Reklama

Trzeba być trochę wariatem - o prowadzeniu "Jedności" Zakrzewo mówi E. Barabasz

27/02/2018 12:00
Miał rzucić „Jedność” Zakrzewo kilka lat temu, a dziś myśli o organizacji 100-lecia klubu. Marzy mu się jeden silny klub w gminie i większe pieniądze na sport. – Czekam na dobre zmiany po najbliższych wyborach samorządowych – mówi Eugeniusz Barabasz

Kiedy Pan rzuci w cholerę ten klub?

Parę pomysłów na to już miałem. Nie udało się i teraz koledzy śmieją się, że zmienią statut klubu i wpiszą mi do niego dożywotnią prezesurę, jak w Korei Północnej. Zapewniam, że tak nie będzie. Zresztą robię wszystko, by do zarządu wchodzili młodzi ludzie. Jest nas czterech około 60-tki ( Wiktor Kaaz, Zygmunt Gappa, Jan Wojciechowski), jest Darek Wojtasik i kilka osób około 30-tki. Dawid Sierechan jest moim zastępcą. Łukasz Doroszuk jest kierownikiem drużyny seniorów. A Wojciech Banach pełni funkcję sekretarza.

Pytam o rezygnację, bo kilka lat temu jako zarząd postawiliście sprawę na ostrzu noża: albo gmina daje więcej pieniędzy, albo rezygnujecie z prowadzenia „Jedności”.

Było ostro, bo też pieniędzy dostaliśmy mniej niż rok wcześniej. Zastanawialiśmy się co robić - szkolić piłkarzy, czy tylko trawę na boisku kosić? Może wójt się wystraszył, a może go przekonałem (mieliśmy kilka spotkań) i w kolejnym roku pieniędzy było trochę więcej. Niestety w materii sportowej wójt nie czuje się zbyt mocno. Co niektórzy radni też nie rozumieją jakie klub musi spełnić wymogi grając w strukturach PZPN-u. Sport na naszym poziomie jest w 100% amatorski, ale amatorszczyzna w sporcie skończyła się dawno temu.

Reklama

20 lat prowadzi Pan tę „Jedność”, pewnie ma Pan z tego niezłe korzyści, tak myśli wiele osób.


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 94% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Pytanie powinno brzmieć ile w nią wkładam. Na jednym zebraniu ktoś się wychylił i rzucił kwotę, co moja żona przeczytała w gazecie i później miałem hecę. W takie kluby wkłada się nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim swój wolny czas. Sam lubię usiąść na kosiarkę i kosić boisko, mogę wtedy wiele spraw przemyśleć. Mogę poświęcić czas dla klubu, bo sam jestem sobie szefem, nie muszę być w firmie od 7 do 15.

Gdyby Pan wyliczył ile przez te dwie dekady włożył w „Jedność” to by było…

Kilkadziesiąt tysięcy złotych spokojnie.

Dlaczego Pan się tak poświęcił temu klubowi?

Nie nazywam tego poświęceniem. Mam satysfakcję, że coś robię i widać tego efekty. Proszę spojrzeć na nasz stadion i zaplecze, mamy czym się pochwalić. Poza tym ta działalność to możliwość spotkania z kolegami. Kiedyś, gdy przyjeżdżała do nas Krajenka czy Tarnówka, to była duża szansa na bitkę po meczu. A dziś to są spokojne spotkania przy kawie.

Reklama

Prezesem został Pan po Edmundzie Bindku, w 1998 roku, w czasie gdy piłka bardzo się zmieniała.

Mam rodzinę we Francji. Gdy zobaczyłem jak tam wyglądają obiekty i szkolenie, to wiedziałem, że mamy wiele do zrobienia. U nas można było usiąść i się rozpłakać. Przede wszystkim mam na myśli infrastrukturę klubową, bo piłkarzom nigdy nie można było odmówić sportowej ambicji.

Objął Pan „Jedność” ze względu na szok, który przeżył na Zachodzie?

Mieliśmy z chłopakami kilka spotkań „Pod Sosną”, bo wiedzieliśmy, że z inicjatywą nie wyjdzie przecież wójt, że życie tego klubu zależy od nas. W tym czasie zmieniały się przepisy dotyczące organizacji sportu kwalifikowanego, ale też infrastruktury: szatni, toalet, ogrodzenia obiektu. No i znalazł się taki jeden nawiedzony jak ja, który chciał klub wprowadzić w nowe czasy.

Reklama

Jak na to nagłe „nawiedzenie” zareagowała Pańska małżonka?

Żona dopóki nie działała w Kole Gospodyń Wiejskich, to mnie nie rozumiała i psioczyła. A teraz widzi, że chcąc działać społecznie trzeba poświęcić swój prywatny czas.

Dziś wiele podejmowanych działań klub opiera na pracy społecznej swoich członków.

Tak jest o połowę taniej. Gmina np. daje nam materiał, ale mówi: zróbcie. I robimy, choć naszym zadaniem jest szkolenie zawodników, a nie bycie ekipą remontowo-budowlaną. Pogadałem jednak z chłopakami, że to w naszym interesie i działamy.

Mówi Pan w liczbie mnogiej, ale zaznaczmy, że w ostatnim walnym zebraniu klubu uczestniczyło ledwie kilku zawodników. Przecież dla nich to wszystko.

Poniekąd ich rozumiem, bo mają pracę, studia, nie mają czasu.

Bez przesady, zebranie planujecie zawsze na piątek. Raz w roku…

Zgadza się, ale ciężko z młodymi dyskutować i przedstawiać im kwoty. Oni chcą dostać buty, stroje i grać. Reszta ich nie obchodzi.

Reklama

Pochodzi Pan ze Złotowa. Jak trafił Pan do Zakrzewa?

Za pracą. Skończyłem „Rolniczak”, odbyłem staż w pegeerze z Złotowie, a potem trafiłem w kamasze. Po wyjściu do cywila znajoma podpowiedziała, że w Zakrzewie szukają kogoś do Spółdzielni Kółek Rolniczych. Miałem dobry dojazd, pociągiem lub autobusem, więc się zdecydowałem. To był rok 1978. Kierownik jednak wziął mnie w samochód i zawiózł do Śmiardowa Złotowskiego, gdzie były obory. Zostałem tam zootechnikiem, studiów wtedy nie trzeba było mieć, a absolwenci „Rolniczaka” byli rozchwytywani.

Miał Pan dostać tam mieszkanie.

Tak, ale jak to za komuny, niby budowali, ale przez pół roku mury urosły może o metr. Wtedy zgarnął mnie śp. już prezes Skrentny z Górznej. Od poniedziałku miałem być u niego magazynierem. Dał mi mieszkanie, przeniosłem się. Na pół roku, bo po tym czasie wicedyrektor SKR Zakrzewo poinformowała mnie, że mieszkanie dla mnie w Śm. Złotowskim jest gotowe. Piękny czas – do pracy blisko, na ryby blisko, na grzyby.
Po kilku latach jednak nowy dyrektor wysłał mnie do pracy w wylęgarni. Taki nakaz, a ja nie wiedziałem nawet gdzie ta wylęgarnia jest.

Reklama

A była za kościołem, przez blisko 30 lat.

Panie pracowały tam w fartuszkach, było czysto i ciepło. Lęgliśmy tylko kaczki, w które zaopatrywaliśmy całe województwo pilskie. Zarobki, w porównaniu do pegeerów, mieliśmy bardzo dobre. Kierownikiem wylęgarni byłem do upadku eskaeru.

Wówczas zrodził się pomysł na własny biznes.

Wziąłem kredyt i od syndyka kupiłem budynki gospodarcze w Drożyskach Wielkich. Wielu moich znajomych robiło w tym czasie to samo. Znałem rynek, miałem kontakty, ale w uruchomienie zakładu musiałem włożyć masę pieniędzy. Lata 90-te były kiepskie, nie było koniunktury. Odżyłem, tak jak rolnicy, po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Kto przetrzymał lata 90-te, ten był na plusie.

Reklama

Czyli biznes zawdzięcza Pan nakazowi pracy.

To był fuks, szczęście. Choć żyłkę biznesmena miałem już w szkole średniej, bo jako rodzinny zespół muzyczny graliśmy na imprezach. Grałem ja, moi dwaj bracia, ojciec i różni koledzy.

Dlaczego nie jest Pan radnym? Będąc w radzie gminy miałby Pan większy wpływ na przyznawanie pieniędzy na sport.

Nie mam czasu. Zostać radnym i nie uczestniczyć w komisjach, to mijałoby się z celem. Mógłbym mieć dylemat, czy kosić boisko, bo jutro ma padać, czy iść na sesję. Powiem wprost, że czekam na zmianę w samorządzie. W ubiegłym roku na sport w gminie było 67 tys. zł, a w tym 60 tys. złotych. To idzie w złym kierunku.

Może nie traktują was poważnie, bo nie spełniliście zapowiedzi o tym, że jako zarząd „Jedności” rzucicie swoje funkcje.

Będziemy o pewnych rzeczach mówić podczas walnego, które odbędzie się 23 lutego. Złożymy pewne propozycje do przemyślenia – dla przyszłego wójta i radnych. Mamy też wizję funkcjonowania klubu i sportu w gminie.

Reklama

Myśli Pan o budowie miejsc noclegowych nad siedzibą klubu?

W kompleksie mamy boiska, szatnie, Orlika, halę, powstaje promenada. To wszystko powinno być spięte i wraz z miejscami noclegowymi stanowić jedną całość. Z tym, że my jako klub nie mamy pieniędzy i nawet nie możemy robić takich inwestycji. Zwłaszcza, że mówimy o dużych pieniądzach.

Uważa Pan, że małe kluby, które działają w Starej Wiśniewce czy Czernicach tylko zabierają „Jedności” pieniądze. Powiedział Pan tak podczas jednego ze spotkań w gminie.

Nie tyle one zabierają, ale pieniądze przeznaczone przez gminę na sport ulegają zmniejszeniu.

Marzy się Panu jeden silny klub reprezentujący gminę Zakrzewo?

Tak jak to jest w Tarnówce. Co to za problem dojechać z Kujana czy Wiśniewki do Zakrzewa? Rozumiem ambicje działaczy w tych wsiach, ale w gminie Złotów kluby dostają znacznie mniej pieniędzy niż te nasze i żyją.
Poza tym trzeba odróżnić całoroczną działalność klubu od jedno- czy dwudniowych turniejów, które pochłaniają duże pieniądze. Teraz na międzynarodowy turniej gmina daje 5 tys. złotych. My na turniej z okazji 90-lecia klubu, w którym brało udział około 100 chłopaków, otrzymaliśmy z gminy 1000 zł.  My w ubiegłym roku wnioskowaliśmy o 38 tys. zł, dostaliśmy 35 tys. zł. Na ten rok chcieliśmy 38 660, dostaliśmy 32,5 tys. złotych. Tak to nie może funkcjonować. Stowarzyszenie „Gimzak” z którym ściśle współpracujemy prowadzi szkolenie piłkarskie dzieci od 7 roku życia. Jest to szkolenie systematycznie prowadzone przez kwalifikowanych trenerów. Rocznik najstarszy tzn. 12-13 latkowie, zaczynają grać jako młodzicy w naszym klubie co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Jeżeli my ich nie obejmiemy dalszym szkoleniem, to ambitni rodzice będą ich wozić do szkółek piłkarskich w innych miejscowościach.

Reklama

Mimo to tak Pan kocha piłkę i „Jedność”, że nie może się z nimi rozstać.

To jest miłość utopijna. Sam nie miałem kiedyś możliwości grania w piłkę, bo w młodych latach w weekendy grałem na weselach. Swego czasu jednak żyłem złotowskim sportem. Mieszkałem na ulicy Bohaterów Westerplatte, więc gdy z braćmi wychodziliśmy rano w niedzielę do kościoła, to wracaliśmy wieczorem. Tyle się w „Sparcie” działo. Dlatego przeważnie nie dochodziliśmy dalej jak do al. Mickiewicza...

Za sześć lat „Jedność” obchodzić będzie stulecie istnienia. Wytrwa Pan na stanowisku do tego czasu?

Myślę, że tak. Mamy jeszcze 6 lat do tego Jubileuszu. W ciągu tego czasu może się wiele wydarzyć.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dawid - niezalogowany 2018-02-28 14:46:41

    Co chcesz od iskry. Przynajmniej coś ostatnio wygrali. Chłopaki z krulewskiej wsi i tak by zjechali Jedność na boisku.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    asdads - niezalogowany 2018-02-28 11:52:38

    ale dojebałes z tą iskrą xDDD

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Zrzeszony - niezalogowany 2018-02-27 18:14:39

    Mówisz o tej amatorskiej lidze gdzie może grać jeden zrzeszony.... brawo Ty

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości