Wystarczy jeden samochód ciężarowy, a już zajęta jest cała droga. Aż strach pomyśleć, co dzieje się na drodze wojewódzkiej 242, gdy mijają się dwie ciężarówki, a poboczem na szkolny autobus idą dzieci. Tak jest od września, każdego dnia
To nie jest wymysł przewrażliwionych rodziców ani nadaktywnego radnego z Chlebna Tomasza Kupczyka. Odcinek drogi, który musi pokonać sześcioro dzieci, aby dotrzeć na szkolny autobus, to realne zagrożenie, na które dzieci są narażone każdego dnia w drodze do szkoły na odcinku drogi wojewódzkiej numer 242 między Luchowem a Chlebnem. Droga jest tam tak wąska, że z trudem mija się na niej samochód ciężarowy z osobówką. Ekstremalna jazda zaczyna się wtedy, gdy na drodze spotykają się dwie ciężarówki, a manewr mijania dodatkowo ograniczają rosnące blisko drogi drzewa. Między samochodami, przy sporym natężeniu ruchu i braku jakichkolwiek ostrzeżeń, każdego dnia idą dzieci. Skrajem jezdni, bez możliwości wejścia na pobocze, które ograniczone jest zarośniętym rowem. O jakiekolwiek ucieczce na pobocze przed rozpędzonym samochodem albo podmuchem wielkiego tira nie ma nawet mowy. Tam nie ma gdzie uciec, a jak mówi radny z Chlebna Tomasz Kupczyk, kierowcy w tym miejscu nie zdejmują nogi z gazu. [[reklama]]
Radny interweniował w tej sprawie u burmistrza, zwracając jego uwagę na ogromne niebezpieczeństwo. Prosił o podstawienie busa, który dowiózłby dzieci na miejsce zbiórki, skąd odjeżdża szkolny autobus. – Przecież to jest bezpieczeństwo dzieci, a one podążają do szkoły najwęższym odcinkiem drogi 242 – zauważa Tomasz Kupczyk. I ma rację, bo, jak sprawdziliśmy, nawet dorosła osoba ma spore problemy, aby bezpiecznie pokonać ten odcinek, a co dopiero dzieci. Zdaniem radnego nie ma innego rozwiązania. Szkolny autobus nie jest w stanie zabrać dzieci wcześniej, tak aby nie musiały pokonywać drogi wojewódzkiej. – W tym miejscu jest zdecydowanie za wąsko, aby autobus mógł zatrzymać się i ponownie włączyć się do ruchu – zauważa radny, wskazując na rzeczywiście niewielki plac i słabą widoczność w momencie włączania się do ruchu. – A może zacząć choćby od ograniczenia prędkości na tym odcinku, jakiegoś ostrzeżenia? – sugerował radny, chcąc zapobiec nieszczęściu, które czeka na dzieci na odcinku 400 metrów.
Burmistrz Eugeniusz Cerlak zasugerował jedynie mierzenie odległości od miejsca zamieszkania dzieci do szkoły, bo, jak mówił, może się okazać, że odległość nie przekracza ustawowego obowiązku dowożenia dzieci do szkoły. – Trudno jest mi powiedzieć, trzeba to sprawdzić – skwitował krótko. A co z dziećmi? Jeśli okaże się, że rzeczywiście nie powinny być objęte dowożeniem? Przyjdzie im pokonywać jeszcze dłuższy odcinek drogi ruchliwą drogą wojewódzką. Ot, taka wrażliwość włodarza. Może chociaż zarząd drogi wojewódzkiej zajmie się wyczyszczeniem pobocza, aby maluchy miały gdzie i oby zdążyły uciec.
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze