Reklama

Stąpamy po kruchym lodzie

28/06/2018 18:00
- Jeśli sytuacja szpitala będzie się pogarszać, prawdopodobnie szpital zacznie przynosić straty – mówi dyrektor placówki. O sytuacji kadrowej złotowskiego szpitala, pracującym tu personelu i relacjach lekarzy z pacjentami z Joanną Harbuzińską-Turek rozmawia Piotr Steffen

W sierpniu miną trzy lata od objęcia przez Panią funkcji dyrektora szpitala. Dobrze Pani w tej roli, poprawiła Pani co można było w tej placówce czy żałuje, że się zdecydowała, bo kierowanie szpitalem to zbyt ciężki kawał chleba?

Jeśli pyta Pan o moje odczucia to, podsumowując minione prawie trzy lata, przyznaję, że jest to praca ciężka, bywa też niewdzięczna. Często dyrektora obarcza się wszystkimi zawinionymi i niezawinionymi grzechami, nie tylko szpitala, ale całego systemu ochrony zdrowia. Muszę dbać o bezpieczeństwo i komfort pacjentów, zadowolenie ich rodzin, sprawować pieczę nad personelem i dbać o potrzeby pracowników, wypełniać wszystkie zobowiązania wobec płatnika i organu założycielskiego oraz innych organów kontroli i nadzoru. Dbać o infrastrukturę szpitala, jego rozwój i finanse, mierzyć się ze skargami i krytyką działalności szpitala itd. Wszystko to nie jest proste i sprawia, że moje myśli nieustannie koncentrują się na szpitalu, a mój dzień pracy tak naprawdę się nie kończy. Jednocześnie to praca pełna wyzwań. Każdego dnia dostarczająca nowych, często nieprzewidywalnych spraw i zadań do rozwiązania. Uczy pokory i czerpania satysfakcji z najmniejszych sukcesów. Nie wiem czy to specyfika Złotowa, ale ludzie są mili i życzliwi. Codzienna praca z nimi jest przyjemnością. Żeby nikt nie myślał – nie wynika to z tego, że dyrektorowi się kadzi. Zdaję sobie sprawę, że narzeka się na każdego szefa i na mój temat też się komentuje, krytykuje i psioczy, ale nie zmienia to faktu, że jest tutaj przyjazne i konstruktywne środowisko.
Co do twardych danych, to wspólnym wysiłkiem, kolejny rok z rzędu szpital zamyka bilans wynikiem dodatnim. Plany finansowe i inwestycyjne są realizowane. Wszelkie zobowiązania płacimy na czas. Wywiązujemy się ze wszystkich aktów prawnych dotyczących wzrostu wynagrodzeń. Kontrole zewnętrzne nie wykazują rażących naruszeń. Mamy aktualny certyfikat akredytacyjny, spełniamy szereg norm ISO, osiągamy dobre oceny w ankietach satysfakcji pacjenta oraz zajmujemy czołowe pozycje w różnych rankingach. To razem daje zadowolenie z pełnionej funkcji, chęć i zapał do dalszej pracy.

Reklama

Czuje Pani, że może zarządzać szpitalem dekadami?

To się coraz rzadziej zdarza. W ostatnich latach rotacja na stanowiskach dyrektorów szpitali jest duża. Patrząc na szpitale powiatowe w Wielkopolsce, mając za sobą blisko trzy lata kierowania placówką, nie jestem już takim młodym stażem dyrektorem. Prawdopodobnie wynika to z tego, że zdecydowana większość szpitali ma problemy finansowe. Do tego dochodzą też czasami względy polityczne. Nasz szpital bilansuje się, co na tle innych w województwie jest rzadkością. Jest coraz więcej szpitali przynoszących straty. Zdarza się, że powiaty zmuszone są dofinansowywać bieżącą działalność placówek. My zamknęliśmy rok na niewielkim, wręcz symbolicznym, ale jednak plusie. W praktyce oznacza to, że w 2018 roku nie musimy, ani my, ani organ założycielski czyli samorząd powiatu, pokrywać ewentualnej straty. Nie musimy też opracowywać programu naprawczego.

Pozwala to z optymizmem oczekiwać przyszłości?

Niestety nie. Systematycznie i nieuchronnie rosną koszty funkcjonowania, na które jako dyrektor nie mam wpływu. Tak naprawdę stąpamy już po kruchym lodzie. Wystarczy jeden moment, że przechylimy się w złą stronę, rok zamkniemy na minusie i rozpocznie się równia pochyła. Nie jesteśmy jakąś zieloną wyspą. Funkcjonujemy w takich samych realiach jak inne podmioty, a ja nie jestem cudotwórcą. Jeśli nie będzie zdecydowanej poprawy finansowania, wcześniej czy później podzielimy los innych szpitali powiatowych. Póki co, wysiłkiem i zaangażowaniem całej załogi, utrzymujemy się jednak na powierzchni.

Reklama

Ile w tym zasługi Pani rządów w tych trzech latach, a ile konsekwencji tego, że w takiej kondycji szpital pozostawiło poprzednie kierownictwo?


Pozostało jeszcze 84% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

Na pewno jest w tym ogromna zasługa dyrektorów Teusza i Janiaka, którzy szpitalem zarządzali przez tyle lat i którzy wypracowali taki system pracy, w którym jesteśmy nauczeni oszczędności i racjonalnego wydawania pieniędzy. Nie szalejemy z wydatkami, plany zakupowe nie są rozdmuchane, a każdą złotówkę oglądamy trzy razy. Szukamy finansowania zewnętrznego. Zabiegamy o wzrost przychodów z NFZ. To co możemy, robimy we własnym zakresie tzw. systemem gospodarczym. Tak było chociażby przy kończonym właśnie remoncie parteru budynku biurowego. Ktoś może uznać, że to złe rozwiązanie, ale nie stać nas na budowanie szklanych domów. Z drugiej strony moment, w którym objęłam stanowisko, był bardzo niekorzystny i w tej chwili sytuacja z roku na rok jest naprawdę coraz trudniejsza. Zarówno od strony finansowej, przepisów prawa, oczekiwań płacowych personelu – inna sprawa, że uzasadnionych. Ten okres jest na pewno trudniejszy do zarządzania szpitalem niż czas, kiedy kierował nim pan dyrektor Jerzy Teusz.

Reklama

Zarzucono Pani kiedykolwiek, że dbałość o finanse szpitala odbywa się kosztem pacjentów?

Wręcz przeciwnie. Dbałość o pacjentów jest dla mnie priorytetem, a potwierdzeniem tego są otrzymane przez szpital certyfikaty: ISOwskie, a zwłaszcza akredytacyjny – określany przez wiele kryteriów, ale przede wszystkim poprzez jakość opieki nad pacjentem. Ogólnopolskie rankingi też potwierdzają wysoką jakość naszej pracy. Oczywiste, że zysk nie stanowi celu. Natomiast sprawne gospodarowanie zasobami jest warunkiem koniecznym dla dalszego funkcjonowania i sprawowania opieki nad pacjentami i właśnie gwarancją jej jakości.

Słychać jednak narzekania pacjentów na jakość opieki. Skargi często się zdarzają?

To, jak pacjenci postrzegają personel złotowskiego szpitala widać po analizie anonimowych ankiet satysfakcji pacjenta. Z zadowoleniem zdradzę, że w tych badaniach cały szpital jest naprawdę wysoko oceniany. Oczywiście nie wszystkich jesteśmy w stanie zadowolić. Dochodzą do mnie również głosy krytyczne. Co charakterystyczne zawsze mają charakter ogólnikowy, nieprecyzyjny, często są to powtarzane niesprawdzone i krzywdzące opinie. Aby wyjaśnić sprawę potrzebne są fakty, konkretne okoliczności, które mają podlegać ocenie. Dlatego w szpitalu funkcjonuje pełnomocnik ds. praw pacjenta, mamy procedury zgłaszania i rozpatrywania skarg. W 2017 roku było ich 17, w tym 9 pisemnych. Skargi ustne zwykle kończą się wyjaśnieniem na bieżąco. Większość skarg jest nieuzasadniona.

Reklama

Obiektywnie nieuzasadniona?

Tak. Najczęściej wynikają z niewiedzy pacjentów. Czasami wcale nie jesteśmy ich adresatem, bo ktoś skarży się np. na źle wykonaną usługę transportu, a to nie my byliśmy akurat jej realizatorem.

Jakieś dwa lata temu była Pani zaproszona na sesję do Lipki, gdzie również byłem obecny. Radni prosili Panią, żeby zwróciła uwagę personelowi, zwłaszcza niektórym lekarzom, na właściwe traktowanie pacjentów, na dbanie o relacje lekarz-pacjent. Przekazała Pani ten postulat?

W mojej ocenie kwestia nieprawidłowych relacji nie dotyczy w szczególny sposób relacji lekarz-pacjent ale myślę, że ogólnie dzisiejszych relacji międzyludzkich. Coś złego zaczyna się dziać w społeczeństwie. Jesteśmy poirytowani, sfrustrowani, znerwicowani. Bywa, że w szpitalu, w obliczu choroby, złe emocje się nasilają. Częstą przyczyną konfliktów są nadmierne oczekiwania pacjentów i ich roszczeniowe nastawienie. Lekarze i pielęgniarki pracują w napięciu po wiele godzin i też mają swoje problemy. Cały czas pracujemy nad poprawą tych relacji i lepszą komunikacją z pacjentami. W tym celu powołany jest zespół ds. etyki i organizowane szkolenia z komunikacji, w tym komunikacji z tzw. pacjentem trudnym.

Reklama

Za to bardzo często mówi Pani o dobrych relacjach między szpitalem a władzami powiatu, które są organem prowadzącym placówkę. Te relacje są tak dobre również dzięki temu, że we władzach powiatu jest osoba z Panią spokrewniona? Wykorzystuje Pani obecność mamy-przewodniczącej Rady Powiatu Złotowskiego pod kątem szpitala, żeby władze powiatu szczególnie traktowały to swoje zobowiązanie?

Nie wykorzystuję. Obiektywnie mówiąc nie mam powodu do narzekania. Oczywiście, nie ukrywam, że z powodu niełatwej sytuacji finansowej powiatu, organ założycielski ma trudności w pełnym wywiązywaniu się ze swoich obowiązków wobec szpitala. Zadania inwestycyjne, remonty i zakupy sprzętowe zmuszeni jesteśmy finansować zwykle we własnym zakresie. Możliwości powiatu są w tej materii bardzo ograniczone i nie jestem w stanie tego przeskoczyć. Jednocześnie nietrudno zauważyć zainteresowanie radnych bieżącymi sprawami szpitala oraz ich troskę o jego przyszłość.

Wspomniała Pani kiedyś, że nakłady powiatu złotowskiego na szpital względem tego, co inne powiaty dają na podległe im placówki, są niewielkie.

Tak. Dopóki my dajemy radę, a powiat nie ma większych środków, które mógłby dla nas przeznaczyć, sytuacja będzie tak wyglądać. Nie zmienia to faktu, że mamy dużą przychylność ze strony władz powiatu. Z satysfakcją stwierdzam, że moja dotychczasowa działalność oraz przyjęta koncepcja funkcjonowania i rozwoju szpitala znajduje akceptację i jest pozytywnie oceniana przez przedstawicieli samorządu i organu doradczego, jakim jest rada społeczna szpitala. Wierzę, że ten klimat uda się utrzymać dla dobra dalszej współpracy.

Reklama

Po trzech latach odczuwa Pani dyskomfort w związku z sytuacją związaną z wygranym konkursem i przyznaną swego czasu podwyżką? Słyszy Pani wypominanie, iż jest to zasługą tego, że spokrewniona osoba jest we władzach powiatu?

Nie docierają do mnie jakiekolwiek komentarze.

Ostatnie posiedzenie społecznej rady szpitala w dużej mierze było poświęcone sytuacji kadrowej personelu medycznego – rzeczywiście w przyszłości w złotowskim szpitalu może być tak źle?

Jak wszystkie placówki lecznicze mamy problem. W Polsce brakuje lekarzy i pielęgniarek, problemem jest wiek personelu medycznego, a także zjawisko zmęczenia i wypalenia zawodowego. Doskonale rozumiem, że pracownicy, nie tylko medyczni są sfrustrowani niezadowalającymi zarobkami wynikającymi z ciągłego niedofinansowania podmiotów leczniczych i brakiem perspektyw rozwoju zawodowego. Obserwujemy ciągły wzrost wymagań. Nie bez znaczenia są rosnące oczekiwania pacjentów a także niestety ich roszczeniowość. W tej sytuacji nie dziwię się, że czasami ludzie mają dość. Te osoby z jednej strony chcą coraz więcej zarabiać, ale też mniej pracować. Sama jestem lekarzem, mój mąż jest lekarzem i widzę, ile pracuje. Starsi pracownicy odchodzą na emeryturę lub rentę, niektórzy rozczarowani rezygnują z zawodu, inni wyjeżdżają za granicę, a nowych nie przybywa.  W Złotowie sytuacja jest o tyle utrudniona, że mamy stosunkowo daleko do innych szpitali powiatowych. Placówki, które są bliżej siebie ratują się prowadzeniem polityki „podkupowania” personelu. My nie mamy wiele możliwości.

Reklama

Nastąpił już moment, kiedy pacjenci złotowskiego szpitala zaczęli odczuwać kadrowe problemy w jakości leczenia i opieki?

Gdybyśmy wśród personelu mieli wszystkich młodych, w pełni sił, zdrowych, opieka nad pacjentami byłaby pewnie lepsza, a chory byłby bardziej usatysfakcjonowany. Zapewniam jednak, że nie jesteśmy jeszcze na takim etapie, żeby z tego powodu pojawiało się jakiekolwiek  niebezpieczeństwo dla pacjentów. Na tyle radzimy sobie jeszcze z sytuacją. Aczkolwiek są już doniesienia medialne, że zamyka się oddziały szpitalne – nie z powodu finansów, ale właśnie braku kadry.

Sytuacja będzie się pogarszać z roku na rok?

Sądzę, że z miesiąca na miesiąc, a w skrajnych przypadkach nawet z tygodnia na tydzień. Najgorsze jest to, że tak naprawdę nie ma żadnych widoków na rychłą i rzeczywistą poprawę. Politycy prześcigają się w różnych pomysłach, ale z tego nic nie wynika. Mówienie o tym, że zwiększamy nabór na uczelnie medyczne niczego nie rozwiąże na ten moment. Sześć lat nauki, staż podyplomowy, specjalizacja… To lata oczekiwania.
Gdy słucha się ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który mówiąc o pracujących ponad siły lekarzach stwierdza, iż ma nadzieję, że zmieni się to w 2028 roku, to jaka jest to perspektywa? W branży medycznej pracuję od 1996 roku i niestety przez lata nic się nie zmienia. Żadna władza przez te lata, niezależnie od koloru, nie miała kompletnej i spójnej koncepcji funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. To co się dzieje, to jest ciągłe gaszenie pożarów. Tymczasem potrzeba odważnych, systemowych ruchów. O problemach, o których rozmawiamy dzisiaj, wiadomo przecież od lat… To samo dotyczy pielęgniarek, diagnostów laboratoryjnych, rehabilitantów czy farmaceutów. W tej chwili sytuacja jest już na tyle niedobra, że brakuje kadry nie tylko tej stricte medycznej.

Reklama

Robi Pani wszystko, żeby ta kadra była rzeczywiście najlepszej jakości? Spotkałem się z opinią, że jak na fakt takich problemów z personelem podchodzi Pani do tego tematu z dość lekką ręką, w myśl powiedzenia: będzie to będzie, nie to nie.

To są błędne odczucia. Być może dotyczą skrajnych sytuacji, w których pracownik nie zawsze jest godny tego, żeby go zatrzymać. Jeśli chcemy dbać o jakość, musimy dokonywać selekcji kandydatów. Oczywiście, że muszę dbać o to, żeby zatrzymać pracowników, ale muszę też wszystkich traktować sprawiedliwie, zarówno w kwestii obciążania obowiązkami jak i wynagrodzenia.

Ma Pani jeszcze komfort, że może pozwolić sobie na selekcję czy trzeba brać tych, którzy są na rynku pracy?

Różnie z tym bywa. Natomiast zawsze staramy się przyjmować dobrych kandydatów i o takich walczyć, gdy już u nas pracują.

Ile osób składa w ciągu roku podania o pracę w szpitalu?

Kilkadziesiąt. Najwięcej podań dotyczy umów na krótkie terminy, na stanowiska niemedyczne. Jeśli zaś chodzi o personel medyczny, szpital praktycznie prowadzi stałą rekrutację. Dajemy ogłoszenia na stronie internetowej i prasie branżowej, przesyłamy informacje do szkół medycznych i samorządów zawodowych, stosujemy „marketing szeptany” itd. Tylko część umów dochodzi do skutku. Nie zawsze zgadzamy się na warunki finansowe, bywa że umowy są zawierane, później rozwiązywane. Większość obrotu następuje w umowach cywilno-prawnych. To jest ciągła rotacja i najczęściej nie są to są pełne etaty.

Reklama

Skąd najdalej przyjeżdżają tutaj do pracy lekarze?

Mamy doktora anestezjologa z Warszawy, który zamieszkał w Złotowie na okres pracy. Przyjeżdżała też do nas swego czasu lekarka z Gdańska. Obecnie są to osoby m.in. z Piły, Trzcianki, Wałcza, powiedzmy z miejscowości w promieniu stu kilometrów.

Podczas rozmów o pracę zdarzają się Pani momenty zachwytu: oto trafia się znakomity, wykwalifikowany, a do tego młody kandydat.

Jeśli chodzi o lekarzy, młodzi w ogóle nie zgłaszają się do pracy. Niekorzystne, z punktu widzenia szpitali powiatowych, wymagania odnośnie specjalizacji sprawiają, że młodzi lekarze są zmuszeni pozostawać na wiele lat jako rezydenci w dużych ośrodkach, co pozbawia nas możliwości pozyskania „młodego narybku”. O momentach zachwytu trudno mówić, jeśli dzisiaj rozmowa o pracę zaczyna się od pieniędzy. Kiedy ja zaczynałam pracę, tak to nie wyglądało. Wtedy wydawało się niezręcznością zapytać o wynagrodzenie. Nie mówię, że to było słuszne, natomiast to też pokazuje, jak zmieniły się czasy.

Reklama

Na ostatniej sesji Rady Powiatu Złotowskiego pytano Panią, jak sobie radzi w sytuacji, kiedy od dłuższego czasu w szpitalu nie ma zastępcy. Zapewniła Pani, że póki co daje radę.

Długotrwała absencja zastępcy dyrektora do spraw ekonomiczno-eksploatacyjnych jest przykrym doświadczeniem. Od pół roku jestem zmuszona zarządzać bezpośrednio wszystkimi działami i komórkami szpitala. Prowadzenie takiego dużego zakładu pracy bez zastępcy jest naprawdę trudne. W sytuacji kiedy termin powrotu zastępcy jest nieprzewidywalny, nie mam możliwości zatrudnienia nikogo innego na ten okres. Sytuacja jest dość niezręczna. Póki co część obowiązków scedowałam na kierowników działów i zarządzamy bardziej kolegialnie. Doceniam ich lojalność i zaangażowanie. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. Z pewnością trzeba będzie zastanowić się nad alternatywnymi rozwiązaniami.

W ostatnich latach, co jakiś czas grupy zawodowe walczyły o swoje z dyrekcją szpitala. Obecnie relacje związki zawodowe – dyrekcja są poukładane?

Mamy w tej chwili trzy reprezentatywne organizacje związkowe. Jedną, która reprezentuje pielęgniarki i położne, drugą – reprezentującą głównie ratowników i trzecią, która działa w imieniu pozostałych pracowników. Związek lekarzy zawiesił działalność. Wszelkie decyzje dotyczące ogółu pracowników podejmujemy na bazie rozmów ze związkami. Na dzisiaj wszystko mamy dogadane.  W 2017 r. wprowadziliśmy nowe regulaminy wynagradzania i pracy. W wielu przypadkach skutkowało to podpisaniem indywidualnych porozumień z pracownikami. Wszyscy je zaakceptowali, w tym co podkreślam 100% ratowników zrzeszonych w związku zawodowym, który wcześniej zgłaszał zastrzeżenia. Również sposób wypłaty należnych dodatków do wynagrodzeń (m.in. dodatek zembalowy* dla pielęgniarek, obecnie w wysokości 1200 zł, a od pierwszego września będzie to 1600 zł, dodatek dla ratowników za pracę w zespołach ratownictwa medycznego, który najpierw wynosił 400 zł, a od stycznia 2018 roku 800 zł) oraz ustalenie sposobu corocznego tzw. ustawowego podwyższania wynagrodzenia zostało określone w wymaganych porozumieniach. Ostatni taki akt podpisaliśmy zgodnie i bez uwag w maju tego roku.

Ile z tego jest wypłacane z pieniędzy szpitala, a na jaką część dostajecie dodatkowe pieniądze z góry i jesteście jedynie pośrednikiem w regulowaniu kwot?

W 2017 roku cała pula na wzrost wynagrodzeń, łącznie z premią frekwencyjną, którą wprowadziliśmy za to, że pracownicy nie korzystają z absencji, zwłaszcza tych krótkoterminowych, wyniosła blisko 3 mln zł. Z tego znaczona, wyodrębniona część, którą dostajemy z Narodowego Funduszu Zdrowia, to ok. 2,3 mln zł. Pozostałe 700 tys. zł byliśmy zobligowani wygospodarować ze swoich pieniędzy. Są jeszcze wzrosty stawek umów kontraktowych i zleceń, rosną również ustawowo koszty, jakie ponosimy m.in. za sprzątanie, pranie, transport i ochronę. Łącznie w 2017 roku musieliśmy na to dodatkowo wydać z własnych środków ponad milion złotych. Jest to ogromna kwota wynikająca z praw rynku i z faktu, iż niestety ustawodawca narzuca nam obowiązek podwyższania wynagrodzeń bez przekazania na to środków.

Te kwoty będą wzrastać?

Oczywiście.

Z czego zabieracie i będziecie zabierać, żeby móc to sfinansować, ale w taki sposób, żeby jednocześnie pozostawiać budżet na plusie? Kiedy zacznie się to odbywać kosztem pacjentów? Może już tak się dzieje?

To prawda, że koszty stale i systematycznie rosną, niewspółmiernie do przychodów z Narodowego Funduszu Zdrowia – naszego monopolistycznego płatnika. Nie możemy, co mówiłam wcześniej dopuścić do sytuacji, kiedy będzie się to odbywać kosztem pacjentów. M.in. dlatego trzeba rozważnie podchodzić do tego, o czym dzisiaj też rozmawialiśmy, czyli walki o pracownika za wszelką cenę. Nie możemy pozwolić na to, żeby odbywało się to ze szkodą dla pacjenta. Każda próba zaoszczędzenia na pacjencie zemści się, dlatego jeśli sytuacja szpitala będzie się pogarszać prawdopodobnie szpital zacznie generować straty. Powtórzę, że nie można bronić wyniku kosztem chorych.

Wiele mówicie w ostatnich miesiącach o inwestycjach. Już realizowanych, ale też planowanych.

Szpital musi się rozwijać. Żeby poprawiać sytuację finansową szpitala, szukamy możliwości dofinansowania inwestycji. Niedawno kupiliśmy sprzęt medyczny na Szpitalny Oddział Ratunkowy za kwotę 1,6 mln zł, z czego sami wydaliśmy 260 tys. zł, reszta to środki unijne. Za chwilę powinniśmy przystąpić do realizacji zapowiadanego od kilku miesięcy projektu scentralizowania w jednym budynku wszystkich szpitalnych poradni – tutaj również staramy się o dotację z budżetu państwa, a oprócz tego mamy też zapisane 200 tys. zł z budżetu powiatu. W tej chwili nie widzę zagrożenia dla realizacji tej inwestycji. Poradnie w tej formie powinny zacząć funkcjonować nie wcześniej jak od stycznia. Trwa bardzo kosztowny projekt dotyczący elektronicznej dokumentacji medycznej. Na szczęście też udało nam się uzyskać na to finansowanie zewnętrzne (UE i Powiat Złotowski). W planie inwestycyjnym na najbliższe lata ujęliśmy najbardziej niezbędne zadania, jak remont kotłowni, centralna sterylizacja, wymiana kolejnego ambulansu. Cały czas rozważamy konieczność dobudowy trzeciej sali operacyjnej. Bolączką jest parking oraz ciągi komunikacyjne na terenie szpitala, ale przy tylu innych potrzebach te plany wciąż spychane są na dalsze miejsce.

Na ostatnich posiedzeniach społecznej rady szpitala mówiono też o zamiarach względem oddziału wewnętrznego i psychiatrycznego.

W obecnej sytuacji trudno tak szeroko i zobowiązująco planować przyszłość. Jak mówiłam, z pewnością musimy na bieżąco remontować i modernizować dotychczasową infrastrukturę, dbać o zaplecze sprzętowe, kupować nowoczesną aparaturę medyczną, gdyż ma to bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo i komfort pacjentów. Jeśli chodzi o budynek oddziału wewnętrznego i psychiatrycznego, trzeba to dzisiaj rozpatrywać bardziej w kategoriach marzeń niż planów.

Co z poradniami nefrologiczną i geriatryczną? Wielu ucieszyło się na wieść o tym, że mogą powstać, są jednak trudności.

Jesteśmy całkowicie uzależnieni od tego, czy NFZ uruchomi na to pieniądze. W tym względzie wciąż nie wiemy nic więcej. Odpowiedź z NFZ została udzielona na okrętkę, natomiast w projekcie centralizacji poradni w jednym budynku mamy to przewidziane i będę dążyła do tego, żeby te poradnie uruchomić.

W zawieszeniu jest też sprawa zakupu ambulansu – zbiórka pieniędzy od gmin przebiega opornie.

Mam świeże informacje od skarbnika powiatu: na nasz apel odpowiedziały dotychczas trzy samorządy: miasto Złotów, Okonek i Zakrzewo. Nie ukrywam, że patrzę na to z żalem. Samochód, który wymaga wymiany, jest wysłużonym pojazdem. W 2016 roku przy wsparciu gmin wymieniliśmy jeden ambulans. Ten model finansowania sprawdził się, samorządy wychodziły wtedy z założenia, że szpital służy wszystkim mieszkańcom. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie, a obecna sytuacja nie wynika z braku przekonania i chęci wsparcia, a może po prostu ze względów finansowych. Dlatego dziękuję radnym, wójtom i burmistrzom za wszelką udzielaną pomoc.

Jeśli gminy się nie dołożą, zakup jest zagrożony?

Mamy wpisaną tę inwestycję na ten rok. Wszystko będzie zależało od sytuacji finansowej. Prawda jest taka, że musimy wymienić ten ambulans.

W 2016 roku, gdy wystosowaliście do gmin pismo o dofinansowanie pierwszego ambulansu, we wspomnianej już dzisiaj Lipce uznano, że wysłanie papieru na zasadzie: „potrzebujemy pieniędzy” to trochę mało. Oczekiwano, że dyrektor powinna przyjechać, wyjaśnić, w czym rzecz i poprosić o wsparcie. No i pojechała Pani wtedy na sesję.

Myślę, że samorządy, które są przekonane o potrzebie, wspomogą nas, podobnie jak pomogły wtedy. Mam nadzieję, że nastąpi taka refleksja. Samorządowcy muszą zdać sobie sprawę, że te pieniądze wrócą na teren gmin w formie lepszej pomocy medycznej, zabezpieczenia pacjentów. Jeśli jednak będzie wola ze strony samorządów, żebym przyjechała i poprosiła o te pieniądze, z przyjemnością pojadę.

To jak: jest możliwe, że będzie Pani kierować szpitalem nie tylko latami, ale dekadami?

Póki co podjęłam zobowiązanie do 2021 roku. Pracuję na podstawie umowy powołania, w każdym momencie mogę zostać odwołana przez zarząd. Jeśli chodzi o moją wolę, na pewno jest to praca, która daje mi satysfakcję. Chciałabym ją kontynuować. Dzisiaj nie chcę jednak wybiegać w przyszłość poza 2021 rok. Tym bardziej, że jestem lekarzem, to jest mój zawód i nie chciałabym z niego rezygnować. Dlatego też, m.in. w kontekście sytuacji kadrowej szpitala, rozważam wystąpienie do zarządu powiatu o zgodę na wykonywanie zawodu lekarza. Są tutaj odcinki, jak dyżury w wieczorynce, czyli nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej, konsultacje w oddziałach czy interwencje na bloku operacyjnym, które  wymagają udziału specjalisty laryngologa – myślę, że mogłabym w tym względzie pomóc.

* dodatek zembalowy – podwyżka 800 zł dla pielęgniarek i położnych w 2016 r. i 1600 zł w 2018 r. wypłacana w wyniku porozumienia, jakie minister zdrowia Marian Zembala podpisał z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-06-30 09:45:05

    I tego właśnie trzeba się bać , bo oznacza to, że oszczędzano na pacjentach.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Suso - niezalogowany 2018-06-29 17:35:36

    I bardzo dobrze ! ludzie widzą co się dzieje i jak marnowane są ich pieniądze !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ewa - niezalogowany 2018-06-29 13:42:29

    Jak wszystkie na około szpitale były na minusie, to szpital złotowski kierowany przez doktora J.Teusza była na plusie. Proszę kontynuować dobrą tradycję, albo ustąpić ze stanowiska. Tłumaczenie, że ja nic nie mogę nie przystoi p. dyrektor. Oj nie przystoi.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości