Ten moment kiedy leci się nad przeszkodą to niesamowite uczucie, człowiek ma wrażenie, że leci. Z Martą Gluglą mieszkanką Nowego Buczka rozmawia Karol Zabel
Sport, który niesie za sobą niebezpieczeństwo
Czy jazda konna jest trudna? Wydaje mi się, że to kwestia indywidualna. Posiadam uprawienia instruktorskie, uczę ludzi jazdy konnej. Jedni łapią to szybciej, drudzy wolniej. Dzieciaki łapią zaskakująco szybko, a im dalej się brnie tym jest trudniej, jest więcej rzeczy do opanowania. To jest tak jak w każdym sporcie.
Bywa niebezpiecznie? Jazda niesie ze sobą niebezpieczeństwo. Koń bywa nieprzewidywalny. To istota, która nie powie nam czy się boi czy też nie. Potrzeba dużo czasu na równowagę, na jedność konia z jeźdźcem, żeby zminimalizować wszelkie wypadki. Są kaski, kamizelki ochronne.
Skąd w taki razie w ogóle pomysł na jazdę konną przez przeszkody? U nas w domu zawsze były konie. Moja przygoda zaczęła się w wieku 8 lat. Na początku rekreacyjnie, później przerodziło się w pasję, która zaprowadziła mnie do technikum hodowli koni w Białym Borze, którą ukończyłam. Teraz nadal jest pasją, ale także i pracą.
Czym, na co dzień Pani się zajmuje? Jestem studentką 3 roku zootechniki na Uniwersytecie Technologiczno - Przyrodniczym w Bydgoszczy, na weekendy zjeżdżam do domu i pomagam rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa agroturystycznego.
Proszę pochwalić się sukcesami w tym roku? Powtórzyliśmy sukces z ubiegłego roku. Mianowicie z wojewódzkich kwalifikacji uczelnianych, które odbywały się w Jarużynie koło Bydgoszczy, udało nam się zakwalifikować na Akademickie Mistrzostwa Polski. Tam udało się nam zająć miejsce 21 na 40 startujących koni. Dla mnie pojechanie tam było już dużym doświadczeniem, wyróżnieniem. Po dwóch dniach dostaliśmy się do ścisłego finału. Trzeci dzień był już bardzo wyczerpujący dla mnie i mojego konia. Od 4 lat współpracuje z 8-letnią klaczą Sara Roma rasy wielkopolskiej. Jest stosunkowo niedużym konikiem- ma 160 cm, ale jest temperamentna i ma wielkie serce. Przez ten okres zdarzyły się już nam liczne nagrody w różnych zawodach.
Jak wyglądały zawody akademickie, w jaki sposób się to wszystko odbywało? Pojechały 4 dziewczyny, które reprezentowały naszą szkołę. Ja i koleżanka skakałyśmy , dwie kolejne jechały ujeżdżenie. Odbyła się odprawa techniczna, weterynarz wszystko sprawdził i w piątek odbył się konkurs najniższej klasy-90 cm. Kolejnego dnia 10 cm wyższy. Była suma punktów, na której podstawie przechodziło się do finału. 105-110 cm po raz pierwszy taki wysoki parkur przejechałyśmy z moimi błędami, ale warto było. Było przedstawienie uczelni, wręczenie pamiątkowych flots.
Jakie są koszty związane z Pani pasją? Cóż trening czyni mistrza. Jeździectwo nie jest tanim sportem, koszty utrzymania konia, koszty wypożyczenia konia, koszty na swojego trenera. Ja jeżdżę z pomocą taty, przyjaciół, czerpie informacje z książek. Pytam się ewentualnie każdego, kto ma większą wiedzę niż ja. Potrzeba sporo czasu, aby przyszły postępy. Jeśli jednak coś się kocha wtedy o każdy sukces jest łatwiej. Jest to niesamowite uczucie jedności z koniem, do tego dochodzi adrenalina i wtedy żadne koszty nie mają znaczenia.
Jeździ Pani na koniu Sara Roma, jakie relację są między wami? Nie wyobrażam sobie życia bez koni. To moja miłość życia. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła osiodłać swojego konia i pojechać do lasu. Mamy przecież 27 koni, jest co robić. Między mną a Sarą jest szczególna więź, nie zamieniłabym jej na żadnego innego konia.
Stawia sobie Pani jakieś cele? Chciałabym wiadomo, jak najbardziej iść do przodu i coraz więcej zdobywać. Są ograniczenia czy to z powodu pracy czy to kosztów. Staram się robić wszystko w tym kierunku abym jednak szła do przodu. Chęci są ważne - człowiek chce to można dużo zdziałać.
Rozumiem, że jest to pasja do której raczej się dokłada aniżeli żyje z niej? Z samego bycia zawodnikiem nie da rady wyżyć. Mam z zawodami styczność sezonowo od maja do października. Żeby utrzymać się z zawodów trzeba być międzynarodowym bądź ogólnopolskim mistrzem. Z samej działalności, którą tutaj prowadzimy, można jednak spokojnie żyć.
Jakimi kryteriami należy kierować się przy jeździe konnej? Trzeba myśleć i mieć wyobraźnie. Wiadomo to jest zwierze, nie można być egoistą. Koń ma swoje ograniczenia, możliwości. Należy patrzeć na konia jak na istotę. Mówię do konia dużo i mam nadzieję, że mnie rozumie. Sara rozpoznaje mój głos (śmiech).
Zapewne w zawodach, w których brała Pani udział było sporo. Gdzie do tej pory skakała i jeździła Pani? Najpierw mój tato zaczął organizować rajdy terenowe. Później pojawiły się slalomy między tyczkami równoległe, pierwsze puchary zdobyte, następnie zaczęły się skoki. W sumie kontynuuje je od 5 lat. Były to skoki w Lipce Krajeńskiej, Złotowie, Luchowie, Myślęcinku, Jarużynie. W międzyczasie pojawiają się Hubertusy, w których bierzemy udział. W najbliższym czasie wystąpimy z racji Naturaliska w Luchowie.
Są ludzie, którzy nie traktują tego jako czystego sportu, a raczej jako tresurę koni. Zgodzi się Pani z tym? Wiadomo jest to jakaś tresura. Trzeba konia nauczyć, musi się nam umieć podporządkować. Ale nie do końca tak jest, wszystko zależy od podejścia. Jeśli ktoś podejdzie do konia jak do istoty to są naturalne metody, które nie wyrządzają koniowi krzywdy. Jeśli pójdziemy w tym kierunku wszystko będzie na dobrej drodze.
Co zrobić jeśli ktoś boi się koni? Myślę, należy zacząć od głaskania. Miałam w swojej karierze instruktorskiej osobę panicznie bojącą się koni. Przez namowy, możliwość przebywania z końmi jak najwięcej, strach powoli malał, a na dzień dzisiejszy nie może rozstać się z koniem ta osoba.
Były jakieś dramatyczne momenty, upadki? Tak. 6 lat temu doszło do wady technicznej, galopując chciałam zatrzymać konia i pękło wędzidło w pysku i z racji tego, że źrebak został w domu klacz postanowiła że będzie galopować. Nie widziałam jak wyjść z tej sytuacji, postanowiłam się z niej zsunąć, ocknęłam się kiedy dogonił mnie kolega na drugim koniu. Pojechałam do szpitala, ale wszystko było ok.
Jaką chciałaby Pani przeskoczyć najwyższą przeszkodę? Na Hubertusie w zeszłym roku ustanowiliśmy swój rekord 145 cm i muszę przyznać, że jest to już dużo, ale nie ograniczamy się, co do jej pobicia.
Jakie to uczucie tak skoczyć? Niesamowite. Czuje się moc konia. Przy jej 160 cm skoczyć 145 to naprawdę coś. Ten moment kiedy się leci nad tą przeszkodą to niesamowite uczucie, człowiek ma wrażenie, że leci.
Jakiś wzór, Pani mentor? Myślę, że mój tato, który zaszczepił we mnie tą pasję. Na początku trochę „przymuszał”, ale z czasem wszystko pokochałam.
Kto w skoku ma więcej do powiedzenia? Kto tak naprawdę decyduje koń czy człowiek? Cóż myślę, że jednak mimo wszystko człowiek, który prowadzi konia. Metodą mierzenia kroków należy przykrócić konia, kiedy ma pojechać szybciej, wolniej, kiedy zyskać na czasie. Techniczna część to człowiek. Jeśli chodzi o odwalenie tej brudnej roboty to zdecydowanie koń. Musi być obopólne zaufanie.
Nie ma Pani takiego wrażenia, że nastała moda na jazdę konną? Z perspektywy czasu myślę, że tak właśnie się dzieje. Coraz więcej ludzi jeździ, posiada swoje konie. Wzięło się to może z tego, że jedni chcą mieć wyższy status mając swojego konia, w innych narodziła się pasja, a inni idą za modą i jeżdżą.
Step, kłus i galop - który sprawia najwięcej radości, kiedy dosiada Pani konia. Kłus - chód dwutaktowy nogi pracują naprzemiennie i po skosie. Zaczynana się anglezowanie czyli podnoszenia się na nogach, złapanie rytmu konia, dopasowanie się do niego - to mój ulubiony styl. W kłusie można nauczyć się równowagi i wykonywać dużo ćwiczeń, ale podczas skoków galopu mam najwięcej.
Najładniejsza rasa według Pani? Jeśli chodzi o to jak koń się porusza jaką ma w sobie siłę i szybkość to konie pełnej krwi angielskiej. Z kolei jeśli chodzi o samą budowę to jest mnóstwo ras np. rasa wielkopolska, której jest moja Sara czy hanowerska.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze