Reklama

Teściowe z dystansem

25/12/2014 00:00
Niejedną sceniczną prostą w życiu pokonały. Sprintem zdobywały publiczność, jak rasowi długodystansowcy zaś od lat są jednym ze znaków rozpoznawczych Sypniewa. Morowe teściowe od trzech dekad bawią - nie tylko synowe i zięciów

Mąż z żoną oglądają horror. Nagle na ekranie pojawia się przerażająca, kobieca postać. Żona wystraszona krzyczy:
- O matko!
Mąż z sarkazmem:
- Poznałaś, co?

Wolne żarty!

W Sypniewie Morowe Teściowe znają wszyscy, dowcipów jednak nikt o nich nie opowiada. Okazuje się bowiem – a jednak! – że da się je lubić. Mało! I z przyjemnością słuchać, choć stereotyp mówi inaczej. Kto zatem dość ma swojej teściowej koniecznie powinien odwiedzić te z Sypniewa – gwarantujemy dobrą zabawę.

Realizm w czystej postaci

Morowe Teściowe to kawał historii. Pisanej od ponad trzech dekad, naszpikowanej smaczkami, humorem i, przede wszystkim, satysfakcją. Obustronną – panie z Sypniewa od początku swojej działalności, same dobrze się bawiąc, fundują rozrywkę publiczności. Nie tanią i bezrefleksyjną, a pełną wartości – również historycznych. Bo kto z Państwa wie, co to jest pierzawka? Morowe Teściowe mogą pokazać. W swoich inscenizacjach przypominają też m.in. o tradycji oczepin, obrazują obrzęd dożynkowy. To teraz, bo na początku grupa występująca pod nazwą Zespół Koła Gospodyń Wiejskich, działający przy Wiejskim Domu Kultury, stawiała głównie na przyśpiewki pisane folklorem. Ruch przyszedł później, a wraz z nim i wraz z jednym z najpopularniejszych i najweselszych skeczy ("Synowa i teściowa") - nowa nazwa. Morowe Teściowe odrzuciły monotonię i włączyły w swój program elementy kabaretowe. Uciekły od patetyczności, choć w ich repertuarze po dziś dzień znajduje się wiele pięknych, nostalgicznych piosenek.

•    Cicho ty synowo, nie wydzieraj gęby! Jak złapię kamienia, wybiję ci zęby! - śpiewała Genowefa Bzowska
•    Myślisz ty teściowa, że ja nie potrafię?! Jak złapię większego, w samą gębę trafię!- odpowiadała jej Danuta Bzowska

Teściowa (dziś tę rolę wzięła na siebie Jadwiga Łągwa) i synowa (wciąż Danuta Bzowska), dając z siebie na scenie wszystko, podbiły tymi kwestiami serca publiczności. Na pozytywny odbiór złożyły się jednak nie tylko zabawne dialogi, ale przede wszystkim autentyczność. Obie panie Bzowskie w życiu faktycznie łączy bowiem jeden mężczyzna – mąż pani Danuty i syn pani Gieni. I tyle, bo – jak się wszystkie śmiejemy – historia ze skeczu nie została z ich życia wzięta.
Emocje mają za to realny wymiar. W zasadzie można by rzec, że Morowe Teściowe są prawdziwe do szpiku kości. Podczas ich występów żaden z rekwizytów nigdy nie był made in China. Jak trzeba było klepać kosę – klepało się tę pożyczoną od gospodarza, widły i sierpy też były autentyczne. Tak samo stroje. Głównie ludowe, choć trzeba przyznać, że szaleństwa paniom z Sypniewa nie można odmówić. Jak trzeba było to, niczym kameleony, zmieniały przebranie. Żołnierki? Bardzo proszę! W końcu skecz o poborze do wojska nie mógł być kpiną (choć żartem – owszem). Był też gwizdek, właściwa jednostce dyscyplina i w końcu – sukces. Publiczności bardzo się podobało. Zadowoleni byli też piłkarze Zrywu Sypniewo, z którymi Morowe Teściowe, w sportowych strojach i piłkarskich getrach, świętowały pięćdziesięciolecie istnienia klubu.
Przy czym trzeba podkreślić, że na przestrzeni trzydziestu lat funkcjonowania panie nie zgubiły ducha zespołu. Ludowszczyzna zawsze była na pierwszym planie i to nigdy się nie zmieniło.

Samowystarczalne

Morowe Teściowe to najlepszy dowód na to, że kobiety świetnie dają sobie radę bez mężczyzn, nie oznacza to jednak, że zupełnie mogą się bez nich odejść. Co prawda o tym, by weszli w skład zespołu od początku nie było mowy, w niektórych inscenizacjach wspierali jednak panie. - Okazjonalnie – zaznaczają moje rozmówczynie. Dawniej – jak słyszę – zespół funkcjonował inaczej. - Miałyśmy piękne alty i soprany – zaznacza Gabriela Kupracz, była kierowniczka Morowych Teściowych. - Teraz mało która z pań jest w stanie zaśpiewać solowe partie – przyznaje nasza rozmówczyni, dodając, że zostały one ograniczone na rzecz śpiewu chóralnego. Są za to bardzo ciekawe głosy – mowa o barwach i o naleciałościach charakterystycznych kresowiakom.
- Zespół się zestarzał – przyznaje jedna z pań. Nieco przytłoczyły go też osobiste tragedie. Wiele z pań straciło bliskich, wiele zaczęło chorować, część odeszła, latami więc skład się wykruszał. Nie znaczy to jednak, że przyjaźnie zostały zerwane. Dowodem jest choćby listopadowe otwarcie wystawy fotografii pod nazwą "Morowe Teściowe dawniej i dziś", na którym stawiły się również byłe członkinie zespołu. Współtwórczynie sukcesu, bo trzeba zaznaczyć, że panie zachwycały w przeszłości nie tylko na lokalnym podwórku, ale i jurorów ogólnopolskich przeglądów i festiwali zespołów folklorystycznych.

Kopiuj-wklej

W końcówce lat `80 aż do połowy `90 Morowym Teściowym, nazywanym wówczas "czarnymi końmi", wiodło się bardzo dobrze. Działały prężnie i głowy miały pełne pomysłów, co przekładało się na sceniczne sukcesy. - Zespół z Brzeźnicy też był mocny. W wielu przeglądach wynik mógł być tylko jeden "albo one, albo my" – wspomina jedna z Teściowych. Zaznacza przy tym, że rywalizacja między nimi zawsze była zdrowa. Nie wszyscy grali jednak uczciwie. Jedna z inscenizacji (dożynkowa) tak się jednemu z konkurencyjnych zespołów spodobała, że ten bez pardonu ją skradł. - Nagrali nasz występ w przeglądzie, a potem nazwali swoim – opowiada Gabriela Kupracz. One nikogo nie kopiowały. Pomysły rodziły się podczas burzy mózgów. O dyskusję w damskim zespole nie było zresztą trudno – dziś moje rozmówczynie śmieją się na to wspomnienie. Nie raz kobieca natura dawała o sobie znać i trzeba było obrażoną przywoływać do porządku i ukracać humory. - Czasami się kłóciłyśmy, ale zawsze przychodziła zgoda – zaznacza jedna z pań. Najważniejsze, że było twórczo. Każda z Teściowych w innym domu się wychowała, różne więc historie i przyśpiewki zostały w ich głowach. Odkurzone nabrały blasku. Skarbnicą wiedzy była też biblioteka.

Głowa do góry

Morowe Teściowe, wyrosłe z lokalnej sceny, poznały smak występów przed dużą publicznością. Poznały też, co to stres – nie raz z emocji zasychało im w gardle. Sposób? Skupić się na swojej roli, zapomnieć o setkach wpatrzonych w siebie oczu. I najważniejsze – swoboda. Trzeba dać upust aktorskiemu zacięciu, które jest podstawą skeczy. Drugim z filarów jest pamięć – koniecznie niezawodna. Ćwiczona latami, pewnie, że czasami zawodzi, ale jest silna. Morowe teściowe co rusz prezentują mi kolejne ze swoich popisowych numerów.

Nie jest mi wesoło, niewesoło w niczym,
Oj losie, daj mi chłopa, bo już miesiąc styczeń!

Na co mi kapelusz, na co nowe buty,
Oj losie, daj mi chłopa, bo już miesiąc luty!

Może być i brzydki, może być i starzec,
Oj losie, daj mi chłopa miesiąc marzec!

[...]

Genialne.

Patrycja Kajewska


Pierwszy skład Morowych Teściowych:
Zofia Kupracz, Genowefa Mazur, Jadwiga Łągwa, Józefa Gniazdowska, Genowefa Bzowska, Irena Nowakowska, Kunegunda Bartosiak, Stefania Szydłowska, Irena Grajewska, Stefania Koguciuk, Danuta Bzowska, Genowefa Kucharczyk, Anna Bazylińska, Gabriela Kupracz, Bronisława Dyczkowska


[[reklama]]    
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości