Jaki powinien być piłkarz, dla którego warto przyjść na stadion?
Dobry technicznie, szybki, bramkostrzelny
– Zygmunt Kownacki wymienia bez wahania.
A propos szybkości – powinien mieć też dobre przyspieszenie, żeby w ostatniej chwili mógł wydrzeć piłkę przeciwnikowi
– uzupełnia Jan Saczuk. I najważniejsze: musi mieć talent.
Konkrety?
Pięknie grają Michał Fertikowski, Michał Pinkowski i Jan Turkowiak
– precyzują nasi rozmówcy. Kibice, można by rzec, rasowi, bowiem rzadko kiedy zdarza im się nie zasiąść na stadionie, kiedy ich ukochane drużyny wychodzą na murawę. A że kibicują aż trzem zespołom, po pierwsze o kolizję terminów nie trudno, po drugie: w sezonie mają co robić.
Iskra Szydłowo, Polonia Jastrowie i GLKS Wysoka. Jeździmy na mecze tych drużyn, w których grają nasi znajomi
– wyjaśniają panowie. I wcale nie mówimy tu o dwuosobowym składzie. Tradycyjną już piątkę z zawodnikami po meczu, prócz Zygmunta Kownackiego i Jana Saczuka przybijają też Zbigniew Najdek, Hieronim Paczyński i Józef Wlizło. Ostatni z kibiców, dawny trener Polonii Jastrowie jest fenomenem co najmniej na skalę powiatu.
Ma 89 lat, a energii mu nie brakuje
– chwalą go koledzy. Zdrowie jednak, jak w przypadku każdego z nas, czasami szwankuje. Sezon grypowy w minioną środę ostatnich dwóch panów zatrzymał w domach. Pierwsza, żelazna trójka tradycyjnie zasiadła jednak na trybunach – tym razem w Złotowie, gdzie na boisku Iskra Szydłowo spotkała się ze Spartą Złotów. Kto wygra?
Wiadomo, Iskra. Widzieliśmy, jak rozpoczęli sezon. To mocny, zgrany zespół. Chłopaki mają potencjał na trzecią ligę
– oceniają nasi rozmówcy. Ich prognozy? Sprawdziły się, choć spartanie poradzili sobie na boisku lepiej niż ci obstawiali. Wynik: 3:2 dla Szydłowa.
Kibice z Jastrowia do tych najcichszych nie należą.
Stadion jest po to, żeby sobie pokrzyczeć. Wesprzeć drużynę, a przy okazji wyrzucić z siebie nadmiar energii. To taka nasza terapia
– śmieje się Jan Saczuk. Panowie maksymalnie ją sobie wydłużają. Na trybunach zasiadają nie chwilę przed pierwszym gwizdkiem sędziego, a już pół godziny wcześniej, kiedy na murawie trwa jeszcze rozgrzewka.
Trzeba się przygotować do meczu, wczuć w klimat
– uzasadnia Zygmunt Kownacki. I dać sygnał zawodnikom, że kibice są, że zapewnią im doping. Ten nie ustaje
nieważne, czy drużyna wypada lepiej, czy gorzej. Bo dobry kibic to wierny kibic
– tak uważają nasi rozmówcy. Taki, który będzie krzyczeć wtedy kiedy jest dobrze i wtedy kiedy jest źle.
Zawodnicy są nam za to wdzięczni. Zdarza się, że dziękują za energię, której dodajemy im, dopingując
– słyszymy.
A serce, zdrowie?
Faktycznie, nerwy czasami ponoszą. Zwłaszcza w sytuacjach podbramkowych. Rzuty karne też są ekscytujące, ale nieco mniej, bo w 90% kończą się bramką, więc człowiek w pewnym sensie zna wynik sytuacji
Reklama
– wyjaśniają panowie, którzy w stadionowe szaleństwo „wpadli” jakieś pięć lat temu.
Zresztą, większe żeśmy w życiu stresy przechodzili
– uśmiechają się.
Właśnie, zapomnielibyśmy o sędziach... Ci też potrafią podnieść ciśnienie.
Zdarza się, że niesprawiedliwie sędziują, a wtedy im się od nas dostaje
– zaznaczają kibice.
Może nie często, ale bywa, że to oni wygrywają mecze, znają wynik jeszcze zanim piłkarze wyjdą z szatni
– jak się okazuje, podobne praktyki mają miejsce nie tylko w skali krajowej. A propos niej.
Reprezentacja Polski wreszcie dobrze stoi. Mamy topowych zawodników, na pewno wyjdziemy z grupy...
– na boisku zamieszanie pod bramką, więc na sekundę wątek się urywa.
Widzi Pani, było gorąco
– sytuacja z boiska jest potwierdzeniem wcześniejszych zapewnień o dobrej dyspozycji piłkarzy Iskry.
A ich rodzima Polonia?
Po kryzysie jest tam nieźle. Mają dwadzieścia pięć punktów, są na trzecim miejscu w tabeli. Wyprzedza ich Orkan Śmiłowo z trzydziestoma punktami, a na czele stoi Pogoń Łobżenica, która ma trzydzieści osiem punktów.
Reklama
Kiedy piłkarski sezon się kończy, jastrowianie nie pauzują.
Zimą jeździmy na mecze kobiecej siatkówki. Kibicujemy PTPS Piła
– tłumaczą. Jest coś jeszcze. Czarny sport, który pochłonął ich bez reszty.
Stałem się fanatykiem żużla
– Jan Saczuk nie boi się do tego przyznać.
A koszty? Karnet na speedway sporo kosztuje, wejścia na mecze piłkarskie co prawda nie są biletowane, ale trzeba na nie dojechać czasami kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę...
Robimy zrzutkę na paliwo i wszystko gra
– tłumaczą panowie.
Poza tym, jak jedziemy do Piły czy Szydłowa, to w Krępsku obowiązkowo robimy przystanek na obiad i kawę
– dodają. Słusznie. Głośny doping kosztuje przecież sporo energii.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze