Małgorzata Wójcik o kłopotach z odpływem wody ze znamiennego „dołka” w Świętej (miejsce tuż za skrzyżowaniem głównej drogi z drogą do Nowej Świętej) przypomina od chwili, kiedy została sołtysem. Jest to problem o tyle istotny, że po każdym większym deszczu studzienki usytuowane w tym miejscu nie są w stanie odprowadzić nadmiaru wody, która przedostaje się poza jezdnię. W szczególności jest ona uciążliwa dla właścicieli posesji znajdującej się tuż przy drodze. Co prawda na co dzień mieszkają oni za granicą, a w Świętej bywają okazjonalnie, nie znaczy to jednak, że temat nie jest dla nich istotny – niejednokrotnie dyskutowali o tym z sołtys Wójcik. O wadze problemu może się zresztą przekonać każdy, kto miał okazję pokonywać dołek zalany czasem nawet do wysokości kolan. Niejednej tablicy rejestracyjnej szukali już w wodzie kierowcy, których głębokość kałuży zaskoczyła, nie raz też wracali po kołpaki. Świadomi zagrożenia, kiedy napada, wybierają objazd drogą gruntową koło domu państwa Mashel aż do kowala (i w przeciwnym kierunku), wskutek czego i woda (która często zalega również na odcinku kilkunastu metrów tej drogi, patrząc od strony „powiatówki”), i błoto lądują na płotach mieszkających tam osób.
Na chwilę
Do tej pory kłopotu nie udało się rozwiązać. Co prawda zarządca drogi, czyli Powiatowy Zarząd Dróg niejednokrotnie pozapychane studzienki czyścił, działania te przynosiły jednak krótkofalowy skutek. Zwłaszcza, że – jak mówi Małgorzata Wójcik – ze względu na znaczny spadek terenu w dołek podczas deszczu spływa piasek praktycznie z całej wsi. Krzysztof Mashel, mieszkający przy tej drodze gruntowej jest zdania, że „deszczówka” powinna być czyszczona regularnie, po każdej większej burzy, a nie okazjonalnie, na zgłoszenie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze