Nauczyciele za ubiegły rok nie dostaną dodatków wyrównawczych. Pieniądze w gminnym budżecie by się znalazły, ale...
Jasiłek dopiął swego
Program naprawczy gminnej oświaty, zaproponowany przez byłego burmistrza Andrzeja Jasiłka, przyniósł rezultaty. Za 2012 rok nauczyciele otrzymają tylko 2,9 tys. zł dodatku wyrównawczego. W 2011 roku była to kwota około 350 tys. zł, chociaż pierwotne szacunki wskazywały, że będzie to ponad 600 tys. zł.
28 lutego 2012 roku radny Konrad Kopkiewicz na sesji rady miejskiej pytał burmistrza: – Kto w takim razie wyliczył, że będzie to aż sześćset tysięcy złotych, a to było między innymi powodem podjęcia programu naprawczego? Andrzej Jasiłek tłumaczył wówczas, że obliczeń dokonano w maju 2011 roku i faktycznie oscylowały one na poziomie 600 tys. zł. Tak było do września, kiedy okazało się, że część nauczycieli poszła na zwolnienia lekarskie, tym samym inni przejęli ich nadgodziny. Były to i tak największe dopłaty wyrównawcze dla nauczycieli w powiecie.
Są już wyliczenia za 2012 rok. Okazało się, że tym razem kwota dodatków wyrównawczych wyniesie tylko… 2,9 tys. zł i otrzymają ją tylko stażyści. Jak to się stało? [[reklama]] Kierowca załatwił wszystko
Burmistrz Mieczysław Rapta przyznał, że nie ze wszystkimi założeniami planu naprawczego zaproponowanego przez poprzednie władze gminy i uchwalonymi przez radę miejską się nie zgadzał. Akurat jeśli chodzi o zmniejszenie etatów w oświacie był za. Dzisiaj ma ten komfort, że nie musi szukać w budżecie pieniędzy na wypłatę dodatków wyrównawczych. – Na pewno miała na to wpływ likwidacja szkoły podstawowej w Pniewie. Do tej szkoły dopłacaliśmy najwięcej. Pozostałym dyrektorom placówek kazałem tak skonstruować arkusze organizacyjne, żeby niemal całkowicie zlikwidować dodatki. I muszę przyznać, że się to udało – chwali się burmistrz. Jego zdaniem dobrym pomysłem, chociaż przez niektórych tak ostro krytykowanym, było zatrudnienie drugiego kierowcy w Zakładzie Obsługi Placówek Oświaty, który dowozi dzieci z okolicznych wiosek na kółka zainteresowań do okoneckich czy lotyńskich szkół. To dało nadgodziny wielu nauczycielom, a tym samym pozbawiło ich dodatków wyrównawczych.
Koniec z płaceniem za nic
Dodatki wyrównawcze są mocno krytykowane. Zgodnie z prawem nauczyciel musiał zarobić tyle, ile wcześniej zagwarantowało mu państwo w Karcie Nauczyciela. Nawet jeśli pracował na pół etatu, na koniec roku musiał dostać takie wyrównanie, aby osiągnął poziom wynagrodzenia taki, jaki miał jego kolega, który pracował na pełnym etacie i miał dodatkowo jeszcze kilka nadgodzin. Samorządowcy uznali taki system za chory i społecznie nie do zaakceptowania, pewnie stąd brała się zmasowana krytyka pracowników oświaty. To też było powodem podjęcia wysiłków, aby kwoty te jak najbardziej zmniejszyć.
Czy to nie to samo, że nauczyciele dostaną dodatek wyrównawczy albo mają zapłacone za nadgodziny? Nie to samo, bo w tym drugim przypadku muszą je odpracować, a tak dostawali dodatek za… siedzenie w domu.
W ubiegłym roku nauczyciele przepracowali 11.458 nadgodzin.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze