Reklama

Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny

13/11/2017 18:00
Ryszard Sikora rozlicza swoją działalność w radzie powiatu i zapowiada odejście z samorządu

Za rok koniec kadencji i kolejne wybory samorządowe...

Uprzedzając chciałbym coś wyjaśnić. Kiedyś takie słowa powiedział nieżyjący już Adam Hanuszkiewicz, że sztuką nie jest wejść na scenę, ale z niej zejść. Coś w życiu się zaczyna, coś się kończy. Ja już to mówiłem w 2010 r., jak odchodziłem z urzędu burmistrza po 29 latach. Razem z 7 latami w radzie powiatu to będzie 36-37 lat w samorządzie. Wystarczy. Niech przychodzą młodzi. Jak zaczynałem na funkcji naczelnika, zostałem powołany przez wojewodę w 1982 r., to miałem 31 lat, także też byłem młody. Taka jest kolej rzeczy. Ja mam już wnuka 20-letniego. Koniec, definitywny koniec. Wiem to już od dawna.

Wróćmy zatem do poprzednich wyborów. Startował Pan z komitetu m.in. ze Stanisławem Wełniakiem i Tomaszem Fiedlerem, którzy tworzą teraz opozycję, a Pan wraz z Piotrem Jończykiem znalazł się po stronie rządzących. Jak do tego doszło?

Koledzy rzeczywiście mają dużo do powiedzenia, ale tak to jest, że ze strony opozycji jest łatwiej. Tak się stało, że starosta i jego ugrupowanie zaproponowali mi funkcję przewodniczącego komisji samorządowej i na to przystałem, bo opozycja, która liczy cztery osoby, nic wielkiego poza dyskusją nie wnosi. Może koledzy mają inne spojrzenie, ja natomiast mam taki charakter, że nie lubię się kłócić o rzeczy, których nie da się zmienić, a szukanie problemów nie zawsze mi odpowiada.

Reklama

Można więc powiedzieć, że jest Pan w drużynie z Jadwigą Harbuzińską-Turek. Jak Pan ocenia jej zawodowe relacje z córką na stanowisku dyrektor szpitala?

Nie chcę źle oceniać dyrektor szpitala. Znam ją osobiście i widać, że jest zaangażowana. Jest jak jest, a po niedawnej sytuacji, w której sędziowie trybunału orzekają we własnej sprawie, to dla mnie jest normalne. Z tego co się orientuję to dyrektor Harbuzińska świetnie sobie radzi w szpitalu.

Pozostawmy na boku kompetencje. Chodzi o to, że mama jest w organach, które mają wpływ na to, czy córka zostanie zatrudniona, czy dostanie premię.

Jesteśmy takim narodem, że ciągle coś widzimy złego. Co ona jest winna, że jest córką swojej matki albo co jest matka winna, że ma córkę, która jest lekarzem i ubiegała się o stanowisko dyrektora? Oczywiście zawsze jakiś niesmak pozostaje, bo ludzie gadają, ale jeśli to funkcjonuje dobrze, to ja nie widzę problemu.

Reklama

Łączenie przez Pana funkcji radnego powiatowego i pracy w Powiatowym Urzędzie Pracy także budziło kontrowersje.[[pay]]

Prawo temu nie przeszkadzało. Faktem jest, że ordynacja wyborcza tego nie zabrania. Nie jest to mądre, ale prawo jest prawem. W PUP ogłoszony był nabór na wolne stanowisko, było dwóch kandydatów i przeszedłem normalną procedurę rekrutacyjną. Byłem zwykłym inspektorem do spraw kontroli, ale najpierw zostałem radnym i tak to było kojarzone. Przepracowałem tam 5 lat i starałem się dobrze wypełniać moje obowiązki. A nie widzi pan co na szczeblu państwa się dzieje, jakie kolesiostwo? Na dole jest może mniej niż tam.

A może to kwestia tego, że po tylu latach w samorządzie ciężko odnaleźć się gdzie indziej?

Powiem panu coś, o czym się nie mówi, a ludzie powinni to wiedzieć. Po odejściu ze stanowiska burmistrza nie można przez rok pracować na terenie gminy. Z mocy prawa, ze względu na to, że jako burmistrz miało się wpływ na wysokość ustalania podatków lokalnych. Gdybym w 2010 r. wystartował na burmistrza, to wygrałbym te wybory bez problemu, nie miałbym z kim przegrać, ale chciałem po 29 latach dać pole do popisu innym. Po drugie nie ukrywam, że człowiek po takim okresie pracy czuje się osobą zmęczoną i wyeksploatowaną. To nie była praca, że wyszedłem z domu o 7 i wróciłem po 15. Gdyby policzyć te wszystkie godziny to wcale stawka godzinowa wynagrodzenia nie byłaby tak duża. W 2010 r. odszedłem z myślą, że sobie jakoś poradzę do emerytury. Brakowało mi wtedy 5 lat, w międzyczasie zrobiło się sześć. Żebym wtedy wiedział, że będzie ta zmiana, wydłużony okres, to być może ubiegałbym się o jeszcze jedną kadencję.

Reklama

Jak w takim razie ocenia Pan nie tak dawne plany zmiany ordynacji w kierunku ograniczenia kadencyjności? Pan, który zmonopolizował praktycznie urząd burmistrza na prawie 30 lat.

Można powiedzieć, że byłem siedem kadencji, choć jako naczelnik nie byłem z wyboru. Nie chciałbym, żeby było, że mówię pod siebie, ale uważam, że burmistrz czy wójt, którego wybierają mieszkańcy gminy i mają do niego zaufanie, powinien mieć nieograniczoną ilość kadencji, jeżeli się sprawdza. Ustawodawca chciał ograniczyć to do 8 lat. Powiem więc, że zanim taki nowy burmistrz pozna ludzi (nie mówię tylko o gminie, ale poza, bo przede wszystkim tam są kontakty potrzebne), to miną mu cztery lata. To jest krótki okres, myk i nie ma. Także uważam, że takie decyzje powinny należeć nie do polityków, a do mieszkańców, wyborców. Nadto uważam, że on w drugiej kadencji już wie, że to koniec i będzie chciał tylko dotrwać do końca. A tak jest mobilizacja, że trzeba coś zrobić, bo za dwa lata czy za rok wybory.

Teraz drugą kadencję rządzi Jastrowiem Piotr Wojtiuk. Jak ocenia Pan swojego następcę?

Nie chcę na swoim podwórku oceniać, czy mój poprzednik lub następca coś zrobił lepiej czy gorzej i mieć pretensje. Nie chciałbym się w to angażować. Każdy ma swój punkt widzenia. Wójtowie, burmistrzowie mojego pokolenia mierzyliśmy się z innymi problemami. Po transformacji ustrojowej trzeba było nadrabiać zaniedbania poprzedniego systemu. Jak zostawałem naczelnikiem to proszę sobie wyobrazić, że w mieście nie było wodociągów, kanalizacji i gazu. Miasto Jastrowie jest bardzo rozwleczone, jego kształt mi się nie podoba. Podoba mi się kształt Złotowa, bo jest takim kółeczkiem, a w Jastrowiu są cztery długie ulice i rodzi to wiele problemów, szczególnie jeśli chodzi o pas drogi krajowej, gdzie jakiekolwiek działania wymagają szeregu uzgodnień. Miliony szły pod ziemię, ale moim zdaniem infrastruktura to podstawa rozwoju. Następca, widać, się stara. Robi to, co do niego należy.

Reklama

Coś by mu Pan podpowiedział, doradził, że można było to zrobić inaczej?

Nie chciałbym podpowiadać. Nie wiem zresztą, czy by mnie słuchał. Nigdy o nic nie pytał, nie mamy takiego kontaktu. Kawy zresztą nigdy nie wypiliśmy nawet w moim, a obecnie jego gabinecie. Nie krytykuję go, stara się. Dobrze mu życzę, niech sobie chłopak radzi, jest młodym człowiekiem.

Widzi Pan dla niego kontrkandydata?

Obecnemu burmistrzowi jest zawsze łatwiej wygrać. Nie słyszałem o jakimś kontrkandydacie, choć może ktoś się zgłosi. Były w Jastrowiu osoby, które tradycyjnie startowały. Realnie myślę, że nikt nie jest w stanie mu zagrozić, chyba że o kimś nie wiem lub jednak zmienią coś w tej ordynacji, bo nie można być pewnym, że ten temat nie powróci przed wyborami.

Reklama

Rzadko Pan bywa na sesjach rady miejskiej, choć przecież jest zapraszany...

Tematy omawiane na tych sesjach dotyczą spraw bardzo dobrze mi znanych. Podejmowanie uchwał w sprawie bonifikaty przy sprzedaży jakiejś nieruchomości czy dalszej dzierżawy, np. niewielkich ogródków przydomowych w mieście. Uważam, że tego typu sprawy są zbędne, żeby zajmowała się tym rada. Powinna upoważnić burmistrza, ja bynajmniej takie upoważnienie miałem. Ale takie uchwały są podejmowane i sesje się ciągną godzinami, a nie wnoszą nic konkretnego z punktu widzenia gminy. Rzadko uczestniczę, ale jestem zorientowany, co się dzieje.

W gminie mówi się też o sprawach powiatowych. Jest w tej kwestii pod Państwa adresem wiele pretensji.

W radzie powiatu staram się być w miarę aktywny. Dużo rzeczy dzieje się poza sesją, na której, patrząc z boku, widzi się tylko kolejne głosowania, bez dyskusji. Ale szerokie i trudne dyskusje są nie raz na komisjach właśnie. Natomiast jeśli chodzi o sprawy z okręgu wyborczego, to boli mnie to, że nie zrobiliśmy ani jednego metra bieżącego drogi powiatowej na drodze Brzeźnica-Sypniewo, a docelowo Nadarzyce. To droga o bardzo dużym znaczeniu. My jako radni, mówię o całej trójce z Jastrowia, nic nie możemy w tej kwestii zrobić, a nasi wyborcy mają do nas o to żal. To są jednak wielkie miliony, a nie parę groszy czy pół miliona. Drogę Jastrowie - Brzeźnica udało się zrobić ze starostą Jaskólskim jak jeszcze byłem burmistrzem. Ta droga jest najważniejszym celem dla gminy. W międzyczasie zrobiono kilka drobniejszych rzeczy, w dużej mierze przy współpracy z Piotrem Wojtiukiem. Walczymy o odcinek Brzeźnica-Sypniewo, ale na razie nie ma efektów i wątpię, czy będą w tej kadencji. Natomiast z innych zadań pozostaje trudny temat szkoły, która z różnych przyczyn, przede wszystkim niżu demograficznego, ma słaby nabór, ale jakoś to jeszcze funkcjonuje. Udało nam się natomiast przekształcić dom dziecka w stowarzyszenie i wykorzystać na jego cel budynek szkoły. Naszym sukcesem, całej trójki było to, że skutecznie zabiegaliśmy o wybudowanie sali przy SOSW. Dla nich ta sala jest bardzo potrzebna i jestem wdzięczny staroście, że udało się pozyskać na ten cel środki.

Reklama

Mówi Pan, że walczycie, ale jakoś tego nie widać.

Często monitujemy temat na komisjach, na sesjach, ale ciągle są odpowiedzi, że nie ma pieniędzy. Czekamy na ogłoszenie kolejnego naboru wniosków. Może do końca kadencji jednak uda się coś zrobić.

Od radnych z koalicji, w tym przewodniczącej można by oczekiwać czegoś więcej niż monitów i wniosków...

Oczywiście ma pan rację, to nie chodzi o to, że nie mamy siły przebicia. Jednak powiat jako instytucja jest bez pieniędzy. Nie ma własnych dochodów. Jeśli nie uzyska środków zewnętrznych to z własnych środków nie zrobi tej drogi. To już zależy od operatywności zarządu, starosty, oni prowadzą rozmowy. Dla zwykłego wyborcy liczą się jednak efekty, szczególnie tego z Sypniewa, Nadarzyc, którzy codziennie tamtędy jeżdżą. Jeżeli tego nie zrobimy to będzie nasza wielka porażka.

Reklama

A nie można się było dogadać z gminą w sprawie przejęcia przez nią szkoły ponadgimnazjalnej?

Najpierw były starania powiatu, to gmina się nie zgodziła, bo nie odpowiadały jej warunki. Jak w zeszłym roku gmina wystąpiła z inicjatywą, to zarząd powiatu oficjalnie tej sprawy nie przedstawił na sesji. Uznali, że zgodnie z prawem to zarząd gospodaruje mieniem powiatu i nie musieli tego przedstawiać. Wcześniej była jeszcze propozycja, żeby przekazać tę szkołę dla potrzeb WTZ. No to gmina - nie krytykuję, nie oceniam - nie wzięła tej szkoły i wybudowała sobie nowy budynek. Nie dogadali się dwaj panowie.

Wśród kompetencji komisji, na czele której Pan stoi, jest współpraca z lokalnymi samorządami. Nie może Pan pomóc w takich sprawach? Tym bardziej, że popiera Pan starostę, a burmistrz Wojtiuk jest, bądź co bądź, Pana byłym podopiecznym.

Ale ja nie jestem na tyle władny, żeby ich dyscyplinować. Jestem daleki od oceniania tego.

Reklama

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    iwo - niezalogowany 2017-11-22 23:22:11

    U Kurzyny w sklepie jest przeważnie pracownik, a wiem (pisane było na złotowskie.pl), że ma on swoją firmę reklamową i nie sprzedaje złomu :-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    iwo - niezalogowany 2017-11-22 23:19:04

    Znam osobiście, Cenię i szanuję. Porządny człowiek, mądry, kulturalny i uczynny. Ale, aby wygrać szranki z Wojtiukiem, faktycznie za mało popularny chyba

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    iwo - niezalogowany 2017-11-22 23:08:17

    To już nie chodzi o rankingi, ale tak się dzieje faktycznie, że hamulcem miasta jest przeważnie ambicja niektórych ludzi i brak komunikacji, dialogu oraz pokory. Zobacz co się dzieje w Jastrowiu, burmistrz tak sobie ustawił w radzie część ludzi, że nie muszą myśleć, tylko mają wykonywać jego strategie (nie swoją). Specjalnie do komitetu zebrał ludzi popularnych, ale bez wiedzy merytorycznej. My tak wybraliśmy i co z tego , że 40% radnych powie coś mądrego, skoro jak włodarz zadecyduje, że trzeba zrobić złotą klamkę w jego pokoju, to tak będzie. Przykre to i przerażające

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama