Co było pierwsze? Kura czy jajo? Tego nie wie nawet Eugeniusz Barabasz, mimo iż od ponad dwudziestu lat siedzi w drobiarskim biznesie. A wcale nie siedzi bezczynnie, bo wylęga kilkadziesiąt tysięcy jaj miesięcznie
Zakup, odpad wstępny, czyste i zamarłe, proces zapłodnienia, odpad z przekładu, przełożone, kaleki, trupy – to terminy zawarte w tabeli opisującej proces wylęgu piskląt. Te właśnie tabele, ciepła temperatura, charakterystyczny dźwięk tysięcy małych stworzeń i specyficzny zapach unoszący się we wnętrzu firmowych budynków, od lat towarzyszą panu Eugeniuszowi. Powszechnie znanemu przede wszystkim z tego, że prezesuje miejscowemu klubowi sportowemu Jedność. Tymczasem na co dzień pochłoniętego pracą między dwoma budynkami swojej firmy – wylęgarnią w Zakrzewie i odchowalnią kurcząt w Drożyskach Wielkich – i wyjazdami do klientów, z którymi współpracuje. – To nie jest duży zakład, ale znaleźliśmy swoją niszę i od lat odnajdujemy się na rynku – przyznaje właściciel firmy. Największe zakłady wylęgają 200-300 tys. kurcząt tygodniowo. U Barabasza liczba też robi wrażenie – oczywiście jak na mały zakład – od 50 do 100 tys. piskląt miesięcznie.
[[reklama]]
To tylko fragment artykułu P. Steffena z AL 09/2014, s. 16
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze