Decyzja, o której mowa, nie była podyktowana społecznym sprzeciwem, lecz miała naturę czysto formalną. Inwestor wycofał się z inwestycji po tym, jak inspektor ds. ochrony środowiska, gospodarki wodnej i melioracji w urzędzie gminy Złotów Emilia Piechowska-Ciozda wezwała go do uzupełnienia dokumentacji niekompletnego wniosku o budowę wytwórni mas mineralno-bitumicznych. Rezygnacja źródło swe miała w planie zagospodarowania przestrzennego, w którym teren (należący do SKR Złotów), na jakim zakład miał powstać, oznaczony został jako rolniczy, a nie przemysłowy.
Tym samym problem mieszkańców Międzybłocia stracił na aktualności w ekspresowym tempie. Ucieszyło to pewnie sołtysa wsi Adama Tomaszewskiego (wspieranego przez radę sołecką), który natychmiast po tym, jak dotarły do niego informacje o zamierzeniach inwestora, podjął walkę o interesy mieszkańców. W piątek 5 grudnia władze wsi uzgodniły kierunek działania i treść pisma (podpisało się pod nim 140 osób), wyrażającego sprzeciw dla budowy wytwórni, w następnym tygodniu trafiło zaś ono do Urzędu Gminy Złotów, na biurko Piotra Lacha. Wójt od początku utożsamiał się z głosami płynącymi z Międzybłocia. - Lokalizacja, o której mowa, nie została z nami uzgodniona, nie my ją wskazaliśmy. Więcej, jest ona dla nas nie do przyjęcia, m.in. ze względu na tradycje rolnicze Międzybłocia i wietrzność na tym terenie – jeszcze przed rezygnacją firmy Strabag mówił Piotr Lach. Deklarował również, że jest gotów rozmawiać z inwestorem o wyborze innej, nieuciążliwej lokalizacji, ponieważ jego zdaniem dla regionu (z uwagi na inwestycyjne, drogowe plany gmin powiatu) nie byłoby źle, gdyby wytwórnia asfaltu w rejonie Złotowszczyzny powstała. - Ale nie za wszelką cenę – zaznaczył wójt.
Zakład, jak wynikało z wniosku o budowę, firma Strabag chciała zlokalizować na terenie przy trasie Złotów - Śmiardowo Złotowskie, w sąsiedztwie zabudowań Międzybłocia. „Około 140 metrów od najbliższego gospodarstwa rolnego specjalizującego się w hodowli bydła mlecznego i około 200 metrów od następnego, gdzie na przylegających łąkach wypasane są konie, z których utrzymują się mieszkający tam ludzie” - sprecyzowano w dokumencie protestacyjnym. „Naszym zdaniem taka lokalizacja jest niedopuszczalna ze względu na emitowanie pyłów, nieodpowiednich zapachów, które staną się naszą codziennością oraz uciążliwego hałasu, na jaki narażeni będą ludzie mieszkający w sąsiedztwie wytwórni” - autorzy pisma wskazali konkretne argumenty.
Stanowczości nie można było odmówić również Adamowi Tomaszewskiemu. - Ludzie budują domy na wsiach, ponieważ chcą żyć w zgodzie z naturą, w zacisznym miejscu, a nie po to, by smrody wąchać – zaznaczał w środę. W czwartek, wraz z wycofaniem przez Strabag wspomnianego wniosku, sprawa straciła na aktualności. Protestujący w trosce o ochronę własnego zdrowia, zdrowia swoich dzieci i przyszłych pokoleń oraz w obronie środowiska, które – jak prognozowali – mogło ulec degradacji mogą więc spać spokojnie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze