Reklama

Trzeba się szanować - tak Krzysztof Żelichowski argumentuje decyzję o rezygnacji z członkostwa w klu

31/05/2018 18:00
Klub opuścił jeden z jego najwierniejszych członków. Czy rezygnacja przewodniczącego Rady Miejskiej Złotowa spowoduje kolejne rozłamy w grupie? Z K. Żelichowskim rozmawia P. Steffen

Krzysztof Żelichowski zrezygnował z członkostwa w klubie w ubiegły wtorek.

„Jednocześnie informuję, że oddaję się do dyspozycji Członków Klubu w kwestii dalszego pełnienia funkcji przewodniczącego Rady Miejskiej w Złotowie. Jeśli Członkowie Klubu wycofają swoją rekomendację dla pełnionej przeze mnie funkcji przewodniczącego rady, niezwłocznie z niej zrezygnuję”

- zakomunikował Alicji Andrzejewskiej, dziękując jednocześnie byłym i obecnym członkom klubu za kilkanaście lat współpracy.

Nasza rozmowa miała miejsce w czwartek rano. Tego samego dnia wieczorem odbyło się spotkanie klubu „Zadbajmy o Złotów”, po którym w piątek rano Krzysztof Żelichowski zakomunikował, że rezygnuje z funkcji przewodniczącego Rady Miejskiej w Złotowie. Nie uzasadnił swojej decyzji. Wniosek o rezygnację z funkcji przewodniczącego rady ma złożyć na najbliższej sesji.

Reklama

***

Dużo odebrał Pan telefonów z pytaniami o powody decyzji o wystąpieniu z klubu?

Kilka. Zapanowało zaskoczenie. Prawda jest jednak taka, że zastanawiałem się nad tym od jakiegoś czasu. Można powiedzieć, że nawet od kilku miesięcy rozważałem, czy nie wystartować w wyborach z własnego komitetu.

Dlaczego?

To wynikało z pewnego psychicznego zmęczenia, można powiedzieć wypalenia. Za dużo było w ostatnim czasie rzeczy, w których w klubie nie zawsze była zgoda. Niezależnie już nawet od sytuacji z prawyborami. To moje zmęczenie wynikało również z napięcia, jakie jest od długiego czasu między mną, jako przewodniczący rady, a burmistrzem. Inaczej wyobrażałem sobie tę współpracę na początku kadencji. Dlatego już jakiś czas temu podjąłem decyzję również taką, że w przyszłej kadencji, oczywiście jeśli mieszkańcy wybiorą mnie na radnego, nie będę przewodniczącym rady miejskiej. Niezależnie od tego, czy zostałbym w klubie „Zadbajmy o Złotów”, czy też nie.

Reklama

Klubowe decyzje nie były do końca zgodne z Pana przekonaniami i sumieniem?


Pozostało jeszcze 92% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

Klub składa się z kilkunastu osób, każdy ma swoje przemyślenia. Ilu ludzi, tyle pomysłów, ale jeżeli już należy się do klubu, podpisało się deklarację, to trzeba być w tym konsekwentnym. Dlatego staraliśmy się iść razem i wspólnie mówić o tym, co nas boli. O swoich prywatnych przemyśleniach rozmawialiśmy właściwie tylko w klubie, a nie na zewnątrz i to też trochę mi przeszkadzało.

Pana rezygnacja może zostać odebrana przez mieszkańców w taki sposób, że w tym kilkuletnim już konflikcie między burmistrzem a radnymi z klubu „Zadbajmy o Złotów” Adam Pulit jeśli nie miał, to przynajmniej miewał rację, przynajmniej w niektórych sytuacjach.

Nie. Żeby sprawa była jasna: nadal nie popieram tego, co robi burmistrz. To jest zupełnie inna bajka. Już kiedyś powiedziałem, że z burmistrzem jest mi nie po drodze i to podtrzymuję. Nie tędy droga. Burmistrz powinien wyznaczać kierunki i próbować porozumieć się z radą, a nie na siłę forsować swoje wizje.

Reklama

W oświadczeniu, które przedłożył Pan przewodniczącej klubu, za przyczynę rezygnacji wskazał Pan sytuację związaną z prawyborami.

To była przysłowiowa kropla, która przepełniła czarę goryczy. Spotykaliśmy się dosyć często w ostatnich miesiącach, tymczasem ostatnie tygodnie to kompletne zamieszanie. Wolę startowania na burmistrza zgłosił pan Jaskólski, który później się wycofał. Po tym sytuacja z Mariolą Wegner, która także się wycofała i zastąpił ją pan Maksimczyk. Zupełnie na początku była też sytuacja z konferencją prasową klubu i pismem skierowanym do jednego z lokalnych portali. Więcej było z tego szkody niż pożytku. Od początku mówiłem, że jeśli nie mamy konkretnej, wyrazistej osoby chcącej ubiegać się o fotel burmistrza, lepiej wystartować do wyborów jako klub bez kandydata.

Już sama formuła przeprowadzenia prawyborów była dowodem tego, że klub tak naprawdę nie ma ciekawej alternatywy, a wewnętrzny wybór to wcale nie efekt nadmiaru kandydatów, a konieczność wynikająca z tego, że nie mamy nikogo konkretnego?

Ciężko zdecydować się komuś na kandydowanie na burmistrza czy wójta przy takich ograniczeniach, jakie obecnie mają być wprowadzone choćby w kontekście dwóch kadencji, a teraz zarobków. Dla mnie to jedno, wielkie nieporozumienie.

Reklama

Jest Pan jednym z najstarszych stażem członków klubu.

Od dwunastu lat jestem w klubie. Uważam, że zrobiliśmy dużo dobrego dla miasta. Jasne, zawsze były tarcia, różne inwestycje różnie mogły się potoczyć, mogły być inaczej zrobione, ale zasadniczy cel zawsze był ten sam: działać dla dobra mieszkańców i bardzo wiele spraw udało się dokonać. Tyle że chciałbym mieć już psychiczny spokój, że to co robię jest wyłącznie moją decyzją. Jeśli klub będzie miał ciekawe inicjatywy, zawsze je poprę.

To co działo się w ostatnich tygodniach nie potwierdza, że w klubie panuje prawdziwa demokracja. Wielu członków nie wiedziało, jakie zapadają decyzje, o pewnych faktach dowiadywali się już po czasie, nawet z lokalnych mediów.

Nie chcę wyciągać takich spraw przy okazji tej rozmowy. Faktem jest natomiast, że ostatnimi czasy coś najzwyczajniej pękło. W poniedziałek było spotkanie, na którym wewnętrznie głosowaliśmy i decydowaliśmy, kto wystartuje na burmistrza. Skoro wygrała to Mariola Wegner, która zadeklarowała, że w stu procentach wystartuje na burmistrza, wydaje mi się, że to powinno zostać zaakceptowane. Nawet jeśli miałoby dojść do zmiany, powinni o tym decydować wszyscy. Tymczasem po czterech dniach dochodzi do zmiany decyzji w okolicznościach, o których wielu członków klubu nic nie wie. Osobiście nie podjąłbym tej decyzji w taki sposób.

Reklama

Co Pan poczuł, gdy dowiedział się o tej zmianie?

Złość. Na całą sytuację. Przyszedł pan Jaskólski – odszedł, wybraliśmy Mariolę – zrezygnowała… Fakt, pan Maksimczyk też miał poparcie w klubie, tylko sposób załatwienia tej sprawy bardzo mi się nie podobał.

Gdy koledzy i koleżanki dzwonili z pytaniami o przyczyny Pana decyzji, wyrozumiale podeszli do wyjaśnień?

Z większością będę miał okazję porozmawiać dopiero podczas posiedzenia klubu, mam nadzieję, że zrozumieją moje stanowisko. Tym bardziej, że ja nie zmieniam poglądów, zapatrywań na sprawy miasta.

Jest możliwe, że klub przekona Pana do zmiany stanowiska?

Nie. To ostateczna decyzja. Nie ma już dla mnie powrotu do klubu, w najbliższych wyborach najprawdopodobniej wystartuję jako niezależny kandydat.

Reklama

Dotychczas w swoim okręgu wygrywał Pan dość zdecydowanie – ta zmiana obniży poparcie w zbliżających się wyborach?

To od ludzi zależy, mam nadzieję, że dla nich nie będzie to miało znaczenia. Nie zmieniam sposobu postrzegania miasta. Wyszedłem jedynie z założenia, że jeśli ma się wątpliwości, trzeba się szanować i nie można ustępować.

Obawia się Pan, że Pańska decyzja osłabi klub, bo zadziała efekt domina i odejdą kolejni członkowie?

Biorę pod uwagę ewentualność, że w najbliższej przyszłości coś może się wydarzyć.

Klub może się rozpaść?

Mam nadzieję, że nie. Względem siebie wyrzuty sumienia mam tylko o to, że zaangażowałem innych. Ściągnąłem Jacka Lewandowskiego, Jarka Białkowskiego, rozmawiałem z Wojtkiem Buczkiem i względem tych osób jest mi nieswojo. Nie oszukujmy się, nie wszyscy chcieli od razu kandydować i to były również niełatwe rozmowy. Udało się ich jednak przekonać, a teraz dochodzi do sytuacji, że najpierw do czegoś ich namawiam, a teraz sam rezygnuję. W ich ocenie na pewno nie wygląda to w porządku. Jestem jednak takim człowiekiem, że źle bym się czuł w sytuacji, gdybym dłużej trwał w tym, co się wydarzyło.

Reklama

Mirosław Jaskólski, Mariola Wegner i Jan Maksimczyk – kto w Pana ocenie jest najlepszym kandydatem na burmistrza?

Powiem szczerze, że Mirosław Jaskólski nie był moim faworytem i już w poprzednich wyborach miałem takie przekonanie. Owszem, ma wiedzę, ma doświadczenie, ale brakuje mu tego czegoś. Również do tego, żeby postawić kropkę nad „i” i wygrać wybory. Poza tym jego osoba to też była taka wrzutka w ostatniej chwili: telefon, „ja bym z wami wystartował”. Wiemy, co było później. Naturalną kandydatką, pomimo tego, że było rozważanych kilka kandydatur, była rzeczywiście Mariola Wegner. Też od lat bardzo zaangażowana, działająca w samorządzie i w klubie. Ale też wiemy, jak z nią wyszło. Pan Maksimczyk wszedł do tego grona w ostatniej chwili, ale muszę przyznać, że w mojej ocenie to ciekawa kandydatura.

Kto oprócz tej trójki był jeszcze brany pod uwagę jako kandydat na burmistrza?

Pojawiły się nazwiska Wojciecha Buczka i Krystiana Cichańskiego.

Reklama

Któryś z nich był Pana zdaniem wymarzonym kandydatem dla Waszego klubu?

Przyznaję, że najchętniej myślałem o Krystianie Cichańskim.

Nieoficjalnie wiele się mówiło o jego kandydaturze.

Ma jednak pracę i podjął decyzję, że nie chce startować. Między innymi właśnie w odniesieniu do jego osoby wychodzą te zależności finansowe, o których mówiłem na początku, które powodują, że osoby, które mogłyby zabiegać o taką funkcję, nie decydują się na to.

O Wojciechu Buczku też sporo mówiono, w końcu dołączył do klubu. Znam takich, którzy poczuli rozczarowanie tym, że będzie zabiegać jedynie o funkcję radnego.

Otrzymał propozycję, ale podjął taką decyzję.

Z roli przewodniczącej klubu wycofuje się podobno Alicja Andrzejewska. Kto zastąpi ją na tej funkcji?

Nie było jeszcze takiej decyzji. Naturalnym kandydatem do tej roli wydaje się Stanisław Wełniak. On zawsze był członkiem klubu i jest w tym gronie najbardziej doświadczonym samorządowcem.

Reklama

Kilka miesięcy temu przyznał na łamach „Aktualności Lokalnych”, że jeśli Adam Pulit nie będzie miał kontrkandydata, sam wystartuje w wyborach na burmistrza. Kiedykolwiek na w klubie ta opcja była realnie rozważana?

Były jedynie luźne rozmowy, nie było żadnych deklaracji. Wydaje mi się jednak, że od początku Stanisław Wełniak nie brał na poważnie pod uwagę takiego rozwiązania.

Po całym zamieszaniu, jakie miało miejsce w klubie, uważa Pan, że byłby najlepszym dla Was kandydatem?

Gdy burmistrzem był Stanisław Wełniak nie miałem żadnych zastrzeżeń. Dobrze mi się z nim pracowało i sądzę, że nie tylko mi. Współpracowały z nim przecież różne rady, również ta, w której większość mieli radni PiS z tak zwanymi radnymi niezależnymi. Wtedy też były zgrzyty, ale wszystko się jakoś kręciło i program był realizowany. Ostatnie lata nie są tak dobre pod kątem inwestycji. Jeśli natomiast są robione, to przede wszystkim zadania z programu klubu „Zadbajmy o Złotów”. Wcale nie byliśmy hamulcowymi, jak próbowało się o nas mówić. Wystarczy spojrzeć na listę inwestycji, które proponowali radni, nie tylko z naszego klubu.

Reklama

Będzie Pan przewodniczącym Rady Miejskiej do końca tej kadencji?

Oddałem się w tym względzie do dyspozycji klubu. Jeśli będzie wola, żebym zrezygnował, to zrezygnuję.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    roger - niezalogowany 2018-06-04 18:16:12

    Rezygnuje, ale będzie pchać się wyrzej :/

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Asia - niezalogowany 2018-06-01 12:08:18

    Uważam, że Wełniak był super. Szkoda, że nie chce startować. Kto wtedy nie przyjechał do Złotowa, to każdy podziwiał, że piękny.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Reptile - niezalogowany 2018-06-01 11:15:11

    I dużo inwestycji schlastanych, vide część rehabilitacyjna pływalni. I kilka innych spraw. Budowanie bez udziału funduszy unijnych to też porażka Wełniaka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama