Wychowali trójkę dzieci, w tym dwoje niepełnosprawnych. Kuba to pasjonat muzyki, urodzona dusza towarzystwa, a Emilia robi właśnie... doktorat
Wychowywanie dzieci do łatwych zadań nie należy. Wielu za cel numer jeden swojego dorosłego życia stawia właśnie wychowanie potomstwa. Zadanie staje się jeszcze trudniejsze, gdy dwójka pociech to osoby niepełnosprawne. Gdy przychodzą na świat najpierw jest strach, później świadomość czekającego wyzwania, a dalej już samo życie.
Porażenie mózgowe
W taki sposób potoczyły się losy Łucji i Ryszarda Gluglów z Wielkiego Buczka. Dwójka ich pierwszych dzieci przyszła na świat jako wcześniaki, dziewczynka w siódmym miesiącu ciąży, chłopiec w ósmym. Właśnie wczesne narodziny były powodem schorzeń, z jakimi dzieciom Gluglów przyszło się mierzyć już przez całe życie. 30-letnia dziś Emilia, przez pierwsze miesiące po narodzeniu nie dawała znaków, że może mieć problemy ze zdrowiem. – Miała kłopot z zachowaniem równowagi, nawet gdy siedziała. Po czasie poznaliśmy przyczyny – mówi pan Ryszard, na co dzień sołtys Wielkiego Buczka. – W obu przypadkach u dzieci zdiagnozowano porażenie mózgowe i niedowład kończynowy. Dodatkowo u Kuby również pewien stopień upośledzenia umysłowego – dodaje pani Łucja. Kuba ma dzisiaj 28 lat. Zarówno jemu jak i starszej o dwa lata siostrze do teraz trudno jest utrzymać równowagę, również podczas chodu, ale przede wszystkim w bezruchu. Stąd wspierają się kulami i urządzeniami, które ułatwiają codzienne poruszanie.
[[reklama]] Kolana twarde jak pięty
Gluglowie przyznają, że najtrudniejsze było pierwszych dziesięć lat. Gdy niepełnosprawny Kuba przychodził na świat, jego również niepełnosprawna siostra miała zaledwie dwa lata. – Byliśmy podłamani – przyznają zgodnie rodzice. – Nie bałam się pracy przy dzieciach, byliśmy przecież młodzi i silni, jednak najgorszy był strach, że dzieci nigdy nie będą mogły same chodzić, że zawsze będą w pełni uzależnione od innych – mówi mama, podkreślając, że Emilia zaczęła chodzić w wieku 8 lat, Kuba dopiero, gdy był w jedenastym roku życia. – Pierwsze dziesięć lat życia Kuba spędził na kolanach, miał je tak twarde, jak inni twarde mają pięty. Gdy zaczął stawiać pierwsze kroki, potykał się nawet o małe kamienie – opisuje. Trzy dekady temu wychowanie niepełnosprawnych dzieci było dużo trudniejsze niż obecnie. Rehabilitacja nie była tak powszechnie dostępna, na najbliższe zajęcia trzeba było jeździć aż do Poznania. Z biegiem lat dystans się skracał. Najpierw pojawiły się placówki w Pile, a gdy Kuba był nastolatkiem można było skorzystać z możliwości rehabilitacji w Złotowie. Początkowo trzeba było tam Kubę samemu wozić. Codziennie, pięć razy w tygodniu należało pokonać ponad 100 kilometrów, co dotkliwie odczuwał domowy budżet. – Był moment, że chcieliśmy się poddać. Odpuścić rehabilitację, bo nie mieliśmy pieniędzy. Wtedy Kuba zaczął jeździć na zajęcia busem – wspomina pan Ryszard. Dzisiaj, za sprawą działającego od kilku lat w Lipce warsztatu terapii zajęciowej jest jeszcze bliżej. Kuba zna litery, potrafi czytać, ale niedowład kończyn sprawia, że trudno utrzymać mu w dłoni długopis, stąd ma ogromne problemy z pisaniem.
Doktor Glugla
O ile Kuba od lat jest uczestnikiem wspomnianego warsztatu terapii zajęciowej, a wcześniej nauki pobierał w domu w trybie indywidualnym, jego siostra chodziła do szkoły. W pokonywaniu codziennej trasy do buczkowskiej podstawówki i z powrotem do domu pomagała jej rodzina oraz koledzy i koleżanki. Szybko wyrwała się zresztą z rodzinnej miejscowości, bowiem szkołę średnią wybrała sobie aż w Policach. Dlatego tak daleko, ponieważ przy tamtejszym liceum ogólnokształcącym jest internat z opieką dla osób niepełnosprawnych. Wybór padł na profil humanistyczny. Rodzice z dumą podkreślają, że właśnie w Policach dziewczyna całkowicie się usamodzielniła. Zamiłowanie do przedmiotów humanistycznych popchnęło Emilię krok dalej – tak padł wybór na studia, oczywiście również o kierunku humanistycznym, a konkretnie na filologię polską. Zamiłowana w ojczystym języku absolwentka Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy miała jednak dużo większe ambicje aniżeli tytuł magistra – obecnie jest w trakcie studiów doktoranckich na wspomnianej uczelni, gdzie jest również pracownikiem naukowym. – Zrobienie doktoratu od dawna było moim marzeniem – zdradza Emilia, przyznając, że nie wie, czy w przyszłości dalej będzie jej dana praca na uczelni, ale przekonana, że miejsce w zawodowym życiu na pewno sobie znajdzie. – Najważniejsze, że spełniam obecnie marzenie o zrobieniu doktoratu – podkreśla. Inną wielką pasją Emilii jest poezja. Niedawno, przy okazji jubileuszowej edycji Buczkowskiej Konferencji Naukowej, ogromną niespodziankę sprawiła jej profesor Jowita Kęcińska-Kaczmarek, która zadbała o wydanie pierwszego tomiku poezji młodej autorki.
[[nowa_strona]] Budka Suflera
Gluglowie przyznają, że trzecie z dzieci, 21-letni Tomek, nie był planowany. Obawiali się, że historia ze schorzeniem kolejny raz się powtórzy. Pierwszym, co czuli, gdy dowiedzieli się o niespodziewanej ciąży był lęk. – Usiedliśmy z Rysiem, przypomnieliśmy sobie, że zawsze chcieliśmy mieć przecież również zdrowe dziecko, nawzajem przekonywaliśmy się, że tym razem musi się jednak udać. Od początku nabrałam siły i wiary, że teraz z pewnością będzie dobrze. Lekarz zalecał stałą obecność w szpitalu od szóstego miesiąca ciąży, po to, żeby nie podejmować ryzyka kolejnych wczesnych narodzin. Udało się – wspominają małżonkowie.
Państwo Glugla z dumą podkreślają, że cała trójka rodzeństwa ma ze sobą znakomity kontakt. Wiosną tego roku Emilia sprawiła wielką niespodziankę Kubie, zapraszając go do Bydgoszczy na koncert jednej z jego ulubionych grup, Budki Suflera. – To było wielkie marzenie Kuby, być na koncercie tego zespołu. Mało tego, po występie spotkali się z artystami, co dzisiaj dokumentuje fotografia w rodzinnym albumie – mówi pani Łucja.
[[reklama]] Rodzinna duma
Niewielu rodziców staje w swoim życiu przed tak trudnym wyzwaniem, jak wychowanie niepełnosprawnych dzieci. Jak Gluglowie po latach oceniają to, że los postawił ich przed tak wymagającym zadaniem? Czy był to szczególny rodzicielski egzamin? Czy pojawiały się trudne przemyślenia, pytania o przyczynę i sens doświadczeń, chwile zwątpienia? – Oczywiście, że nie było łatwo. Były pytania, trudne chwile, także wspomniane już wcześniej podłamanie. Bo przecież oprócz wymagań, jakie niosło za sobą wychowanie niepełnosprawnych dzieci, było też zwykłe życie, codzienne zadania, problemy, praca. Ale nie było jakiś szczególnie trudnych momentów załamania – przekonuje pan Ryszard. – Trzeba w tym miejscu przyznać, że zawsze mogliśmy liczyć na pomoc rodziny, sąsiadów, znajomych – wtrąca pani Łucja. Małżonkowie są szczęśliwi z tego, co osiągnęły ich dzieci, szczególnie niepełnosprawne. Jak podkreślają, każde osiągnęło wiele na miarę swoich możliwości. – Zwłaszcza to, jakimi są ludźmi, jest wielkim powodem naszej rodzinnej dumy.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze