Reklama

Uwaga: Danger!

21/12/2015 18:30
Zespół ładuje akumulatory. Po jedenastu latach scenicznej pauzy wydobywa z ciszy swoje najlepsze kawałki, a z instrumentów – ciężkie brzmienia. Reaktywacja dokonuje się z mocą – dobrą muzykę można usłyszeć z daleka

Konkretniej – z kilkudziesięciu metrów. „Czas nostalgii” smakować można jeszcze zanim wejdzie się do sali prób, która mieści się ponad garażami OSP Lotyń. Mocne dźwięki niosą się z daleka. Danger wraca z ogromną energią. Po raz drugi. Na dłużej.

Miks idealny

Elektromechanik, poligraf, kierownik działu przewozów komunikacji miejskiej i organista – trzech na czterech członków kapeli w zawodowym życiu obrało drogi dalekie muzyce, nigdy jednak[[pay]] zupełnie nie odstawili jej oni na boczny tor. Tym samym powrót do artystycznego świata nie był bolesny. Kostki przecież, pomimo upływu lat, wciąż tak samo układają się w dłoniach, jedyne co mogło się zmienić to świat. Odbiorca, który najczęściej idzie dziś za tym, co niewymagające. Za tym, co lekkie i przyjemne. Wojciech Żydałowicz, Artur Lipiński, Marek Burzyński i Krzysztof Szabałowski nieszczególnie się tym przejmują – dlatego, że muzyka alternatywna, a taką właśnie tworzą, zawsze znajdzie dla siebie niszę. Zresztą... - Preferujemy ambitną muzykę. Wolimy grać dla węższej publiki, ale wartościowe utwory – masówka w żadnym wypadku nie wchodzi w grę. - Nie dążymy do tego, by zaistnieć za wszelką cenę – zaznacza Marek Burzyński. - Najpierw musimy się ze sobą zgrać, potem zrobić materiał – trzy, cztery miesiące rozgrzewki łączonej z powrotem do dawnego repertuaru to absolutne minimum. Zwłaszcza, że przed jedenastu laty zespół nie grał w dokładnie tym samym składzie co dziś – do niebezpiecznej trójki dołączył w sierpniu Artur Lipiński. Jako że nie ma w nim nic z amatora, szybko znalazł z kolegami wspólny język. Artystyczna symetria wymagała jednak od perkusisty, jedynego w kapeli zawodowego muzyka, zwrotu o sto osiemdziesiąt stopni. I to podwójnego. Po pierwsze dlatego, że hard-rock, który gra Danger, zupełnie nie przystaje do muzyki, z której ten żyje i którą wykonuje na co dzień oraz od święta. Od święta, to jest co niedzielę – w kościele (Artur Lipiński jest organistą). Poza tym gra też w zespole disco, który dostaje angaż podczas najrozmaitszych uroczystości.

Reklama

Pozostali członkowie Danger dyplomów ze szkoły muzycznej nie mają, doświadczenie jednak pozwala nazywać ich profesjonalistami. Wszyscy grają od lat `80. - Najpierw razem się uczyliśmy, potem graliśmy. Za czasów szkolnych wygrywało się różne przeglądy – Danger zaczął działalność od sukcesów. Owszem – nazwa nie zmieniła się od niemal 30 lat. I po pierwszym, odnotowanym w 2003 roku powrocie, który ostatecznie zabiły obowiązki dnia codziennego, i po tym najświeższym pojawiła się w obiegu po raz trzeci.

Danger – ten sam, inny jednak

Wierność nazwie ma swoje uzasadnienie. Nasi rozmówcy nie chcieli zaczynać od zera. Danger, szczególnie dobrze znany na szczecineckiej scenie muzycznej, ma swój dorobek, który warto zachować. Kluczem są skojarzenia.

Reklama

- Jeśli na plakacie pojawi się nazwa Danger, ludzie na pewno skojarzą ją z nami – zaznacza Krzysztof Szabałowski. Muzyk-amator, wokalista, który równie dobrze co przy mikrofonie czuje się z gitarą w ręku, zawodowo związał się z przemysłem poligraficznym. Twardo po ziemi stąpa też Wojciech Żydałowicz, który w czasie, gdy nie zajmuje się muzyką, zagląda pod maski samochodów. Elektromechanikowi pracy nie brakuje, tym bardziej więc próby są dla niego relaksujące. - Spotykamy się dla przyjemności. Człowiek rzuca robotę i jedzie pograć. Wyszaleć się, naładować akumulatory – ze śmiechem streszcza gitarzysta.

Podobne nastawienie ma Marek Burzyński – kierownik działu przewozu komunikacji miejskiej, który uważa, że kreatywność jest pożądana nie tylko na scenie, ale i w życiu zawodowym. Danger jest więc jego polem do popisu – gitarzysta (i tymczasowy basista – ten, już „opierzony”, jest przez zespół pilnie poszukiwany!) jest autorem tekstów i muzyki, którą gra kapela (covery w jej wykonaniu nieczęsto można usłyszeć). Niby to ten sam zespół i gatunek, te same kawałki, a jednak brzmienie mają inne... Świeże, bo ludzie, ci sami przecież, też się zmieniają – wraz z nimi ewoluowała aranżacja niektórych utworów. Styl został ten sam. I serce do muzyki – również.

Reklama

„Czas nostalgii” do posłuchania na zlotowskie.pl i w serwisie muzzo.pl. Polecamy![[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    URI - niezalogowany 2016-11-04 22:09:22

    danger nazwali go.w 1989roku bylem mlodym chlopakiem i mialem okazje i to szczescie otrzymac nagrania demo od Danger,mam je do dzisiaj,wiele kaset poleglo ale Danger trzyma sie swietnie.panowie,zagraliscie MALA MAGGIE,wiec moze tak do Szydlowca na jak co roku koncert przed AZYLEM P ,impreza prezna,pamieci Andrzeja .info fundacja im.Andrzeja Siewierskiego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    uri - niezalogowany 2016-11-04 22:00:30

    Danger-mam wasze demo For CLIFF BURTON a mieszkam w Siedlcach.ZACZNIJCIE ZNOWU GRAC ....!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ... - niezalogowany 2015-12-22 17:05:25

    https://www.youtube.com/watch?v=Gpbx9qnlBh4 Nie milczy :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości