Reklama

Starostę też boli serce. Ciąg dalszy sprawy likwidacji szkół

29/01/2015 08:55
- A co to ja jestem grabarzem powiatowej oświaty? - Ryszard Goławski zapewniał, że nie zależy mu na wygaszeniu szkoły w Jastrowiu, do niepopularnych kroków powiat zmuszają jednak finanse. Mimo że te malują się czarno, osiągnięto kompromis. Jest szansa, że szkoła nie zniknie

Trzy i pół godziny trwało poniedziałkowe spotkanie, o jakie członków zarządu powiatu złotowskiego, w imieniu jastrowskich radnych, poprosił przewodniczący Piotr Kurzyna. Zaproszenie zostało przyjęte – o losie szkoły w Jastrowiu przyjechali rozmawiać m.in. starosta Ryszard Goławski, dyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego Andrzej Hencel oraz członek zarządu powiatu Andrzej Pietrzak. Zaczęło się mało optymistycznie, bo od prezentacji miażdżących dla tej placówki liczb. Otóż w roku szkolnym 2003/2004 w popularnym "mechaniku" kształciło się blisko ośmiuset uczniów, funkcjonowało więc trzydzieści oddziałów. Dziś w jego murach zostało ich sześć (trzy ostatnie klasy i trzy przedostatnie). - Rok szkolny, który trwa, jest pierwszym w historii tej szkoły, w którym nie było naboru – przypomniał Andrzej Hencel, przyznając, że co prawda znalazło się kilkunastu chętnych, była to jednak liczba zbyt mała, by uruchomić nawet jedną klasę. Kierując się tym doświadczeniem dyrektor CKZiU, w skład którego wchodzi szkoła w Jastrowiu, przedstawił radnym oraz obecnym w sali nauczycielom i przedsiębiorcom teoretyczne finansowe scenariusze na najbliższe lata.



Wariant pierwszy: w roku szkolnym 2015/2016 szkoły pozostają w Jastrowiu, nie przeprowadza się naboru do klas pierwszych. Efekt? Subwencja obliczona na 366 tysięcy złotych (pięćdziesięciu pięciu uczniów) nie starcza na pokrycie kosztów utrzymania obliczonych na poziomie tych z 2014 roku. Powiat dopłaca 312 tysięcy złotych.
Wariant drugi: szkoły pozostają w Jastrowiu, tworzy się jeden nowy oddział (liczący dwadzieścia pięć osób, w sumie uczniów jest więc osiemdziesięcioro). Subwencja w wysokości 533 tysiące złotych to wciąż za mało – samorząd dopłaca 264 tysiące złotych.
Wariant trzeci: rok szkolny 2016/2017. Przybywa kolejna klasa szkoły wciąż mieszczą się w Jastrowiu. Sytuacja, po "wypuszczeniu" starszych roczników powtarza się – zostaje pięćdziesięciu uczniów, za którymi przychodzi subwencja w wysokości 333 tysiące złotych. Znów trzeba dopłacać – tym razem 313 tysięcy złotych.
I teraz wariant czwarty, najkorzystniejszy dla powiatu: rok szkolny 2015/2016, pięćdziesięciu pięciu uczniów, szkoły zmieniają siedzibę na Złotów. Z subwencji (366 tysięcy złotych) zostaje 79 tysięcy złotych, które – jak proponuje Andrzej Hencel – można przeznaczyć np. na zakup materiałów dydaktycznych. Koszty dowozu młodzieży z Jastrowia do Złotowa ponosi powiat. Ponadto każdy maturzysta otrzyma stypendium w wysokości 100 złotych.

Finał z góry zamierzony

- W takim stanie szkoła funkcjonować nie może – chwilę po Andrzeju Henclu głos zabrał Ryszard Goławski. Starosta dodał też, że w związku z jej usilnym utrzymywaniem nie chciałby zostać posądzony o marnotrawienie publicznych pieniędzy i przypomniał, że rozmowa dotyczy nie likwidacji, a ewentualnego przeniesienia siedziby szkoły do Złotowa. Radni, zdecydowanie oponując przeciwko ruchom powiatu, pytali m.in. o koszty funkcjonowania obiektu, w którym ta działa, chcieli też wiedzieć, czy samorząd ma pomysł na jego zagospodarowanie (okazało się, że rozważane jest przeniesienie w to miejsce jastrowskiego Warsztatu Terapii Zajęciowej). - Nie chcemy mieć pustostanu – zaznaczył starosta. Zapewnił też, że m.in. przez utworzenie drugiego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego powiat będzie się starał w możliwie największym stopniu "zagospodarować" kadrę jastrowskiej szkoły. Dyskutowano długo, jak się jednak później okazało, radni od początku byli na straconej pozycji, ponieważ przedstawiciele organu prowadzącego przyjechali rozmawiać podjąwszy już decyzję co do przyszłości szkoły, o której mowa. Uwypukliło to pytanie, a w zasadzie stwierdzenie burmistrza Jastrowia. - Z tego co państwo mówicie rozumiem, że nie będzie już naboru do pierwszych klas – powiedział Piotr Wojtiuk. - Naboru już nie będzie – potwierdził Andrzej Hencel. - To po co to spotkanie? - zapytał ktoś z sali.

[[reklama]]

Złotów ma wszystko. A my?

Słowa dyrektora wzburzyły niektórych radnych. - Jak w przeszłości powstawały społeczności, to najpierw budowano kościół, a potem szkołę – przypomniał Adam Dzbuk, najgorętszy chyba w radzie zwolennik utrzymania szkoły. - Oświata to jest przyszłość – przypomniał. I sprzeciwił się odbieraniu tej przyszłości młodzieży z Sypniewa czy Nadarzyc, która do szkoły w Złotowie nie będzie miała jak dotrzeć. Starosta był przygotowany. Jak powiedział – w ramach promocji szkół zamierza m.in. podjąć rozmowy z przewoźnikami, których będzie próbował przekonać do tego, by zmodyfikowali rozkłady jazdy w taki sposób, by ułatwiały dojazd na lekcje i potem do domów.
- Złotów ma wszystko. A my? Ta szkoła to dla nas prestiż – Adam Dzbuk nie przyjmował do wiadomości rozwiązania innego jak próba ratowania szkoły. - Nie dociera do mnie to, że w dobie rozumu możemy zabrać młodzieży możliwość kształcenia – powiedział. - Musimy już likwidować? A może dopłacić jeszcze rok, dwa? – zastanawiał się.

Pieniądze – drugorzędna rzecz?

- Całkowicie popieram te postulaty – w odniesieniu do słów Adama Dzbuka powiedział Ryszard Goławski, ale stanowiska nie zmienił. Przypomniał liczby: było blisko ośmiuset uczniów, jest ponad pięćdziesięciu. - Takiego naboru jak dawniej już nie będzie – uznał. Starosta przy okazji uspokoił zebranych, że – o ile demografia da ku temu powody – młodzież będzie mogła wrócić do Jastrowia. Nie uwierzył w to Ryszard Król. - W mojej ocenie to niemożliwe – powiedział radny. I dodał: - Oświata to nie biznes. Dopłacaliśmy do niej, dopłacamy i będziemy dopłacać. Radny Król mówił też o tradycji, która wpisana jest w jastrowską szkołę. - Nie rozmawiajmy wyłącznie o ekonomii – taki był jego postulat. - Tradycją niczego się nie da zapłacić – odparł starosta. - Ekonomia ma wielkie znaczenie.

Szkoła nie zniknie

Finisz rozmów zasugerował Piotr Wojtiuk, który przypomniał, że trzeba w końcu wypracować jakieś stanowisko. Burmistrz zauważył, że jego zdaniem szansa na utrzymanie szkoły jest. Stoi za nią wytężona praca. - Powinniśmy już na etapie gimnazjum ukierunkowywać dzieci na tę placówkę – powiedział. Poddał również pod rozwagę pomysł przejęcia szkoły przez stowarzyszenie (w takim przypadku zadeklarował też pomoc gminy), które trzeba by powołać do życia. Jego zastępca Jerzy Klimczak, podpierając się analizami, zapewnił przedstawicieli powiatu, że w nowym roku szkolnym, tylko spośród uczniów z samego Jastrowia, uda się zbudować dwa oddziały. - Dajmy sobie szansę do końca czerwca – poprosił. - Jeśli mielibyśmy nabór na dwie klasy, to mamy o czym rozmawiać – odpowiedział starosta, przy czym zalecił ostrożność, bo – jak powiedział – oddziału dla kilku czy kilkunastu osób na pewno nie utworzy. W debatę wkradła się jednak nadzieja. Co ciekawe – wymieszana z pewnością, radni nie mieli bowiem wątpliwości co do tego, że dwa oddziały uda się zebrać. Taki scenariusz to ratunek dla szkoły. Bo nawet jeśli nie poprowadzi jej powiat, może poprowadzi ją stowarzyszenie. Determinacji nie brakuje. Pozostaje praca i kolejne spotkania. Między innymi z gimnazjalistami, których do szkoły w Jastrowiu trzeba zachęcić. Jak zaznaczyła przewodnicząca Rady Powiatu Złotowskiego Jadwiga Harbuzińska-Turek: przede wszystkim atrakcyjnymi kierunkami kształcenia.

Patrycja Kajewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości