Reklama

Trzeba dać coś od siebie

03/10/2013 09:12
Zapisanie się do bazy dawców szpiku kostnego to jedno, ale uczynienie kolejnego kroku, gdy okazuje się, że faktycznie można pomóc, to drugie. Jak postąpić właściwie? Wątpliwości nie miał ks. Piotr Gałązka MSF z Górki Klasztornej

Akcja zapisu do bazy dawców szpiku kostnego fundacji DKMS odbyła się 16 grudnia ubiegłego roku w łobżenickim gimnazjum. W gronie 85 zapisanych wówczas osób znaleźli się także góreccy misjonarze. Z początkiem sierpnia do ks. Piotra Gałązki zadzwonił telefon z siedziby fundacji z Warszawy. Okazało się, że może stać się dawcą szpiku kostnego.

Decyzja była prosta
- Poinformowano mnie, że jest pacjent, z którym mam podobną zgodność komórek macierzystych. Zapytano, czy nadal jestem chętny do tego, aby stać się dawcą szpiku kostnego – wspomina ks. Piotr. Choć przez moment pojawił się w nim pewien niepokój, a serce mocniej zabiło, nie trwało to jednak długo. – Jak powiedziało się „a”, to trzeba powiedzieć „b”. Pomyślałem sobie, że to może być dobra chwila by, tym bardziej jako kapłan, dać komuś innemu coś od siebie. Po prostu pomóc – mówi ks. Piotr. Pierwszym etapem, po długiej telefonicznej rozmowie i wypełnieniu ankiety, było pobranie krwi do badań. To obyło się w łobżenickim ośrodku zdrowia. Kurier dowiózł specjalny zestaw próbówek i jeszcze tego samego dnia krew wyruszyła na badania, do dwóch niezależnych klinik. Jeśli po analizie próbek okaże się, że ksiądz faktycznie może być dawcą szpiku, jego pobranie odbywa się w dwóch klinikach w Polsce: w Gliwicach i w Warszawie. Cały proces – od pierwszego telefonu z fundacji do zabiegu trwa około 3 miesięcy. Końcowy etap to kompleksowe badania w jednej z klinik oraz przygotowanie dawcy do pobrania szpiku poprzez pięciodniowe podawanie leku, który sprawia, że organizm zaczyna produkować więcej komórek macierzystych. O tym, jaką metodą następuje pobranie, decyduje  lekarz prowadzący po rozmowie z pacjentem. Od metody uzależniona jest też długość pobytu w szpitalu. Od dwóch do czterech dni. – Ja wyraziłem zgodę na obie metody, bo skoro już tyle się zrobiło, to nie powinno się z tego wycofywać. Czekam teraz na telefon z potwierdzeniem, czy zgodność komórek macierzystych jest na tyle wysoka, że mogę być dawcą – stwierdza ks. Piotr, który zachęca do tego, by znaleźć w sobie pokłady empatii i starać się pomóc chorym i cierpiącym ludziom.

[[reklama]]

To jeszcze nie koniec
Inicjatorką akcji włączania się do bazy potencjalnych dawców szpiku kostnego jest radna Monika Tadych, która nadal stara się zachęcić do swojego pomysłu mieszkańców gminy. Dlaczego postanowiła podjąć się tego wyzwania? – Lubię pomagać innym – odpowiada krótko. Dodaje też, że „Dzień dawcy” to czas, gdy wielu osobom może być łatwiej podjąć decyzję o zapisaniu się do bazy DKMS. Nie muszą wyjeżdżać nigdzie daleko, nie muszą przechodzić skomplikowanych badań. Jest to też okazja, by rozwiać często mylny obraz tego, jak współczesna medycyna pobiera szpik kostny. – Wielu osobom od razu kojarzy się to z potężną igłą wbijaną w kręgosłup, gdy, jeśli coś pójdzie nie tak, będziemy sparaliżowani do końca życia. Tymczasem często jest to po prostu pobór krwi lub, w nieco bardziej skomplikowanych sytuacjach, pobranie szpiku z talerza kości biodrowej. To jednak też nie niesie za sobą konsekwencji dla naszego zdrowia – mówi. M. Tadych. Z pewnością w ciągu kilku kolejnych miesięcy możemy się spodziewać następnych możliwości zapisu. Ostatnia z nich była 10 września, podczas zbiórki krwi zorganizowanej przez Stowarzyszenie „Kwadrat” przy GCK w Łobżenicy.

Sz. Chwaliszewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości