Kiedyś przychodzili do apteki, którą prowadzimy z mężem i pierwsze co mówili, że nie muszę się odchudzać, że dobrze wyglądam. Tłumaczyłam im, że biegam bo lubię, że trenuję. Patrzyli na mnie z politowaniem. Ale to było kiedyś, teraz przychodzą i pytają o zajęte miejsca, gdzie będę startowała. Przyznam, że to miłe.
Owszem, bardzo cieszyłam się, ale większą radość sprawiło mi zwycięstwo w biegu na 10 kilometrów w Łobżenicy. Tam zrobiłam swoją życiówkę, a poza tym wygrałam z bardzo mocnymi zawodniczkami.
Reklama
Oczywiście! Ta adrenalina sprawia, że na zawodach biegam szybciej niż na treningach. Zawsze analizuję listy startowe, profil trasy, pogodę. Na kilka dni przed startem siadasz przed komputerem i już wiesz, co może cię czekać. Jest to strasznie emocjonujące.
Teraz latem będę miała przerwę, ale to prawda, że od marca, kwietnia biegam co sobota-niedziela. Wszystko mam zaplanowane. W sobotę teraz pobiegnę w Łąkie, a w niedzielę w Obornikach. Sezon wiosenny zakończę Eco Crossem Złotowskim.

Chciałabym wygrać Rage Run - mówi Justyna Ławniczak (fot. K. Sarbaczewska)
To kwestia organizacji czasu. Cały dzień trzeba mieć dobrze rozpisany i wówczas można to pogodzić. Mój mąż Łukasz uprawia strzelectwo sportowe, jeździ tak samo na treningi na zawody w tygodniu. Nie ograniczamy siebie, wręcz przeciwnie - pomagamy. Dzięki temu mamy ciekawe życie. Z punktu widzenia kobiety to bieganie, ta moja aktywność, to sposób na to, by nie popaść w schemat: praca, dom, praca, dom, od czasu do czasu jakieś wspólne wyjście. One są ważne, ale jest jeszcze coś więcej.
Ostatnio ja biegłam, a Łukasz jechał do Kujanek obok mnie na rowerze. Znasz go, wiesz, że bardzo dużo mówi. Nasz wspólny wypad wyglądał tak, że jemu buzia się nie zamykała, ja biegłam i od czasu do czasu mówiłam: tak, nie, nie wiem. Było przyjemnie.
Reklama
Chciałabym wygrać Rage Run i pobiec 10 kilometrów poniżej 45 minut. Brakuje mi trochę ponad minutę. Niby niewiele, ale to jednak dużo. Robię wszystko, by dobrze się odżywiać, by jeszcze lepiej poznać swój organizm. To są bardzo ciekawe rzeczy, o których jeszcze dwa lata temu nie miałam zielonego pojęcia.
Moja koleżanka, z którą chodziłam na zumbę, namówiła mnie na udział w Biegu Spartakusa w Złotowie. To jeden z biegów survivalowych, na którym trzeba biec, iść, pokonywać przeszkody. Bardzo mi się spodobało, strasznie mnie to bieganie wciągnęło.
Reklama
W niedzielę spędzimy. Razem pojedziemy na zawody do Obornik Wielkopolskich na Bieg Formozy. A tak zupełnie na poważnie, te nasze pasje sprawiają, że bardzo dużą wagę przykładamy do naszego życia rodzinnego. Po każdym treningu jest czas na dzieci, na książki, rozmowy. Pasje to również element wychowania. Oni widzą, że życie może być naprawdę ciekawe, im się to podoba, biorą z nas przykład.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak, lepiej siedzieć w domu. Pani z artykułu wyraźnie dała do zrozumienia, że to właśnie przez taki bieg się wkręciła więc będzie w takich brała udział...
PS. Nikt nie zauważył, że logo RageRun jest zmodyfikowaną (jakby zdyskretyzowaną) wersją loga z filmu Punisher. Ciekaw co na to "autor" tego loga? nie wstyd tak podbierać cudze pomysły i twórczość?
Brawo! Radzę rozwijać się na zwykłych biegach a nie marnować czasu na te rageruny.Zbyt wysokie ryzyko kontuzji i rywalizacja na niskim poziomie.
Brawo Justyna a te 45 min.juz niedlugo pęknie
Skąd wiesz?
A gówno cię to obchodzi
Ale Pani nie skończyła farmacji...
Tak, lepiej siedzieć w domu. Pani z artykułu wyraźnie dała do zrozumienia, że to właśnie przez taki bieg się wkręciła więc będzie w takich brała udział...
PS. Nikt nie zauważył, że logo RageRun jest zmodyfikowaną (jakby zdyskretyzowaną) wersją loga z filmu Punisher. Ciekaw co na to "autor" tego loga? nie wstyd tak podbierać cudze pomysły i twórczość?
Brawo! Radzę rozwijać się na zwykłych biegach a nie marnować czasu na te rageruny.Zbyt wysokie ryzyko kontuzji i rywalizacja na niskim poziomie.