Reklama

Słowa, słowa... a gdzie czyny?

04/06/2013 00:00
Pani Rusinowska mówi, że jest pierwsza do dialogu, do komunikacji, do kompromisu, ale ze skarg nauczycieli wynika, że tak nie jest

Konkurs na stanowisko dyrektora radawnickiego zespołu szkół odbył się w końcu kwietnia, jego echa, będące również pokłosiem publikacji prasowych, wciąż jednak nie cichną. Do przedostatniego, związanego z tą sprawą, zamieszczonego na łamach „Aktualności” artykułu z 15 maja odnieść postanowił się zarząd oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego gminy Złotów. Treść wywiadu zatytułowanego „Nadzieja umiera ostatnia” okazała się być dla członków zarządu zaskakująca. – Dyrektor Jolanta Rusinowska nie zdaje sobie chyba sprawy z tego, że swoim postępowaniem może komuś sprawiać przykrość – ocenia I. Hermann, dodając, że co najmniej w kilku kwestiach poruszonych w wywiadzie słowa dyrektor gimnazjum nie odpowiadają rzeczywistości.

Akcja-reakcją

W wątpliwość członkowie zarządu w składzie: J. Kasprzyk, B. Dudzik, K. Czarnowska, J. Sudoł, N. Szefler i Cz. Czarnowski poddają choćby pozytywny klimat, o którego budowaniu w kontekście swojej osoby mówi w wywiadzie J. Rusinowska. Zwracają uwagę na fakt, że dobra atmosfera nigdy nie jest wyłącznie zasługą dyrektora, a również rodziców, pracowników szkoły oraz nauczycieli, których ich zdaniem J. Rusinowska nie wymieniając w tym punkcie dyskredytuje. „Jeśli ktoś nie chce go dzielić [klimatu – przyp. red] to już jego problem” – pada pierwszy cytat. – Przez kilka ostatnich lat otrzymywałam sygnały od wielu nauczycieli-związkowców o absurdalnych zakazach, nakazach, przepisach, zarządzeniach – mając na myśli styl pracy dyrektor Rusinowskiej mówi I. Hermann, dodając, że po tych sygnałach już dwa lata temu spotkano się w Radawnicy, by znaleźć rozwiązanie zgłaszanych problemów. W rozmowie uczestniczyli wówczas pracownicy administracji i obsługi szkoły, przedstawiciele związku zawodowego, wójt Piotr Lach, przewodniczący Rady Gminy Złotów Sławomir Czyżyk, przewodnicząca gminnej komisji oświaty Jolanta Klóska, a także przedstawiciele rady pedagogicznej i rady rodziców. – Chodziło o to, aby wyjaśnić niepokojące sygnały, które docierały do Związku – członkowie zarządu naświetlają sytuację. – Nic się jednak od tego czasu nie zmieniło – uważają, przytaczając przykłady. Pierwszy z nich – utrudnianie korzystania z kserokopiarki, które spowodowane były ograniczeniami czasowymi. – Były wyznaczone godziny. Do godziny 8.00 i po godzinie 14.00 – obrazują, tłumacząc, że nauczyciel, który miał zajęcia z dziećmi np. od 10.00 – jeśli chciał skorzystać z kserokopiarki musiał być w szkole przed 8.00. – Czy to nie jest absurd? – pytają. – To jest absurd. Tłumaczenia J. Rusinowskiej, która miała wówczas wyjaśniać, że kopiowanie dokumentów pomiędzy wyznaczonymi godzinami utrudnia pracę w sekretariacie, nie przyjmują. Zwracają uwagę, że złożona przy okazji spotkania sprzed dwóch lat deklaracja, że druga kserokopiarka zostanie umieszczona w pokoju nauczycielskim nie została spełniona do dziś. Nasi rozmówcy nie godzą się również z poglądem J. Rusinowskiej, która miała nie tolerować opuszczania przez nauczycieli szkoły w trakcie tzw. „okienek”, a więc w czasie, kiedy ci nie mieli zajęć. – Jak to jest, że trzeba siedzieć w pracy w tych godzinach, w których się nie pracuje? No chyba, że za siedzenie pani dyrektor będzie płacić […]. To jest nonsens – oceniają, dodając, że pełnienia zastępstw nie kwestionują, nie może być jednak tak, że nauczycielowi ogranicza się wolność. Irena Hermann, odnosząc się do wspominanej w wywiadzie otwartości na dialog, zwraca również uwagę na fakt, jak trudno było się z J. Rusinowską porozumieć. Przywołuje z pamięci corocznie organizowaną na koniec roku przez ZNP wycieczkę, w której pewnego razu, ze względu na niechęć do przesunięcia posiedzenia rady pedagogicznej, nauczyciele z Radawnicy by nie pojechali. Ostatecznie dyrektor gimnazjum miała się do wniosku I. Hermann przychylić, nasza rozmówczyni uważa jednak, że zabrakło wówczas zwykłego ludzkiego zrozumienia.
[[reklama]]
Praca za karę?

Nasi rozmówcy, wracając do poruszonego na początku wątku klimatu, zwracają uwagę na nastawienie grona nauczycielskiego do pracy. – Jak pracować dobrze w warunkach, kiedy się idzie do pracy pod strachem? – pytają. – Może strach pracowników dodaje dyrektor siły? – zastanawiają się. – Nauczyciele stają się niewolnikami, bo zwyczajnie się boją. Jak można tak pracować? – ponawiają pytanie. – Pani Rusinowska mówi, że jest pierwsza do dialogu, do komunikacji, do kompromisu, ale ze skarg nauczycieli wynika, że tak nie jest – zwracają uwagę, przypominając, że jeden z nauczycieli zrezygnował z pracy, ponieważ na radzie nie dopuszczano go do głosu. Przypominają, że pół biedy kiedy ma się gdzie pójść. Co jednak, kiedy alternatywy nie ma?
[[nowa_strona]]
Dyrektorem się bywa

- „Jak chce pani zapobiegać urlopom dla poratowania zdrowia nauczycieli wyczerpanych psychicznie?”. Zadałam to pytanie pani dyrektor na konkursie – otwarcie przyznaje I. Hermann, dodając, że w wywiadzie zostało ono przez nią przeinaczone (czy nauczyciele gimnazjum chodzą na urlopy zdrowotne ze względów psychicznych). – Dla mnie to jest różnica – zaznacza. Nie tylko z tą częścią wywiadu, podobnie jak pozostali członkowie, I. Hermann się nie zgadza. - „W szkole najważniejszy jest uczeń”. Jest najważniejszy – zgadzają się. – Ale szkoła nie będzie istniała bez nauczyciela, nie będzie istniała bez rodzica – uświadamiają. – Dyrektorem się bywa, a nauczycielem, człowiekiem się jest – przypominają. - Jeśliby pani Rusinowska miała godność, to zrezygnowałaby z konkursu – podsumowuje Irena Hermann. – Jedynym atutem tej Pani jest zdolność pięknego mówienia. Tak potrafi zakręcić, zamącić, że nie ma mądrzejszego – uznaje jeden z członków zarządu – teraz główną linią jest dobro dziecka. - Czy to właśnie dla dobra dziecka powstało w gimnazjum ognisko ZZ „Solidarność”? – pyta I. Hermann. - Dla młodzieży odpowiedniejsze byłoby harcerstwo, którego wskrzeszenie w swojej wizji zespołu ma pani Rusinowska. Szkoda tylko, że na ten pomysł nie wpadła przez sześć lat dyrektorowania, za to pomysł z powołaniem związku zawodowego został wprowadzony w życie błyskawicznie. I ośmielam się przypuszczać, że nie dla dobra dzieci, ale dla dobra jednostki. Słowa, słowa… gdzie czyny?

Patrycja Koplin
[[reklama]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama