lubię próby w szkole, a na scenie wolę występować z kimś. Bardzo cenię sobie przygotowania, czas spędzony z uczniami na pracy nad koncertem, apelem czy spektaklem.

Czyli nie jesteś zwierzęciem scenicznym, które w pojedynkę zawładnie sceną?
(śmiech) Ja w ogóle nie rozpatruję tego w takich kategoriach. Teraz, gdy uczę się śpiewu w Poznaniu, to już częściej śpiewam solówki.

Ze sceny widzisz publiczność? Zauważyłem, że często śpiewasz z zamkniętymi oczami.
Zależy od świateł (śmiech). Jak świecą w oczy, to nie widzę ludzi. Zależy to także od poziomu stresu - czasem lepiej ludzi nie widzieć. Gdy mam zamknięte oczy to jest mi prościej zapanować nad tekstem i historią piosenki. Ja mam w głowie taki skaner, który leci po linijce tekstu. Jak zamknę oczy to on lepiej działa.

[[reklama]]

Śpiewu uczysz się u Pawła Wojtasiewicza - muzyka, który występuje w całej Europie. Podobno bardzo chciał cię uczyć.
Może nie chciał, ale zaproponował naukę po przesłuchaniu mnie. To, że do niego trafiłem, to był zupełny przypadek. Koleżanka kolegi usłyszała mnie w telefonie i kazała mi przyjechać na przesłuchanie do Poznania. Pojechałem, a pan Paweł po przesłuchaniu najpierw mnie zapisał na lekcje, a potem spytał, czy mogę przyjeżdżać raz w tygodniu. Powiedziałem, że jak warto, to mogę spróbować. I od tego czasu jeżdżę na zajęcia co wtorek i pilnie słucham uwag i wskazówek nauczyciela.

Jak oceniasz swoje postępy po roku nauki pod okiem profesjonalisty?
Na pierwszych zajęciach nauczyciel powiedział mi, że mam fajny głos, ale straszny w nim bałagan. Teraz jest lepiej warsztatowo. Uczę się, jak oddychać, jak stać, jak wydobywać głos. Czasem trzeba się nieźle powykręcać, żeby wyszły z człowieka właściwe dźwięki. To jest naprawdę trudne, dlatego podziwiam wszystkich, którzy robią to zawodowo.

Przeszła ci przez głowę myśl, że mógłbyś to robić zawodowo? Płacisz za lekcje, dojeżdżasz na nie co wtorek do Poznania. Rozumiem, że to ma być inwestycja?
Nie, nie. I to powtarzam w Poznaniu, że to nie jest moje żadne być albo nie być. To jest inwestycja w siebie. Im więcej umiesz, tyle więcej razy jesteś człowiekiem. Nie myślę o tym w kategoriach kariery. Śpiewanie to dla mnie odskocznia.

Jak twoje sceniczne poczynania oceniają uczniowie?
To pytanie do nich. Najczęściej pracuję ze swoją klasą, bo robimy np. koncerty dla rodziców. To są moje dzieciaki i praca z nimi ma sens. Pamiętam jak na jednym z koncertów zrobiłem sobie przerwę i spojrzałem na moich wychowanków. Stali tam wszyscy, pięknie ubrani, równo trzymający śpiewniki, stojący przed rodzicami i śpiewający kolędy. Wzruszyłem się wtedy. Po koncertach słyszymy głosy uznania, co umacnia w przekonaniu, że ta praca ma sens. Jest to wspólne budowanie wartościowych wspomnień, a właśnie ważne dla mnie jest by praca, którą wykonuję, miała jakąś wartość.

W Złotowie słyszeliśmy cię głównie w spokojnym, lirycznym repertuarze. Taki lubisz?
Tak, spokojny i trudny. Jak ćwiczymy, to zawsze proszę, żeby było trudno. Czasami nauczyciel pozwala mi wybrać repertuar, ale zwykle mi go narzuca. Śpiewam w różnych językach, najczęściej po angielsku, ale czekam na utwory w innych językach.

Angielskiego uczysz na co dzień w Ogólniaku, więc z nim nie masz problemu. Ale są jeszcze francuski, włoski...
Po francusku śpiewam na przykład piosenkę Franka Sinatry „My way”, bo nauczyciel stwierdził, że w tym języku brzmi ona lepiej. Caruso śpiewam już po włosku i muszę się tego dłużej uczyć. Trochę trzeba się pomęczyć, gdy nie zna się języka. Ta piosenka była i wciąż jest dla mnie ogromnym wyzwaniem.

[[reklama]]

Z językiem Szekspira nie masz problemów również dlatego, że od piętnastu lat pracujesz w wakacje w Stanach.
Tak, w pierwszym roku pracowałem w kuchni, później trzy lata w biurze przy rachunkach. Było to doświadczenie fajne językowo, ale nie wyobrażam sobie siebie siedzącego za biurkiem przez całe życie. Kiedy nadarzyła się okazja, by objąć stanowisko przewodnika dla dzieci po Appalachach, to skorzystałem z niej od razu. Teraz, po dziesięciu latach, jestem szefem i jestem bardzo zadowolony z tej pracy.

Czym urzekły cię te góry?
Generalnie zawsze lubiłem przyrodę, góry, a tam jest wszystko świetnie zadbane i pielęgnowane. Amerykanie przywiązują bardzo dużo uwagi do ekologii, czystości i porządku na szlakach, co bardzo mi odpowiada. Doskonała organizacja pracy, dyscyplina, super atmosfera - to tylko niektóre z czynników, które mnie tam przyciągają. Poza tym pracuję z ludźmi z całego świata i to w bezstresowej atmosferze. I to właśnie ci ludzie przyciągają mnie najbardziej. Jesteśmy jak jedna wielka wakacyjna rodzina i wspólnie się wspieramy. Bardzo ciężko jest się rozstać, gdy już czas wracać do domu.

W Złotowie stresów masz sporo: praca, śpiewanie, wychowawstwo klasy, samorząd uczniowski... Tyle tego, że można odnieść wrażenie, że przed czymś uciekasz.
Co to za stwierdzenie? Nie! (śmiech) Ja lubię mieć dużo obowiązków. Robię to co lubię. Nic mnie nie gna, to samo przychodzi. Jestem zapracowany, ale nie cierpię i nie narzekam. Jakbym narzekał to bym grzeszył.

Skąd w tobie taka skromność? Nawet teraz gdy rozmawiamy patrzysz gdzieś w bok.
Bo tak powinno być. Robię tyle ile mogę i na ile starcza sił. Mam dużo pracy, ale to wszystko moje własne decyzje. Najwięcej odpoczynku mam za oceanem, to właśnie tam ładuję akumulatory na cały rok.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama