Ponad pięć lat temu Adriana i Jacek podjęli decyzję, by pod swoim dachem gościć przyjezdnych. – Trzeba być otwartym, szczerym, miłym, traktować gości jak domowników, słuchać ich i rozmawiać z nimi – mówi Jacek
W sobotę dwa tygodnie temu kilometr od zwartej zabudowy Rudnej odbywało się święto. Piąta rocznica uruchomienia gospodarstwa agroturystycznego „Leśne Zacisze”, którego właścicielami są Adriana i Jacek Ziturus. Jak na prawdziwych gospodarzy przystało podjęli oni gości w iście królewski sposób, czego najlepszym dowodem są zdjęcia tu zamieszczone.
Tymczasem wróćmy do początków. Jak to się stało, że mały domek, położony wśród lasów, stał się tak chętnie wybieranym przez turystów miejscem?

Pani Jadwiga niepodzielnie króluje w kuchni. Świetnie zna się m.in. na wekowaniu, o czym można się było przekonać w pamiętną sobotę
W tym miejscu się wychowałem
– wskazując wzrokiem na zupełnie inne niż przed laty zabudowania mówi Jacek. Jego rodzinne gniazdo to było typowe gospodarstwo rolne.
Ziemie są tu słabe, nawet klasy 6Z, ciężko byłoby więc myśleć o utrzymaniu się z uprawy. Gdybym miał być hodowcą, to też musiałaby być duża hodowla, żeby się opłacało, a i z tym bywało i bywa różnie
– wspomina początki wchodzenia w dorosłe życie i podejmowanie pierwszych trudnych decyzji. Życie na siedem lat rzuciło go razem z rodziną do Niemiec.
Ten okres ma swoje dobre strony. Nauczyłem się perfekcyjnie języka, a to mi się przydaje, bo mamy sporo gości z Niemiec
– mówi Jacek. Pomysł, by uruchomić gospodarstwo agroturystyczne zrodził się blisko osiem lat temu.
Mieliśmy urządzoną dla siebie górę domu. Można powiedzieć, takie niewielkie mieszkanie. Wszystko zaczęło się właściwie przez moją mamę, która zasugerowała, że można by to nieużywane miejsce wynająć letnikom. Okolica jest ładna, zawsze zjeżdżała do nas rodzina, by odpocząć w ciszy. Stwierdziliśmy, że może przyciągnie to też obcych ludzi. Informacja o „Leśnym Zaciszu” rozeszła się pocztą pantoflową
Reklama
– wspomina Jacek. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.
Decyzję o tym, że wracamy do Polski podjęliśmy głównie ze względu na stan zdrowia rodziców. Było też już jakieś światełko w tunelu, kierunek, w który warto iść – agroturystyka
– dodaje. Podwórko zamieniło się w plac budowy. Rodzinny dom rozrósł się o kilka pokoi i kilkanaście miejsc noclegowych.
Postawiliśmy wszystko na jedną kartę
– stwierdza Adriana.
Pierwsi goście do rozbudowanej agroturystyki przyjechali z Poznania. Urzekła ich okolica, wymarzona dla wielbicieli pieszych i rowerowych wycieczek, wędkowania, zbierania grzybów, a także relaksu w leśnej głuszy.
Goście przyjeżdżają do nas z całej Polski i z zagranicy
– perspektywę pięciu ostatnich lat przedstawia Adriana.
Dowiadują się o nas głównie z internetu, ale sporo jest z polecenia znajomych, którzy u nas gościli
– wtrąca Jacek.

Na wymalowanie twarzy także można się było w Rudnej załapać
Jak czas spędzają wypoczywający w gminie Złotów?
Bardzo wielu ludzi przyjeżdża tu z rowerami albo na rowerach. Jest też sporo amatorów spływów kajakowych, choć okoliczna Łobżonka nie należy do łatwych w spływie rzek ze względu na niski stan wody i wiele przeszkód, np. powalonych drzew. Mamy też gości, którzy po śniadaniu ruszają z książką do ogrodu albo nad staw i tak spędzają cały dzień
Reklama
– mówi Jacek.
Wielu do nas wraca, bo mówią, że smakowała im nasza kuchnia
– podkreśla Adriana.
To zasługa mamusi!
– oznajmia Jacek. Pani Jadwiga, która zainspirowała młodych do rodzinnego biznesu, niepodzielnie rządzi w kuchni i zbiera pochwały od gości.
Prowadząc gospodarstwo agroturystyczne trzeba być otwartym, szczerym, miłym, traktować gości jak domowników, słuchać ich i rozmawiać z nimi. Nie może być w tym sztuczności, bo na dłuższą metę to się nie uda. Obiad u nas wygląda w taki sposób, w jaki jada się niedzielne obiadki z rodziną. Siadamy przy jednym stole, nie ma wydzielonych porcji, każdy je do oporu. Dużo dyskutujemy, uczymy się od gości np. tego, jak jeszcze uatrakcyjnić nasze gospodarstwo, co by się w nim przydało
Reklama
– mówi Jacek. Choć pani Jadwiga nie zamierza zdradzać sekretów swojej kuchni, wskazuje, że ogromne znaczenie mają produkty. Potwierdza to Jacek.
Wiadomo, że nie da się być w 100% samowystarczalnym jeśli chodzi o produkty, jednak staramy się, by rzeczy kupowanych było u nas jak najmniej. Warzywa mamy swoje, z własnego ogródka, uprawiane ekologicznie. Podobnie jest z owocami w sadzie. Z nich powstają m.in. naturalne soki. Dużo wekujemy, żeby mieć zapasy, gdy sezon na nowalijki się skończy. Mięso i wędliny kupujemy z małej, lokalnej masarni. Podobnie jest z serami, masłem czy chlebem. Współpracujemy w tym względzie z niewielkimi, rodzinnymi firmami, takimi jak nasza. Mamy też dostęp do ludzi, którzy wytwarzają sery czy robią chleb, tak jak to było przed laty, we własnych domach. Lokalność jest dla nas ważna, bo nasi goście jej poszukują
Reklama
– podkreśla Jacek.

Ekipa skupiona wokół Bronkolandii przygotowała pokaz psich umiejętności
Co zwiedzają przyjezdni?
Absolutnym numerem jeden jest Górka Klasztorna. Po niej wiele osób wybiera okoliczne jeziora. Goście z ciekawością odwiedzają okoliczną fermę strusi. Mieliśmy też takich letników, którzy, ruszając z naszego gospodarstwa, eksplorowali Wielkopolskę, zwiedzają m.in. Gniezno czy Poznań. Wielu chce też zobaczyć Borne Sulinowo, opuszczone miasto Kłomino, zamek w Człuchowie czy byłe lotnisko wojskowe w Debrznie. Pozytywne opinie zbiera także Złotów, zwłaszcza za promenadę
Reklama
– mówi Jacek. Zauważa jednak, że lokalne samorządy słabo dbają o turystów na rowerach.
Brakuje dobrych map, oznakowania ścieżek, może aplikacji do telefonu. Ludzie ustalają trasy na własną rękę albo radząc się nas. Warto byłoby im w tym pomóc
– dodaje. Jego zdaniem należałoby też zadbać o polepszenie stanu drogi powiatowej, która łączy drogi wojewódzkie numer 242 i 188, czyli Łobżenicę i Lipkę.
Mnóstwo osób jeździ tędy nad morze. Dla wielu z południa Polski atrakcją, miejscem odpoczynku w tej długiej drodze mogłaby być nasza Krajna. Ta droga powinna mieć status wojewódzkiej
Reklama
– ocenia.

Zaczęło się od małego domku. Obecnie Leśne Zacisze to spory przybytek, który jeszcze się rozbudowuje
Zakochaliśmy się w tym co robimy
– pytany o plany na przyszłość mówi Jacek. Adriana potwierdza, dodając, że uśmiechy gości, dobre opinie w internecie oraz fakt, że ludzie do nich wracają dają energię do tej pracy. Planują rozbudowę o miejsce do spotkań. Z ziemi już wyrasta kolejne skrzydło.
To nie będzie wielki hotel, raczej duży dom, gdzie każdy, tak jak do tej pory, będzie mógł się poczuć jak u siebie albo jak u krewnych na wsi
Reklama
– kwituje Jacek.
***
Właściciele gospodarstwa agroturystycznego „Leśne Zacisze” dziękują wszystkim, którzy przyczynili się do uczczenia ich święta. W sposób szczególny dziękują Fundacji Złotowianka, Dawidowi Krzykowi, zespołowi Bronkolandii oraz Fun4kids.
Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze