Reklama

Syndyk o szansach na pieniądze z Dunlopillo

14/07/2018 18:00
Były pracownik firmy walczy o zaległe wynagrodzenie. – W podobnej do mnie sytuacji jest jeszcze co najmniej kilka osób – mówi Józef Maciejewski

Pan Józef zwrócił się do naszej redakcji, chcąc przedstawić problem, gdy dowiedział się od syndyka masy upadłościowej firmy Dunlopillo, że raczej nie ma co liczyć na zaległe wynagrodzenie. Mowa o kwocie sięgającej dziesięciu tysięcy złotych.

Wydział IV Pracy Sądu Rejonowego w Pile w sierpniu ubiegłego roku wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, który obliguje firmę Dunlopillo do uregulowania zobowiązań wobec mnie

– mówi. Z treści pisma wynika, że zaległości dotyczą m.in. wynagrodzenia za okres od września do grudnia 2016 roku oraz odszkodowania za okres wypowiedzenia.

Reklama

Upadek

Józef Maciejewski z branżą meblarską i krajeńskimi zakładami związał się zawodowo kilkanaście lat temu. W tym czasie zmieniali się właściciele obiektu. Nie brakowało też zawirowań na rynku, które powodowały niepewność utrzymania pracy.

W przypadku Dunlopillo upadek nastąpił dość niespodziewanie. Wiosną 2016 roku, na sześć miesięcy przed jej ogłoszeniem, pracowaliśmy pełną parą. TIR–y wjeżdżały i wyjeżdżały na zakład dzień w dzień. Gdy poinformowano nas o pierwszych problemach, była nawet motywacja, by jeszcze podkręcić produkcję, bo był zbyt, pracować w ramach nadgodzin i dźwignąć to wszystko. Potem jednak było już tylko gorzej. Zaczęły się pojawiać zaległości w wypłatach nadgodzin, zamiana ich na urlopy, bo prawo na to pozwala. Był czas, że pracowaliśmy po cztery godziny dziennie. Z płatnościami było bardzo źle. Do firmy wszedł komisarz naprawczy, zaczęła się inwentaryzacja sprzętu, produktów i materiałów. Pierwsze osoby zaczęły odchodzić. Wskazywano, by tego nie robić, bo będzie nowy inwestor i sytuacja ulegnie zmianie. Trudno było zaufać tym obietnicom. Zwolniło się około piętnaście osób, w tym ja

Reklama

– mówi pan Józef. Niedługo potem rozpoczęła się batalia o odzyskanie zaległych wynagrodzeń na drodze sądowej. Poszkodowanych, w tym pana Józefa, reprezentował mecenas Stanisław Godlewski.

Na zlecenie kilkudziesięciu pracowników spółki Dunlopillo prowadziłem ich sprawy przed Sądem Pracy w Pile. Zakończyły się one dla pracowników pomyślnie, albowiem sąd zasądził dla nich wszystkie należne im sumy wraz z odsetkami. Następnie...


Pozostało jeszcze 73% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

skierowałem te sprawy do egzekucji. Komornik dokonał zajęcia maszyn i materiałów oraz ich wyceny. Wartość rynkowa tych rzeczy wystarczała na zapłatę wynagrodzeń i odsetek dla wszystkich pracowników, albowiem pieniądze uzyskane ze sprzedaży w pierwszej kolejności przeznaczone są na wynagrodzenia dla pracowników. Niestety na tydzień przed licytacją Sąd w Poznaniu ogłosił upadłość Dunlopillo i komornik musiał postępowanie egzekucyjne zawiesić. Od tej chwili majątkiem Dunlopillo zarządza syndyk, na działalność którego wierzyciele praktycznie nie mają wpływu. Ogłoszenie upadłości, w tej sytuacji, nie było korzystne dla pracowników

Reklama

– wyjaśnia St. Godlewski.

Bez szans

Sytuacja osób, które zwolniły się przed wejściem do firmy syndyka, jest gorsza od pracowników będących na umowie o pracę w chwili ogłoszenia upadłości, których zwalniałem już ja. Ich wynagrodzenie nie wchodzi do tzw. bieżących kosztów postępowania

– temat regulowania orzeczonych zaległości wyjaśnia Ryszard Manikowski, syndyk masy upadłościowej spółki Dunlopillo. Dodaje, że nie oznacza to odebrania prawa do wynagrodzenia tym, którzy zwolnili się przed upadłością, jednak realizowanie ich roszczeń nie jest rozpatrywane w pierwszej kolejności, bo wyprzedzają je inne kategorie. Najpierw bowiem, zgodnie z prawem, pieniądze trafiają na bieżące koszty działalności syndyka.

Reklama

W ten zakres wchodzą np. wynajmy pomieszczeń, transport towarów, koszty wynagrodzenia syndyka oraz osób, które mu pomagają, np. przy segregacji towaru czy sprzątaniu magazynu, prowadzeniu archiwum czy obsłudze księgowej

– wskazuje R. Manikowski. Na liście przed tymi, którzy zwolnili się sami, zanim ogłoszono upadłość Dunlopillo, są jeszcze tzw. wierzyciele zabezpieczeni rzeczowo, mający zastaw w likwidowanej firmie oraz grupa osób zwalnianych przez syndyka na przełomie 2016 i 2017 roku.

Dopiero później jest tzw. kategoria pierwsza, do której zaliczają się osoby, które zrezygnowały z pracy przed upadłością. W jej skład wchodzą wszyscy pracownicy, którym przysługuje prawo do wynagrodzenia za okres przed ogłoszeniem upadłości. Te należności, za okres trzech miesięcy, częściowo otrzymali wszyscy pracownicy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Wszystkim w 100% należności wypłacone zostały odprawy, częściowo z FGŚP, a częściowo ze sprzedawanej przeze mnie masy upadłości

Reklama

– dodaje Ryszard Manikowski.

Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej.

Towaru do sprzedaży, według wyceny biegłego, zostało jeszcze na około 300 tys. złotych. Zakładam, że osiągnięcie tej kwoty nie będzie możliwe. Bardziej realny jest przedział pomiędzy 150 a 200 tys. złotych. To wystarczy tylko częściowo na zapłatę osobom, które zatrudniałem ja w momencie ogłoszenia upadłości oraz wierzycielom, którzy złożyli wniosek o ogłoszenie upadłości – było to kilka firm. Żeby zaspokoić w pełni tylko te roszczenia potrzebowałbym jeszcze około 500 tysięcy złotych. Ci zwolnieni przeze mnie pracownicy oraz wierzyciele dostaną od 20 do 40% tego, co im się należy. Dla osób, które zwolniły się przed upadłością, nawet pomimo wyroków sądów nie wystarczy pieniędzy

Reklama

– mówi wprost syndyk. Dodaje, że nawet pieniądze z FGŚP są traktowane jako pożyczka dla syndyka, by szybko mógł uregulować np. wynagrodzenia, czy odprawy. Fundusz natomiast dochodzi później od niego swoich roszczeń. Okazuje się, że również nie odzyska tych pieniędzy w pełni.

Ryszard Manikowski wyjaśnia też kulisy wyprzedawania majątku upadłej firmy.

Wycena masy upadłościowej Dunlopillo zakładała kwotę 2,8 mln złotych. Przypuszczam, że łącznie uzyskam jakiś 1,2 mln złotych. Obecnie pozostała jeszcze jedna czwarta, jedna piąta masy towarowej. Sąd zgodził się na przeprowadzenie postępowania upadłościowego, bo uznał, że masa upadłościowa pokryje wierzytelności. Na rynku wygląda to natomiast tak: do sprzedaży mam np. zamki błyskawiczne do materacy o bardzo dobrej jakości. Ich cena rynkowa to około 80 gr za metr bieżący, tymczasem chętni do zakupu proponują ceny nawet dziesięciokrotnie niższe. Dzieje się tak z kilku powodów. Najczęściej oferty składają osoby, które handlują tym gdzieś dalej, chcą więc zarobić i wkalkulowują swój zysk. Duże firmy mają swoich producentów i nie chcą angażować się w sortowanie potrzebnego im materiału. Czasami kupią go, ale tylko za bardzo niską cenę. Wreszcie kupujący mają świadomość, że towar pochodzi z upadłości, więc korzystają z tego faktu. Nie jest też tak, że syndyk wyprzedaje coś za bezcen. Moje wynagrodzenie jest zależne od tego, jaką kwotę wypłat wierzytelności uzyskam. W moim interesie jest, by była ona jak największa. Z drugiej strony nie mogę tego wyprzedawać w nieskończoność. Przepisy prawa stanowią, że całość tego procesu powinna się odbyć od kilku miesięcy do roku 

Reklama

mówi syndyk.

***

Przestałem wierzyć w to, że odzyskam te pieniądze. Chodziło mi bardziej o pokazanie kuriozum całej sprawy. Niby jest jakiś fundusz, na który odprowadzamy składki w razie takiej sytuacji, ale jak się okazuje, nie do końca możemy liczyć na jego wsparcie. Z pewnością nie dałbym się już też nabrać na podobny scenariusz, gdzie ktoś zapewnia mnie, że firma wyjdzie z problemów, tylko jako pracownik muszę w to włożyć jeszcze więcej pracy, za którą, jak się później okazuje, nie ma szans uzyskać wynagrodzenia. Niech ta historia będzie przestrogą dla innych

Reklama

– komentuje sprawę Józef Maciejewski.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gorol - niezalogowany 2018-07-14 20:17:09

    Nie tylko tam, w Złotowie u Matkowskiego też była podobna sytuacja. Jak państwo pozwala na na działalność rozkradanych firm tak ludzie będą robienie w balona.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama