„Nie! oddamy naszej szkoły” – pan w beżowym kapturze chętnie pozuje do zdjęcia. „Żądamy wolności słowa, a nie represji”, „Nie chcemy więcej kłamstw” - podobnie widoczni chcą być inni protestujący. Rynek w Krajence moknie, a wraz z nim uczestnicy drugiego wiecu przeciwko planom reorganizacji oświaty w gminie. Do walki o nieprzenoszenie przedszkola i szkoły podstawowej zagrzewa ich Marek Buczkowski. - Chce się najpierw podzielić budynki, przejąć niepotrzebne nam do funkcjonowania oświaty budynki powiatowe, a wtedy dopiero rada chce się zastanawiać, co z tym zrobić. Kto tak funkcjonuje? Tak się nie da! - głos Marka Buczkowskiego potęguje megafon. - Chodzi o to, żeby rozwiązać problemy starostwa – każda wypowiedź lidera niezadowolonych nagradzana jest brawami. Choć może nie wszyscy go znają. - Ja go nie poznałam. Co on robi teraz? - zastanawiają się panie w beretach. Za nimi na białym płótnie rozpościera się napis[[pay]] „Wszystko musi być jasne”.
I jest, tyle że dla każdej ze stron inaczej.
Burmistrz Stefan Kitela wraz ze starostą Ryszardem Goławskim przygotowali propozycję reorganizacji oświaty w Krajence. Przedszkole miało zostać przeniesione do budynku szkoły podstawowej, a podstawówka do obiektu byłego Zespołu Szkół Spożywczych w Krajence. W budynku przedszkola zaś miałby się mieścić dom dziecka z Jastrowia. Pasuje? Pracownikom oświaty, rodzicom i części mieszkańców Krajenki nie. I stąd protest. Skuteczny, bo włodarze pomysł zarzucili.
- O tych planach poinformowana została rada miejska, rodzice i nauczyciele listem otwartym. Spotykałem się z radami pracowniczymi szkoły, przedszkola, Warsztatu Terapii Zajęciowej, z rodzicami dzieci przedszkolnych, a wszystkie informacje zawarłem w bezstronnym Biuletynie Krajeńskim – burmistrz Stefan Kitela odpiera zarzuty o brak konsultacji. I przypomina, że temat jest nieaktualny. - 9 stycznia zostało wypracowane negatywne stanowisko co do przenosin przedszkola. 19 stycznia z wcześniejszych planów wycofał się starosta powiatowy. Zauważył on, że gimnazja zostają, a ta dyskusja zatraciła wątek merytoryczny i stała się dyskusją polityczną – twierdzi włodarz Krajenki.
Jego nieobecność na proteście zorganizowanym 30 stycznia pikietujący skomentowali słowem „pogarda”. - Dzisiaj z naszej strony została wyciągnięta ręka do rozmów, niestety z władzy nikt nie przyszedł – podkreślał przewodniczący Rady Rodziców przy SP w Krajence M. Buczkowski. - Sprawa naszych radnych. Gdzie oni są? W ogóle nie są zaangażowani w tę sprawę. Czy ktoś z nami rozmawia? Gdzie jest pan przewodniczący? Gdzie jest komisja oświatowa? No, proszę państwa, mamy swoich przedstawicieli, a nie mamy z kim rozmawiać! - po każdym wystąpieniu słychać głośne „brawo” mężczyzny w kapeluszu. To z jego ust pada hasło „referendum”, którego jednak nikt nie podejmuje.

Zdaniem Krystyny Witkowskiej, przez obecne majstrowanie przy oświacie „nasz Stanisław Polański to się w grobie przewraca’’
Mieszkańcy ustawieni pod murami kościoła, jakby szukali wsparcia wyższej instancji, protestują, bo nie wierzą w słowa starosty i burmistrza. - Oni chcą, żeby nie było naboru – lider pikietujących mówi o szkole ponadgimnazjalnej. - Skończą się obecne klasy i szkoły nie ma. I mają otwartą drogę do swoich działań – twierdzi, przyciskając do ust biały megafon.
Przez tę samą tubę przed próbą uśpienia mieszkańców Krajenki przestrzega Janusz Szczerbiak. - Protest państwa jest uzasadniony. Uważam, że zrobiono krok do tyłu, żeby za chwilę zrobić dwa lub trzy kroki do przodu – były burmistrz Krajenki jest pewny siebie. - Pan starosta mówi, że jak będzie cieplej, będzie wiosna, wrócimy do tematu. Tylko pytanie, czy z rozwiązaniem, czy dalej z narzucaniem swojej woli? - samorządowiec stawia pytania, które trafiają do kilkudziesięciu protestujących. Idzie więc dalej:
- Zastanawiam się, kto w tej gminie podejmuje decyzje? Czy rada, burmistrz, czy starosta? Bo mam wrażenie, że tutaj władzy już nie ma.
Dosadność Janusza Szczerbiaka nie dziwi, jeśli sięgnie się do historii. W 2005 roku Stefan Kitela był przewodniczącym Rady Miejskiej w Krajence, Janusz Szczerbiak zaś burmistrzem. Między panami iskrzyło potężnie. W końcu burmistrz doprowadził do odwołania przewodniczącego ze stanowiska. Było 1:0 dla byłego starosty złotowskiego.
Stefan Kitela jednak broni nie złożył. W 2010 roku stanął do bezpośredniego pojedynku ze swym pogromcą. I w wyborach na burmistrza gminy i miasta odniósł niekwestionowane zwycięstwo.
30 stycznia Janusz Szczerbiak zażądał rewanżu. Chodzi o słowa obecnego burmistrza na temat finansów gminy. W informacji rozprowadzonej w gminie Stefan Kitela wskazał, że poprzedni burmistrz i ówczesna rada zadłużyli gminę. - Kiedy w piątek wróciłem z pracy, na płocie mojej posesji znalazłem coś takiego – na rynku w Krajence Janusz Szczerbiak wymachuje pismem z urzędu. - Mam wrażenie, że osoba, która to pisała, nie muszę mówić która, nie ma kompletnego pojęcia o budżecie. Ta osoba przejęła zadłużenie 8 mln zł, spłaciła dług w wysokości 8,5 mln zł i dzisiaj ma 9 mln zł długu. Jeśli w ten sposób będziemy określali długi tejże gminy, to można to robić w nieskończoność – grzmiał samorządowiec. - Nie pozwolę sobie, żeby ten człowiek w nieskończoność buzię sobie wycierał moją osobą i opowiadał o zadłużeniu – mówca ostentacyjnie pomija nazwisko przeciwnika. - Dlatego też zaproponuję mu osobiście, nie ma go tutaj dzisiaj, żebyśmy w cztery oczy, w telewizji, w obecności dziennikarza podyskutowali sobie na temat długu Krajenki – wyzwanie to zgromadzeni odbierają z głośną aprobatą. - Tylko na żywo, bo wytną – woła tłum.
Jak te słowa komentuje Stefan Kitela? - Przeglądałem zdjęcia na zlotowskie.pl i myślę, że nikt już nie ma wątpliwości, że sprawa ta stała się kwestią polityczną. Tym bardziej, że przybyły tam osoby, które współpracowały z burmistrzem Szczerbiakiem – mówi. A co z wyzwaniem? - Informacja została przekazana jasna i ja za nieswoje długi nie będę się przed panem Szczerbiakiem tłumaczył – ucina temat.
Jednocześnie S. Kitela przypomina, że poinformował mieszkańców o sytuacji finansowej gminy. - Tam jest czarno na białym napisane, jakie jest zadłużenie i kiedy były podejmowane uchwały rady miejskiej odnośnie tegoż zadłużenia. Ja przez ostatnie 5 lat tak naprawdę spłacam zobowiązania zaciągnięte w większości w latach 2008-2010. Nigdy tego nie artykułowałem, a że pamięć społeczna wynosi 2-3 lata, postanowiłem przypomnieć mieszkańcom, jak sytuacja rzeczywiście wygląda. Stąd też może poruszenie w kręgach osób, które to zadłużenie powodowały. Choć ja nie neguję samej zasadności zaciągania kredytów, bo przecież te pieniądze zaciągano na realizację inwestycji z funduszy unijnych – wyjaśnia burmistrz Krajenki.
Jednak protestujący podważają wiarygodność informacji przekazywanych przez władze gminy. Jako dowód podają Biuletyn Krajeński. - Są przekazywane takie informacje, które nie są całą treścią sprawy – były pracownik urzędu gminy, M. Buczkowski, nie kryje oburzenia. - Niech państwo zgadną, na ilu zdjęciach jest pan włodarz? - pyta zebranych na placu pod kościołem. Ktoś strzela, że na 36. - Na 20 zdjęciach, proszę państwa! - Taki ładny - ironizują zebrani. - Moja 8-letnia córka powiedziała: Tata, kto to jest ten pan, że on musi być na każdym zdjęciu? - tłum wybucha śmiechem.
Ponieważ nikt z władz gminy nie przychodzi do protestujących, ci robią dwa okrążenia wokół kościoła (żeby było ich widać), a przedtem zapowiadają: - Organizujemy klub do konsultacji społecznych, ale takich, które my uważamy za konsultacje społeczne, a nie przekazanie głosu. I będziemy rozmawiać. I na pewno nasze głosy i postulaty będą wysłuchane. Inaczej porozumienia nie podpiszemy.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze