Spóźniają się lub zwalniają. Ponad stu uczniów z powiatowych szkół ma problem z dojazdami. Władze myślą, jak temu zaradzić
- Młodzież jeździ tam, gdzie ma dobre połączenie – te słowa starosty Ryszarda Goławskiego dobrze oddają problem. Z danych przekazanych przez szkoły wynika bowiem, że kłopoty z dotarciem na lekcje ma kilkudziesięciu uczniów placówek prowadzonych przez powiat złotowski. Młodzież spóźnia się na pierwszą lekcję, bo nie ma czym dojechać na czas. Jeszcze więcej osób zwalnia się z ostatniej lekcji, by móc wrócić autobusem czy pociągiem do domów. W samej dawnej ""Zawodówce"" przy ulicy Norwida w Złotowie robią to trzydzieści cztery osoby. - Uczniowie próbują się zwalniać, rodzice podpisują deklaracje, że biorą za to odpowiedzialność, ale nie o to chodzi. Uczeń powinien uczestniczyć w całej lekcji – twierdzi dyrektor Zespołu Szkół Ekonomicznych w Złotowie Marek Skórcz. W jego szkole wśród czterystu siedemdziesięciu dziewięciu uczniów, dojeżdżających jest dwustu dziewięćdziesięciu trzech. - Problem ten dotyczy około siedemdziesięciu osób. Szczególnie od czasu, gdy zmienił się rozkład jazdy z kierunku Zakrzewa i Lipki – zauważa dyrektor. Podobnie jest w pozostałych pięciu szkołach prowadzonych przez powiat. - To jeden z powodów, dla których młodzież wybiera inne szkoły – twierdzi Danuta Boguniewicz–Kwaśniewska, dyrektor Wydziału Komunikacji i Dróg w Starostwie Powiatowym w Złotowie. Dyrektor uczestniczyła w spotkaniu z przedstawicielami szkół, podczas którego omawiano ten problem.
Rozkład pod ucznia
Rozwiązaniem ma być zmiana rozkładu jazdy autobusów. W starostwie odbyć ma się spotkanie z przewoźnikami, na którym urzędnicy zaproponują im dostosowanie rozkładów do potrzeb uczniów. Następnie podadzą im liczbę uczniów dojeżdżającą z konkretnych kierunków i propozycję godzin odjazdów i przyjazdów autobusów. W tej chwili spośród 1826 uczniów uczęszczających do szkół ponadgimnazjalnych w powiecie złotowskim, dojeżdżać musi 1245. - To jest też problem naboru. Jeżeli gimnazjaliści nie mają jak do nas dojechać, to wybierają inne szkoły, poza powiatem – mówi M. Skórcz. Doskonałym przykładem ""ucieczki"" z powiatu są osoby z gminy Okonek. Z jej terenu do szkół ponadgimnazjalnych w Szczecinku dojeżdża około dwustu uczniów. Dyrektor ""Ekonoma"" sugeruje, że na trasach, gdzie jeździ niewielu uczniów, pomóc mogłyby kursy busów. Być może będzie to jedno z wyjść z tej niekorzystnej dla powiatowej oświaty sytuacji. - Musimy coś zrobić, by młodzież mogła bez problemów dojechać do szkoły. Musimy odwrócić trend do wyjazdów poza nasz teren – twierdzi starosta Goławski. Problemem tym zainteresował się on w połowie ubiegłego roku. Wówczas było już jednak za późno na zmiany w rozkładach jazdy. Te, które powiat zaproponuje za chwilę, mają wejść w życie wraz z nowym rokiem szkolnym.
Do czego mamy dojeżdżać?
We wrześniu jednak dojazdy mogą się okazać kłopotem wtórnym. Nadal bowiem ze starostwa nie wychodzą jasne sygnały, które szkoły zostaną wygaszone. - Trzeba to rozstrzygnąć jednoznacznie, by rodzice, dzieci i nauczyciele wiedzieli, na czym stoją – apeluje radny Rady Powiatu Złotowskiego Romuald Duszara. - Ze Szczecinka przyjeżdżają do nas, zachęcają młodzież, wożą ją. Po prostu dbają o uczniów z Okonka – dodaje. 28 stycznia podczas sesji rady R. Duszara po raz kolejny proponował radnym debatę na temat oświaty. Jeśli jej nie będzie i ze starostwa nie wypłynie jasny sygnał co do przyszłości szkół, to odpływ młodzieży może postępować. W końcu kto wybierze szkołę, która za chwilę może zniknąć?
Entliczek pentliczek
Zwłaszcza, że 1 stycznia 2017 roku obowiązywać zaczną nowe przepisy dotyczące transportu publicznego. Odpowiadać za niego mają powiaty (samodzielnie lub jako związki powiatów). To one mają wypłacać przewoźnikom tzw. rekompensaty za bilety ulgowe. Zniżki w wysokości 49% mają właśnie uczniowie. - Obawiamy się, że zanim te pieniądze tu trafią, to się rozejdą – mówi wprost Piotr Tarnowski, właściciel firmy Baltic Sea Trans. Przedsiębiorca z Okonka wozi uczniów na dwóch trasach: do Złotowa i do Szczecinka. Dopłatę do biletów ulgowych przekazuje mu teraz Urząd Marszałkowski w Poznaniu. To około 130 tys. złotych miesięcznie. Zdaniem właściciela firmy zmiana przepisów jest po to, by zaoszczędził budżet państwa. Kosztem samorządów i nie tylko. - Na pewno wystąpią straty po stronie przewoźników – obawia się P. Tarnowski. - Ten system nie będzie działać – dodaje. Z kolei Romuald Duszara w pisaniu czarnych scenariuszy idzie jeszcze dalej. - Jeśli znikną dopłaty do uczniowskich biletów miesięcznych, a cena biletu wzrośnie o te 49%, to zrodzi się pytanie, czy rodziców będzie stać na posyłanie dzieci do szkół. Może będzie wyliczanka: entliczek pętliczek, ty pójdziesz do szkoły... - dywaguje radny. Ziścić się to może, gdy powiat nie przygotuje tzw. planu transportowego, czyli wizji, jak ma wyglądać komunikacja na naszym terenie. Włącznie z rozkładami jazdy. Na razie jednak samorządowcy się za to nie zabrali.
Łukasz Opłatek
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze