Brak szczepień dotyczy dwojga dzieci ze Złotowa, a pozostałych z terenu powiatu. Ze względu na ochronę danych osobowych nie otrzymaliśmy dokładnych informacji dotyczących tych rodziców i dzieci. Dysponuje nimi Powiatowa Stacja Sanitarno–Epidemiologiczna w Złotowie, która zweryfikowała dla nas dane dotyczące nieszczepionych dzieci. Z roku na rok ich liczba nieznacznie wzrasta. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat, w ciągu roku rodzice jednego bądź dwójki dzieci decydowali się nie zaszczepić dzieci zgodnie z obowiązującym kalendarzem szczepień.
Tymczasem szczepienia obowiązkowe powinny być wykonane u wszystkich dzieci
Reklama
– uważa Monika Skowrońska z Sanepidu. Rodzice, którzy nie szczepią dzieci m.in. obawiają się niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP). Sanepid prowadzi również ich rejestr.
W okresie ostatnich trzech lat odnotowaliśmy w powiecie jedno takie zgłoszenie, zaczerwienienie wokół miejsca podania szczepionki. Miał on miejsce w ubiegłym roku. Każdy punkt szczepień ma obowiązek zgłosić nam przypadek, jeśli rodzice nie pozwolili zaszczepić dziecka. Nie ma możliwości, aby któreś z dzieci było niezaszczepione bez wiedzy inspekcji sanitarnej
Reklama
– wyjaśniono nam w PSSE.
Gdy dostajemy zgłoszenie od lekarza, że rodzice nie chcą szczepić dziecka, wzywamy rodziców do jego zaszczepienia. Gdy nie przynosi to efektów, wysyłamy upomnienie. Jeżeli mimo tego rodzic nadal nie chce zaszczepić dziecka, kierujemy sprawę do urzędu wojewódzkiego. Dalsze postępowanie prowadzi Wojewoda Wielkopolski i on wydaje postanowienie o nałożeniu grzywny i jej wysokości w celu przymuszenia wykonania obowiązkowych szczepień ochronnych. Zgodnie z art. 121 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, grzywna w celu przymuszenia może być nakładana wielokrotnie, a jej łączna kwota dla osób fizycznych nie może przekroczyć 50 tys. zł
Reklama
– wyjaśnia pracownik stacji.
Jak pod kątem epidemiologicznym oceniają w Sanepidzie fakt braku szczepień w powiecie w przypadku kilkunastu dzieci?
Dzięki powszechnym szczepieniom znacznie spadła liczba zachorowań i zgonów na wiele groźnych chorób i ich powikłań, np. do tej pory udało się, dzięki szczepieniom, całkowicie wyeliminować ospę prawdziwą, groźną chorobę wirusową o dużej śmiertelności. Dlatego też niektórzy rodzice odnoszą złudne wrażenie, że nie ma już zagrożenia i nie szczepią dzieci. W zasadzie rodzice nieszczepionych dzieci korzystają na tym, że inni rodzice swoje pociechy szczepią. To jest wykorzystywanie środowiska, w pewnym sensie żerowanie na nim
Reklama
– uważa Monika Skowrońska. Podkreśla, że w dobie globalizacji, podróży, sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie, co wzmaga niebezpieczeństwo nie tylko dla dzieci, które pozbawione są szczepień, ale też dla osób, których ze względów medycznych nie można szczepić.
Gdybym zdecydowała się nie szczepić dziecka, jako rodzic nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś stało się z tego powodu
– podkreśla.
Udało nam się dotrzeć do dwojga rodziców dzieci z powiatu złotowskiego, którzy nie zaszczepili swoich pociech. Żadne z nich nie chciało jednak wypowiedzieć się w tym artykule, nawet anonimowo. Zadzwoniliśmy też do kilku lekarzy pracujących na terenie powiatu z pytaniem, czy swoją wypowiedzią „poprą”, a przynajmniej dadzą wyraz zrozumienia dla działań rodziców, którzy nie szczepią dzieci. Wszyscy skrytykowali takie postępowanie, przestrzegając przed tym, co w związku z wirusami może się dziać w nieodległej przyszłości.
Nie wiem. Wiem natomiast, że nawet gdyby jeden procent szczepionych miał powikłania poszczepienne, statystycznie rzecz biorąc nie byłaby to duża liczba. Wiem również, że wszystkie światowe ruchy antyszczepionkowe powstały w oparciu o pracę pseudonaukową napisaną przez angielskiego lekarza, który został wyrzucony z palestry lekarskiej. Jego artykuł ukazał się kilka dekad temu w czasopiśmie „The Lancet” i był podstawą do powstania całego ruchu antyszczepionkowego. W artykule tym lekarz stwierdził m.in., że szczepienie MMR przeciw odrze, śwince i różyczce jest bezpośrednio odpowiedzialne za powstawanie autyzmu u dzieci. Te informacje były oparte na niewiarygodnych wynikach badań. Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że były one sfałszowane na rzecz firm ubezpieczeniowych. To było wielkie kłamstwo, ale lawina poszła w świat i tak powstał mit o szkodliwości szczepionek.
W takich rozmowach zawsze posługuję się argumentem, który mówi o tym, że światem rządzi pieniądz. Gdyby udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że jakakolwiek szczepionka rodzi uzasadnione obawy, jest mnóstwo prawników, którzy pociągnęliby firmę farmaceutyczną, która ją wyprodukowała, do odpowiedzialności i sprawiliby, że ta firma nigdy nie wyprodukowałaby więcej żadnej szczepionki. Podobnie jest przecież z lekami – jeśli są dowody na to, że mają szkodliwe działanie – zdarza się, że śmiertelne – natychmiast są wycofywane z rynku i dalszej produkcji.
Reklama
W przypadku udowodnienia winy w obecnych, globalnych realiach świata nikomu nie uszłoby na sucho przedstawienie konkretnych dowodów.
Oczywiście. Jeśli jednak dorosły decyduje się na to, żeby nie szczepić swojego dziecka, chciałabym, żeby podpisywał jednocześnie oświadczenie, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność i w stu procentach pokryje koszty leczenia swojego dziecka, a nawet innych, które zachorowały na chorobę zakaźną przez to, że jego dziecko nie było zaszczepione.
Pewnie niewiele osób o tym wie, ale od kilkunastu miesięcy mamy w Złotowie i okolicy epidemię krztuśca, który nie występował tutaj przez długie lata. Dla dzieci to jest bardzo niebezpieczna choroba, bywa śmiertelna. Im dziecko młodsze, tym większe zagrożenie. Krztusiec zniknął, ponieważ przez lata była wysoka wyszczepialność na wirusa, który go powoduje. Ta wyszczepialność stopniowo zaczyna spadać. Niestety powoli wraca też od wschodnich granic polio. Pamiętam, że gdy sama chodziłam do szkoły, w mojej klasie były osoby z tą chorobą. Na to się umierało. To że dzisiaj takie wirusy wracają dzieje się również przez to, że działają ruchy antyszczepionkowe.
Dzięki temu, że dzieci są szczepione przez kilka pierwszych lat życia, w społeczeństwie tworzy się kokon ochronny, który zapewnia również bezpieczeństwo starszym pokoleniom, którym nie podawano takich szczepionek. To nie jest tak, że ktoś nagle sobie wymyślił, żeby zdrowym dzieciom podawać szczepionki. Chodzi o to, żeby zapobiegać możliwym wydarzeniom, żeby trzymać kontrolę nad tym, co mogłoby się wydarzyć. Przez osiemnaście lat pracowałam w Oddziale Chorób Zakaźnych Szpitala Wojewódzkiego w Szczecinie. Owszem, tam mieliśmy do czynienia z ekstremalnymi, skrajnymi sytuacjami z całego województwa, ale jednak realnymi. Na własne oczy widziałam, co robią takie wirusy. Na podstawie moich doświadczeń mogę potwierdzić, że nie są to jakieś wymyślone historie. One miały miejsce, są i będą, tyle że dzięki temu, iż od iluś lat praktykuje się szczepienia, wirusy, póki co, są okiełznane. Przez to jednak, że coraz częściej nie wykonuje się szczepień mamy już tyle luk, że najprawdopodobniej nie zapanujemy nad sytuacją. Tak naprawdę już nie panujemy nad rotawirusami czy grypą. W Złotowie właściwie co tydzień jest nowa odmiana rotawirusów. Ludzie nie tylko wyjeżdżają okazjonalnie na wakacje w egzotyczne miejsca, ale również regularnie jeżdżą pracować do Niemiec, Anglii, Irlandii, Holandii czy innych krajów. Przyjeżdżają na święta, na weekendy, szybkość tej migracji jest ogromna. Dochodzi do kontaktów i łatwo powstają nowe odmiany rotawirusów. To jest potwierdzone badaniami. Te wirusy niezwykle szybko mutują.Reklama
Ludzie przemieszczają się tak intensywnie jak nigdy wcześniej. Jednego dnia jesteśmy u siebie, na drugi dzień w Wietnamie i za chwilę wracamy. Nie wiemy, co ze sobą przywozimy. Globalizacja, przemieszczanie się ludzi niosą ze sobą ryzyko. Spójrzmy chociażby na Złotów – mamy u siebie coraz więcej Ukraińców, a tam wyszczepialność jest na bardzo niskim poziomie. W Europie mamy coraz więcej emigrantów. Ich stan epidemiologiczny to dla nas jedna wielka tajemnica, nic w tym względzie nie wiemy. W Polsce mamy względne poczucie bezpieczeństwa, ale to jest bardzo zgubne. Na świecie, w Europie nie robi się żadnych badań, nikt tego nie kontroluje, nie analizuje, bo to wiązałoby się z potężnymi wydatkami. Obecnie sytuacja epidemiologiczna, nie tylko w Polsce, ale również w innych, także bogatszych krajach tak naprawdę nie jest znana. Rdzenni Amerykanie umierali kiedyś masowo, bo Europejczycy przybyli do nich z bagażem swoich wirusów, na które w ogóle nie byli odporni.
Oczywiście, tyle że to nie tylko może się okazać złudne, ale wręcz już jest kruche, co widać chociażby po wspomnianym krztuścu.
Reklama
Wydaje mi się, że jest to kwestia pewnej mody. Łatwo być osobą, która ma silne przekonania i zgodnie z nimi postępuje, gdy nie dzieje się nic złego. Jestem ciekawa, ilu spośród tych rodziców zdecydowałoby się na nieszczepienie dzieci, gdyby wprowadzić zasady ze wspomnianymi przeze mnie na początku deklaracjami. Najgorsze jest to, że dzisiaj decydują o wszystkim rodzice, a ewentualne konsekwencje, wcześniej czy po latach, może ponieść dziecko.
Tak szczerze: czy wyobraża pan sobie, że lekarze są tak skorumpowanymi i pozbawionymi moralności ludźmi, że z pełną premedytacją zatruwaliby dzieci? Dla mnie jako pediatry i dla milionów innych lekarzy na świecie straszne jest to, że zarzuca się nam, iż z pełną świadomością szkodzimy dzieciom, trujemy je, zabijamy. W jaki sposób? Przecież ja nie dostaję pieniędzy od koncernów farmaceutycznych, więc dlaczego miałabym dla nich pracować i decydować się na podawanie czegoś, co jest szkodliwe? Niech ktoś udowodni, że ta śladowa ilość rtęci rzeczywiście czyni dziecku coś negatywnego. Rodzice mają skłonności do dziwnych skrajności. Z jednej strony kwestionują czy wątpią w szczepionki, a z drugiej mnóstwo spośród nich podaje dzieciom suplementy diety. Gdy doradzam, żeby dać kapustę kiszoną czy jabłko, dziwią się, jak lekarz może powiedzieć coś takiego. Są zdziwieni, gdy tłumaczę im, żeby nie kupować dzieciom taniego, nafaszerowanego mięsa z supermarketów. No bo co może być w kurczaku za cztery złote? Czym był on karmiony? Jakoś tutaj rodzice nie widzą chemii zawartej w żywności. Wspomniane suplementy podaje się dziecku od noworodka, bo matce, która jest na wychowawczym nie chce się ugotować normalnego jedzenia, tylko woli kupić coś ze sklepowej półki. To jest dla mnie tak naprawdę bulwersujące. To jest dopiero kompletna paranoja.
Reklama
Zdecydowanie. I ja to rozumiem, w końcu to procedura budząca wątpliwości. Mamy piękne, zdrowe dziecko i coś mu wstrzykujemy, podajemy do organizmu. Te wątpliwości powinny być przedyskutowane i zawsze staram się to rodzicom tłumaczyć. Nie godzę się jednak na to, aby zarzucać lekarzom, że są mordercami, którzy świadomie krzywdzą dzieci.
Jeżdżę na szkolenia, między lekarzami wiele o tym rozmawiamy. Jasne, że sytuacje są różne, niepożądane reakcje czasami mają miejsce. To jest życie, wszystko może się w nim zdarzyć i jako lekarze również o tym myślimy. Prawda jest taka, że przy każdej procedurze medycznej, która wiąże się z przerwaniem tkanek, coś może się wydarzyć, choćby przy pobraniu krwi. Chodzi jednak o to, żeby wszystko ważyć. Od lat powtarzam, że znacznie bardziej obawiam się chorób zakaźnych niż potencjalnych, poszczepiennych reakcji. Moje dzieci były szczepione wiele lat temu, ściągałam dla nich szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce. To było krótko po tym, gdy próbowano połączyć skutki szczepień z autyzmem. Ja jednak zdecydowanie bardziej bałam się głuchoty, którą widziałam na własne oczy. Prawie każdy przypadek świnki, który trafiał do nas na oddział w Szczecinie, kończył się głuchotą. Widziałam, co działo się z tymi dziećmi.
W chorobach zakaźnych istotą jest przerywanie łańcucha ich przekazywania. Dzięki temu świnki, różyczki czy wielu innych chorób nie spotkałam od lat. Podobnie plagą były kiedyś zachorowania dzieci na zapalenie wątroby typu B, a teraz również ich nie ma. To są chyba ewidentne korzyści. Tymczasem dzieci, a później już dorosłe osoby, które nie są zaszczepione, są pewną luką. Funkcjonują w określonych środowiskach i tam niebezpieczeństwo wzrasta. Ze wspomnianym krztuścem nie spotkałam się od lat, a jednak wrócił. Niech ktoś powie mi, ile statystycznie dzieci zmarło wskutek zaszczepienia przeciwko np. odrze, a ile dzieci wcześniej umarło z powodu tej choroby? To są nieporównywalne różnice.
Reklama
Te osoby w ogóle nie są uodpornione. Dorośli bardzo dotkliwie przechodzą choroby wieku dziecięcego. Jak powiedzieliśmy, na razie są chronieni przez to, że wokół siebie mają zaszczepione osoby, bo powstał kokon, który chroni wszystkich. Generalnie jednak, w kontekście tych cywilizacyjnych przemian, mamy do czynienia z bombą zegarową, która nieustannie tyka. Nie wiadomo kiedy, ale ona na pewno wybuchnie. To jest oczywiste, ponieważ nie oszukamy przyrody. Wydaje mi się, że to jest kwestia maksymalnie kilkunastu lat i w zakresie epidemii wydarzy się coś bardzo nieprzyjemnego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Prawda jest taka ze jak coś się dziecku stanie to lekarze umywają ręce
Co za bzdety. Zero rzetelności w artykule...Tylko straszenie.Wstyd. Prawda jest inna- rodzice nie szczepią bo zaczynają myśleć...lekarze nie zgłaszają Nopów bo za każde takie zgłoszenie mają nieprzyjemności.A argument,że nieszczepiący są zagrożeniem dla szczepionych,za za brednia.Czego się boicie skoro Wasze dzieci szczepione to i chronione. Ciekawe czy Wy wszyscy dorośli proszczepionkowcy doszczepiacie się co 10 lat,bo przecież na tyle "działa" szczepionka,a jeśli się nie szczepicie to pamietajcie że z Waszego toku myślenia jesteście zagrożeniem dla własnych dzieci...
ale Ty szczepilas swoje dziecko wiec o co chodzi? ja nie pisze o szczepieniu na wscieklizne ... :)
Ale Pani Asia ladnie odpowiedziala na pytanie czy rodzice nie musza miec obaw ;) wstyd
Ciekawe czy Pani Joanna Stepien napisze mi oswiadczenie ze po szczepieniu na MMr nie spadnie mojemu dziecku wlos z glowy. Prawda jest taka ze nie podpisze ! Czy ona poniesie odpowiedzialnosc jak cos sie stanie ? Powinna poniesc skoro tak smialo sie wypowiada oświadczeniach !
Zgadzam sie Kas!
Twoje dziecko jest zagrożeniem dla mojego nieszczepionego
Bzdura!!! Który lekarz zglasza NOP? Jedno zgłoszenie? Smiech na sali... a co z goraczka wymiotami i szeregiem duzo powazniejszysz. A czy lekarze informuja o skladzie szczepionek?! Nigdy! Dlaczego? Bo malo rodzicow chciałoby podac rtęć dziecku a skoro nie sa swiadomi godza sie na szczepienia. Skoro szczepionki sa takie super ok zatem niech lekarz czy sanepid podpisuja ze biora pelna odpowiedzialnosc za to co bedzie dzialo sie po. Prosze Was poczytajcie a pozniej piszcie artykuły.. pewnie kasa dla koncernow farmaceutycznych jest ogromna wiec lekarze.. zalecaja bo zrodlo kasy plynie
Powinni podać nazwiska dzieci nieszczepionych bo są wielkim zagrożeniem dla moich dzieci!
Prawda jest taka ze jak coś się dziecku stanie to lekarze umywają ręce
Co za bzdety. Zero rzetelności w artykule...Tylko straszenie.Wstyd. Prawda jest inna- rodzice nie szczepią bo zaczynają myśleć...lekarze nie zgłaszają Nopów bo za każde takie zgłoszenie mają nieprzyjemności.A argument,że nieszczepiący są zagrożeniem dla szczepionych,za za brednia.Czego się boicie skoro Wasze dzieci szczepione to i chronione. Ciekawe czy Wy wszyscy dorośli proszczepionkowcy doszczepiacie się co 10 lat,bo przecież na tyle "działa" szczepionka,a jeśli się nie szczepicie to pamietajcie że z Waszego toku myślenia jesteście zagrożeniem dla własnych dzieci...
ale Ty szczepilas swoje dziecko wiec o co chodzi? ja nie pisze o szczepieniu na wscieklizne ... :)