W gronie znamienitych gości obchodów 40–lecia zabrakło przedstawiciela naszego samorządu. Szkoda, bo pośród 40 najważniejszych wydarzeń pilskiej centrali dwa miały ścisły związek z naszym miastem, a konkretnie z osobami trenerów Mariusza Ziatyka i Andrzeja Bednarka. Wyróżnienie PZPN podsumowało ponad 20–letni okres pracy Mariusza Ziatyka w związkowych strukturach, ale też niejako 30 lat pracy zawodowej pedagoga i nauczyciela. Warto też dodać, że w tym roku był on jedynym trenerem, do którego trafiło to honorowe wyróżnienie.
Doświadczony wuefista urodził się w Polnicy koło Człuchowa. Skończył technikum budowlane, ale na miejsce studiów wybrał już AWF w Gorzowie Wielkopolskim. Do Złotowa trafił, jak sam mówi, przez przypadek. W 1986 roku razem z małżonką Bogumiłą znaleźli ofertę mieszkania z możliwością podjęcia pracy właśnie w naszym mieście .
Mieliśmy 10 dni, żeby się spakować, przeprowadzić z Pyrzyc i od 1 września zacząć tutaj pracę w wymarzonym zawodzie
– Mariusz Ziatyk tak wspomina początki swej nauczycielskiej kariery. Najpierw pracował w „Dwójce”, z „Jedynką” związał się jakiś czas później. Poza pracą w szkole dodatkowe obowiązki znalazł w Sparcie Złotów, na początku prowadząc grupę naborową dziewcząt w piłce siatkowej. Przez trzy lata był też kierownikiem obiektów sportowych w OSiR. Szefował tam wtedy Eugeniusz Kachnowicz, ówczesny kierownik sekcji piłki nożnej kobiet. No i tak to się wszystko zaczęło...

Wśród nagrodzonych Złotą Odznaką Mariusz Ziatyk był jedynym trenerem
To była niesamowita przygoda dla dziewcząt i dla nas. Jako nauczyciel pracuję i z dziewczętami, i z chłopcami, ale kiedy dziewczyny decydują się coś trenować, angażują się zawsze na 100%, rzadziej coś symulują i chętniej poświęcają czas na zajęcia
– mówi o swych trenerskich spostrzeżeniach Mariusz Ziatyk. Zespół Rodło powstał w marcu 1987, a działalność zakończył w czerwcu 1996.
Dużo zależy od tego, kogo się na swojej drodze spotka. Mnie los zetknął z Januszem Patriakiem, który zaraził mnie piłką nożną kobiet. Namówił mnie do stworzenia żeńskiej drużyny. Zrobiliśmy nabór, rozwiesiliśmy ręcznie przygotowane plakaty z informacją i... ilość dziewcząt, które chciały się do sekcji zapisywać, przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Pierwsze zajęcia odbywały się w małej salce w „Dwójce”. Długo to nie trwało i kilka miesięcy później zgłosiliśmy drużynę Rodło Złotów do rozgrywek II ligi Wydziału Piłkarstwa Kobiecego z siedzibą w Sosnowcu. Najmłodsze piłkarki miały po 13 lat, najstarsze zaś koło 30. Treningi na powietrzu, jak i pierwsze mecze piłkarek odbywały się na stadionie przy ul. Wioślarskiej. Pracy było dużo, trenowaliśmy niemal codziennie i na efekty nie trzeba było długo czekać. W drugim sezonie o awans walczyliśmy z Nakłem. W drodze na mecz decydujący o awansie do I ligi posłuszeństwa odmówił klubowy autobus. Zawodniczki na spotkanie docierały autostopem (pierwszą połowę zaczynały w ósemkę). Ostatecznie wygraliśmy 4:1
Reklama
– wspomina trener Ziatyk.
W 1994 zdobyliśmy Puchar Polski (zwycięstwo z mistrzyniami Polski z Gliwic było niemałą sensacją), w 1995 zajęliśmy III miejsce w I lidze. Wspierało nas miasto, przedsiębiorcy, to był świetny okres, mieliśmy bardzo zdolne dziewczyny
– dodaje laureat honorowej nagrody PZPN. Dość powiedzieć, że w reprezentacji Polski zagrały: Beata Bąk, Dorota Adamczyk, Janina Stalka, Izabela Kachnowicz, Monika Kachnowicz, Katarzyna Łyjak, Hanna Serocka, Aneta Cienkosz. W młodzieżowej reprezentacji pojawiły się: Barbara Mir, Natalia Pisula, Anna Grochowska i Beata Świątkowska. Największą karierę zrobiła Hanna Serocka, która najpierw trafiła do Konina, a stamtąd do Frankfurtu nad Menem. Naturalną koleją rzeczy było to, że najlepsze zawodniczki stopniowo zaczęły szukać dla siebie perspektyw gdzie indziej. Drużyna spadła do II ligi i niebawem piłka pań całkiem zniknęła ze Złotowa. W mieście odrodziła się wtedy siatkówka i nie było środków na dwie drużyny grające na szczeblu centralnym.
Szkoda, że rozwiązano całą sekcję
– ubolewa Mariusz Ziatyk – oprócz seniorek trenowały też młodziczki, z którymi miałem III miejsce w Polsce i piłkarski narybek, też bardzo utalentowany, bo z maluchami zdobyliśmy Puchar im. Marka Wielgusa, czyli nieoficjalne Mistrzostwa Polski.
Brasil, Brasil, Brasil!!! – Makroregion odbywał się na dwutygodniowym obozie sportowym. Przez 10 lat w Rolniczaku sam zajmowałem się organizowaniem takich obozów...
Człowiek orkiestra – Nauczyciel z wyboru, trener z powołania, sprawdził się też jako szkoleniowiec kadry młodzieżowej – najpierw jako trener asystent, potem jako...
Praca z młodzieżą – Sukces w pracy z młodzieżą to głównie systematyczność, której sam od siebie wymagam i umiejętność przyciągnięcia do treningów...
Epitafium dla klas sportowych – Sukces, co oczywiste, w dużym stopniu zależy również od dobrej organizacji. W Złotowie przez wiele lat prężnie działały klasy sportowe...

Podczas gali 40–lecia uhonorowano także trenera Andrzeja Bednarka, m. in. za zwycięstwo w Turnieju im. M. Wielgusa w 2004 roku
Brasil, Brasil, Brasil!!!
Makroregion odbywał się na dwutygodniowym obozie sportowym. Przez 10 lat w Rolniczaku sam zajmowałem się organizowaniem takich obozów. Współpracowałem blisko z Lesławem Ćmikiewiczem, z Andrzejem Wiśniewskim. Na obozach często pojawiały się Orły Górskiego, prowadzili treningi, sędziowali mecze. W finale w 1996 roku w Zabrzu wygraliśmy 4:1, rozprawiając się z rywalkami z Gdyni [mecz był rozgrywany przed pojedynkiem męskich reprezentacji Polski i Niemiec, w którym nasi seniorzy ulegli 0:2 – red.]. W nagrodę obecny w Zabrzu wieloletni przewodniczący FIFA João Havelange zaprosił nas z dwutygodniową wizytą do swojej ojczystej Brazylii. Do boskiego Rio polecieliśmy po roku. Były treningi w ośrodku przygotowań brazylijskiej kadry, ale też obowiązkowe zwiedzanie i plażowanie na Copacabanie. Niesamowite przeżycie. W tych samych rozgrywkach, tylko z chłopakami, w 2000 roku finał przegraliśmy w karnych. W 2004 mistrzostwo z chłopakami zdobył natomiast Andrzej Bednarek. Ostatnia edycja Turnieju Wielgusa miała miejsce dwa lata temu, potem imprezę wchłonął Puchar Tymbarku
Reklama
– wspomina trener Ziatyk.
Nauczyciel z wyboru, trener z powołania, sprawdził się też jako szkoleniowiec kadry młodzieżowej – najpierw jako trener asystent, potem jako pierwszy trener.
Byłem kilka razy na młodzieżowych mistrzostwach Europy z trenerem Kopciem i Jaszczakiem. Fantastyczna przygoda, obozy w Wiśle, spotkania z Antonim Piechniczkiem, mecze z drużynami z sąsiednich państw... Największym sukcesem był dwumecz (zwycięstwo i remis) z Rosją, wtedy trzecią drużyną młodzieżowych mistrzostw Europy
Reklama
– wspomina trener, który przez wiele lat pracował też społecznie jako koordynator ds. młodzieży przy OZPN Piła.
W marcu 2016 zakończyłem współpracę w OZPN Piła. Jest już trójka wnuków, priorytety trochę mi się zmieniły
– uśmiecha się Mariusz Ziatyk.
Sukces w pracy z młodzieżą to głównie systematyczność, której sam od siebie wymagam i umiejętność przyciągnięcia do treningów. Wymagam oczywiście dyscypliny, ale staram się o partnerski kontakt z każdym z zawodników, bo najważniejszym ogniwem tego łańcucha jest w końcu dziecko. Naszym, trenerów zadaniem jest przygotowanie go do pójścia w świat
Reklama
– wyjaśnia wuefista „Jedynki”. A lista jego wychowanków, którzy swoje kariery rozwijają już gdzie indziej jest długa i imponująca: Paweł Buzała, Mateusz Chudziński, Marek Bianga, Grzegorz Grzebel, Marcin Ziatyk, Wojciech Golla, Kamil Czapla, Michał Fertikowski, Damian Buczek, Bartek Imosa, Olaf Bruski, Marcin Grabowski, Maksymilian Manikowski, Hubert Grabowski czy Miłosz Wódecki. W Sparcie prowadził seniorów (99–2000 awans do IV ligi), juniorów, trampkarzy i młodzików oraz orlików.
W miejscowości takiej jak ta, z taką a nie inną organizacją dużo bardziej satysfakcjonująca jest jednak praca z dziećmi. Seniorska piłka to już wielkie wyzwanie
Reklama
– wyznaje doświadczony trener. Wychowawca obecnego szkoleniowca Sparty Złotów Damiana Sudoła jest także zagorzałym kibicem sportowym.
Trzymam za Damiana kciuki. Życzyłbym sobie, żeby uczeń przerósł kiedyś mistrza
– dodaje na koniec.
Sukces, co oczywiste, w dużym stopniu zależy również od dobrej organizacji. W Złotowie przez wiele lat prężnie działały klasy sportowe. Wraz z ich końcem w pierwszej połowie lat 90. naszej młodzieży coraz ciężej osiągać sportowe sukcesy na szerszą skalę. Powraca się dziś do szkół sportowych, jako sprawdzonej i, co najważniejsze, przynoszącej wyniki metody. Ale nie u nas...
Czołówka nam ucieka. Jawnym przykładem na to, jak zostajemy w tyle był ostatni Turniej Mikołajkowy. Siatkówka jest wyjątkowo techniczną dyscypliną, a technikę trzeba systematycznie doskonalić. Jak od 17 lat przygotowujemy tę ogólnopolską imprezę zawsze byliśmy w czubie
– zaznacza Mariusz Ziatyk.
Wiadomo, wiele zależy od rocznika, ale wyniki mówią same za siebie. Wszystkie czołowe miejsca zajęły zespoły oparte na klasach sportowych. W siatkówce ciężko nam się przebić w rejonie, bo zawsze na drodze stają zespoły z Piły, co wymowne, oparte właśnie na zawodniczkach SMS–ów [Szkoły Mistrzostwa Sportowego – red.]. U nas dodatkowa praca odbywa się na zajęciach pozalekcyjnych. Trzeba zapłacić za halę, przynajmniej dwa razy w tygodniu, a to już nie jest sport tylko rekreacja. Na nieobowiązkowe zajęcia nie wszystkie dzieci przyjdą, bo mogą pójść na angielski, do szkoły tańca czy na lekcje muzyki. W klasach sportowych jest 10 godzin zajęć z w–fu, frekwencja jest bliska stu procent, a czas poświęca się głównie jednej dyscyplinie, nie zapominając o ogólnym rozwoju dziecka. I to jest prawdziwa recepta na sukces
– wyjaśnia Mariusz Ziatyk.
Rozmawiał Leszek Chełmowski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze