Malwinie i Tomaszowi Kędzia, rodzicom dwuletniego Kubusia, w ostatnim czasie świat się zawalił. Białaczka szpikowa brzmi jak wyrok. Oni jednak nie mają zamiaru się poddać
Pani Malwina wróciła z Kubusiem do domu w poniedziałek 19 stycznia. Krótko trwała jednak dzielona z bliskimi radość – już w środę nadeszły złe wieści. Kiepskie wyniki badań chłopca zmusiły go do natychmiastowego powrotu na poznański oddział onkologiczny.
Szybkie rozpoznanie
Kuba to rezolutny dwulatek. Ciągle uśmiechnięty, z apetytem na psoty. To wtedy, kiedy czuje się lepiej. Gdy choroba daje o sobie znać mały kompletnie się zmienia. Pierwszy raz apatia dopadła go w listopadzie ubiegłego roku. - Jeszcze rano normalnie się bawił, był pełen energii, wieczorem wszystko diametralnie się zmieniło – opowiada mama chłopca. - Już leżąc w łóżeczku krzyknął ""au!"". Podeszłam sprawdzić, co się dzieje. Był zwinięty w kłębek, cały się trząsł, miał gorączkę – pani Malwina wraca do wydarzeń sprzed dwóch miesięcy. Rodzice szybko podjęli decyzję: pięcioletnią córkę oddali pod opiekę babci, a sami pojechali z dzieckiem do złotowskiego szpitala. Lekarz dyżurujący na szpitalnym oddziale ratunkowym nie był w stanie określić przyczyn dolegliwości chłopca. Odesłał go na dziecięcy. - Co prawda usłyszeliśmy, że chyba trochę panikujemy, ale ostatecznie nas przyjęto – przypomina sobie nasza rozmówczyni.
[[reklama]]
Tam Kuba spędził osiem dni. Początkowo lekarze podejrzewali u niego sepsę, potem zapalenie opon rdzeniowo-mózgowych. W końcu badania krwi skierowały ich uwagę na problemy ze szpikiem. Diagnozy, że to białaczka nikt co prawda nie postawił, pani Malwina czuła jednak, że to właśnie to. Na poznańskim oddziale hematologii, gdzie ostatecznie skierowano chłopca, doszły kolejne wyniki wskazujące na tę chorobę: powiększone wątroba, śledziona. - Mam dla Pani złe wiadomości – powiedziała naszej rozmówczyni pani doktor. Lekarka nie musiała nic dodawać. Pani Malwina wiedziała: białaczka. Szpikowa typu M7.
Unikatowe nieszczęście
Diagnozę stawiano Kubusiowi o tyle ostrożnie, że na ten typ białaczki zapadają głównie dzieci z zespołem Downa. Chłopiec był zdrowy. Niestety, to nie okazało się być jego parasolem ochronnym. Trzeba więc było przeorganizować życie. Kompletnie i na długo. Pani Malwina, chcąc przez cały czas być przy dziecku, na dwa miesiące przeprowadziła się do szpitala. Rodzina znalazła się w rozłące – starszą Maję pod opiekę wzięła babcia, mąż naszej rozmówczyni, pan Tomek, został w domu. Musiał pracować. Co prawda weekendowe odwiedziny w Poznaniu stały się normą, tęsknota – w każdą stronę – nie była jednak nawet ciut mniejsza. Dla pani Malwiny jest to tym trudniejsze, że zostawiła w Górznej drugie z dzieci. - Nigdy sobie nie wyobrażałam, że którekolwiek z nich mogłabym opuścić. Teraz musiałam – wyjaśnia.
Krótkotrwałe szczęście
Po koszmarze diagnozy pojawiły się kolejne: chemioterapia. Pierwszy cykl rozpoczęto 5 grudnia. Kuba zniósł ją bardzo ciężko. - Przez kolejne trzy tygodnie był zmęczony, senny, nie chciał jeść, potem również pić – wspomina Malwin Kędzia. Przerwa nie trwała długo – 13 stycznia rozpoczął się kolejny cykl chemii - drugi z zaplanowanych sześciu. W przerwie przed trzecim, z uwagi na poprawę wyników, malec został wypisany do domu. W komplecie państwo Kędzia mieli być do początku lutego. Niestety – wyniki nagle pogorszyły się, rodzinne szczęście trwało więc tylko trzy dni.
Choroba przyzwyczaja
Kuba do szpitalnych warunków przywykł. Na tyle, że kiedy wrócił do domu nie mógł się odnaleźć we własnym łóżeczku. Przyzwyczaił się do tego szpitalnego…
Tego, że jest chory, nie rozumie. Przynajmniej nie w pełni. Włosy, nim wypadły, zgoliła mu babcia. Dziś właśnie po główce najbardziej widać, że malec jest chory. Buzia też się jednak zmieniła, ponadto Kubuś schudł. A w tym wieku powinien przecież przybierać na wadze.
Zmęczeni są też jego rodzice, dzielnie walczą jednak o zdrowie synka.
Przeszczep?
Czy białaczkę uda się powstrzymać chemioterapią? Jeszcze nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że jeśli tak się nie stanie, konieczny będzie przeszczep szpiku kostnego. Osoba najwłaściwsza, siostra, niestety nie może zostać dawcą – badania ją wykluczyły. Trzeba więc będzie szukać.
Dziś jednak wszyscy chcą wierzyć w pomyślny scenariusz. Okupiony wydatkami: dojazdy do Poznania kosztują, leki również. Dlatego prosimy Państwa o wsparcie. Można je okazać za pośrednictwem fundacji Złotowianka, której Kubuś jest podopiecznym. By pomóc, wystarczy przekazać na rzecz chłopca 1% swojego podatku. By to zrobić, w odpowiedniej rubryce zeznania podatkowego należy podać KRS fundacji (0000308316) i kwotę, a w miejscu ""cel szczegółowy"" wpisać: Jakub Kędzia K/136. Zachęcamy do pomocy.
Patrycja Kajewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze