Reklama

Telerodzina

20/02/2015 00:00
Niebawem Czarnottów będzie można obejrzeć w Familiadzie. To nie jedyny teleturniej, w którym w ostatnim czasie członkowie rodziny walczyli o wygraną

Elżbieta Czarnotta już kiedyś zgłosiła rodzinę do Familiady, ale nie było odzewu, więc spróbowali sił w programie ""Postaw na milion"". Odpowiedź nadeszła bardzo szybko, na casting pani Ela pojechała z synem Szymonem. W tym czasie chwilowo zmieniono jednak reguły – zamiast par do teleturnieju kwalifikowano czwórki. Czarnottowie musieli powtórzyć kwalifikacje i ponownie się dostali: mama, syn, córka i jej chłopak. – Tamten występ wspominamy szczególnie miło, bo wygraliśmy 25 tys. zł – opowiada pani Elżbieta, która przyznaje, że w tym momencie na dobre połknęła bakcyla na telewizyjną rywalizację. Tamten odcinek ekranowej przygody niespodziewanie nawet się wydłużył, bo po wygranej Czarnottowie otrzymali zaproszenie do audycji ""Pytanie na śniadanie"".

Bohaterka Łapu capu

Jednak ze wszystkich teleturniejów najwyżej mieszkanka Czernic ocenia ""Jeden z dziesięciu"". Przede wszystkim za sposób oraz szybkość przygotowania i realizacji. Pomimo tego, że w Lublinie, gdzie nagrywany jest program, nie udało się niczego wygrać, a na dodatek pozostał w pamięci fakt, że mieszkanka Czernic odpadła z rywalizacji przez bardzo głupią pomyłkę. – To była prawdziwa wpadka, poległam na banalnie prostym pytaniu. Nawet nie chcę o tym opowiadać – mówi z uśmiechem pani Ela, przyznając, że ""bezlitosna telewizja"" wykorzystała niejednokrotnie ten moment, kiedy jedna ze stacji emitowała ten fragment programu w ramach cyklu ""Łapu capu"". – Do dzisiaj jest mi wstyd – przyznaje pani Ela, potwierdzając, że prawdą jest, iż stres, jaki towarzyszy występom w telewizji jednak paraliżuje i to w najmniej odpowiednich chwilach. – Po nagraniu pan Tadeusz Sznuk przyznał, że dałam ciała. Niestety.

Mało dowcipny kawał

– Nerwy, zmęczenie, bo trzeba jednak pokonać kawał drogi, żeby dojechać do Warszawy, Krakowa czy Lublina na nagranie, to wszystko ma znaczenie. Zwłaszcza, gdy na odpowiedź ma się kilka sekund – podkreśla nasza rozmówczyni. Niepowodzenie w ""Jeden z dziesięciu"" pani Elżbiety absolutnie jednak nie zraziło i niedawno ponowiła akces do udziału w Familiadzie. Tym razem producenci odezwali się i Czarnottowie (pani Elżbieta, syn Szymon, córka Sabina, brat i bratanica) przeszli kwalifikacje, a program będzie można zobaczyć w najbliższych dniach. Póki co efektów tego wyjazdu pani Eli nie wolno zdradzać przed emisją odcinka, ale przyznaje, że udział w programie stanowi kolejny bagaż doświadczeń w telewizyjnej przygodzie Czarnottów. – Kawał nie był śmieszny – pani Ela odpowiada na pytanie o dowcip Karola Strasburgera, który tradycyjnie rozpoczynał odcinek programu.

Jeszcze tam wrócę

– Poślizgi w telewizji są totalne. Nic nie jest na czas. To, co widzimy w programach, to tylko fragment pracy nad całością, która, powiedzmy szczerze, nie jest tak powalająca jak efekt finalny. To wszystko nie jest tak sprawne jak wygląda na wizji. Nawet te studia, gdzie nagrywane są programy: jedne lepsze, inne gorsze, ale generalnie są takie sobie – pani Elżbieta mówi w kilku zdaniach o kulisach tego, co widzimy na ekranie. Nie zmienia to jednak faktu, że pani Ela gotowa jest do dalszej telewizyjnej rywalizacji. – Gdy dałam plamę w ""Jeden z dziesięciu"" powiedziałam: żadnych teleturniejów więcej. Jeden z uczestników powiedział mi wtedy, że i tak jeszcze tam wrócę. Chyba ma rację – mówi po czasie, przyznając, że zanim ponownie wybierze się do Lublina, najpierw chce spróbować sił w programie ""Jaka to melodia"". – Już się przygotowuję – przyznaje z uśmiechem.

Piotr Steffen

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości