Reklama

Truskawkowy saksofon

15/02/2016 17:15
Najzacieklej rywalizują perkusiści. To wręcz walka o pałeczki. Żarty? Na tej imprezie jak najbardziej – gdy nie możesz dmuchać, przyczyną może być naciągnięta na ustnik prezerwatywa

W sobotni wieczór gości Domu Polskiego ponownie bawili weterani. Impreza pod hasłem „Pogrywanie – pograj z nami weteranie” odbyła się tutaj już po raz czternasty. Pomysł cyklicznego organizowania oryginalnych chałtur w starym stylu rzucili kiedyś członkowie kapeli Rypcium Pypcium. Jak pokazały kolejne lata, pomysł doskonały. Bywały lata, że na pogrywaniu występowało blisko czterdziestu wykonawców. Impreza zawsze cieszy się wielkim powodzeniem publiczności, która często z dużym wyprzedzeniem rezerwuje bilety.

Sympatyczne pretensje

Na tych chałturach grają weterani scen regionu sprzed lat, ale też wciąż aktywni muzycy. Tutaj nie doświadczysz perfekcyjnej muzyki odtwarzanej dzięki komputerom. – Ludzie osłuchani z dzisiejszą muzyką, gdzie wszystko jest wycyzelowane co do nuty, mogą mieć trochę dziwne wrażenia – mówi Henryk Szopiński z Domu Polskiego. Fałsze są więc integralną częścią tej zabawy. – Czasami ludzie pobuczą, ale to raczej z sympatią - przyznaje Szopiński. – Rzadko się to zdarzało. Zresztą mnie to nie przeszkadza. Wspaniała impreza – mówi jeden z weteranów, Zygmunt Weinstock, bardziej zwracając uwagę na fakt rywalizacji między grającymi o miejsce na scenie. – To jedna z nielicznych tego typu imprez w regionie. Owszem, są jakieś noce chałturników, ale chyba tylko w Zakrzewie jest tak, że publiczność kupuje bilety i chce się bawić – mówi Szopiński. Być na tej imprezie i móc zagrać dla publiki wiele znaczy dla tych, którzy nie są już czynnymi muzykami. – Słyszałem już nie raz sympatyczne pretensje od muzyków, że sobie nie pograli – Szopiński mówi o wspomnianej „walce” o miejsce na scenie. – Zwłaszcza, jak kielicha wypiją, wspomnienia wracają, udziela się sceniczna adrenalina. Tym bardziej, że jest publiczność, która to ocenia – dodaje. Najzacieklej o swoje zabiegają perkusiści, których akurat w tym roku było wyjątkowo mniej. – Zawsze jest walka o pałeczki – Szopiński opisuje ze śmiechem poprzednie lata. Kto z weteranów gra na perkusji? Chociażby Zenon Nowakiewicz, Sebastian Brzeziński czy Krzysztof Wilk. Właśnie tego ostatniego w tym roku nie było. – Dzisiaj będzie więcej okazji do pogrania – mówił nam w sobotni wieczór Nowakiewicz, który był w Domu Polskim pomimo zdrowotnych problemów.

Reklama

Trans nie do przeskoczenia

Zapewne nie każdemu muzyka grana na „Pogrywaniu” przypadłaby do gustu. – To w końcu występy na żywo, pełna improwizacja – przyznaje jeden z seniorów w tym gronie, Edwin Pioch, tradycyjnie zachęcając do zażycia tabaki. – To bierze się też z tego, że kiedyś ci muzykanci autentycznie grali, nie było urządzeń jak dzisiaj, gdzie wciska się guziki i leci – porównuje Szopiński, wspominając czasy, gdy na scenach dominowały wyłącznie polskie przeboje. Zachodnie na dobre przyszły dopiero po ustrojowym przełomie.

Ze względu na wspomnianą „walkę” o sceniczną miejscówkę organizatorzy od jakiegoś czasu zastanawiają się nad wprowadzeniem harmonogramu. Dzielenia wykonawców na małe składy i naprzemienne występy. – Taki plan mieliśmy już w przeszłości, ale to nigdy nie wychodziło, bo jak muzykanci poczuli wenę, wchodzili w trans i były z tego nici – śmieje się organizator imprezy.

Reklama

Gumą albo prądem

Stąd zapewne osobną historią tych wieczorków tanecznych są osobliwe żarty. Przez lata był ich ogrom, a najlepsze na długo zapadają w pamięć. Jakieś dwa lub trzy lata temu jeden z perkusistów wściekał się na lekkie kopnięcia w zadek. Okazało się, że młodsi koledzy zadbali o niewielkie napięcie przy instrumencie. – Nic o tym nie wiem – Szopiński ze śmiechem reaguje na to wspomnienie. Andrzeja Rosińskiego, który doświadczył „łaskotania”, w tym roku również nie było w Zakrzewie. Inna historia ma nawet zabarwienie erotyczne. Akurat zabrakło światła, weterani grali przy świecach. To był idealny moment dla starszych wiekiem, którzy przed laty zwyczajni byli do grania w surowych warunkach, choćby bez nagłośnienia. – Chłopy, teraz wy – padło hasło. I szybka odpowiedź: Joo, my to zrobim. Zaczynają, ale dmuchanie w saksofon nie idzie. – Ej, truskawki jakieś!? – stwierdził zdziwiony muzykant. Po chwili zorientował się, że przepływ powietrza zablokowała prezerwatywa.

W ostatnią sobotę aż tak oryginalnych żartów nie było, ale udana zabawa jak najbardziej. Wśród zaproszonych weteranów grali: Arkadiusz Aleksiewicz, Sebastian Brzeziński, Bogusław Gabriel, Stanisław Justyna, Edmund Kloska, Rafał Kloska, Robert Konnek, Dariusz Liponoga, Jacek Maślanik, Mariusz Michowski, Zenon Nowakiewicz, Andrzej Olko, Edwin Pioch, Eugeniusz Polak, Marek Słodkiewicz, Kazimierz Szopiński, Zygmunt Weinstock, Eugeniusz Zawada, Andrzej Sypuła, Grzegorz Sypuła, Krzysztof Waldowski, Zbigniew Bigos, Jakub Massel i damski rodzynek w męskim gronie Małgorzata Sypuła. Oprócz tej ponad dwudziestki wykonawców w sali Domu Polskiego bawiła się ponad setka gości. Za rok zainteresowanie będzie zapewne równie duże, bo „Pogrywaniu” przypadnie przecież mały jubileusz.

Reklama

Więcej zdjęć zobaczysz w galerii:

[[gal=12788]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości