Reklama

Taka praca

24/04/2015 08:11
Zmieniają domy co kilka lat. I choć wiedzieli, że większość życia będą z dala od rodziny nie narzekają, tak w końcu chciał Bóg. Misjonarze Świętej Rodziny są tam gdzie ich potrzeba. Tak jak ks. Adam Samsel i ks. Adrian Piecuch, którzy od kilku miesięcy służą w Złotowie

W parafii p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Złotowie mieszkają księża od sierpnia 2014 roku. Ksiądz Adam w Złotowie nie jest pierwszy raz, dla księdza Adriana to natomiast zupełnie obce miejsce. Trudno było się zaaklimatyzować?
ks. Adrian Piecuch: Wcześniej, zaraz po święceniach, mieszkałem w parafii w Żernicy, na Śląsku. Pochodzę natomiast z małej miejscowości Nowy Borek koło Rzeszowa. Śląsk to był zatem dla mnie, młodego księdza, zupełnie inny krajobraz, do tego ta styczność z mniejszością niemiecką, gwarą śląską. Tam był zupełnie inny klimat. Tak więc jak przyjechałem do Złotowa, byłem pod wrażeniem. Piękne miasto, okolice, to wszystko robi wrażenie. Trudności raczej nie było. Ja wiedziałem od początku, że będę pracować z młodzieżą. Zresztą relacje same zaczęły się tworzyć. Jeszcze w wakacje przyszli do mnie z zapytaniem: A to ksiądz jest ten nowy? No to my księdza na pizzę zabieramy.

Ks. Adam 5 lat temu zdążył już trochę poznać Złotów. Wrócił tutaj z Górki Klasztornej, tak więc pierwszego wrażenia już nie ma, ale czy są dobre wspomnienia?
ks. Adam Samsel: Rzeczywiście, Złotów to piękne miasto. Wcześniej byłem tutaj przez pół roku. Pracowałem głównie w hospicjum, więc nie było mnie może aż tak widać. Ludzie są tutaj dobrzy, takie odnoszę wrażenie. Zresztą jak dobrzy duszpasterze to i ludzie (uśmiech).

Jakie dokładnie zostały przydzielone księżom zadania?
AP: Ta praca z młodzieżą w I Liceum Ogólnokształcącym, do której zostałem przydzielony, muszę przyznać sprawia mi najwięcej radości. Ten pierwszy kontakt z tymi młodymi ludźmi, którzy wchodzą w dorosłe życie, to odkrywanie przez nich siebie, poszukiwanie swojej drogi. Cieszę się, że mogę być przy nich i pokazywać, że w tym wszystkim jest z nimi Bóg. To dla mnie wielka satysfakcja, że jesteśmy razem, dążymy do tego samego celu i wspólnie poszukujemy dobra.
AS: Ja jestem kapelanem w szpitalu. No i jeszcze na stare lata wróciłem do szkoły. Pracą, która daje mi największą satysfakcję, są misje. Tutaj w Polsce jednak też jest wiele do zrobienia. Moim pragnieniem jest wyjazd, ale cieszę się, że jestem tutaj. Dla mnie momentem szczególnym jest taka typowa praca duszpasterska, spowiadanie i głoszenia Słowa Bożego. Mam tę świadomość, że to przez nas pan Bóg działa, przez każdego kapłana.

Mają księża czas na własne pasje? Na ""odstresowanie się"" po ciężkim dniu?
AP: Czasami ta praca duszpasterska łączy się z pasją i wolnym czasem. U mnie jednak zawsze zaraz po Jezusie są wyjazdy rowerowe. Posiadałem kiedyś taki rower, że mogłem przemieszczać się w dalekie podróże. Ze znajomymi odwiedziliśmy Rzym, Francję, Danię, południe Polski. To jest coś niesamowitego, po drodze zawsze kogoś miłego spotykaliśmy. Zawsze trafiły się życzliwe osoby, które pozwoliły nam rozbić u siebie namiot. Dla mnie jak dla zakonnika to był sposób na tanie spędzenie wakacji. To naprawdę przepiękna przygoda.

Będzie ksiądz próbował zarazić tą pasją złotowian?
AP: Zauważam już pewien potencjał, niektórzy pytają, chcą jeździć. Sezon letni dopiero się rozpoczyna, zatem zobaczymy.

Księże Adamie, a czemu ksiądz daje się pochłonąć bez reszty?
AS: Moją pasją jest sport, przede wszystkim piłka nożna. Z racji wieku i kontuzji nie gram już tyle co kiedyś, a potrafiłem grać codziennie. Pozostaję jednak wiernym kibicem. Jak gra reprezentacja to wszystko schodzi na drugi plan. Przydałoby się jakąś drużynę skompletować i pokopać amatorsko. Trochę mi tego brakuje.

Jakiemu klubowi ksiądz pozostaje wierny?

AS: Oczywiście Górnik Zabrze, jako że wychowałem się właśnie na Śląsku. Tam mieszkałem aż do momentu pójścia do seminarium, tam została też moja rodzina. Chociaż urodziłem się na Mazowszu, rodzice jednak wyjechali za pracą na Śląsk.

W Złotowie księża są od ponad 8 miesięcy. Za Wami również wiele innych miejsc, w których mieszkaliście po opuszczeniu rodzinnego domu. Nie jest to trudne, żyć tak z dala od rodziny, widzieć ją tylko kilka raz w roku?

AP: Bywa trudno, każdy normalny człowiek potrzebuje być z kimś. W naszym przypadku to życie w zakonie jest jednak jakąś namiastką domu. My tworzymy wspólnotę ludzi, ta potrzeba bycia z kimś jest zatem zapewniona. Wiadomo, nie zastąpi to mamy, taty, rodzeństwa. W takich chwilach dobrze, że jest telefon i Internet. Na Boże Narodzenie rodzina siedziała w domu przy stole, a ja tam byłem z nimi, co prawda w laptopie, ale to zawsze jakaś namiastka bycia razem. To jest jakiś sposób, ale nie zastąpi to nigdy tych wszystkich gestów miłości. Tak praca... Wiedzieliśmy, z czym to się wiąże.
AS: Ja może już tak nie odczuwam tej rozłąki. Jak byłem w wieku ks. Adriana to tęsknota była większa. Teraz się już z tym oswoiłem. Rodzina również przyzwyczaiła się do tego, że widujemy się rzadko. Za każdym razem jak mam wolne od razu z wielką radością wracam do domu.

[[reklama]]

Przyzwyczajenie to zatem recepta? Czy jest jakiś inny sposób na przetrwanie tych chwil rozłąki? Współcześnie wiele rodzin przeżywa takie momenty. Rodzice np. zostają w Polsce, a dzieci wyjeżdżają za granicę do pracy. To trudne chwile dla rodziny. Czy księża mają jakieś sprawdzone rady?

AP: Dla mnie, dla mojej rodziny, jako osób wierzących receptą na rozłąkę jest wspólne trwanie w modlitwie. Jest ta pamięć non stop, czuje się to bycie razem. Pan Bóg pomaga mi to przetrwać. Każdy musi to jednak odkryć w sobie, nie każdy będzie tak czuł. To jest moje świadectwo, ale zachęcam innych do spróbowania.
AS: U nas jest podobnie. Moja mama codziennie odmawia dziesiątkę różańca za mnie i za mojego brata, który też jest księdzem. Uważam, że tam, gdzie jest modlitwa, tam jest zgoda i wzajemne przebaczenie. Wiara jest tym, co pomaga. Ludziom wierzącym chyba łatwiej się żyje, bo mają wsparcie Boga. Przede wszystkim zakon traktuję jako dom i gdzie bym nie był, zawsze czułem się tam dobrze.

Czyli ilu Misjonarzy Świętej Rodziny na świecie, tyle księża posiadają domów?

SM: Tak to można powiedzieć. Wszędzie gdzie bym nie był na misji zawsze znalazły się życzliwe osoby, z którymi można czuć się jak w domu.

Rozmawiała Klaudia Siekańska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości