Reklama

Tyłek w powietrzu

01/02/2013 09:38
Nie ma grzejnika i ciepłej wody. Trzeba trzymać tyłek w powietrzu, żeby nie przymarznąć do sedesu. Na ścianach szron. - Nie chcę luksusów, chcę normalnie żyć - mówi Monika Wójcik

Pożyczona gazówka, kuchnia na drewno, pralka, sfatygowana mikrofala i umywalka – wszystkie te sprzęty mieszczą się w pomieszczeniu dumnie nazywanym kuchnią. Ze ścian odłazi zielona farba, na podłodze betonowa wylewka przykryta folią. - Żeby tak nie ciągnęło – wyjaśnia Mariusz Kuberski, partner pani Moniki. Oglądamy dalej, mężczyzna wskazuje dziurę ciemniejącą w górze przewodu kominowego. - Mają to zrobić, ale nie wiem kiedy – tłumaczy. Idziemy do „łazienki”. - Raczej wychodka – prostuje jego partnerka. Wychodzimy na korytarz, gdzie pod schodami kryje się mała klitka. Wewnątrz metalowa wanna i sedes, położony przy nim worek „robi” za dywanik.
[[reklama]]
- Nie ma grzejnika i ciepłej wody. Trzeba trzymać tyłek w powietrzu, żeby nie przymarznąć do sedesu – słyszę. Drzwi prowadzące na zewnątrz przymarzły. Temperatura – ok. 0°C. W kuchni nieco cieplej – ok. 4-5°C. - W kufajce trzeba myć naczynia – opowiada pani Monika, dodając, że jak najmniej stara się w tym pomieszczeniu przebywać. 5-osobowa rodzina spędza czas w jednym, ogrzewanym piecem kaflowym pokoju. W drugim pokoju w rzędach stoją na podłodze reklamówki z ubraniami. W rogu wózek dla dopiero co narodzonej Dorotki, kojec 2-letniego Tomka i kilka zabawek – jego i brata, 7-letniego Mateusza. Bez potrzeby nikt tu nie zagląda, jest zbyt zimno. Ok. 9°C. - Piec ma uszkodzone palenisko, nie możemy nim grzać – wyjaśnia pan Mariusz – czekamy na naprawę.
[[nowa_strona]]
Kartka z życia
- Ja i Mariusz śpimy w jednym łóżku z Mateuszem. Tomek śpi w kojcu – opowiada pani Monika. -Przynosimy go z pokoju godzinę wcześniej, żeby się pościel nagrzała – dodaje pan Mariusz. – Mała śpi w łóżeczku. - Grzejemy wodę i myjemy się w pokoju, w misce, po kolei. Dopiero co urodziłam dziecko, jestem w połogu. To nie są warunki dla matki i dla noworodka – pani Monika nie ma najmniejszych wątpliwości. - Jak mam się myć przy 7-latku? - pyta. - Ściany są tak zziębnięte, że nie możemy napalić – jej partner wraca do tematu temperatury. - Tomek ma astmę oskrzelową, przyjmuje zastrzyki, boimy się, żeby nie zachorował.
[[reklama]]
Zresztą boimy się o wszystkie dzieci. Sami byśmy sobie jakoś poradzili, nie skarżyli się, ale z maluchami to nie życie. Wszystko robimy dla nich. Sam mam jedną bluzę i jedne spodnie i chodzę tak od 5 lat – pan Mariusz naświetla sprawę. - Ja też nigdzie nie chodzę, ani do fryzjera, ani do kosmetyczki, nic sobie nie kupuję, a przecież jestem kobietą, muszę o siebie dbać – dodaje pani Monika. - Jak myję włosy, to Mariusz mi je wodą z miski spłukuje. Aż się łzy zbierają – kobiecie drży głos. - Dzieci załatwiają się w nocniku, bo jest za zimno, żeby iść do łazienki. 4 lata mieszkanie podobno stało niezamieszkane. Dlaczego? - pyta. Okazuje się, że starsza pani, która uprzednio była jego najemcą, czasowo przebywała w Domu Pomocy Społecznej, mogła jednak wrócić w każdej chwili, pozbawianie jej lokalu nie było zatem uzasadnione.
[[nowa_strona]]
Do początku
- 2 lata czekałam na przydział. 7 lat tułałam się po wynajętych mieszkaniach. Dla młodszego syna to pierwsza przeprowadzka, ale starszy całe życie jest ze mną na walizkach. Na dzieci zawsze wynajmujący patrzyli krzywo, większego czynszu chcieli, odstępne 800 zł... - wspomina nasza rozmówczyni. - Ucieszyłam się, kiedy nam się trafiło to mieszkanie. Obejrzeliśmy je i przyjęliśmy, ale miałam nadzieję, że zanim się wprowadzimy MZGL pomoże nam doprowadzić do ładu kuchnię i łazienkę – wspomina. - Na razie tylko dostaliśmy materiał na wylewkę w kuchni. Starą podłogę trzeba było zerwać, bo zgniła – opowiada M. Kuberski. - Powiedzieliśmy w MOPS-ie, że się nie wprowadzimy na takie warunki, gdzie nie ma jak się wykąpać.
[[reklama]]
Pracownik socjalny powiedział nam, że możemy się myć w misce. Powiedziałem wtedy: „nikt się nie będzie myć w misce”, ale jakie mamy teraz wyjście? - Usłyszeliśmy też, że pani z MOPS-u mieszkanie się podoba i że każdy inny wziąłby je z pocałowaniem ręki – wtrąca pani Monika. - Nie mieliśmy wyjścia, byłam zmuszona przyjąć to mieszkanie, bo nie było nas dłużej stać na wynajmowanie. Sama mam niecały tysiąc złotych dochodu, Mariusz nie może znaleźć pracy – sytuacja naszych rozmówców nie jest łatwa. Jak przyznają, zwlekali z przeprowadzką tak długo jak tylko mogli. Wcześniej mieszkali przy ul. Zamkowej, w końcu jednak poinformowano ich, że albo się w końcu przeniosą do lokalu przy Obrońców Warszawy, albo odbierze im się klucze, a umowa zostanie zerwana.
[[nowa_strona]]
- Na zasiedlenie mieszkania jest 30 dni – tłumaczy Sylwia Muzioł ze złotowskiego Urzędu Miejskiego, informując, że oświadczenie przyjęcia lokalu M. Wójcik podpisała 9 października 2012 roku. Po monitach ostateczny termin przeprowadzki wyznaczono na 15 stycznia br. - 15 stycznia zabraliśmy wszystko i wieczorem przenieśliśmy się tutaj – opowiada M. Kuberski. - Przespałam jedną noc i zawieźli mnie do porodu – dodaje M. Wójcik.
Oboje z partnerką obstają na stanowisku, że nikt nie poinformował ich, że muszą zasiedlić mieszkanie w ciągu miesiąca. - Chcieliśmy poczekać, aż zrobi się cieplej, aż pomogą nam doprowadzić do porządku kuchnię i łazienkę, a musieliśmy się wprowadzić w tak nieludzkie warunki zimą – tłumaczą. Gdybyśmy tyko mieli pieniądze, sami byśmy to zrobili – dodają zgodnie.
[[reklama]]
***

Jarosław Bobek, kierownik Miejski Zakład Gospodarowania Lokalami – Sprawdzamy wszystkie sygnały, które do nas docierają. Nie było przypadku żebyśmy się nie zainteresowali.
Kierownik tłumaczy, że w ramach pomocy MZGL przekazał pani Monice kuchnię węglową,  wykonano też naprawę wodomierza, zadbano o podłogę w kuchni. Jeśli chodzi o piec, zdun otrzymał już zlecenie na jego naprawę.

***

Piotr Brewka, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej – Sytuacja Moniki Wójcik i Mariusza Kuberskiego jest nam znana. Przyglądamy się jej i oczywiście w miarę możliwości pomagamy. W grudniu ubiegłego roku przekazaliśmy pomoc finansową na odnowienie mieszkania, niestety pieniądze nie zostały spożytkowane na ten cel. By widzieć sens pomocy, którą oferujemy musimy widzieć efekty i zaangażowanie. Naszym zadaniem jest wspierać, a nie wyręczać. Tu pojawia się problem z zaradnością. Rodzina kwalifikuje się do otrzymania pomocy pieniężnej, więc w styczniu ją otrzymała. Będziemy monitorować sytuację, zwrócimy na nią szczególną uwagę.

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama