Reklama

Supermen Orman

30/01/2017 19:00
Jeździł taksówką, „ratował Zacisze” podczas bójki z zapaśnikami i planował ucieczkę z Polski. Dziś ma siedem sklepów i wspomina: – Lechu mówił: bierzecie sprawy w swoje ręce albo puścimy was w skarpetkach

Czemu buty? Bo były najbardziej chodliwe. Na lodówkę nie każdego było stać, a prało się we Frani. Na wsi jeszcze królowała tara. A buty nosili wszyscy. Tak Eugeniusz Orman tłumaczy się z pomysłu na otwarcie sklepu z butami. Jest rok 1989, a on na rampie w Złotowie otwiera sklep „Bucik”. Dyrektor w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Handlu Wewnętrznego wie, że w kraju panuje głód na obuwie.

Jak do WPHW przywieźli buty o 11:00, to do 1:00 w nocy mieliśmy je sprzedane. Jeszcze ustalaliśmy, że można było kupić do dwóch par, bo czarny rynek by się zrobił

Reklama

– wspomina E. Orman. W pierwszych zakupach, jeszcze w magazynach WPHW, panu Gieniowi pomaga kierowniczka sklepu obuwniczego z ulicy Dworzaczka.

Ziutka Kujawa powiedziała mi, co i jak, bo ja miałem blade pojęcie. Rządziłem firmą, nie butami

– mówi, po czym wybucha śmiechem.

Na kontakty handlowe liczyć nie ma co, bo gospodarka była dotąd sterowana odgórnie. Można było jednak wykorzystać stare mechanizmy i wszystko załatwiać. Do hurtowni obuwniczej w Łodzi E. Orman jedzie więc z „Maćkiem”. Kosztował go niemal pół pensji, ale cóż, biznes wymaga poświęceń.

Reklama

Brałem te meble z Drzewiarza, taki komplet młodzieżowy, i wiozłem go kierowniczce hurtowni. Ona brała „Maćka”, a ja mogłem sobie wybrać towar, który chciałem. Poza rozdzielnikiem

– wspomina złotowski przedsiębiorca.

E. Orman aktywność ma we krwi. Gdy trzeba było, stawał w obronie biznesu

Eugeniusz Orman, rocznik 1949, kocha się w silnikach. Trzy lata spędza w zawodówce, ucząc się obsługi aut. Następnie pracuje w Miejskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Komunalnego, a potem w Kombinacie Budownictwa Komunalnego. Z dwuletnią przerwą na służbę ojczyźnie. W JW2016 Wałcz, czyli tzw. łączności, ma trzy auta: stara 66 liniowego, stara 25 sypialnię batalionową i nowego 660 – stację zasilania.

Reklama

Stacją prowadziłem zasilanie na obozach wojskowych np. Odra – Nysa, to słynne ćwiczenia Paktu Warszawskiego w 1969 roku. Poważna robota, bo wszystko od nas zależało. A jak coś szło nie tak, to dowódca kompanii zaraz strzelał. Kur… i łapał za tetetkę

– opowiada, poprawiając okulary w ciemnej oprawie. Po wojsku wraca do KBK, kończy tam jako magazynier.

Dyrektorem był wtedy śp. Edmund Grochowski, ale firma miała kłopoty finansowe, więc trzeba było uciekać

– twierdzi.

Fiaty na raty

Życie zmienia się niespodziewanie. Eugeniusza Ormana zaskakuje w sytuacji intymnej. Gazetą.

Reklama

Mieszkałem wtedy jeszcze w Kiełpinie. Poszedłem do wychodka, a tam była „Gromada – Rolnik Polski” i ogłoszenie „Fiaty na raty”. Ignac, ojciec, tylko to czytał, a mama, Truda, „Przyjaciółkę”

– wspomina syn rolnika. Wyrywa ogłoszenie, gada z kolegami i zaraz idzie do PKO. Okazuje się, że wystarczy wpłacić pierwszą ratę. Pan Gieniu od razu myśli o taksówce. Jeździć lubi, okolice zna, a taksówkarze robią w Złotowie furorę.

Miałem oszczędności, bo wcześniej zagrałem w loterię. Poczta ją prowadziła. Można było kupić ¼ bonu, ½, ¾, cały. Kupiłem ćwiartkę, a trzy miesiące później zadzwonili do mnie z poczty, że wygrałem 25 tys. złotych. A pensja wtedy wynosiła 1,5 tys. złotych

Reklama

– widać szczęście sprzyja odważnym. Wkrótce E. Orman staje się właścicielem fiata 125p. Z biegami w podłodze, nowymi światłami, 1500 cm³. Cudo.

Wtedy byłem gość. A że biały? Nie było wyboru. Przychodziła partia i koniec. Przeważnie były białe lub czarne. Nie znali innych kolorów wtedy

– mężczyzna niemal podskakuje na krześle, tak śmieje się całym sobą.

Pierwszy „Supermen” powstał przy placu Paderewskiego. Każdy mężczyzna mógł znaleźć tutaj coś dla siebie

Po zdaniu psychotestów, egzaminu z topografii i zamontowaniu taksometru dostaje nr 23. Szybko zyskuje przydomek J23.

Reklama

Wtedy na czasie był Hans Kloss

– mówi na wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwości.

Pierwszy numer miał Waldemar Dudziak. Jeździł też wtedy Zenek Szejna, człowiek historia

– opowiada o kolegach z postoju. Najpierw zarabia nieźle, jeździ po 120 tys. km rocznie, ale z czasem w biznesie na kółkach robi się krucho.

W Złotowie było już trzydziestu dziewięciu taksówkarzy, więcej staliśmy niż jeździliśmy. Wtedy głupoty przychodziły do głowy. Więcej czasu graliśmy na maszynach w Krajnie niż pracowaliśmy

– najpierw taksiarze zabijali czas przy alei Piasta, a potem przy placu Paderewskiego.

Reklama

Słynny już Zygmunt ze dwanaście tych maszyn postawił tam na rogu i wtedy taksówkarze zostawiali auta i szli tam. I zamiast zarabiać przegrywali

– J23 po Złotowie i okolicach jeździ przez siedem lat. Kółko zostawia przez coraz niższe zarobki, ale też ze strachu.

Były bijatyki, pobicia i rabunki. Najbardziej bałem się jeździć w nocy. Jak już miałem 200 zł, to jechałem do domu je zawieźć, by nie kusić losu

– twierdzi bez zażenowania. Tylko głupiec się nie boi, a pan Gieniu ma już na utrzymaniu rodzinę i dom.

Reklama

Budować się zacząłem od razu po tej wygranej z poczty. Z Ryśkiem Borzychem znaleźliśmy działkę na ulicy Konopnickiej. Tam znajomy nie mógł się dogadać z sąsiadem, bo chciał budować lakiernię samochodową. Zapłaciłem mu więc za wykonane roboty i tam się wybudowałem.


To dopiero 40% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Autobus policji na ratunek – Kiedy jeden dostaje w zęby zawsze znajdzie się dwóch innych, którzy chcą go pomścić. Na fajfach w domu kultury...

Uwierzyłem Lechowi – W latach 80. pracuje w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Handlu Wewnętrznego. Jest kierownikiem filii, a biuro ma przy Wojska Polskiego...

Reklama

W 1991 roku w byłym już biurze przy placu Paderewskiego pan Gieniu otwiera „Supermena”. Na 16 m kw. rozwiesza garnitury, koszule, wykłada bieliznę, potem...

Biznes Eugeniusza Ormana rozwija się przez pączkowanie. W Łobżenicy powstaje „Supermen II” (upada po 200% wzroście czynszu), w Złotowie na Szpitalnej...

Eugeniusz Orman nie ma łatwego przepisu na sukces. Na pewno jednak nie uda się go odnieść bez ciężkiej pracy i wiary. – Gdy zaczynałem mieliśmy 27% kredyt...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Autobus policji na ratunek

Kiedy jeden dostaje w zęby zawsze znajdzie się dwóch innych, którzy chcą go pomścić. Na fajfach w domu kultury (dziś cały budynek przy placu Wolności zajmuje areszt) mścicieli nie brakuje. A odgryzać się jest za co. W połowie lat siedemdziesiątych Złotów jest popularnym ośrodkiem organizującym obozy dla sportowców. Raz trafiają tutaj zapaśnicy. Gdy jeden podrywa miejscową dziewczynę, a jej chłopaka rzuca na deski, złotowianie poprzysięgają zemstę. Eugeniusz Orman pracuje wtedy na Zaciszu. Ośrodek nad Jeziorem Zaleskim organizuje największe dyskoteki w okolicy. Bywa, że bawi się tam trzysta osób.

Reklama

Zawiesiłem działalność i poszedłem „ratować” Zacisze. Pracowałem z Leszkiem Dubińskim, który później uciekł do Raichu. Była tam jadłodajnia, kawiarnia, dyskoteka

– opowiada, przerzucając karty kroniki. Nie ma na nich zdjęcia Zacisza, a to tam wyrównane mają zostać porachunki.

Zeszły się grupy nieznane, dużo złotowian. A z drugiej strony ci zapaśnicy. A na ich wsparcie przyszły inne kluby, m.in. bokserzy. Doszło do walki

– dalsze wydarzenia pan Gieniu wspomina jakby opowiadał film z Brucem Lee w roli głównej.

Grupa złotowiaków stała w dziesięciu w kółku, a jeden bokser wszedł między nich i kładł wszystkich. Tak jakby stał na jednej nodze, obracał się i tłukł. W szoku wszyscy byli. Wiara się rozpierzchła i znowu schodziła. To trwało chyba do 1 w nocy

– opowieść wypełniają latające sześcioosobowe stoły, huk tłuczonych szyb i piski wystraszonych dziewcząt. I jeszcze telefon do milicji.

Już nie było gdzie się kryć. Schowaliśmy kasę, zadzwoniliśmy po milicję. Złotowska powiedziała, że nie ma kogo przysłać. W końcu przyjechał autobus policjantów ze szkółki w Pile i o 4 nad ranem zrobił się porządek

– E. Orman był potem świadkiem w sądzie. Pamięta, że złotowianie prezentowali się fatalnie.

Rocznice istnienia firmy zawsze są akcentowane. Dwa tygodnie temu odbyła się uroczystość 25+

Na zeznania jeden przyszedł z gipsem na ręce, na nodze i z obitą twarzą. Jakieś wyroki za to były

– mówi.

W ośrodku na „Zaciszu” pan Gieniu spędza dwa lata. A potem marzy mu się Zachód. Na początku lat 80–tych wielu Polaków ucieka z kraju. Mąż i ojciec trójki dzieci chce podążyć ich śladem.

Na święta 1981 roku zaprosił nas kolega, z którym pracowałem w KBK. Mieliśmy wyjechać 17 grudnia, zostać na Sylwestra i pewnie już nie wracać. Mieliśmy paszporty, wszystko

– złotowianin wybierał się do niemieckiego Bambergu. Nie wyjechał przez Stan Wojenny.

13 grudnia wezwano nas na komendę milicji i zabrano nam paszporty

– E. Orman mówi to z nutką żalu w głosie, jakby ktoś odebrał mu życiową szansę. W 1981 roku nie wie jeszcze, że to w Złotowie czeka go świetlana przyszłość.

Uwierzyłem Lechowi

W latach 80–tych pracuje w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Handlu Wewnętrznego. Jest kierownikiem filii, a biuro ma przy Wojska Polskiego (tu, gdzie dzisiaj mieści się redakcja „Aktualności Lokalnych”). Gdy zostaje dyrektorem rejonu złotowskiego ma pod sobą 36 sklepów, 4 zakłady usługowe i 130 pracowników. W okresie przełomu oddaje budynek do ADMu, a biuro urządza w byłym domu dziecka przy placu Paderewskiego. To tutaj później powstanie pierwszy „Supermen”.

Lechu Wałęsa nawoływał, żeby brać sprawy w swoje ręce i ludzie ruszyli z kopyta. Jadzia Kukwisz, moja księgowa, poszła na swoje, inni też, więc 1 września 1989 roku otworzyliśmy nasz sklep prywatny. Tam był wcześniej sklepik oftalmiczny – aparaty, filmy, okulary. Likwidowaliśmy go, więc szybko położyłem na nim rękę. Przejąłem go od spółdzielni

– za ladą w sklepie obuwniczym staje Krysia Orman, dotychczasowa inspektor w urzędzie skarbowym. „Bucik” jest oblegany.

Moda była taka jaki był towar. Jak nie było towaru, to nie było mody

– E. Orman ukuł własne powiedzenie dla tamtych czasów.

W 1991 roku w byłym już biurze przy placu Paderewskiego pan Gieniu otwiera „Supermena”. Na 16 m kw. rozwiesza garnitury, koszule, wykłada bieliznę, potem kapcie i buty.

Super, bo były już znane Supersamy, a Andrzej Wilczewski otwierał Superhit z telewizorami. A men, że dla mężczyzny. Trochę się uczyłem angielskiego, chociaż maturę zdawałem z ruskiego. Utkwiło mi powiedzenie „попасть как кур во щи, попасть впросак”, czyli: Wpadł jak śliwka w kompot. Tak powstał „Supermen” – nazwa krótka i wpadająca w ucho

– wyjaśnia właściciel firmy. Pisane przez „e”, by nie narazić się na zarzut plagiatu.

Był taki superbohater, Superman, to było zastrzeżone

– mówi.

Kto pamięta ten pokaz mody? A może ktoś z naszych czytelników rozpoznaje się na tym zdjęciu?

Sklep odzieżowy szybko przenosi się na Wojska Polskiego, do lokalu po Pewexie.

Na 120 m kw. to był prawdziwy Superman. Szerszy asortyment butów, odzieży, garniturów chyba 200

– E. Orman pamięta, jak bardzo po odzyskaniu wolności Polacy byli głodni Zachodu. Seledynowe czy czerwone garnitury schodziły na pniu. Złotowianie pragnęli ubarwić swoje życie.

Dzień po Bożym Narodzeniu w sklepie „Moda i Styl” na rampie pani Beatka sprzedała szesnaście garniturów z koszulami, krawatami i tak dalej! To były czasy

– sam właściciel ma kilkadziesiąt krawatów sprzed dwóch dekad, dziś modowych zabytków.

Biznes Eugeniusza Ormana rozwija się przez pączkowanie. W Łobżenicy powstaje „Supermen II” (upada po 200% wzroście czynszu), w Złotowie na Szpitalnej (w dawnej siedzibie Socjal) sklep spożywczy Michał (od imienia syna, kiedyś okradziony z alkoholu na kilkanaście tysięcy złotych). Następna była „Hanna” z odzieżą damską (od imienia wnuczki, swego czasu zalana tak, że buty pływały jak kajaki po rzece) – pani Hanna nadal go prowadzi. Potem, 1 grudnia 1999 roku, pojawiła się „Natalia” – sklep dziecięcy nazwany od imienia kolejnej wnuczki.

Połowa lat 90–tych to dobry czas dla rodziny Ormanów. W 1996 kupują od miasta część budynku przy alei Piasta z udekorowanym graffiti murem.

Powstał tutaj kiermasz obuwia, a na dole restauracja „Ambasador”. Po aresztowaniu najemcy zrobiliśmy modernizację i do dziś działa tu sklep sportowy. Prowadzi go syn Michał, który wtedy akurat skończył szkołę średnią

– jak można się domyślić, pan Gieniu jest mocno związany ze swoją rodziną.

W 2006 roku kupiliśmy od komornika drugą część budynku (była tu hurtownia alkoholu). Na dole jest duża sala z butami, wyżej sklep odzieżowy, a na całej górze córka ma mieszkanie

– przedsiębiorca oprowadza mnie po swoich włościach. Nową część budynku postawił po roku 2008. Dziś ma siedem sklepów, a dwa lokale wynajmuje. Przez ponad ćwierć wieku wyszkolił przeszło setkę sprzedawców, ale trzon załogi stanowi rodzina. W spisie są żona, córka, syn, chrześnica, synowa, wnuczka.

Jesteśmy firmą rodzinną. Trzeba dać rodzinie pracę

– twierdzi z uśmiechem. Zresztą jego pierwszą pracownicą była córka Dorota (pracuje od 1989 roku), a następną bratanica Beata.

Państwo Orman przyuczyli do zawodu blisko setkę młodych ludzi

Eugeniusz Orman nie ma łatwego przepisu na sukces. Na pewno jednak nie uda się go odnieść bez ciężkiej pracy i wiary.

Gdy zaczynałem mieliśmy 27% kredyt. A Suchocka i Bielecki jak wydawali decyzje na super i hipermarkety, to oni mieli na 2,5%. Tylko co było zrobić? Trzeba było go brać

– mówi młody emeryt. Spijać piankę swojego sukcesu może od dwóch lat, ale wciąż chodzi do biura przy alei Piasta.

Mógłbym oderwać się od pracy, ale nie umiałbym już żyć bez aktywności. Teraz pracuję dwie godziny dla firmy, a sześć dla klubu strzeleckiego. Jestem we władzach LOK

– podkreśla prezes Klubu Strzeleckiego „Supermen”. No i super.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    swój - niezalogowany 2017-01-31 15:11:43

    Nie Lechu mówił, tylko BOLEK!!!!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Fikimiki - niezalogowany 2017-01-31 11:45:21

    A co w tym złego? To jest firma rodzinna. Dlaczego Ormani nie miałby prowadzić jej wspolnie z członkami rodziny? BTW jeśli co sezon musisz kupować nową parę butów to ich jakość jest raczej wątpliwa. Śniadanie jadasz na kolację?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czesław - niezalogowany 2017-01-31 10:37:26

    Ja tam w buty zaopatruję się tylko w CCC. Pod koniec zimy kupuję obuwie na zimę, pod koniec lata, na lato. Zawsze za 50 % ceny, jakościowo solidne. A swoją drogą dlaczego pan Orman zatrudnia osoby z rodziny? Oczywiście wolno mu, ma prawo, ale to nieładnie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama